Maja Woźniczka (UW Warszawa) zwyciężyła w obu konkurencjach w finale AZS Winter Cup na zakopiańskiej Harendzie. Gigant mężczyzn wygrał Kamil Koralewski (AGH Kraków), a w slalomie triumfował Juliusz Kierkowski (AWF Katowice).
Przebieg zmagań w zawodach wieńczących dwumiesięczną walkę w ramach Akademickiego Pucharu Polski relacjonował na stronach Pasji AZS przyglądający się wydarzeniom z mety nadworny pismak AZS Robert Zakrzewski. Nie będę dublować jego pracy i skupię się na najważniejszych momentach finału.
Ostatnia niewiadoma
Sprawa Kryształowych Kul u pań została rozstrzygnięta już w Szczawnicy, więc Maja Chyla (UJ Kraków), Patrycja Florek (AWF Katowice) i Magdalena Bańdo (UŚ Katowice) musiały zadowolić się walką o pozostałe miejsca na podium w „generalce”. Komfort miał też Juliusz Kierkowski, który był pewny trofeum za cały sezon w slalomie. Elektryzującym momentem finałowej rozgrywki miał być pojedynek Michała Żyto z Jakubem Kolegowiczem (UEK Kraków). Starcie doświadczenia z młodością.
Od rana czuć było pewnego rodzaju napięcie. Panowie przygotowywali się do najważniejszego dnia tego sezonu, układając w głowach rozwój wydarzeń, które miały przesądzić o tym, kto zostanie najlepszym gigancistą sezonu. Jako pierwszy z tej dwójki na trasę ruszył Michał. Przejazd był doskonały! Żyto zaatakował mocno, a jednocześnie jego jazda była pewna. Zupełnie inaczej zaprezentował się Kuba. Po kilku pierwszych skrętach już było wiadomo, że nie wyprzedzi rywala. Gdzieś się potknął, nie mógł złapać rytmu, wyglądał, jakby przytłoczyła go stawka. Ponad sekunda straty na mecie oznaczała jedno – mógł liczyć już tylko na wywrotkę Michała. Nic takiego się jednak nie wydarzyło: lider Politechniki Warszawskiej zrobił to, co należało zrobić. Po świetnym drugim przejeździe co prawda nie utrzymał prowadzenia (o 0,04 sek. szybszy był Kamil Koralewski), ale mógł cieszyć się ze zdobycia pięknego trofeum i zwieńczenia akademickiej kariery zwycięstwem w klasyfikacji generalnej Akademickiego Pucharu Polski.
Wiosenne roztargnienie
Mimo że finał to najbardziej prestiżowe zawody w cyklu AZS Winter Cup, w szeregi zawodników wkradło się jakieś roztargnienie. Może przez pogodę, która wiosennym oddechem rozleniwiła wszystkich przed startem? W ogródku startowym okazało się, że Amelia Baranowska (PW Warszawa) i Juliusz Kierkowski zapomnieli swoich numerów startowych. Jak widać, może zdarzyć się nawet najlepszym.
Amelia skorzystała z tego, że trasa wymagała chemicznego utwardzania, więc start opóźnił się o kilka minut w oczekiwaniu na „związanie” śniegu przez salmiak. Numer dotarł na czas, zawodniczka ruszyła, ale po kilku skrętach poruszała się już tylko na jednej narcie. Na Harendzie nie jest to sztuka łatwa, więc co chwila lądowała w odsypach obok optymalnego toru przejazdu.
„Kiero” długo próbował przekonać organizatorów, by puścili go bez numeru, mając świadomość, że jazda na końcu stawki będzie katastrofą ze względu na dziury przy bramkach powiększające się po przejeździe każdego zawodnika. Ci jednak byli nieugięci i Juliusz musiał poczekać na górze, aż wszyscy pozostali zmierzą się z gigantem. Mogło to zakończyć się bardzo źle w kontekście walki o Toyotę (za najlepszy czas łączny w obu konkurencjach). Na szczęście, zajmując trzecie miejsce, pozostał w grze.
Królowa sezonu
Warto poświęcić akapit Mai Woźniczce. Po sezonach dominacji Mai Chyli mamy nową królową akademickiego narciarstwa. Ten rok należy do najlepszej alpejki ze stolicy, która swoimi dokonaniami inspiruje koleżanki z bardzo licznej sekcji żeńskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Maja jeździła od samego początku imponująco. Zdobywała złoto za złotem, nokautowała rywalki często z tak dużą przewagą, że te ze zdumieniem spoglądały na zegar po przecięciu linii mety, a trzy srebrne medale spośród dwunastu do zdobycia były jej największymi wpadkami.
Kryształowe Kule zapewniła sobie już tydzień przed finałem, ale nie odpuściła i wczoraj postawiła kropkę nad „i”, dorzucając do swojej kolekcji Corollę na trzy miesiące. Zobaczymy, czy pójdzie za ciosem i będzie błyszczeć również w zbliżających się Akademickich Mistrzostwach Polski. Zadanie o tyle łatwiejsze, że do walki o medale staną tylko rywalki znane z AZS Winter Cup, bowiem na listach startowych nie ma wielkich nazwisk, które odpuściły Akademicki Puchar Polski.
Kontrowersje w slalomie
Do niebywałej sytuacji doszło w ostatniej konkurencji, czyli slalomie mężczyzn. Jeszcze długo po przejeździe ostatniego zawodnika nie wiadomo było, kto wygrał tę konkurencję oraz kto zgarnie kluczyki do Toyoty. Prowadzący po pierwszym przejeździe Juliusz Kierkowski wpadł na metę i ku zmartwieniu zajmującego fotel lidera Mateusza Buckiego zobaczył jedynkę przy swoim nazwisku. Ale nie cieszył się, gdyż nie był pewien, czy prawidłowo pokonał trasę. Rzeczywiście widać było szarpnięcie przy jednej z tyczek.
W ruch poszły telefony i zaczęły się próby weryfikacji sytuacji, korzystając z nagrań. Juliusz opowiadał, pokazując na rekwizytach, jak jego zdaniem wyglądało zdarzenie. Długo dyskutował z nim Mikołaj Sosnowski (UW Warszawa), według którego to Michał Żyto powinien być zwycięzcą dwuboju. Do mety zdążyła dotrzeć już cała druga piętnastka, a nikt nie wiedział, czy slalom wygrał Kierkowski czy Bucki, nikt nie wiedział, kto będzie jeździć cudem japońskiej motoryzacji. Nie pomogły dyskusje i kolejne analizy filmu razem z obsługą zawodów. Dopiero sędzia, który pojawił się w ogródku mety chwilę później, rozwiał wątpliwości:
Byłem tuż obok i widziałem, że wszystko było prawidłowo.
„Kiero” odetchnął z ulgą i mógł zacząć świętować.
AZS Winter Cup 2025/2026 przeszedł już (prawie) do historii. W poniedziałek rywalizacja indywidualna i drużynowa w slalomie równoległym. Co prawda na wyniki pucharu nie będzie już miała wpływu, ale emocji nie zabraknie. Zapraszamy na Harendę!
Wyniki finału oraz klasyfikacje generalne dostępne są na stronie www.wintercup.pl. Natomiast tutaj znajdziecie galerię zdjęć – a że pogoda była piękna, to tym bardziej warto zajrzeć!






