Kaprun: lekcja… pokory

Ten dzień miał się różnić od wcześniejszych. W recepcji czekał na nas przewodnik/instruktor – Paul. Anglik. Jak się okazuje prowadzi tutaj w Zell am See Kaprun akademię dla instruktorów – szkoli tych, którzy szkolą. Tego oczywiście dowiadywałem się na bieżąco, w ciągu dnia. Paul okazał się niezwykłym rozmówcą. Opowiadał nam o wszystkim. Zarówno o technice jazdy (pod tym względem, całodniowy kurs po angielsku – świetna szkoła fachowego języka oraz ćwiczenia, które prowadzą do ułatwienia jazdy, zwiększenia bezpieczeństwa poprzez zwiększenie kontroli nad nartami oraz poprawy techniki). Dzielił się także niezliczonymi anegdotkami dotyczącymi rejonu oraz kursantów. Ponieważ uczy przedstawicieli wielu nacji, ma swoją hierarchię. Niezbyt pochlebnie wypowiadał się nt. swoich rodaczek, które po upadku zaczynają się rozczulać nad sobą. Niemcy ponoć wszystko krytykują i nie sposób im dogodzić. Bardzo za to chwali i lubi zajęcia z Polkami, które się przewrócą, zmieli je aż miło, po czym pozbierają rozrzucony sprzęt, otrzepią się ze śniegu i od razu stają w gotowości do kontynuacji zajęć. A że ręka boli, albo noga? Nic to przecież…


Paul. Myślałem, aby coś wpisać w tę komiksową chmurkę…

Jak to zwykle bywa podczas zajęć z instruktorem, okazuje się, że jeździć nie potrafię, najbanalniejsznie ćwiczenie wymagające ruchu palców od nóg w odpowiednim momencie po trzech skrętach (w sensie zakrętów, wiraży…) zaczyna stwarzać problemy. A jednak kiedy popołudniu wyjechaliśmy poza trasę, wiele z uwag nabrało sensu. Majówka przyzwyczajona do wyratrakowanych, gładziutkich tras, poza trasami odczuwała napady dyskomfortu, ale chyba jej się i tak podobało. Zobaczymy kiedy znowu się skusi na odrobinę freeride’u. Śnieg był trudny, bo już mocno przewiany, więc miejscami był miękki i przyjemny, a gdzie indziej czaiły się „sharki”.


Majówka dzielnie wysłuchuje instrukcji.

Poranek nie był zbyt przyjemny. Mgła, wichura, zacinający śnieg. Około południa zaczęliśmy się kierować na przerwę. Ale nie bezpośrednio, bo najpierw zwiedziliśmy Ice Camp, który znajduje się nieopodal skiparku. Ciekawa to konstrukcja. Dwie połączone ze sobą kopuły ze śniegu. W jednej bar :), w drugiej zaś coś na kształt planetarium. Na środku stoi takie igloo, które wydaje dźwięki, wyświetla filmy z eksplozjami słonecznymi i rzuca kolory na powałę, że raz jest czerwono, raz niebiesko, zielono itd.


…bar wykuty z lodu, oczywiście!


Lodowy rzutnik i „turysta” Paul.


Wejście/wyjście do/z Ice Campu.

Kiedyś w Innsbrucku widziałem jak się takie kopuły robi. Zatem pompujemy balon. Czekamy, aż go przysypie na dobre. Spuszczamy balon i gotowe. To w dużym uproszczeniu, ale z grubsza właśnie tak.


Prace konserwacyjne na linie kolejki na trzytysięcznik Kitzsteinhorn.

Następnie wybraliśmy się do Gipfelwelt 3000. To górna stacja kolejki, a tam atrakcji czeka moc. Po pierwsze kino, w którym ostatecznie nie byliśmy. Po drugie knajpa, którą nawiedziliśmy celem rozgrzewki od środka. Po trzecie tunel Hanny, w którym znajduje się Galeria Parku Narodowego. A po piąte taras, na którym ktoś kto ma lęk przestrzeni gotowy jest dostać zawału od razu. Natychmiast. Jest też taki balkon daleko wysunięty w dal, na którym strach stanąć i ja się nie odważyłem. Stąpa się oczywiście po kratownicy ażurowej i widać dobrych kilkadziesiąt metrów w dół. Majówka na robocie nie pękała, a ja pstryknąłem Jej fotkę i się zawinąłem na szybko, bo wiało przeokrutnie. Wcześniej tylko kuknąłem w jeden z teleskopów, przez które można podziwiać okoliczne szczyty. Między innymi Grossglocknera. My go nie widzieliśmy, bo zachmurzenie uniemożliwiło, ale takie zmyślne wyświetlacze w środku teleskopów pokazują, gdzie dany szczyt teoretycznie się znajduje. Kukając w głąb dowiadujemy się także, w którą stronę do Paryża, Madrytu…


Majówka igra z ogniem ;). Po lewej stronie załapał się w kadr ów zmyślny teleskop.

Kolejną atrakcją – szczególnie dla osób nieposiadających aparatu fotograficznego, względnie telefonu z taką właśnie funkcją – jest przycisk. Wystarczy go nadusić palcem lub całą dłonią i robi się zdjęcie zamontowanym na stałe aparatem. Zdjęcie później można sobie ściągnąć ze strony internetowej Lodowca Kitzsteinhorn. Taką właśnie fotografię uczyniłem swoją prawicą i zamieściłem na pamiątkę na górze samej tego wpisu.


Cofający się lodowiec.

W Galerii Parku Narodowego można dowiedzieć się kilku ciekawych rzeczy. Taki mam teraz dysonans, czy o nich pisać. No bo jeśli napiszę, może ktoś tam się nie wybierze, bo będzie już wiedział…

To może jednak o samym tunelu. Zaczęto go drążyć w 1965 roku w celu „zakotwiczenia” górnej stacji w skale. Przewiercono się na wylot pięć lat później. Mierzy 363 metry i rozpoczyna się na wysokości 3020 m, a kończy na 2980 m n.p.m. Nosi nazwę Tunel Hanny (albo Hanna) na cześć żony Wilhelma Fazokasa – konstruktora kolei linowej na Lodowiec Kitzsteinhorn. Od dwóch tunel lat pełni funkcję galerii… Fajna wycieczka, szczególnie powrót tych 40 metrów w górę holując małżonkę za rękę.

ps
Pochwalę się jeszcze jednym faktem. Rozprowadziliśmy Paula i to na dobre. W tym sezonie jeszcze nie był na Gipfelwelt 3000. Nigdy jeszcze nie był w tunelu. Nigdy nie zaglądał do Ice Campu. Dziś poczuł się pierwszy raz tej zimy turystą (z zapamiętaniem się fotografował własnym telefonem)! Gratulujemy :)

ps 2
Ponieważ, będąc dziennikarzem, dostałem pakiet materiałów prasowych – a wśród nich zdjęcia, dzielę się jednym z nich, gdyż nie było mi dane zrobić takiego właśnie pięknego ujęcia Lodowca Kitzsteinhorn.

Znaczniki

Podobało się? Doceń proszę atrakcyjne treści i kliknij:

Dodaj komentarz

Zobacz także

Inne artykuły

maryna

Mini wywiad z Maryną po supergigancie w Lenzerheide

A teraz obiecany mini-wywiad z Maryna Gąsienicą-Daniel przeprowadzony w rejonie linii mety po supergigancie w Lenzerheide. Wiem, że trochę późno, ale pomimo to przeczytać warto. Cześć. Ponownie spotykamy się po zawodach. Tym razem prawie

maryna gąsienica daniel

Ostatnie pchnięcia

To był długi i ciekawy sezon. Na pewno ciężki dla większości zawodników, a w szczególności dla tych, którzy jeżdżą wszystkie konkurencje. Dużo podróżowania, mnóstwo startów i wszyscy są już bardzo zmęczeni. Niemniej, końcówka

AMP Narciarstwo Alpejskie

AMP 2022: Dwa oblicza wielkiego finału

Zuzanna Czapska i Paweł Pyjas (oboje AWF Katowice) zdobyli tytuły akademickich mistrzów Polski w gigancie. W slalomie zwyciężyli Maja Chyla (UJ Kraków) oraz Przemysław Białobrzycki (AWF Katowice). W Zakopanem zakończyły się

AMP Narciarstwo Alpejskie

AMP 2022: Bez dotykania tyczek

Zwycięzcami eliminacji slalomowych zostali ci sami zawodnicy, którzy byli najlepsi we wczorajszym gigancie. Na zachodzie dominacja Zuzanny Czapskiej i Pawła Pyjasa (oboje AWF Katowice), a na wschodzie zwycięstwo Mai Chyli (UJ Kraków) i Antoniego

maryna gąsienica-daniel

W Lenzerheide po dwóch latach…

Obiecałem relację, wiec być musi… Czas i sytuacja na świecie, co prawda nie napawają mnie chęcią do pisania o narciarstwie, ale życie toczy się dalej pomimo niezbyt miłych wieści stąd i zowąd. Wreszcie

Newsletter

Dołącz do nas – warto

Jeśli chcesz dostawać informacje o nowościach na stronie, nowych odcinkach podcastu, transmisjach live na facebooku, organizowanych przez nas szkoleniach i ważnych wydarzeniach oraz mieć dostęp do niektórych cennych materiałów na stronie (np. wersji online Magazynu NTN Snow & More) wcześniej niż inni, zapisz się na newsletter. Nie ujawnimy nikomu tego adresu e-mail, nie przesyłamy spamu, a wypisać możesz się w każdej chwili.