Wiosna w Zell am See


See

Pierwszy dzień na nartach w Zell am See. Nowe miejsce, nowe wrażenia. Mnóstwo ich. Dziś jeździliśmy tutaj. We wtorek i środę planujemy wypuścić się na lodowiec w Kaprun. To raptem kwadrans skibusem, więc logistyka niezbyt wymagająca.

A dziś? Na początek niespodzianka z rodzaju „akuku”, czyli Syn Mój Gucio płata figla. Figiel ów polega na tym, że w jakiś zakamarek upycha coś. Kiedyś w bucie narciarskim znalazłem wielbłąda dwugarbnego. Dziś w pokrowcu na narty odkryłem… buta. Żona Moja Majówka straciła wiarę, że ów bucik się odnajdzie i wyrzuciła drugiego, czyli tego pierwszego. Nie wiemy jeszcze co zrobić z tym właśnie. Tymczasem sfotografowałem go na pamiątkę. Chyba będzie sobie jeździł w moim pokrowcu. Na zawsze. Na szczęście.


Akuku.

Spaliśmy długo. Być może za długo. Dziewięć godzin nieprzerwanego snu, pobudka tuż przed dziewiątą. Wyjrzałem przez okno i nawet złapał mnie wyrzut sumienia, że tak późno, że powinniśmy już być na stoku, że narty, narty, nartyyyy… Po czym rozsądek wyparł wyrzuty. Zjedliśmy spokojnie śniadanie przepyszne, popiliśmy kawą, bez nerw wybraliśmy się na narty. Zerknąłem w końcu na mapę. Dowiedziałem się, że owa południowa część Zell am Zee, w której mieszkamy (w hotelu Latini czterogwiazdkowym) nazywa się Schuettdorf. Na szczyt Schmittenhoehe prowadzą dwie gondole Areitbahn. Od naszego hotelu dzieli dolną stacje jakieś 300 m (wczoraj myślałem, że więcej, ale dziś znaleźliśmy fajny skrót :). Po drodze mijamy dwa wyciągi dla maluchów i początkujących. Imponujące są te narciarskie przedszkola. Nawstawiane jest tam mnóstwo zwierzyny. Jest kierat jak dla koni, a dzieci jak na karuzeli jeżdżą w kółko, są dywaniki do podjeżdżania, żyrafa co stoi okrakiem, królik gigant i wiele takich fajoskich, że jakby je Gucio zobaczył, na pewno by się zajarał na maksa.


Zwierzyniec.

Pobraliśmy skipassy i jazda w górę. Pogoda iście wiosenna. Delikatny plus. Na południowych stokach trochę rozmiękły śnieg. Twardo zaś na północnych. W wagoniku nie wytrzymaliśmy i skorzystaliśmy z technologicznego dobrodziejstwa mojego telefonu i odpaliliśmy kawałek, który nas „prześladuje” od dni kilku. Fakt, że trochę się to nasiliło po wczorajszej rozmowie z Pawłem Kunachowiczem w samolocie. Pojawił się bowiem temat śmierci na Broad Peaku Macieja Berbeki i Tomasza Kowalskiego. Nie będę ujawniał opinii Kunacha, gdyż mnie do tego nie uprawnił, ale przyznaję, że trochę oczy mi otworzył. Dobra, a teraz kawałek z teledyskiem innym niż ten oryginalny Grubsona. Ten nakręcili uczestnicy wyprawy na Nanga Parbat. Zresztą, co tu się rozpisywać. Posłuchajcie. Popatrzcie.

Kiedy dotarliśmy na górę (Schmittenhoehe to 2000 m) na szybko plan, w którą stronę jechać, by się rozjeździć. Majówka ostatni raz stała na nartach na jesiennej Klinice Sportowej NTN w 2011 roku, zresztą będąc wówczas ciężarną. Dlatego dominowały dziś przeloty po trasach niebieskich i czerwonych. Czarne staraliśmy się omijać. Pokręciliśmy się trochę trochę na orczyku przy snowparku. Widziałem większe, ale kilka fajnych figur dziś też spostrzegłem. Chłopcy skakali flipy i rotacje poziome. Fajnie. Trochę raili, dwa kickery na kilka ładnych metrów lotu. Potem kilka kursów na Kappelbahn i Kettingbahn, po czym dojrzeliśmy do opalania.


Widok na Kaprun.

Git planeta wciąż kopsała żarem, ale coraz gęściejsze pojawiały się altostratusy (o ile mam na ten temat pojęcie). Słońce więc nieco przybladło, choć cały czas prażyło aż miło. Wpadliśmy huraganem do Panoramy, złapaliśmy leżaki, odpaliliśmy wifi i dalej smażenie. Lepiej było leżeć w spokoju, bo chwila w pionie, aż tu nagle leżak znikał. To ferajna dzieciaków z lokalnego klubu narciarskiego grasowała w poszukiwaniu wygodnego legowiska na przetrwanie wręczenia nagród… Trza było uważać.


Wręczenie.

Z Panoramy, jak sama nazwa wskazuje, rozciąga się piękny widok. Widać Kaprun w pełnej krasie. Widać górujący nad nim Kitzsteinhorn (3203 m). Do pewnego momentu można było obejrzeć Grossglocknera – najwyższy szczyt Austrii (3798 m). Potem spowiła go kurzawica jak fiks. Po przerwie zjechaliśmy sobie do Zell am See, by wrócić na górę gondolą cityXpress i potem już kierowaliśmy się w stronę naszego Schuettdorfu.


Po drodze mijaliśmy skiturowców. Wielu.

Piękny dzień zakończony obfitą nad wyraz kolacją (charakterystyczny dla hotelu Latini bufet, dziś w stylu włoskim, wczoraj w austriackim, a jutro???), oczywiście z piwem. Z racji na datę.


Jazda w dół z widokiem na jezioro. Jakby się miało zaraz do niego wpaść… Bezcenne!

Dobranoc mój dzienniczku.

Znaczniki

Podobało się? Doceń proszę atrakcyjne treści i kliknij:

1 komentarz do “Wiosna w Zell am See”

  1. zaczynasz mnie drzaźnic Darczo. jeszcze samolot, mesia i **** jakos łynkąłem, ale opalanie i bro przewaliło czare. nie lubie.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Zobacz także

Inne artykuły

maryna

Mini wywiad z Maryną po supergigancie w Lenzerheide

A teraz obiecany mini-wywiad z Maryna Gąsienicą-Daniel przeprowadzony w rejonie linii mety po supergigancie w Lenzerheide. Wiem, że trochę późno, ale pomimo to przeczytać warto. Cześć. Ponownie spotykamy się po zawodach. Tym razem prawie

maryna gąsienica daniel

Ostatnie pchnięcia

To był długi i ciekawy sezon. Na pewno ciężki dla większości zawodników, a w szczególności dla tych, którzy jeżdżą wszystkie konkurencje. Dużo podróżowania, mnóstwo startów i wszyscy są już bardzo zmęczeni. Niemniej, końcówka

AMP Narciarstwo Alpejskie

AMP 2022: Dwa oblicza wielkiego finału

Zuzanna Czapska i Paweł Pyjas (oboje AWF Katowice) zdobyli tytuły akademickich mistrzów Polski w gigancie. W slalomie zwyciężyli Maja Chyla (UJ Kraków) oraz Przemysław Białobrzycki (AWF Katowice). W Zakopanem zakończyły się

AMP Narciarstwo Alpejskie

AMP 2022: Bez dotykania tyczek

Zwycięzcami eliminacji slalomowych zostali ci sami zawodnicy, którzy byli najlepsi we wczorajszym gigancie. Na zachodzie dominacja Zuzanny Czapskiej i Pawła Pyjasa (oboje AWF Katowice), a na wschodzie zwycięstwo Mai Chyli (UJ Kraków) i Antoniego

maryna gąsienica-daniel

W Lenzerheide po dwóch latach…

Obiecałem relację, wiec być musi… Czas i sytuacja na świecie, co prawda nie napawają mnie chęcią do pisania o narciarstwie, ale życie toczy się dalej pomimo niezbyt miłych wieści stąd i zowąd. Wreszcie

Newsletter

Dołącz do nas – warto

Jeśli chcesz dostawać informacje o nowościach na stronie, nowych odcinkach podcastu, transmisjach live na facebooku, organizowanych przez nas szkoleniach i ważnych wydarzeniach oraz mieć dostęp do niektórych cennych materiałów na stronie (np. wersji online Magazynu NTN Snow & More) wcześniej niż inni, zapisz się na newsletter. Nie ujawnimy nikomu tego adresu e-mail, nie przesyłamy spamu, a wypisać możesz się w każdej chwili.