Dziś rozegrano królewską konkurencję – zjazd panów.
Organizatorzy obawiali się, że wyniki mogą zostać wypaczone przez pogodę, lub ze zjazdu w ogóle nie da się dziś rozegrać. Prognozy były złe. Jednak ok. godziny 10.00 nad trasą zaczęło się pojawiać słońce. Na starcie stanęło jedynie 38 zawodników. Wielu nie odważyło się wystartować. Inni – za sprawą kontuzji – pojechali do domu. Dotknęło to np. Ivicę Kostelića i Patrika Jaerbyna.

Z numerem pierwszym na trasę ruszył Hermann Maier i nie zjechał dobrze. Widać było, że stary mistrz nie jest dostatecznie przygotowany fizycznie do trudów tego zjazdu. Wszystkim, którzy tego jeszcze nie zauważyli, przypominam, Face de Bellevarde to nie ta sama trasa, którą używa się w pucharze świata. Ta trasa została wytyczona do Igrzysk Olimpijskich w 1992 roku i po małych poprawkach przygotowana ponownie do zawodów w zeszłym roku na tzw. próbę przed mistrzostwami. Wtedy – rok temu – większość zawodników (w tym Miller i Cuche) narzekała na zbyt kręte i powolne ustawienie, którego ze względów terenowych nie da się zbytnio zmienić. W tym roku organizatorzy przyłożyli się do przygotowania trasy i zamienili ostatnią stromą ścianę w lodospad, który przysparza tylu kłopotów zawodnikom.

Wróćmy jednak na trasę zawodów. Drugi na trasę ruszył Kanadyjczyk czeskiego pochodzenia – John Kucera. Pomimo, że jeszcze wczoraj narzekał, że ta trasa potrafi zawodnika przeżuć i wypluć pojechał doskonale. Wyprzedził Maiera aż o 1,18 s i rozpoczął oczekiwanie. Dopiero jadący z numerem szóstym Szwajcar Carlo Janka zbliżył się do Kucery na 0,17 s i to pomimo bardzo gęstej mgły w górnej części trasy. Słabe warunki atmosferyczne utrzymywały się aż do numeru 16, z którym jechał Didier Cuche. Wtedy nad trasa – na chwile zaświeciło słońce. Cuche był mocny, jednak zgubienie linii na ułamek sekundy, na ostatnim wirażu przed metą kosztowało go zwycięstwo. Był 0,04 s wolniejszy od Kucery. Tuż po nim warunki pogorszyły się gwałtownie. Miller, Kroell, Svindal, Walchhofer – żaden z nich nie miał szansy we mgle. Jednak tylko Walchhofer dostał prawo do ponownego startu, gdyż ze względu na błąd startera ruszył już po sygnale wstrzymania konkurencji. Żal mi Millera, gdyż jechał bardzo dobrze w tych warunkach. Poza tym dwa lata temu w Aare też zjeżdżał w najgorszej mgle – jak pech, to pech. Nieco później warunki się poprawiły i Didier Defago miał szanse na odwrócenie losów zawodów, ale upadek w połowie trasy pozbawił go tej szansy.

Kucera jest tym samym pierwszym Kanadyjczykiem, który zdobył złoty medal w zjeździe na mistrzostwach świata. Brawo!

Wielkim przegranym jest Marco Buechel, który po bardzo dobrej jeździe zajął niewdzięczne czwarte miejsce. Nie ukrywał rozczarowania.
Dziś podczas konferencji prasowej Patrick Lange zachowywał się poprawnie. Fama głosi, że po wczorajszych ekscesach dostał żółtą kartkę od organizatorów. Przysięgam, że ode mnie też.

Panowie powiedzieli:
Janka:
udał mi się znakomity przejazd, choć to jedna z najtrudniejszych tras po jakich jeździłem. Lubię te górę i lód na niej. To są warunki dla mnie. Mgła nie przeszkodziła mi zbyt wiele, nie myślałem o niej wcale. Tylko potem chciałem, żeby następni mieli takie same warunki jak ja. Z jednym medalem w kieszeni, będzie mi na pewno łatwiej startować kombinacji w gigancie.To moje pierwsze mistrzostwa i już mam medal. Spróbuje wywalczyć jeszcze jeden. Stojąc na mecie nie denerwowałem się wcale. Przecież i tak nic nie mogłem już zrobić. Nie pytam starszych zawodników o rady na starcie. Wiem, co mam robić, ale świadomość, że doświadczeni koledzy są w pobliżu jest bardzo miła.
Cuche:
ten start był łatwiejszy. Mając złoto w kieszeni byłem bardzo zrelaksowany. Często patrzyłem w niebo i na trasę, ale tym razem pech mnie ominął i jechałem przy dobrej widoczności. Do straty 0,04 s jestem przyzwyczajony, a dzisiaj myślę że wygrałem srebro, a nie przegrałem złoto. Tak naprawdę wygrałem ten medal wczoraj losując nr 16. Następni po mnie byli bez szans. Po kontuzji w 2005 roku długo wracałem do formy. Zeszły rok był wreszcie dobry i postanowiłem kontynuować i dziś tej decyzji nie żałuję.
Przed ostatnim skokiem byłem o 2 m za bardzo w prawo i to był błąd. Byłem też już bardzo zmęczony. Po pierwszym treningu krawędź skoku została przemodelowana i nie było już ryzyka upadku. Od Wczoraj testujemy nowe, bardziej skrętne narty do giganta. Mam apetyt na trzeci medal, ale z dwóch jestem już bardzo zadowolony. Najbardziej dzis podziwiałem Michaela Walchhofera. Zjechać tę trasę dwa razy w odstępie godziny to wyczyn. Powinien dostać brylantowy medal.
Kucera:
Urodziłem się w Kanadzie w Calgary w 1984 roku, ale moi rodzice przybyli tam zaledwie trzy lata wcześniej. Ten sport jest bardzo drogi, więc dziękuję moim rodzicom, że pozwolili mi go uprawiać. Teraz siedzą w Brnie u rodziny i oglądają mnie w telewizji. W Calgary stoki są bardzo strome. Może to pomogło mi dzisiaj. Crazy Canucks z lat 70. to już historia. My teraz nazywamy się Canadian Cowboys. Jesteśmy nową generacją. Za rok będziemy się ścigać w Whistler i to zwycięstwo daje mi mnóstwo pewności siebie oraz kopa do treningu. Cieszyłem się z nr 2, bo wiedziałem, że trasa będzie coraz bardziej zryta. Dziś dla mnie zaświeciło słońce i jechałem w perfekcyjnych warunkach. Czekając na lepszego byłem bardzo zdenerwowany, szczególnie, gdy Walchhofer jechał drugi raz. W Whistler będą wielkie nadzieje. Wierzę, że tam też będę w czołówce.

Jutro zjazd pań, jeśli pogoda pozwoli

O Autorze

Tomek Kurdziel

Redaktor naczelny, założyciel i pomysłodawca Magazynu NTN. W dzieciństwie otarł się o WKN, przez wiele lat był członkiem AKN. Po roku 1981 przez 18 lat przebywał w Norwegii i Szwajcarii. Założył i przez wiele lat prezesował UIK Alpin na Uniwersytecie w Oslo. W latach 1985-1989 startował w zawodach FIS. Na początku lat 90. startował w zawodach snowboardowych (konkurencje alpejskie). Od 1997 roku pasjonat i promotor carvingu w Europie. Członek komitetu organizacyjnego FIS Carving Cup. W chwilach wolnych komentator Eurosportu. Obecnie entuzjasta freeride'u, motocyklowego enduro i windsurfingu.

Podobne posty