Dojeżdżając na Łysą Górę mija się piękną dzielnicę willową. Między zasypanymi samochodami przeciskają się snowboardziści. Nic nie dziwiłoby, gdyby nie była to mowa o nadmorskim kurorcie. Co ciekawe, snowboardziści jeżdżą tam warunkowo. Witamy w Sopocie!
Zima w tym sezonie dopisuje. Przynajmniej na północy kraju jest zimno, biało, a z Trójmiasta w góry daleko, oj, daleko. Weekendowy wypad może stanowić nie lada wyzwanie. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby zażyć dawki białego szaleństwa po pracy. Oczekiwania kogoś przyzwyczajonego do „prawdziwych” stoków alpejskich, mogą zostać zawiedzione. Łysa Góra ma ledwie 110 m n.p.m. O zawrót głowy można się jednak nie martwić, bo nad Zatokę Gdańską to ledwie kwadrans, no może 20 minut. Uliczki dojazdowe są ciasne, jednokierunkowe. Niektóre ślepe. Zaspy utrudniają parkowanie. Ale na nartach naprawdę da się pojeździć. Pod stokiem działa knajpa o sugestywnej nazwie „Sabat”. Wypożyczenie sprzętu (komplet narty, kije, buty) na dwie godziny kosztuje 25 złotych. Godzina z instruktorem (sam na sam) – 60 złotych. Stok czynny jest codziennie do godz. 22 (kasa czynna do 21). To niektóre tylko dowody, że dzieje się tam narciarstwo (mogą o tym zaświadczyć uczestnicy Sportowej Kliniki NTN, którzy do Maso Corto dojeżdżają właśnie z 3miasta).
Narciarzy napawa niejakim optymizmem napis pod cennikiem za jazdę. Napis przykuwa uwagę nawet bardziej niż ceny, bo one kształtują się następująco: pojedynczy przejazd – 2 zł, 20 zł – 11 przejazdów, 50 zł – 29 przejazdów, 100 zł – 60 przejazdów. Kaucja za kartę (każdą) – 20 zł. Wyciąg mierzy 300 m, a więc pokręcić się można.
Przyznam się ze wstydem, że moja pierwsza wizyta na stoku nie związana była z jazdą. Następną obiecuję wykorzystać we właściwy już sposób. Spotkałem za to Trenera Roku. To tytuł nieoficjalny, przyznany tylko przeze mnie. Paweł Kowalski szkoli kadrę narodową/olimpijską w windsurfingu olimpijskim (klasa RS:X). W tym roku jego podopieczni zdobyli mistrzostwo (Piotr Myszka) i wicemistrzostwo świata (Przemysław Miarczyński), co jest wyczynem absolutnym. W każdym razie Paweł przywozi na Łysą Górę swoje kilkuletnie dzieciaki. – Stawiają pierwsze kroki przed wyjazdem w większe góry, tak aby tam z instruktorem wiedziały z grubsza o bo chodzi – tłumaczył Paweł Kowalski. Takie tłumaczenie przemawia. Szczególnie, że dla trochę starszych od Zosi i Adasia (albo przynajmniej doświadczonych) przygotowany jest snowpark z kickerem, hopą, wallridem, railami i kink boksem…
Trudno wierzyć, że ktoś wybierze się na Łysą Górę na urlop narciarski, lecz jako dodatek do zimowej trójmiejskiej codzienności, to miejsce wprost wymarzone. Tym bardziej że na ma problemu, aby śmignąć sobie na sankach… Godziny otwarcia sugerują, że stok jest oświetlony i rzeczywiście można jeździć po zmroku.