Yogi-babu, czyli NTN olimpijski

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter

Trudno mi się oprzeć przed porównaniami z “dorosłymi” igrzyskami, na których pracowałem w 2008 roku (obsługiwałem żeglarstwo w barwach miesięcznika “Żagle”). To, co na pewno wpływa na korzyść zawodów młodzieżowych – tutaj nie ma takich restrykcji antyterrorystycznych, więc dostęp do sportowców jest znacznie łatwiejszy. W Innsbrucku wyznaczono linie autobusowe – żółtą i zieloną, które dowożą uczestników, oficjeli, prasowe dziennikarzy do Olympia World, czyli na Stadion Olimpijskim. Tutaj znajdują się biuro, lodowisko hokejowe i pętla autobusów, które kursują na areny olimpijskie.

Podróż na Patscherkofel trwa kwadrans. To stok, na którym rozgrywano konkurencje techniczne podczas zimowych igrzysk w stolicy Tyrolu w latach 1964 i 1976. Zanim wsiedliśmy do autobusu nr Y30 dowożącego na narciarstwo alpejskie (konkurencje freestyle’owe odbywają się w Kuehtai), mieliśmy okazję pokibicować przez chwilę dziewczynom grającym w hokeja. Po prawdzie, grały Szwedki, a Słowaczki rozpaczliwie broniły się jedynie. Pierwsza tercja skończyła się wynikiem 7:0 dla reprezentantek „Trzech Koron”. Co tu kryć, one sprawnie jeździły na łyżwach, konstruowały akcje zagrażające słowackiej bramce i strzelały (do przerwy statystyka strzałów wyglądała: 20:0). Zamierzamy wybrać się na mecz chłopaków (jutro finał!!!). Mogę sobie wyobrazić, że w ich wykonaniu akcja na lodzie wygląda jeszcze lepiej :).

Przylecieliśmy do Monachium z duszą na ramieniu, bo niewiele brakowało a spóźnilibyśmy się na samolot w Warszawie. Zachciało nam się kanapek grillowanych. Nasze bagaże zostały już prawie wyjęte z samolotu, ale jakoś daliśmy radę. Szybki transfer do Innsbrucka i udaliśmy się do regionu Wilder Kaiser Ski Welt na sanki. Zdziwieni? A jednak. Jesteśmy tu na zaproszenie agencji turystycznej Tyrolu i Kasia Gaczorek, która tu pracuje, zagospodarowała nam wieczór wybornie. Nie jestem wielkim fanem saneczkarstwa, ale okazuje się, że może to być naprawdę fajna zabawa. W Ellmau znajduje się częściowo oświetlony tor naturalny, a krzesło wywozi ludzi (do końca stycznia za darmo!) na górę do godz. 2200. Prędkości zawrotne, co szczególnie odczuwalne jest oczywiście na zakrętach. A niektóre mają po 180 stopni! Duma mnie rozpiera, bo tylko raz szukałem sanek w lesie i to po opracowaniu nowej, niezwykle skutecznej techniki wchodzenia w skręty (jak ja lubię skręty!!!). W przerwie przejazdu saneczkarskiego zatrzymaliśmy w schronisku na stoku na kolację. Co to była za pycha była! Się skusiłem na “zderzenie” Tyrolu z Atlantykiem: a więc stek z pysznej krowy i kawał ogona pysznej langusty z grilla. Chomik zamówił cielęcego sznycla po wiedeńsku, nic mu uwagi nie zwracałem, ale narobił popeliny, bo strasznie mlaskał z zadowolenia. W ogóle łatwo z nim nie jest, bo na dzień dobry w samolocie nagrodził pilota owacja na siedząco za bezpieczny lot i udane lądowanie. Według doświadczonego po wielu wyprawach do Tunezji Chomika, ten lot był majstersztykiem i brawa były w pełni zasłużone.

Mamy też sukcesy osobiste. Doszło też do pierwszej, długo planowanej konfrontacji z Yogim – tyrolską maskotką igrzysk. Nie wnikając w szczegóły zdradzę tylko: 1:0 dla Polski. Dodam jeszcze, że wszystko filmujemy. Lada godzina wrzucimy superprodukcję :)

Znaczniki:
Podziel się:
Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli chcesz dostawać informacje o nowościach na stronie, nowych odcinkach podcastu, transmisjach live na facebooku, organizowanych przez nas szkoleniach i ważnych wydarzeniach oraz mieć dostęp do niektórych cennych materiałów na stronie (np. wersji online Magazynu NTN Snow & More) wcześniej niż inni, zapisz się na newsletter. Nie ujawnimy nikomu tego adresu e-mail, nie przesyłamy spamu, a wypisać możesz się w każdej chwili.

1 komentarz do wpisu “Yogi-babu, czyli NTN olimpijski”

  1. Chciałem stanowczo zdementować bzdury jakie wypisuje mój koleżka :) Klaskanie w samolocie uważam za mega obciach i bardzo zdziwiłem się (jak i większość pasażerów), gdy po lądowaniu Grucha (pracownik Tunezja Czarters) zaczął bić brawo. Z powrotem siedzimy daleko od siebie. Gruszce zapewne zrobiło się głupio i bał się, że rozpowiem jakim jest wsiokiem, więc napisał, że to ja klaskałem. Teraz ciężko będzie uwierzyć w każde jego słowo :) Ciekawe jakby zareagowali jego koledzy z Mokotowa, jakby ktoś rozpowiedział, że jest stałym bywalcem na Konwiktorskiej :) Zobaczyłby co to jesień średniowiecza :) No ale takich rzeczy się nie robi.

Dodaj komentarz

Magazyn NTN
za darmo

Tylko subskrybenci naszego newslettera (bez spamu, wyłącznie informacje o dużych nowościach na stronie, transmisjach live, naszych szkoleniach i ważnych wydarzeniach) dostają dostęp do nowych wydań Magazynu NTN Snow & More w wersji online kilka dni po ukazaniu się numeru na rynku. Zupełnie za darmo. Pozostali mogą oglądać tylko wydania archiwalne. Zapisz się – to się opłaca!