POCHWAŁA UPORU – NAGRODA W POSTACI TATUAŻU „NEVER DON’T GIVE UP”
Macio: Lubimy takie historie jak wjazd Julii Scheib i Laury Pirovano po latach przebłysków bez ostatecznego potwierdzenia w topce. Wtedy możemy sobie pomyśleć, że przecież równie dobrze moglibyśmy być to my! (Tak naprawdę wcale nie). Nie zapominajmy bowiem, że zarówno Scheib, jak i Pirovano od dawna były wyróżniającymi się zawodniczkami, regularnie kręcącymi się w okolicach pierwszej dziesiątki. Gdy spojrzeć okiem jurora, niczym Agustin Egurrola na pląsy Kasi Cichopek, można było dostrzec, że obie mają to „coś”.
Wiadomo jednak, że do tego „czegoś” trzeba jeszcze dograć całą masę elementów, więc wielkie brawa za poskładanie tych puzzli. Laura, będąc Włoszką, doskonale wie, że ragù bolognese nie robi się w pięć minut. Najpierw soffritto, potem trzeba dać mięsu czas na reakcję Maillarda, a na końcu wszystko spokojnie dusić, żeby składniki wreszcie zaczęły grać razem. Najwyraźniej podobnie było z jej narciarstwem.
Z kolei pudło Jana Zabystřana to oczywiście w 90% polski sukces – nikt tak nie potrafi nasmarować nart jak jego ówczesny serwisant Sebastian Białobrzycki.
Tonio: W tej rubryce trudno wskazać kogoś innego niż Laurę Pirovano. W końcu nastał koniec „Pirovanizacji”, czyli naszego autorskiego określenia tułaczki w drodze po podium. Historia tej 28-letniej zawodniczki pochodzącej z Trydentu to istna odyseja – nawet jej dziesięcioletnia rama czasowa niemal idealnie się zgadza. I choć nikt nie musiał tu ani przywiązywać się do masztu, ani wyłupywać oka cyklopowi, to, podobnie jak u mitycznego Odysa, docenić należy przede wszystkim determinację w poszukiwaniu własnej Itaki. 124 starty w oczekiwaniu na upragnione podium. A gdy wreszcie udało się dobić do brzegu, zamiast ramion Penelopy w królewskiej Itace czekały od razu najwyższy stopień podium, a chwilę później także mała Kryształowa Kula za zjazd.
Nawet jeśli miałby to być hit jednego sezonu, nawet jeśli część zawodników była akurat zajęta leczeniem kontuzji, a inni nie potrafili naciągnąć cięciwy, historia Laury Trydenckiej z pewnością zostanie z nami na długo i jeszcze niejedna latorośl z długimi nartami, przeżywając chwile zwątpienia, przypomni sobie Włoszkę, która przez dziesięć lat uparcie płynęła do celu.
KTO BĘDZIE NOWĄ PIROVANO?
Macio: Ja mam odważny typ. Postawię na Alice Pazzaglię z Włoch. To też może być historia rozbłysku w Pucharze Świata, ale na dobrą sprawę to najpierw musi się tam zadomowić. No ale generalka Pucharu Europy sama się nie zdobyła.
Tonio: Kogo skazać na dziesięć lat tułaczki? Nie życzę tego nikomu, ale w tym sezonie życzę sobie i wam, abyśmy za kilka lat nie musieli ukuć sformułowania „marynizacja”. Najbliższa historii Laury jest bowiem Maryna Gąsienica Daniel.
Póki co wszystko się zgadza. Są przecież wyniki – miniony sezon dobitnie to pokazał – jest powrót na właściwy kurs, zagubiony gdzieś po drodze, widać już nawet mury Itaki w postaci 7. miejsca na igrzyskach, ale – trzymając się Homera – worek z wiatrami od Eola co rusz nie pozwala przybić do brzegu podium. Kiedy wydaje się, że port jest już na wyciągnięcie ręki, brakuje tych setnych sekundy. Co prawda ostatecznie u steru stoi sama zawodniczka, ale już od ponad dziesięciu lat liczę, że wraz ze swoją wierną załogą wreszcie znajdzie drogę do podium, bo jak tutaj zwyczajnie temu nie kibicować? Zasługuje na to przede wszystkim sama Maryna.
Co ciekawe, na podium czekają również dzieci narciarskich gwiazd: syn Kena Reada z ekipy „The Crazy Canucks” – Erik (203 starty bez podium) oraz Estelle Alphand, córka Luca Alphanda (159 startów bez podium). Najwyraźniej łaska narciarskich bogów nie jest dziedziczna. Talent, no cóż, chyba też.
KĄCIK SKAUTA, CZYLI KOGO OBSERWOWAĆ
Macio: Mam wrażenie, że niesamowita jest dysproporcja we włoskim szkoleniu. Wśród facetów oczywiście mamy paru konkretnych gości. Jednak to u kobiet talenty wychodzą jak kiedyś Fiaty Panda I z fabryki w Turynie. Największym pewniaczkiem jest Anna Trocker, która na mistrzostwach świata juniorów zorganizowała zawody o drugie miejsce, a dodatkowo pyknęła sobie dwa złota na mistrzostwach Włoch. Zobaczymy, co po kontuzji pokaże mocno pompowana Giada D’Antonio. Moje dziaderskie pojmowanie świata czasem mi podpowiada, że tam za dużo chyba influencerki się pojawia, no ale pewien Brazylijczyk pokazał, że można też wtedy ciągle szybko jeździć. Patrzymy też na Danię Allenbach ze Szwajcarii. Klasyfikacja GS Pucharu Europy zrobiona w ładnym stylu, punkty WC już są, a niepowodzenie na MŚJ to raczej wypadek przy pracy.
Tonio: W kąciku skauta, czyli przeglądzie nieoszlifowanych diamentów, najlepiej zerknąć na zaplecze, czyli do Pucharu Europy. Naturalnym wyborem będzie zatem obserwacja Lenza Hächlera ze Szwajcarii oraz Alice Pazzaglii z Włoch (oboje wygrali generalkę PE). Do worka Stalkant-watchlist, na zielono, z napisem „dobry czas na zakup akcji”, warto dorzucić jeszcze takich zawodników jak Auguste Aulnette, znany już Hans Grahl-Madsen, Sue Piller czy chociażby Stefanie Grob. Anna Trocker to historia z zeszłego roku, ale należy ją mieć pod baczną obserwacją.
To trzecia z pięciu części cyklu „Kryształowe kule, betonowe głowy”. Tekst Antoniego Zalewskiego i Macieja Żabskiego (Stalkant FM) pochodzi z magazynu NTN Snow & More nr 1 na sezon 2026/2027. Cały artykuł przeczytasz w magazynie. Zamów numer w wersji papierowej lub jako e-wydanie PDF.







