H+H
wingfoil

Co po zimie? Moja przygoda z wingfoilem

Sezon zimowy w Polsce trwa 3–4 miesiące. Ambitniejsi narciarze, ludzie z „zajawką” wyjeżdżają na narty od października do maja, a ich sezon może trwać nawet osiem miesięcy. Jak aktywnie wykorzystać pozostałą część roku? Wielu narciarzy od wiosny do jesieni można spotkać „na wodzie”. Popularne wśród nich są sporty wodne, takie jak windsurfing, kiteboarding i surfing. Coraz częściej spotyka się też osoby pływające na wingfoilach.

Wingfoil to stosunkowo nowa dyscyplina, która bardzo szybko zdobyła popularność na całym świecie. Ja od dwóch lat pływam na wingfoilu i zapragnęłam podzielić się swoją historią. Wcześniej pływałam na kitesurfingu oraz żeglowałam na mniejszych i większych łódkach. Od kiedy pamiętam, moje sezony narciarski i żeglarski zazębiały się. Często przed ostatnim wiosennym wyjazdem na narty już rozpoczynałam sezon żeglarski. Tak było również w tym roku – sezon „letni” rozpoczęłam 22 marca nad Zalewem Zegrzyńskim, czyli jeszcze przed wiosennym Niezależnym Testem Narciarskim na lodowcu Kaunertal.

Wingfoil, moim zdaniem, jest swoistym połączeniem windsurfingu i kite’a, ponieważ skrzydło (żagiel) jest pompowane – tak jak w kajcie, ale trzyma się je w rękach blisko ciała, podobnie jak na windsurfingu. Do spodu deski przymocowany jest maszt z „samolotem”, który pozwala unosić się nad wodą. Gdy rozpędzamy się, płyniemy deską po wodzie, a po osiągnięciu wystarczającej prędkości możemy oderwać deskę od powierzchni wody i lewitować. Z wody wystaje maszt, a „samolot” zostaje pod wodą. Uczucie lewitowania – unoszenia się nad taflą wody, jest niesamowite. Pod stopami czuć ciszę i spokój, nie czuć nierówności w postaci drobnych fal czy pomarszczonej wody.

Pomysł spróbowania nowej dyscypliny narodził się w mojej głowie podczas wakacji w 2023 roku. Pod koniec sierpnia zapisałam się na lekcję z instruktorem w szkółce w Jastarni. Od razu mi się spodobało – dwa razy udało mi się oderwać od wody! Niestety w kolejnych dniach pogoda nie dopisała. Brak wiatru uniemożliwił kolejne próby, a ja musiałam wrócić do Warszawy. Na kolejną lekcję zapisałam się wczesną jesienią na Zalewie Zegrzyńskim. Wiatr na Zegrzu często jest kapryśny, i tego dnia także był niestabilny. Nie udało mi się dużo poćwiczyć i naukę zakończyłam z niedosytem. Szkółki w Polsce zostały zamknięte, a mnie pozostało poczekać na kolejne próby aż do wiosny.

Ostatecznie na kolejne pływanie czekałam aż do maja. Po dwóch lekcjach z instruktorem, które odbyłam w poprzednim sezonie, wiedziałam, co powinnam trenować i na co zwrócić uwagę. Postanowiłam, że w większości będę uczyć się sama. Tym razem sprzęt pożyczyłam od mojego partnera, który też postanowił nauczyć się latać na „wingu”, a na wodę zeszłam samodzielnie. Zaczęło się rewelacyjnie – od razu „poleciałam” kilkanaście metrów. Oderwanie się od wody i przepłynięcie kilku metrów w lewitacji to pierwszy satysfakcjonujący moment podczas nauki wingfoila.

Muszę przyznać, że zadanie miałam ułatwione ze względu na sprzęt, który był dopasowany do cięższej ode mnie osoby – duża przednia lotka zdecydowanie pomagała szybko wejść w lewitację. Podczas następnego pływania opanowałam „kolejny etap”, czyli stabilne loty na dwóch halsach. Poczułam, że wingfoil skradł moje serce i zapragnęłam własnego sprzętu, dobranego do moich „gabarytów”. Tydzień później testowałam swój pierwszy zestaw, który składał się ze skrzydła o wielkości 5 m², pompowanej deski o wyporności 108 litrów, masztu o długości 85 cm i lotki o powierzchni 1500 cm².

Mając dość duże doświadczenie z innych sportów wodnych, m.in. z kite’a i łódek, dość szybko robiłam postępy. Gdy umiałam już stabilnie lewitować, ostrzyć i odpadać, postanowiłam nauczyć się zwrotów i zmiany nóg. Prawdziwa zabawa zaczyna się, gdy pływamy w prawo i w lewo i uczymy się robić zwroty. Zanim osiągniemy satysfakcjonujący poziom, wielokrotnie lądujemy w wodzie. Wiedziałam, że potrzebuję mnóstwo praktyki. Praktyka jest kluczowa w dążeniu do doskonałości.

Wiosną zeszłam na wodę jeszcze kilka razy, z kolei latem 2024 roku miałam dużo innych obowiązków i nie udało mi się za wiele popływać w Polsce. Natomiast jesienią polecieliśmy do Egiptu. Tam ponownie skorzystałam z porad instruktora, poprawiłam technikę zwrotów przez rufę, zrobiłam pierwsze zwroty przez sztag i dostałam kilka uwag dotyczących zmiany nóg i pompowania skrzydłem. Siedem dni pływania z rzędu – było super! Po powrocie do Polski jeszcze kilka razy udało mi się trafić na „dobry warun” i popływać na „home spocie” przed tym, jak na dobre pochłonęły mnie wyjazdy narciarskie.

W 2025 roku wygospodarowałam zdecydowanie więcej czasu na pływanie. W Polsce wykorzystywałam każdą możliwą okazję, aby zejść na wodę – nawet gdy na sesję miałam tylko 30 minut. Sezon rozpoczęłam 22 marca i mam nadzieję, że jeszcze go nie zakończyłam – ostatni raz na wodzie byłam 28 października. Najczęściej pływałam na Zegrzu i w Gdańsku, dwa razy latałam na Rewie i raz na Półwyspie Helskim. Odwiedziłam też cztery spoty w Holandii oraz cztery na Fuerteventurze. Nie umiem określić, ile czasu spędziłam na wodzie, ale zdecydowanie był to owocny rok. Swobodnie pływam w większości warunków, robię zwroty przez rufę i przez sztag. Zaczynam bawić się na małych falach i urozmaicać pływanie prostymi „trickami”.

Wingfoil to sport, w którym szybko można osiągnąć satysfakcjonujący poziom i dobrze się bawić. Każdemu szczerze polecam spróbować. Dobra zabawa jest gwarantowana! Ten sport dostarczy wiele frajdy nawet osobom, które wcześniej nie miały okazji spróbować innych sportów wodnych, choć przewagę mają ci, którzy wcześniej pływali na „innym” foilu (kajcie czy windsurfingu) – tak też było w moim przypadku. Każdy ma swoje tempo rozwoju, więc niektórzy potrzebują zdecydowanie więcej godzin praktyki niż inni, aby zacząć swobodnie lewitować. Niezależnie od poziomu zaawansowania, pływanie przynosi niesamowitą radość i poczucie wolności.

Zakres wiatru, dla przeciętnego ridera, to 10–30 kt, a zaawansowani potrafią się też bawić przy słabszym wietrze. Podnoszenie poziomu to kwestia praktyki – godzin spędzonych na wodzie, zaangażowania i cierpliwości oraz dobrej jakości sprzętu. Sprzęt do winga różni się w zależności od wykorzystania (freeride, freestyle, wave) i jest dobierany do rozmiaru człowieka i stopnia jego zaawansowania. W tym sezonie zmieniłam deskę na mniejszą, sztywną, o wyporności 70 litrów i używam mniejszej lotki. Dokupiłam także mniejsze skrzydło na silny wiatr.

Razem z partnerem posiadamy też duże skrzydło – 8 m² – i dodatkową deskę, długą, pompowaną, do pływania przy bardzo słabym wietrze. Ostatnio na tym zestawie pływałam przy wietrze o sile sześciu do ośmiu węzłów.

Dlaczego wingfoil tak mi się spodobał? Bo można na nim pływać prawie wszędzie. Wystarczy akwen o głębokości powyżej metra i kawałek miejsca na brzegu, aby do niego wejść. Pływanie na wingu daje mi poczucie niesamowitej wolności, a cisza, która towarzyszy mi podczas lotu, jest wyjątkowa. Gdy lewituję, pojawia się także spokój w mojej głowie, odczuwam chwilową ucieczkę od natłoku informacji i życia w ciągłym biegu na lądzie.

Sprzęt jest poręczny i łatwy do transportu, można go zapakować do bagażnika albo do boxa narciarskiego na dachu. Przygotowanie sprzętu do pływania zajmuje około dwudziestu minut, więc na krótką sesję wraz z przygotowaniem i zebraniem sprzętu wystarczy półtorej godziny. Zatem na pływanie można wyskoczyć spontanicznie, nie musi to być wcześniej zaplanowana wyprawa.

Na dodatek jest to trening równowagi, koordynacji, zwinności i koncentracji. Wingfoil aktywizuje pracę wielu mięśni, wzmacnia uda i ramiona, a także poprawia funkcje motoryczne. Tak jak na nartach, nogi pracują oddzielnie od tułowia i rąk. Podczas lotu nogi kontrolują deskę, a ręce sterują skrzydłem.

Dodatkowo fascynuje mnie wykorzystanie sił natury w sporcie. Pływając na wingu, jesteśmy zależni od wiatru i wody. Musimy umieć wykorzystać ich siłę, aby poruszać się tam, gdzie chcemy. Uwielbiam ten bliski kontakt i współpracę z naturą. Uważam, że wingfoil jest bezpiecznym sportem, a ryzyko doznania poważnej kontuzji jest nieduże. Nie powinniśmy jednak zapominać o kwestiach bezpieczeństwa – ja zawsze pływam w kasku i kamizelce asekuracyjnej/impaktowej.

Lewitowanie nad wodą to niesamowite uczucie, które sprawiło, że zakochałam się w wingfoilu. To idealny sposób na aktywne spędzanie czasu, szczególnie gdy w górach nie ma śniegu. Ze skrzydłem można też bawić się, jeżdżąc na łyżwach lub na deskorolce. Wingfoil to sport umożliwiający odkrywanie nowych miejsc, podróżowanie i zwiedzanie. Na spotach najczęściej spotykamy pary, średnia wieku to 40+, często pływają osoby po pięćdziesiątce. Jest to naprawdę sport dla każdego, niezależnie od wieku. Ludzie są otwarci i uprzejmi, wymieniają się doświadczeniami. Wingfoil szybko stał się moim ulubionym sportem wodnym, dając mi poczucie wolności, radości i swobody.

Zacznij swoją przygodę z wingfoilem już teraz! Nie musisz czekać do lata, by poczuć wolność podobną do zjazdu po świeżym opadzie. Skorzystaj z naszej współpracy z Hydrosferą i zgarnij profesjonalny sprzęt 20% taniej.

Do zobaczenia na wodzie!

Znaczniki

Dodaj komentarz

Zobacz także

Inne artykuły

wingfoil

Co po zimie? Moja przygoda z wingfoilem

Sezon zimowy w Polsce trwa 3–4 miesiące. Ambitniejsi narciarze, ludzie z „zajawką” wyjeżdżają na narty od października do maja, a ich sezon może trwać nawet osiem miesięcy. Jak aktywnie wykorzystać pozostałą

juliusz mitan amp

AMP 2026: Poloneza czas zacząć

Maja Chyla (UJ Kraków) oraz Bartłomiej Sanetra (AWF Katowice) zdobyli złote medale AMP w gigancie. W slalomie tytuły wywalczyli Maja Woźniczka (UW Warszawa) i Juliusz Mitan (AKF w Krakowie). Podobnie jak przed rokiem

juliusz kierkowski amp

AMP 2026: Brutalne eliminacje slalomowe i problemy faworytów

Maja Woźniczka (UW Warszawa) na wschodzie i Patrycja Florek (AWF Katowice) na zachodzie zwyciężyły w eliminacjach kobiet do jutrzejszego finału slalomu w ramach Akademickich Mistrzostw Polski. W stawce panów dominowali Wojciech Gałuszka (AKF

patrycja florek

AMP 2026: Zadanie wykonane

Maja Woźniczka (UW Warszawa) i Wojciech Gałuszka (AKF w Krakowie) wygrali zawody eliminacyjne giganta w strefie wschodniej. Na zachodzie najszybsi byli Patrycja Florek i Bartłomiej Sanetra (oboje AWF Katowice). Rozpoczęły się

Newsletter

Dołącz do nas – warto

Jeśli chcesz dostawać informacje o nowościach na stronie, nowych odcinkach podcastu, transmisjach live na facebooku, organizowanych przez nas szkoleniach i ważnych wydarzeniach oraz mieć dostęp do niektórych cennych materiałów na stronie (np. wersji online Magazynu NTN Snow & More) wcześniej niż inni, zapisz się na newsletter. Nie ujawnimy nikomu tego adresu e-mail, nie przesyłamy spamu, a wypisać możesz się w każdej chwili.