shiffrin

Genialny weekend za oceanem

Nigdy specjalnie nie lubiłem trasy w Lake Louise. Jest tam bardzo szybko, ale nigdy nie było specjalnych trudności technicznych. Tym razem jednak, chyba za sprawą niezbyt grubej pokrywy śnieżnej, trasa stała się bardziej urozmaicona niż zwykle. Panie miały w programie dwa zjazdy i supergigant. Zacznę od końca, od niespodzianki chyba największej. Otóż w niedzielę, Amerykanka Mikaela Shiffrin wygrywając supergigant z przytupem weszła do elitarnego klubu zawodniczek potrafiących zwyciężać we wszystkich konkurencjach. Przy czym słowo „wygrała” jest pewnego rodzaju pomyłką. Shiffrin konkurentki zdeklasowała wyprzedzając drugą na mecie Ragnhild Mowinckel aż o 0,77 sekundy, co na trasie w Lake Louise jest przepaścią. Mikaela pojechała doprawdy brawurowo. Aż trudno uwierzyć, że jest specjalistką konkurencji technicznych. Jej czucie śniegu i reagowanie na szybko zmieniającą się sytuację na trasie oraz własne (małe) błędy są doprawdy podziwu godne. Na miejscu trzecim Viktoria Rebensburg. Znakomity come back zanotowała wracająca po kontuzji, przemiła Ilka Stuhec, która po niepowodzeniach w zjazdach wreszcie znalazła się w pierwszej dziesiątce, budując pewność siebie przed kolejnymi startami.

Kolejną bohaterką szybkościowego weekendu w Kanadzie jest Austriaczka Nicole Schmidhofer, która oba starty w zjazdach w piątek i w sobotę rozstrzygnęła na swoją korzyść. Pikanterii dodaje fakt, że Schmidhofer, choć jest mistrzynią świata w supergigancie nigdy do tej pory nie wygrała zawodów zaliczanych do APŚ. Aż tu nagle – dublecik! W piątek na miejscu drugim, sprawiająca bardzo mocne wrażenie Szwajcarka Michelle Gisin oraz kolejna niespodzianka w osobie Kiry Weidle z Niemiec.

W sobotę druga finiszowała Cornelia Hütter z Austrii przed Michelle Gisin.

Panowie ścigali się w słynnym Beaver Creek. Ponieważ prognoza pogody nie była zbyt różowa, organizatorzy zdecydowali się na przełożenie kolejności startów. W ten sposób zjazd odbył się w piątek, co – jak sądzę – w Europie byłoby nie do załatwienia. Pomimo to, z powodu pogody, trasę trzeba było skrócić o płaski, górny kawałek, gdzie nie było nic widać. Pozostała sama esencja, czyli szybka i techniczna część ze skokami i szybkimi łukami. To było bardzo po myśli Szwajcara Beat Feuza, który sięgnął po zwycięstwo wyprzedzając swojego rodaka Mauro Caviezela i Aksela Lunda Svindala. Wszyscy panowie zmieścili się w 0,08 sekundy!

Sobotni supergigant przejdzie do historii z kilku powodów. Po pierwsze rozegrano go w warunkach chyba rekordowo złych. Padał śnieg, a z powodu rozproszonego światła nie było nic widać. Kryminał… Po drugie: aż trzech zawodników stanęło na najniższym stopniu podium uzyskując ten sam czas. Byli to: Aksel Lund Svindal, Aleksander Aamodt Kilde i Domink Paris. Na miejscu drugim ponownie zameldował się Mauro Caviezel, który w tym sezonie zawsze stawał na podium konkurencji szybkościowych, a zwyciężył Max Franz.

Niedzielny gigant dostarczył ogromnej dawki emocji. W przejeździe pierwszym walczących o prymat Hirschera i Kristoffersena podzielił Stefan Luitz uzyskując najlepszy czas. Warto dodać, że Luitz wraca po kontuzji. W ubiegłym sezonie, podczas giganta w Alta Badia zerwał więzadło w kolanie. Przejazd drugi to absolutny popis jazdy Szwajcara Thomasa Tumlera, który wykorzystując mało zrytą jeszcze trasę awansował o dziewiętnaście pozycji i skończył na miejscu trzecim. Obserwowanie, jak kolejni bardzo utytułowani zawodnicy (na przykład: Kristoffersen, Pinturault, Muffat-Jeandet) „łamali sobie zęby” na jego wyniku było niezwykle interesujące. Dopiero Marcel – choć nie bez błędów – wyprzedził lekko zdumionego, ale bardzo szczęśliwego Szwajcara. Na starcie pozostał tylko Luitz. Zaczął brawurowo, ale nie ustrzegł się błędów na Golden Eagle. Wydawało się przez moment, że na pewno przegra z Marcelem i być może z Tumlerem. Niemiec potrafił się jednak pozbierać i ostatnią sekcję pojechał tak mocno, że ponownie wyszedł na prowadzenie. Zwycięstwo w Beaver Creek jest jego pierwszym w karierze. Radości nie było końca, a my zaliczyliśmy prawdziwe widowisko. Oby tak dalej. Sezon się dopiero rozkręca.

Znaczniki

Podobało się? Doceń proszę atrakcyjne treści i kliknij:

Dodaj komentarz

Zobacz także

Inne artykuły

azs winter cup

AZS WC: Coś z niczego

Maja Chyla (UJ Kraków) i Juliusz Mitan (AGH Kraków) zdominowali ostatnie eliminacje sezonu 2023/2024 Akademickiego Pucharu Polski, wygrywając w obu konkurencjach. Zawody odbyły się w Czarnej Górze na resztkach śniegu

hamera

I Mistrzostwa Polski Masters PZN

Racing Weekend Mistrzostwa Polski Masters w narciarstwie alpejskim – zawody na miarę punktów w klasyfikacji Pucharu Świata FIS Masters. Czy w Polsce jest przestrzeń, dosłownie i w przenośni, na międzynarodowe zawody w kategorii Masters

azs winter cup

Gadające Głowy – AZS Winter Cup #4 Zawoja

El Niño daje o sobie znać i studenci muszą walczyć o mistrzostwo Warszawy na ostatnim skrawku śniegu. Są pęknięte kości, urwane kolana oraz spektakularne wywrotki na mecie. Ada i Mikołaj zgarniają podwójne tytuły czempionów

azs winter cup

AZS WC: Uniwersytet rządzi w stolicy

W iście wiosennych warunkach wyłoniono mistrzynię i mistrza Warszawy. Tytuły w obu konkurencjach wywalczyli zawodnicy Uniwersytetu Warszawskiego – Adrianna Borowik oraz Mikołaj Sosnowski. W klasyfikacji otwartej giganta tryumfowali Zofia Zdort

Newsletter

Dołącz do nas – warto

Jeśli chcesz dostawać informacje o nowościach na stronie, nowych odcinkach podcastu, transmisjach live na facebooku, organizowanych przez nas szkoleniach i ważnych wydarzeniach oraz mieć dostęp do niektórych cennych materiałów na stronie (np. wersji online Magazynu NTN Snow & More) wcześniej niż inni, zapisz się na newsletter. Nie ujawnimy nikomu tego adresu e-mail, nie przesyłamy spamu, a wypisać możesz się w każdej chwili.