Rodzinne wakacje nad Achensee – zero nudy

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter

Kiedyś wakacje w krajach alpejskich kojarzyły mi się tylko z poszukiwaniem śniegu w środku lata na tyrolskich lodowcach. Od kilku lat regularnie podróżowałem do Austrii i Włoch, by z kolegami zdobywać na szosówce legendarne przełęcze. Jednak nigdy nie myślałem o tej destynacji, jako o miejscu na spędzenie rodzinnego urlopu. Do czasu gdy przeglądając mapy zaciekawiło mnie Achensee – jezioro wciśnięte między dwa duże pasma górskie nieopodal Innsbrucka.

Podczas ulewnego lipcowego dnia nieśmiało zaproponowałem mojej żonie Agnieszce:

a może byśmy pojechali w sierpniu na wakacje do Austrii?

W obliczu strug deszczu, zalewających nasze kempingowe obozowisko w Dębkach, nie spodziewałem się raczej aprobaty dla tego pomysłu. Ku mojemu zaskoczeniu nie został jednak skreślony. Mimo braku gwarancji dobrej pogody postanowiliśmy, że początek sierpnia spędzimy nad Achensee. Od lat szykujemy się na rodzinną wyprawę rowerową, więc stwierdziliśmy, że cztery sportowe dni nad największym jeziorem w Tyrolu będą świetnym sprawdzianem dla naszej hiper aktywnej 5-letniej córki Hanny. W deszczowy (a jakże!) sierpniowy wieczór zapukaliśmy do drzwi właściciela apartamentu Luxor w uroczej miejscowości Achenkirch.

Achensee – jezioro wielu możliwości

Ile ludzi, tyle oczekiwań i pomysłów na spędzenie wakacji. Ja na przykład męczę się leżąc na plaży. No dobra – lubię to, ale nie dłużej niż przez jeden dzień z rzędu. Stąd latem ciągnie mnie w góry, przede wszystkim na rower. Agnieszka też lubi jeździć, ale raczej po płaskim. Cenię Austrię dlatego, że oferuje wiele możliwości – są fantastyczne drogi rowerowe w dolinach, po których można podróżować przez tydzień bez wysiłku. Z drugiej strony nietrudno znaleźć szosy wiodące na przełęcze, których zdobycie wymaga pokonania niemal dwóch tysięcy metrów w pionie. Dołóżmy do tego wciąż powstające w każdym regionie bikeparki i mamy przepis na wakacje marzeń. Dla każdego coś miłego. Podobnie jest nad Achensee i to nie tylko w aspekcie rowerowym.

Południowa część jeziora to centrum rozrywki. W Maurach i okolicy znajdują się szkółki kitesurfingu, wypożyczalnie sprzętów wodnych, basen i ośrodek z największą plażą. Jest tu sporo ludzi i to nie tylko turystów. Mieszkańcy Innsbrucka mogą się tu dostać w 40 minut, więc domyślam się, że musi być to popularne miejsce na weekendowe wypady. Pertisau, nieco na zachód od Maurach, to zagłębie hotelowe. Z kolei położone na północy Achenkirch ma sielski, wręcz wiejski charakter. W części nad jeziorem jest kilka restauracji, plaża z infrastrukturą sportową, placem zabaw i kemping, ale im dalej od wody, tym bardziej przypomina ono spokojne górskie miasteczko z leniwie toczącym się życiem, krowami na pastwiskach i fontannami pelargonii wylewającymi się z drewnianych balkonów.

Podobnie kontrastujące ze sobą są oba dłuższe brzegi Achensee. Na wschodnim biegnie droga łącząca autostradę A12 z Niemcami. Między nią a jeziorem znajduje się rewelacyjna (naprawdę!), szeroka ścieżka rowerowa z licznymi pagórkami i widokami takimi, że opada szczęka. Korzystaliśmy z niej codziennie i za każdym razem nie mogłem uwierzyć w jak wspaniałych okolicznościach można tu jeździć. Zachodni brzeg jest trudniejszy do zdobycia. Strome zbocza wyrastają po tej stronie prosto z jeziora, więc nie ma tam ani dróg, ani szlaków rowerowych. Wpatrując się z daleka, dostrzec można za to miłośników nordic walkingu i górskich wędrówek, poruszających się niczym mrówki wytyczonymi ścieżkami. Do Gaisalm, jednej miejscowości po zachodniej stronie Achensee, dostać się można wyłącznie pieszo lub od strony wody. Ułatwia to statek, który jest jedną z atrakcji turystycznych. Można przepłynąć na nim całe jezioro lub wykorzystać rejs jako fragment większej wycieczki.

pertisau
Pertisau na południowo-zachodnim brzegu jeziora o poranku
achenkirch
W Achenkirch niknie zgiełk cywilizacyjny. Jest dużo łąk, otwartych przestrzeni i sielankowych widoków.

Atrakcje dla dzieci

Każdy rodzic wie, że zapewnienie pięciolatkowi ciekawych atrakcji to klucz do sukcesu i niesamowita wdzięczność malucha. Zdają sobie z tego sprawę osoby odpowiedzialne za infrastrukturę nad Achensee, bowiem tu nie można się nudzić! Absolutnie największym hitem dla naszej Hani były stacje „Wusel-Seeweg” usytułowane wzdłuż drogi rowerowej na wschodnim brzegu jeziora. Z wielu obserwacji zauważyłem, że jazda sama w sobie nie dostarcza jeszcze w tym wieku tyle przyjemności co dorosłym. Ale jeśli co kilka kilometrów znajduje się atrakcyjny cel, to nie przeszkadzają zmęczone nogi, podjazdy, czy piaszczyste odcinki. Maluch pędzi, by zobaczyć co ciekawego będzie się działo za chwilę. I tak właśnie jest tutaj. Na początku trasy można pobrać specjalną kartę z wizerunkiem zjawy z jeziora w pocztówkowym formacie, by potem wytłaczać kolejne litery na każdej ze stacji. By to zrobić czasem trzeba pokonać ściankę wspinaczkową, innym razem wdrapać się po linie, a jeszcze gdzie indziej przejść po drewnianych kołkach. Naprawdę super zabawa dla dzieci. Przypomina mi nieco jazdę na orientację i odnajdywanie kolejnych punktów kontrolnych w nieco uproszczonej formie.

Wspomniana droga ze stacjami jest łącznikiem między dwoma miejscami, w które warto zabrać dzieci. W położonym na północy Achenkirch znajduje się piękny obiekt tuż nad wodą, gdzie maluchy mogą spędzić miło czas. Drewniany plac zabaw, stylizowany na okręt piratów, to okazja by wspiąć się po łańcuchach na bocianie gniazdo, pobawić się kołem sterowym i popatrzeć przez lunetę. Można też poskakać na trampolinie. Rewelacyjna jest zabawa wodą w drewnianych korytkach z tamami, które dzieci mogą własnoręcznie obsługiwać. Bawiąc uczy, ucząc bawi – jak Tytus de Zoo. Rodzice w tym czasie mogą pograć w siatkówkę plażową lub wylegiwać się na wygodnych, drewnianych leżankach. Utworzono tu też mini-jeziorko połączone z głównym. Jest na tyle głębokie, że spokojnie można poskakać na bombę. Oczywiście nie mogłem sobie tego odmówić. Ja robiłem duży rozprysk startując z wysokiej platformy, a Hanka nieco mniejszy ze skał. Z kolei na południu w Maurach znajduje się centrum sportów wodnych oraz basen z częścią krytą i na świeżym powietrzu. Można do niego zjechać z dzieckiem z super zjeżdżalni. Na terenie obiektu w cenie basenu do dyspozycji maluchów jest gigantyczny plac zabaw z mini-parkiem linowym, statkiem i trampolinami (jedną nawet wysuniętą na pływającym pomoście). Raj dla dzieciaków.

rowerem nad achensee
Wspaniała droga rowerowa na wschodnim brzegu jeziora. 10 km przepieknych widoków.
stacja wusel seeweg
Jedna z dziesięciu stacji na Wusel-Seeweg – najlepszej atrakcji dla dzieci nad Achensee
wusel seeweg
Urządzenie na jednej ze stacji Wusel-Seeweg do wytłaczania liter na karcie pocztowej – mała rzecz a cieszy!

Sporty wodne

Jednym powodów, dla których wybraliśmy się nad Achensee, była możliwość uprawiania kitesurfingu. Agnieszka była tuż po tygodniowym kursie w Jastarni i potrafiła samodzielnie pływać. Potrzebowaliśmy tylko płytkiego miejsca. Największe jezioro Tyrolu, mimo swojego górskiego charakteru, jest lokalną mekką dla entuzjastów deski z latawcem. Gdy tylko pojawi się wiatr (a ze względu na termikę dzieje się to około godziny 14) plaża na południowym krańcu jeziora zapełnia się kitesurferami. To właśnie w Maurach znajduje się najdogodniejsze miejsce do uprawiania tego sportu. Jezioro jest tu płytkie, co jest nieocenioną zaletą dla początkujących. Wieje z północy, więc bezpiecznie – nikogo nie zniesie na środek akwenu. W okolicy znajduje się sporo szkółek i wypożyczalni sprzętu. Bardziej doświadczeni startują też ze wschodniego brzegu, gdzie przygotowana jest specjalna platforma. Niestety my mieliśmy pecha – trafiliśmy na jeden z niewielu okresów, gdy wiatr był niewystarczający dla latawca o powierzchni 9 m2, który posiada moja żona. To podobno rzadkość, ale musieliśmy zadowolić się innymi atrakcjami.

Od jakiegoś czasu z przyjemnością pływam na SUPie, czyli desce napędzanej wiosłem. Początkowo to połączenie wydawało mi się idiotyczne, ale gdy spróbowałem, zmieniłem zdanie. Uważam, że to bardzo dobra alternatywa dla kajaka. Przy okazji można poćwiczyć równowagę (co jest świetną sprawą dla narciarzy) i mieć lepszy kontakt z wodą, która przelewa się między palcami. Nad Achensee można bez problemu wypożyczyć SUPa w każdej większej miejscowości. Skorzystaliśmy z tej okazji i spędziliśmy trochę czasu w ten sposób. Pompowana deska o sporej wyporności pozwoliła zabrać na dziób również Hanię, dla której była to spora atrakcja. Nie codziennie można popływać w tak cudownym miejscu – po krystalicznie czystej wodzie, wśród monumentalnych gór „wyrastających” z brzegów jeziora i z pięknym widokiem na łódki zacumowane przy brzegu. Do tego statek wycieczkowy lub motorówka co jakiś czas robiły fale i zwiększały poziom zabawy. Rewelacja!

achensee sup
Warto wypożyczyć SUPa, by zobaczyć okolicę z perspektywy wody.
achensee
Krystalicznie czysta woda zachęca do kąpieli, ale pamiętać trzeba, że to górskie jezioro. Nie będzie tak ciepło!

Ostatniego dnia w naszej miejscowości wypożyczyliśmy rower wodny – tak na pożegnanie z Achensee. To była atrakcja, o której marzyła nasza córeczka, więc nie można było nie spełnić jej prośby. Spenetrowaliśmy północną część akwenu i przy okazji podpłynęliśmy na zachodni brzeg jeziora, którędy wiodą liczne szlaki piesze. Zrobiliśmy kilka fotografii z powietrza, bowiem rower wodny jest bardzo wdzięcznym obiektem do tego typu zdjęć. Mieliśmy też okazję obejrzeć z bardzo bliska regaty kajakowe, które akurat odbywały się w Achenkirch. Podobno zawody w różnych wodnych dyscyplinach odbywają się bardzo często na tym jeziorze i ciężko się dziwić – to wymarzone miejsce.

Obszar położony na północnym końcu jeziora kryje w sobie jeszcze jedną zaletę, której nie byliśmy w stanie sprawdzić latem. Otóż ogromne połacie płaskich łąk u podnóża ośrodka narciarskiego to podobno świetne  miejsce do jazdy na nartach z latawcem. Widziałem nawet szyldy reklamujące zajęcia ze snowkite’a.

Jeden dzień na szosie w Zillertalu

Nie byłbym sobą, gdybym nie zabrał w Alpy roweru. Długo się wahałem, na który się zdecydować. Okolice Achensee są znane przede wszystkim ze świetnych tras MTB. Ze względu na kontuzję nie jeździłem w tym roku jeszcze na szosówce, więc postanowiłem spędzić ten jeden dzień właśnie na niej. Zrobiłem szybki przegląd sytuacji i powstała stukilometrowa pętla, zahaczająca o Zillertaler Höhenstraße. To piękna wysokogórska droga szosowa i jednocześnie jedno z największych wyzwań w Tyrolu dla kolarzy szosowych.

Na jazdę umawiam się z Kasią Gaczorek, mieszkanką Innsbrucka, z którą kilka lat temu zdobyliśmy Kühtai. Nad Achensee z domu ma blisko – mniej więcej tyle, co mieszkańcy Warszawy nad Zalew Zegrzyński. Spotykamy się na parkingu w Maurach. Jest cudowny letni poranek, prognozy nie pozostawiają złudzeń – żar będzie lał się z nieba.

Zaczynamy od stromego zjazdu do doliny. Achensee położone jest na wysokości 929 m n.p.m., więc musimy „wytracić” kilkaset metrów wysokości. Po chwili jesteśmy już nad Innem. Dolina tej rzeki to prawdziwy raj dla rowerzystów, którzy niekoniecznie lubują się w zdobywaniu przełęczy. Można w niej spędzić kilka dni, jadąc cały czas z nurtem rzeki, czyli „z górki na pazurki”. Oczywiście cały czas mając do dyspozycji wspaniałą, asfaltową cyklostradę. My korzystamy z niej tylko przez chwilę i odbijamy do Zillertalu, skąd mamy zacząć długą wspinaczkę. I znowu trafiamy na fenomenalną drogę dla rowerów. Wije się wśród pól, czasem wiedzie nad samą rzeką Ziller. Naprawdę Austriacy dbają o kolarzy jak mało kto!

zillertaler höhenstrasse
Kasia wspina się na Zillertaler Höhenstraße. W tle dolina rzeki Ziller.

Czas na danie główne. W Ried odbijamy w prawo. Napełniamy bidony w źródełku, by mieć zapas na cały podjazd. Powoli zostawiamy w dole Zillertal. Miasteczka zaczynają wyglądać jak modele z makiet. Robi się cicho. Tylko co jakiś czas mija nas samochód lub motocykl. Jest wspaniale. Brakowało mi tego uczucia przez cały sezon. Jedziemy z Kasią dość wolno, cały czas umilając sobie czas rozmową. Nie widzieliśmy się rok, więc tematów jest mnóstwo. Często jadąc pod górę w samotności, czas ciągnie się jak na lekcjach w podstawówce. Nam natomiast mija nie wiadomo kiedy i nagle znajdujemy się przy dolnych stacjach wyciągów ośrodka narciarskiego Hochfügen. Aż ciężko uwierzyć, że 1200 metrów w pionie i kilka 16-procentowych ścian poszło tak bezboleśnie. Ponieważ mamy jeszcze plany na popołudnie, wybieramy dość krótki wariant. Jednak mnogość szos sprawia, że można tu codziennie robić inne pętle i nie nudzić się przez kilka dni. Po krótkiej przerwie na górze ruszamy serpentynami w dół do Zell am Ziller. Stamtąd mamy 30 km rowerowej autostrady z przepięknymi widokami do Wiesing, skąd musimy się wdrapać kolejne 400 m w pionie by wrócić nad jezioro. Po drodze zauważam pociąg parowy, który jedzie po stromej ścianie w dół. Niesamowity widok. To jedna z atrakcji nad Achensee, której nie zdążyliśmy zaliczyć. Po powrocie doczytuję, że na odcinku siedmiu kilometrów dzielny parowóz pokonuje 440 metrów wysokości ze stacji w Jenbach do Seespitz tuż nad wodą. Maszyny mają ponad sto lat! Końcówka naszego podjazdu idzie mi bardzo ciężko. Wychodzi brak objeżdżenia w tym sezonie. Na domiar złego jest niemal 40°C, pot zalewa oczy, a nogi ledwo kręcą. Kasia ratuje mnie puszką zmrożonej coli. Wreszcie wdrapujemy się na poziom Achensee. Dziś nie wieje – miłośnicy kitesurfingu nie mają używania, za to kąpiących się nie brakuje. Moja koleżanka opowiada, że woda w jeziorze jest w tym roku wyjątkowo ciepła, czego zupełnie nie potwierdza Agnieszka. Za to Hanka nie odmawia sobie kąpieli. Dzień kończymy obiadem na tarasie restauracji z widokiem na akwen i otaczające go góry. To był kolejny piękny dzień na szosie w Tyrolu.

zillertaler hochenstrasse
Zjazd serpentynami z Zillertaler Höhenstraße
achensee rower
Sam już nie wiem – patrzeć się przed siebie, czy podziwiać

Czas się żegnać z Achensee

Cztery wypełnione atrakcjami dni minęły jak mrugnięcie oka. Ogromnie żałowaliśmy, że nie możemy zostać tu dłużej. Choć jedną noc. Achensee absolutnie nas urzekło. Ci którzy lubią wakacje all-inclusive, piaszczyste plaże i ciepłą wodę nie mają tu czego szukać. Ale dla kogoś, kto woli poruszać się latem i aktywnie spędzić czas, możliwości są nieograniczone. Nam udało się „liznąć” tylko część z nich. Może to dobrze, wszakże gdybyśmy odkryli wszystkie karty, nie byłoby po co wracać.

Znaczniki:
Podziel się:

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli chcesz dostawać informacje o nowościach na stronie, nowych odcinkach podcastu, transmisjach live na facebooku, organizowanych przez nas szkoleniach i ważnych wydarzeniach oraz mieć dostęp do niektórych cennych materiałów na stronie (np. wersji online Magazynu NTN Snow & More) wcześniej niż inni, zapisz się na newsletter. Nie ujawnimy nikomu tego adresu e-mail, nie przesyłamy spamu, a wypisać możesz się w każdej chwili.

Dodaj komentarz

Magazyn NTN
za darmo

Tylko subskrybenci naszego newslettera (bez spamu, wyłącznie informacje o dużych nowościach na stronie, transmisjach live, naszych szkoleniach i ważnych wydarzeniach) dostają dostęp do nowych wydań Magazynu NTN Snow & More w wersji online kilka dni po ukazaniu się numeru na rynku. Zupełnie za darmo. Pozostali mogą oglądać tylko wydania archiwalne. Zapisz się – to się opłaca!