To już koniec alpejskiego Pucharu Świata

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter

Choć trudno to sobie wyobrazić, ale sezon APŚ 2018/19 przeszedł do historii. Przeleciał dosłownie w okamgnieniu, a przecież po drodze były jeszcze mistrzostwa świata. Najlepszymi narciarzami sezonu zostali ponownie Mikaela Shiffrin (po raz trzeci) i Marcel Hirscher (po raz ósmy z rzędu).

Oboje stawiają swoim przeciwnikom poprzeczkę bardzo wysoko. Dla przykładu Mikaela oprócz zwycięstwa w klasyfikacji generalnej zgarnęła jeszcze tak zwane małe kulki za slalom, gigant i supergigant. Ta sztuka nie udała się jeszcze nikomu przed nią, ani kobiecie, ani mężczyźnie. Już tylko to osiągniecie czyni Mikaelę zawodniczką wyjątkową, a przecież na tym nie koniec. Amerykanka zwyciężyła w tym sezonie siedemnaście (!) razy (także rekord) i łącznie osiągnęła liczbę 60. wygranych i to wieku 24 lat. Liczba punktów pucharowych, które zdobyła jest o kilka większa niż suma oczek drugiej w klasyfikacji Petry Vlhovej i czwartej Viktorii Rebensburg. Shiffrin jest narciarskim fenomenem i pozostaje tylko mieć nadzieję, że kontuzje nadal będą ją omijać szerokim łukiem. Myślę, że Mikaela jest w stanie pobić wszystkie alpejskie rekordy – o ile zdrowie jej dopisze. Wolne kulki za zjazd i kombinację (jedne rozegrane zawody) odebrały odpowiednio Nicole Schmidhofer i Federica Brignone.

Ósme z rzędu zwycięstwo Mracela Hirschera w klasyfikacji generalnej to wyczyn niesamowity. Austriak nadal nie znalazł godnego siebie rywala zbierając większość punktów w konkurencjach technicznych (kulki za slalom i gigant). Marcel pod koniec sezonu trochę osłabł. Powodów jest wiele: pierwszy to zmęczenie bardzo długim i intensywnym sezonem, drugi to wysokie temperatury. Hirscher po prostu nie lubi jeździć po mocno posolonym śniegu. Często wspomina o tym fakcie w wywiadach i na konferencjach prasowych. Jego żywiołem są lodowe trasy uzyskiwane poprzez wstrzykiwanie wody w śnieg. Czy w przyszłym sezonie będziemy mieli przyjemność oglądać kolejne wyczyny Austriaka? To nie jest wcale pewne. Sam zainteresowany dyplomatycznie ociąga się z jednoznaczną odpowiedzią:

Będę musiał wsłuchać się w mój organizm. Dopiero wtedy zdecyduję o dalszej karierze… To prawda, wielu zawodników coraz mocniej na mnie naciska w obu konkurencjach technicznych. Taktycznie, lepiej byłoby skończyć teraz niepokonanym, ale z drugiej strony, ci coraz bardziej napierający zawodnicy stanowią wyzwanie, z którym warto byłoby się zmierzyć.

Osobiście mam jednak nadzieję, że Hirscher pojeździ jeszcze nie jeden, a kilka sezonów. Przecież i on gdzieś w tyle głowy ma także myśl o pobiciu rekordu Ingemara Stenmarka.

Kulkę za zjazd zgarnął Beat Feuz, choć końcówka sezonu zdecydowanie należała do Dominika Parisa. Sympatyczny olbrzym z Południowego Tyrolu wygrał za to klasyfikację supergiganta. Kulka za kombinację trafiła w ręce Alexisa Pinturaulta.

Kolejny sezon będzie „pustym”, czyli zawodniczki i zawodnicy ścigać się będą jedynie o punkty APŚ. Z tego też powodu dla wielu utytułowanych zawody w Soldeu były ostatnimi poważnymi startami w życiu. Bardzo szkoda, że kariery zakończyli między innymi: Frida Hansdotter, Felix Neureuther, Thomas Fanara, a wcześniej po mistrzostwach Aksel Lund Svindal i Lindsey Vonn. Tych nazwisk na pewno będzie nam brakować. Na szczęście na scenę wkraczają młodzi. Zachwyca zaledwie siedemnastoletnia Alice Robinson, swoją obecność w APŚ zaznaczył w sposób imponujący Marco Odermatt, fantastycznie jeżdżą młodzi Chorwaci. „Starzy” wyjadacze w osobach Holdener, Brignone, Rebensburg, Noela, Kristoffersena, Pinutault, Feuza, Parisa i wszystkich Katarzyn z Austrii na pewno dostarczą nam wielu emocji w następnych sezonach. Mam też nadzieję, że na trasach zobaczymy ponownie Ilkę Štuhec, choć to akurat wcale pewne nie jest. Alpejski Puchar Świata ruszy ponownie jesienią 2019 roku.

Podziel się tym wpisem

Share on facebook
Share on twitter

Komentarze