Narty z widokiem na morze

Wyjazd mój do Hiszpanii miał na celu udowodnienie czegoś, co jest udowodnione od lat wielu bardzo. Niezależnie i tak stałem się świadkiem, że Sierra Nevada leży nad Morzem Śródziemnym. No, może nie nad samym, ale po półtorej godzinie drogi z plaży np. w przeuroczej Salobrenii możemy już wpinać się w narty w niesamowitej stacji Pradollano. Leży ona, przyklejona do wyeksponowanego na Południe stoku, na wysokości 2100 m n.p.m. Jeździ się, co oczywiste, na stokach północnych, bo operujące tam słońce nie daje śniegowi zbytnich szans.


Chwila przerwy (od lewej Dariusz Urbanowicz, Krzysztof Burnetko, Katarzyna Cegłowska i Anna Janowska)

Ponoć ze szczytu Velety (3398 m n.p.m.!), przy idealnej widoczności, jeśli się spojrzy we właściwym kierunku, widać zarys Afryki. Nam dane to nie było, bo widoczność momentami ograniczała się do kilkunastu metrów. Mieliśmy pecha i w dniu naszego przyjazdu nad Andaluzję nadciągnął front deszczowo-pochmurny i bardzo nieprzyjemny z punktu widzenia narciarskiego. Mimo wszystko jeździć się dało po większości tras (w sumie ponad 100 km!), nawet tych ulubionych przez największą gwiazdę iberyjskiego narciarstwa, która pochodzi właśnie stąd – Marię Jose Riendę Contreras. Hiszpanka startowała w mistrzostwach świata, które w 1996 roku odbyły się właśnie w Sierra Nevada. Osoby niepamiętające tak zamierzchłej historii ;) może zaskoczyć fakt, że czempionat odbył się w roku parzystym. A doszło do tego za sprawą odwilży, która storpedowała zaplanowaną na rok wcześniej imprezę. Ponieważ w ’95 roku śnieg spłynął doszczętnie, a organizatorzy wyłożyli kolosalne sumy na przygotowanie infrastruktury, FIS warunkowo zgodziła się na odroczenie imprezy. Rienda zajęła wówczas 21. miejsce w gigancie i 18. w slalomie.


Może to Rienda? ;)

Ciekawa postać swoją drogą ta Maria Józef. Startowała już na igrzyskach w Lillehammer, potem w Nagano, potem w Salt Lake City, Turynie oraz w Vancouver. Warto zwrócić uwagę, że FIS wyróżnia osiem startów Hiszpanki w igrzyskach… Kvittfjel ’94 – superigigant, 29. miejsce. Hafjell ’94 – gigant, 21. Nagano ’98 – SL 14 i Nagano ’98 – GS 12 oraz Deer Valley ’02 – SL 15., Park City ’02 – GS 6. Turyńskie igry oznaczały dla Niej rywalizację w San Sicario – SG 37. i Sestriere – GS 13., a ostatni występ olimpijski to tylko gigant w Whistler i 38. lokatę. Dobra, ale o Riendzie może przy innej okazji. Choć oprócz rozpraw o Himilsbachu i Maklakiewiczu jakoś tak w naszych rozmowach właśnie Maria pojawiała się często. Nawet łudziliśmy się, że może Ją gdzieś spotkamy i nie będziemy potrafili Jej poznać. Chodziła nam po głowie za sprawą rekomendacji dwóch tras, jaką zamieściła w jednym z folderów reklamowych tego kurortu. Pierwsza to „czarna” Fuente del Tesoro, która opada spod gigantycznego radioteleskop IRAM 30-m. Nazwę tej niesamowitej konstrukcji zaczerpnąłem z wikipedii i nie zdziwiłbym się, gdyby owo 30-m oznaczało jego średnicę. Jest kolosem imponującym. Trasa ta może wywoływać sentyment u Riendy właśnie ze względu na Jej debiut w mistrzostwach świata. Drugą ulubioną trasa najlepszej Hiszpanki w Pucharze Świata (11 razy stawała na podium przy 157 startach!) jest długa, „czerwona” Aguila, którą liznęliśmy tylko nieznacznie, gdyż zamknięta została natenczas.


Szkoła jazdy.

Mimo że pogoda nie zachęcała zbytnio, ludzi na stokach całkiem sporo (chociaż bez trudu można było znaleźć zupełnie wyludnione stoki! Np. na wspomnianej Lagunie). A może to tylko wrażenie na Borreguiles, dokąd docierają dwie gondole z Pradollano. Jedna z ławkami do siedzenia. W drugiej podróżuje się na stojaka. Z tego miejsca narciarzy rozprowadzają wyciągi krzesełkowe. W pobliżu górnej stacji kolejki dominują trasy dla początkujących. Jakoś tak podbudowany zostałem widokiem z krzesła kursu dla początkujących… na wózkach. Pod Veletę dociera poczwórne krzesło „Laguna” oraz orczyk „Zayas”. Na temat widoków, na znak protestu przeciwko załamaniom pogody kiedy mam spędzić na nartach tylko dzień, nie wypowiadam się. Choć wyobrażenie mam świetne, a to za sprawą spotkania Marcina Szafrańskiego chwilę po przyjeździe. Okazuje się, że organizuje On wyjazdy golfowo-narciarskie i akurat szykował dla swojej grupy gigant na trening przed zawodami. „Szafa” (zresztą uczestnik tutejszych MŚ ’96!!!) załapał się jeszcze na idealna pogodę i ponoć nawet do południa było całkiem twardo. Przyjemnie jest spotkać kolegów w tak egzotycznym miejscu. Wspomnę, że odwiedziłem Sierra Nevada w drugiej połowie marca. Wyjazd ten, choć krótki, spełnił moje marzenie odnośnie odwiedzenia Sierra Nevada. Chciałbym tam jeszcze wrócić, choćby po to, by jednego dnia skąpać się w ciepłym morzu i pojeździć na nartach. Mimo wszystko łatwiej chyba tego dokonać w Hiszpanii niż na Nowej Zelandii…


Kolosalny radioteleskop.

Przy okazji udało nam się podpatrzeć trochę młodych snowboardzistów, którzy akurat tego dnia rozpoczynali mistrzostwa świata juniorów. Uczestniczyliśmy w roli kibiców w uroczystym otwarciu i załapaliśmy się na paellę z wielkiej patelni przygotowaną chyba na milion osób. Załapał się na nią także pewien Hiszpan. Istne indywiduum z papugą na ramieniu i pretensjami do DJ-a, że puszcza muzykę, która muzyką nie jest, bo rock to jest muzyka, a nie jakieś takie hałaśliwe pukanie z komputera! Jeśli chodzi o imprezę (może nie do końca w stylu alpejskiego après-ski) można jechać w ciemno. Poza tym hiszpańskie napisy, jakoś tak usilnie nasuwają mi na myśl skojarzenie z wakacjami. Pozytywne wibracje. W razie co, pół godziny i jesteśmy w położonej 1300 m niżej Granadzie. A tam wszelkie życie kulturalne uzależnia, jak mniemam. Choć trudno było mówić o nadmiarze śniegu, trasy jak na tak wysokie temperatury, przygotowano doskonale!


Veleta przy błękitnym niebie wygląda doskonale.

Znaczniki

Podobało się? Doceń proszę atrakcyjne treści i kliknij:

Dodaj komentarz

Zobacz także

Inne artykuły

maryna

Mini wywiad z Maryną po supergigancie w Lenzerheide

A teraz obiecany mini-wywiad z Maryna Gąsienicą-Daniel przeprowadzony w rejonie linii mety po supergigancie w Lenzerheide. Wiem, że trochę późno, ale pomimo to przeczytać warto. Cześć. Ponownie spotykamy się po zawodach. Tym razem prawie

maryna gąsienica daniel

Ostatnie pchnięcia

To był długi i ciekawy sezon. Na pewno ciężki dla większości zawodników, a w szczególności dla tych, którzy jeżdżą wszystkie konkurencje. Dużo podróżowania, mnóstwo startów i wszyscy są już bardzo zmęczeni. Niemniej, końcówka

AMP Narciarstwo Alpejskie

AMP 2022: Dwa oblicza wielkiego finału

Zuzanna Czapska i Paweł Pyjas (oboje AWF Katowice) zdobyli tytuły akademickich mistrzów Polski w gigancie. W slalomie zwyciężyli Maja Chyla (UJ Kraków) oraz Przemysław Białobrzycki (AWF Katowice). W Zakopanem zakończyły się

AMP Narciarstwo Alpejskie

AMP 2022: Bez dotykania tyczek

Zwycięzcami eliminacji slalomowych zostali ci sami zawodnicy, którzy byli najlepsi we wczorajszym gigancie. Na zachodzie dominacja Zuzanny Czapskiej i Pawła Pyjasa (oboje AWF Katowice), a na wschodzie zwycięstwo Mai Chyli (UJ Kraków) i Antoniego

maryna gąsienica-daniel

W Lenzerheide po dwóch latach…

Obiecałem relację, wiec być musi… Czas i sytuacja na świecie, co prawda nie napawają mnie chęcią do pisania o narciarstwie, ale życie toczy się dalej pomimo niezbyt miłych wieści stąd i zowąd. Wreszcie

Newsletter

Dołącz do nas – warto

Jeśli chcesz dostawać informacje o nowościach na stronie, nowych odcinkach podcastu, transmisjach live na facebooku, organizowanych przez nas szkoleniach i ważnych wydarzeniach oraz mieć dostęp do niektórych cennych materiałów na stronie (np. wersji online Magazynu NTN Snow & More) wcześniej niż inni, zapisz się na newsletter. Nie ujawnimy nikomu tego adresu e-mail, nie przesyłamy spamu, a wypisać możesz się w każdej chwili.