Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter

To był doprawdy długi weekend. Tym dłuższy, że panie jeszcze ścigały się w gigancie we wtorek na wspaniałej trasie Erta w Kronplatz. Wygrała Mikaela Shiffrin i to z przewagą 1,21 sekundy nad Tessą Worley i 1,57 nad Martą Bassino. To dużo. Amerykanka na mecie powiedziała, że po raz pierwszy w gigancie udało się jej pojechać tak, jak na treningach, czyli luźno i skutecznie. Jeśli to prawda i rzeczywiście Shiffrin ma aż takie rezerwy, to trochę współczuję jej konkurentkom… W Kronplatz na starcie zobaczyliśmy dwie Polki: Marynę Gąsienicę Daniel i wracającą po długiej nieobecności spowodowanej kontuzjami Sabinę Majerczyk. Obie nie ukończyły rywalizacji. Maryna wypadła z trasy pierwszego przejazdu, a Sabina została zdyskwalifikowana. Cóż, szkoda, że Maryna nie potwierdziła swojego wyniku z Semmering, ale myślę, że dostarczy nam jeszcze radości w tym sezonie. Sabinie zaś na początek trzeba życzyć zdrowia i wytrwałości. Powroty łatwe nie są…

Panie później przeniosły się do przepięknej Cortiny d’Ampezzo, gdzie rozegrano dwa zjazdy i supergigant. Trasa zjazdu pań w Cortinie jest zapewne najpiękniejsza na świecie. Kulisy są urzekające, a fragment pomiędzy dwoma wyniosłymi skałami po prostu przepiękny. Od kilku też lat organizatorzy starają się też trochę tę jakże piękną trasę urozmaicić. Na skutek tych starań trasa w Cortinie nie jest już taka łatwa, jak przed kilku laty. Piątkowy zjazd rozegrano w zastępstwie tego z St. Anton, gdzie pogoda pokrzyżowała plany. Panie ruszały z lekko obniżonego startu i czas przejazdu wynosił zaledwie trochę więcej niż 1:15. Na najwyższym stopniu podium po raz pierwszy w karierze stanęła Austriaczka Ramona Siebenhofer wyprzedzając coraz bardziej rozkręcającą się Ilkę Stuhec i swoją rodaczkę Stephanie Venier. Powrót na alpejskie trasy nie udał się Lindsey Vonn. Amerykanka nie kryła niezadowolenia po zajęciu zaledwie piętnastego miejsca.

W sobotę panie ścigały się już na pełnej trasie, a końcowe czasy były dłuższe o około 20 sekund. Ponownie tryumfowała Ramona Siebenhofer, dla której to Cortina okazała się nadzwyczaj szczęśliwym miejscem. Miejsce drugie dla Nicole Schmidhofer (zaledwie 0,04 sekundy wolniej), a trzecie dla Ilki Stuhec. Na uwagę zasługuje też ósme miejsce Ester Ledeckiej, która jeszcze nie zadecydowała, czy udział weźmie w mistrzostwach świata na nartach, czy na snowboardzie (obie imprezy odbywają się w tym samym terminie na dwóch różnych kontynentach – będzie trudno połączyć). Vonn wypadła odrobinę lepiej niż dzień wcześniej, zajmując już dziewiąte miejsce i pokonując wiele zawodniczek ze ścisłej czołówki.

Niedzielny supergigant w pełni zasługiwał na swoja nazwę. Trasa ustawiona została i szybko i kręto, co spowodowało, że aż 22 panie do mety nie dotarły. Wśród nich Ramona Siebenhofer, Ilka Stuhec i… Lindsey Vonn. Zwyciężyła i to w pięknym stylu Mikaela Shiffrin, dla której było to 54. zwycięstwo w APŚ i to wieku zaledwie 23 lat. Fenomen… Na miejscu drugim – można powiedzieć wreszcie – Tina Weirather, która w zjeździe walczy nadal z problemami sprzętowymi. Trzecia na mecie Tamara Tippler z Austrii. Nasza rodaczka, Maryna Gąsienica Daniel finiszowała 34. i tym razem nie poprawiła swojego bilansu punktowego APŚ.

Panowie ścigali się na mojej ukochanej trasie zjazdowej w Wengen. W piątek co prawda jedynie w kombinacji i to nie byle jakiej. Decyzją działaczy FIS kombinacja alpejska została rozegrana po raz ostatni. Po 89 latach, konkurencja od której rozpoczęły się zmagania na alpejskich stokach zostaje skreślona z programu. Tyle sentymentów… W praktyce, w dobie szalonej specjalizacji zawody w kombinacji rzeczywiście trochę trąciły myszką. Ostatnim tryumfatorem w kombinacji alpejskiej w historii sportu narciarskiego został Marco Schwarz, który na swoje zwycięstwo zapracował w slalomie. Na miejscu drugim Victor Muffat-Jeandet, a trzecim Alexis Pinturault. Zjazd do kombinacji na swoją korzyść rozstrzygnął Vincent Kriechmayr z Austrii. Ta informacja za chwile okaże się istotna.

W sobotę rozegrano zjazd na wspaniałej trasie w Wengen. Pogoda dopisała fantastycznie. Alpejskie olbrzymy: Jungfrau, Münch i Eiger z zaciekawieniem przyglądały się rywalizacji najlepszych zjazdowców na świecie. Widowisko pełną gębą. Najpierw wspaniale pojechał Aksel Lund Svindal, który ciągle narzeka na nie do końca wyleczone kolano. Pomimo to Norweg pokazał, jak wielkiej klasy jest zawodnikiem. Ku uciesze Szwajcarów, lokalny faworyt, Beat Feuz pojechał jeszcze trochę szybciej, choć nie do końca bezbłędnie. Szwajcar niezbyt optymalnie pokonał Minsch-Kante, a później minimalnie spóźnił wjazd w Kernen-S. Amfiteatr oszalał… Nie na długo jednak. Startujący z numerem siódmym (dwa oczka później) Austriak Vincent Kriechmayr zjechał o 0,14 sekundy szybciej. Aleksander Aamodt Kilde zepchnął jeszcze z podium Aksela Svindala i zakończył zawody na trzecim miejscu. Pomimo znakomitego wyniku w zjeździe do kombinacji, Kriechmayr zdecydował się na start w alpejskim klasyku na innych nartach. Była to zagrywka iście pokerowa, ale ostatecznie bardzo opłacalna. Vincent na mecie nie ukrywał radości i w wywiadzie dla szwajcarskiej telewizji podkreślał udział serwisanta przygotowującego sprzęt.

W niedzielę rozegrano jeszcze slalom, a jak wiadomo stok w Wengen do łatwych nie należy. Pełno na nim przełamań terenu, a stromizny przeplatane są odcinkami płaskimi. Pierwszego przejazdu nie ukończyło aż 33 zawodników (wśród nich Michał Jasiczek), a na czele rywalizacji znalazł się Clement Noel z Francji. Marcel Hirscher finiszował zaledwie piąty. Wielki mistrz narzekał na ustawienie sprzętu, który w jego mniemaniu nie funkcjonował w pełni optymalnie. W przejeździe drugim Hirscher pojechał fenomenalnie, ale wystarczyło to na miejsce trzecie. Brawurowo w obu przejazdach sprawował się Manuel Feller kończąc na drugim. Wielu zadawało sobie pytanie, czy dwudziestojednolatek z Francji podoła obciążeniu psychicznemu po raz pierwszy w życiu startując do drugiego przejazdu z pozycji lidera po pierwszym. Clement dał jednak radę i z szóstym czasem utrzymał prowadzenie wygrywając slalom APŚ po raz pierwszy. Być może byliśmy świadkami narodzin slalomowej gwiazdy. Czas pokaże.

Następny slalom już za tydzień w Kitzbühel. Wcześniej jednak czekają nas emocje w zjeździe na słynnym Streifie. Jak ja lubię ten alpejski styczeń…

Znaczniki:
Podziel się:
Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli chcesz dostawać informacje o nowościach na stronie, nowych odcinkach podcastu, transmisjach live na facebooku, organizowanych przez nas szkoleniach i ważnych wydarzeniach oraz mieć dostęp do niektórych cennych materiałów na stronie (np. wersji online Magazynu NTN Snow & More) wcześniej niż inni, zapisz się na newsletter. Nie ujawnimy nikomu tego adresu e-mail, nie przesyłamy spamu, a wypisać możesz się w każdej chwili.

Dodaj komentarz

Magazyn NTN
za darmo

Tylko subskrybenci naszego newslettera (bez spamu, wyłącznie informacje o dużych nowościach na stronie, transmisjach live, naszych szkoleniach i ważnych wydarzeniach) dostają dostęp do nowych wydań Magazynu NTN Snow & More w wersji online kilka dni po ukazaniu się numeru na rynku. Zupełnie za darmo. Pozostali mogą oglądać tylko wydania archiwalne. Zapisz się – to się opłaca!