stalkant

Co słychać chłopaki w wielkim świecie?

Macio: Drogi Antku! Mam nadzieję, że u Ciebie wszyscy zdrowi i szczęśliwi. Wczoraj przeczytałem, że w jednym z bytomskich sklepów można już kupić świąteczne ozdoby. Doskonale pewnie wiesz, co to oznacza. Co więcej, zbiegło się to wszystko z nieprawdopodobnym wydarzeniem! Zadzwonił do mnie sam redaktor Szypliński! Wśród plejady mistrzów słowa, historyków narciarstwa i starych górali gość znowu postanowił zaufać kanapowym znawcom – trefnisiowi i błaznowi ze Stalkant FM. Odważny z niego gość. Proponuję trzymać się zeszłorocznej konwencji, czyli będziemy odpowiadać na mniej lub bardziej poważne pytania. Powiedz, co o tym myślisz?

Tonio: Drogi Maćku! Wraz z momentem, w którym na Podhalu poczęły pojawiać się pierwsze krokusy i przebiśniegi, serce me bolesne zakrwawiło okrutnie, nie mogąc pogodzić się z myślą, że od nart przyjdzie nam odpocząć przez sześć długich, gorących miesięcy. Całe szczęście, że dobrzy ludzie wymyślili takie rzeczy jak windsurfing, rower czy rolki, przecież bez tego przeżyć lata nie sposób! Po naszym ogromnym sukcesie w państwowej telewizji muszę przyznać, że telefony cały czas się urywały. Zadzwonił również gryzipiórek Szypliński i poprosił, żebyśmy znowu coś napisali – ponoć nasze zeszłoroczne predykcje miały stuprocentową skuteczność.

Co u nas?

Tonio: W zeszłym roku przeprowadziliśmy mnóstwo ciekawych rozmów, niektóre wyszły cudownie, inne trochę niezgodnie z tym, jak to sobie zakładaliśmy. Dostaliśmy szansę w telewizji i nawet zostaliśmy podpisani jako eksperci! Teraz tylko czekamy na zaproszenie do Eurosportu, ale do tego konkursu chyba jeszcze trzeba potrenować. Ten rok był niewątpliwie dla nas przełomowy. Uruchomiliśmy kolejny rzut naszego merczu, a zysk przekazaliśmy na walczącą Ukrainę, zwiedziliśmy mnóstwo fantastycznych miejsc, no działo się i dziać się będzie!

Macio: Wspaniały to był rok, nie zapomnę go nigdy. Sezon zimowy z naszym udziałem był znakomity, zbiliśmy setki tyczek i pokonaliśmy wiele kilometrów na skiturach w przeróżnych miejscach. Przygoda telewizyjna była chyba najjaśniejszym punktem, okazało się, że panie od makijażu są w stanie w pięć minut sprawić, by nasze twarze wyglądały wyjściowo. Co więcej, zakończenie sezonu narciarskiego nie sprawiło, że zaszyliśmy się w naszych bazach. Zgodnie z dewizą „Sport to superprzygoda” pozostaliśmy aktywni i zrealizowaliśmy nawet kilka pogadanek pozanarciarskich. Generalnie to wszystkich sportów nie skosztujemy, ale próbować warto!

Czy płakałeś razem z Johannesem Strolzem po wygranej w Adelboden?

Macio: Było blisko. Numer 38, fatalne warunki w drugim przejeździe, które czeski komentator określił „Frirajdowym lyżowaniem”. W mojej opinii te obrazki to była najlepsza reklama tego wspaniałego sportu, który wymaga totalnego poświęcenia, a niestety efektów często nie widać. To był zdecydowanie kluczowy moment kariery dla tego zawodnika. Prawdopodobnie, parafrazując byłego selekcjonera Jerzego Brzęczka, Strolz wstał owego dnia rano, coś mu przeskoczyło w głowie i tak stał się czołowym slalomistą.

Tonio: Cały sezon slalomowy panów w tym sezonie był zdumiewający i niesamowicie zróżnicowany, aż ośmiu zawodników stanęło na najwyższym stopniu podium. Nie odbierając sukcesu Austriakowi, bardziej cieszę się z faktu, że w Kitzbühel będziemy mogli w końcu karnąć się gondolką im. Dave’a Rydinga. Oprócz tego Giuliano Razzoli z powrotem na pudle, Joaquim Salarich, awans Braathena z 30. na 1. miejsce, pierwsza wygrana Atle Lie McGratha, Feller dojeżdżający prawie wszystkie przejazdy, a wszystko okraszone zwycięstwem Kristoffersena. Przepiękny to był slalomowy sezon, przepiękny.

Scena z igrzysk, która utkwiła Ci w pamięci?

Macio: Kilka momentów chodzi mi po głowie. Pewny siebie Strolz, który już nie jest gościem z czwartej dziesiątki walczącym o pucharowe ochłapy, tylko prawdziwym kozakiem przyjeżdżającym po medale. Matthias Mayer, który gdy widzi olimpijskie pierścienie, staje się samcem alfa w narciarskim stadzie. Może jego sztab powinien przemycać olimpijskie symbole na trasy Pucharu Świata, by oszukać Mayera, wtedy miałby szanse na wielką Kryształową Kulę. Jednak jako moment, który zapamiętam najlepiej, wybieram totalnie dzikie zawody giganta panów. Ratrak na trasie w przerwie pomiędzy przejazdami, wywrotki faworytów, reprezentant Andory w Top 10 – generalnie działo się wiele, ale na końcu i tak wygrał genialny Odermatt, czapki z głów! U pań z kolei faworytki, z wyłączeniem blamażu Shiffrin, raczej nie zawodziły, zatem najciekawszym obrazkiem dla mnie jest pierwsze zimowe złoto olimpijskie dla Słowacji, naturalnie będące dziełem Petry Vlhovej.

Tonio: Tych obrazków było mnóstwo. Niesamowita radość zwycięzców, co pokazuje, ile każdy z medali nadal znaczy dla atletów. Strolza, którego niczym renegata skreślili, zostawili na pożarcie wilkom, a on jak z hollywoodzkiego scenariusza wziął i wygrał. Petra wygrywająca pierwsze złoto dla Słowacji i jej szalone emocje. Noël, który idealnie wstrzelił się ze slalomową formą. Nasi reprezentanci, którzy fajnie wyglądali na tych dziwnych chińskich trasach (trzy Polki w Top 30) i w końcu Michał Jasiczek zawinięty w kołderkę na mecie. Niestety zapamiętam jeszcze zagarnięcie show przez Shiffrin. Tyle się tam przecież działo, tyle dziewczyn wygrywało, przełamywało się, a wszystkie reflektory na nią – no cóż, takie są realia tego sportu. Przede wszystkim jednak zapamiętam naszą obecność w państwowej telewizji w rolach ekspertów. Niczym trąba jerychońska zagrzmiał potężny głos ekspercki pełen trafnych diagnoz i szczegółowych analiz, standardowo okraszony dawką porządnego humorku. Bawiliśmy się świetnie.

Czy w tym sezonie walka o wielką kulę nabierze rumieńców?

Macio: Nie sądzę. Duopol Mikaela & Petra ma się świetnie, obawiam się, że Goggia tradycyjnie zrobi coś głupiego i nie będzie walczyć o wielką Kryształową Kulę, zadowoli się dominowaniem na długich nartach. Ciekaw jestem, czy dominację w gigancie podtrzyma Sara Hector, bo w poprzednim sezonie wyglądała jak narciarka z innej planety w tej dyscyplinie. Jeśli chodzi o panów, to Alexis młodszy nie będzie, a jego frustracja sięga zenitu, tak że nie sądzę, żeby zagroził Marco Odermattowi. Obawiam się, że genialny Szwajcar może zabetonować rywalizację w generalce na kolejne długie lata, jak kiedyś pewien dzik spod Salzburga. Skoro o Hirscherze mowa, to może on i jego sprzęt pomogą odzyskać pełnię blasku Kristoffersenowi? Bardzo jestem ciekaw, ale tak się składa, że sprzęt to jedno, a chłodna głowa to drugie, a z tym u Henrika słabiutko.

Tonio: Wydaje mi się, że tylko i wyłącznie klątwa faraona może powstrzymać Odermatta przed zdobyciem kolejnej kuli – miniony sezon w jego wykonaniu to było granie na kodach albo pojedynek klasy 6c z 4a. Sądzę, że w przypadku pań będziemy się zdecydowanie mniej nudzić. Już poprzedni sezon pokazał, że niektóre z dziewczyn odnajdują patent na Shiffrin, ale mimo tego Amerykanka dowiodła, że na górze tabeli cały czas jej wygodnie. Co może jej zagrozić? Brignone zjeżdżająca dobrze slalomy, Vlhová zjazdy lub Gisin koncentrująca się wyłącznie na jednej–dwóch dyscyplinach.

Kto z młodego narybku zacznie podgryzać stare wygi i dlaczego będą to Norwegowie?

Macio: Taśmowa produkcja talentów w Norwegii ma się dobrze. Braathen i McGrath okrzepli, czas dla nich na kolejny krok do przodu i stałą obecność w Top 8. A teraz proszę wziąć do ręki jaskrawy flamaster i wężykiem podkreślić imię i nazwisko tego zawodnika: Alexander Steen Olsen. Wygrana w generalce slalomu Pucharu Europy jest już na jego koncie, w gablocie worek medali z mistrzostw świata juniorów, czas teraz na zaistnienie w Pucharze Świata. Cicho liczę też na włoski renesans w osobach Giovanniego Franzoniego oraz Filippo Della Vite, którzy powoli, płynnie przechodzą z juniorskiego ścigania na wyższy szczebel. U kobiet z kolei częściej spotykamy wybuchy supertalentów, które wjeżdżają w Puchar Świata jak po swoje, będąc ciągle w wieku licealistek. W socialach aż wrze na temat córki słynnej Danieli Ceccarelli – Lary Colturi, nie tylko z powodu jej świetnej techniki i znakomitych wyników podczas startów w Ameryce Południowej, ale też za sprawą szumu, który powstał po ogłoszeniu decyzji, że Lara będzie się ścigać dla… Albanii. Decyzja bardzo ciekawa, jednak niejednokrotnie widzieliśmy wyśmienite efekty działania autonomicznych teamów.

Tonio: Magdalena Egger, Zrinka Ljutić u pań. Cieszę się z formy Amerykanów, na lidera wyrasta River Radamus, choć to już nie młody narybek, ale cały czas czekam na jego podium, bo ma do niego naprawdę niewiele. Bardzo fajnie prezentują się również Kanadyjki i – mimo problemów z finansowaniem – Brytyjczycy. Z młokosów oczywiście czekam na Larę Colturi, na pewno wystrzeli, może będzie drugą Shiffrin? Wspólnych mianowników z Amerykanką jest naprawdę sporo.

Na jakie zawody czekasz najbardziej?

Tonio: W końcu poważne ściganie zaledwie kilkanaście kilometrów od naszej granicy w krainie prażonego sera, hranolków i zimniutkiej kofoli – Szpindlerowy Młyn! Już sobie ostrzę zęby i nie mogę się doczekać, gorąco zachęcam każdego do wspierania naszych zawodniczek, to wcale nie tak daleko, a zabawa jest przednia. Czekam, aż Puchar Świata zawita w końcu do Polski, wydaje mi się, że bez tego nie jesteśmy w stanie budować świadomości narciarskiej nad Wisłą.

Macio: Oczywiście z niecierpliwością czekam na vyborne preteki i potężną imprezę na PŚ w Szpindlerowym Młynie, gdzie zamierzamy się pojawić osobiście. Czesi wiedzą, jak zrobić dobre zawody oraz jak się dobrze bawić, będzie też pewnie szansa obejrzeć z bliska Marynę. Ciekawią mnie też zawody otwierające sezon szybkościowy, które mają się odbyć na stokach Zermattu. Nowa, nieznana dla szybkościowców trasa oraz wysokość mogą dać się we znaki i dostarczyć nam niespodziewanych wyników.

Czy Wendy przełamie klątwę i wygra? Czy Tanguy Nef ukończy dwa przejazdy?

Macio: Wendy, głupia sprawa, strasznie mi przykro, ale chyba jej okienko na zwycięstwa bezpowrotnie się zamknęło. Oczywiście będę trzymał kciuki, ale wierzę w sukces coraz mniej, gdyż młodsza konkurencja nie śpi, a Petra i Mikaela nie zwalniają. Tanguy jest dla mnie z kolei fenomenem, król czterech tyczek. Szkoda tylko, że na slalomie stawiają ich troszkę więcej. Myślę, że bez psychologa albo szamana nic tutaj nie poradzimy. Co gorsza, wydaje się, że wonderkid w osobie narciarzo-boksera Alexa Vinatzera chce dorównać Szwajcarowi. Chłopaki – nie tędy droga, serio, czasem warto dojechać.

Tonio: Rydingowi się udało, Strolzowi się udało, to Wendy ma się nie udać? Jak mawia jeden z najwybitniejszych Polaków – Mariusz Pudzianowski – cierpliwy to i kamień ugotuje. Sympatycznej Szwajcarce oczywiście trzeba życzyć wytrwałości, bo zasłużyła jak mało kto. Idąc dalej tym tropem – skoro Feller dojechał prawie wszystkie slalomy, to taki Tanguy nie może? Może, może, jeszcze jak. Trzymam bardziej za Vinatzera, ale sądzę, że jeszcze nie jesteśmy gotowi na jego nowatorski styl.

Czy takie zawody jak w Zagrzebiu powinny mieć miejsce?

Macio: Jeszcze jak! Nie miałbym serca odbierać Chorwatom ich narodowego święta, momentu, gdy znowu mogą oczami wyobraźni zobaczyć Janicę tłukącą tyczki gołą ręką. Puchar Świata alpejski powinien być tylko z nazwy, jestem zwolennikiem decentralizacji i docierania z narciarskim cyrkiem jak najdalej. Inną kwestią jest to, że akurat zeszłoroczne zawody powinny być po prostu odwołane z powodu niebezpiecznych warunków. Ale próbować zawsze warto!

Tonio: Śnieg był? Był. Liście padały? Padały. Dało się dojechać na górę? Dało. Można było wbić klina, żeby się tyczka nie ruszała? Można było. Ja nie widzę żadnego problemu. Chorwaci działali sprawnie, szybko i profesjonalnie niczym wodociągi w Kielcach. Zresztą zawodów na soli w tym roku było aż za dużo. Z decentralizacją jestem jak najbardziej na tak, od czegoś trzeba przecież zacząć. Nie sztuką wszak jest robić zawody tam, gdzie odbywają się od pół wieku. I cały czas – czekam na pucharową elitę w Polsce!

Czy zawody równoległe nagle stały się ciekawe i zmieniły obraz narciarstwa?

Macio: Nie wiem, nawet ich nie oglądałem. Zakładam więc, że nowych kibiców nie przyciągnęły, ale przynajmniej znakomicie wyszło zniechęcenie starych fanów. Great success!, jak to mawiał Borat.

Tonio: To niesamowite, że format, który kiedyś wszystkich emocjonował, tak nam spowszedniał. Tak jak pisaliśmy w zeszłym roku, zmiany są potrzebne, widzów ubywa, a widownia jest coraz bardziej wymagająca. Może zamiast rywalizacji równoległej zawody drużynowe na jednej trasie jak w skokach z łączną sumą czasów? Coś takiego bym obejrzał w niedzielne skacowane popołudnie.

Czy FIS przestanie być bandą leśnych dziadków?

Tonio: Jakoś ostatnio nie odnotowałem nadmiernej ingerencji leśnego dziada w narciarstwie alpejskim. Co więcej, zauważam pozytywne zmiany, oprawa medialna jest coraz lepsza, mamy na bieżąco aktualizowane media społecznościowe, widać, że idzie z duchem czasu i wygląda na to, że w końcu zatrudniono kogoś, kto ma mniej niż 30 lat. Co do leśnego dziadowania bardziej zastanawia mnie krajowe podwórko i wybór Adama Małysza na prezesa PZN – czy dzięki tej postaci zaliczymy spektakularny progres sportowy i organizacyjny? W jakiejkolwiek z dyscyplin? Nie wiem, choć się domyślam.

Macio: Wygląda na to, że prędzej możemy liczyć na nowoczesny ośrodek na Kasprowym. Nie zgodzę się, że oprawa medialna się poprawiła, tworzenie ciekawych materiałów multimedialnych nie jest skomplikowane, a jedyne, co dostajemy, to minutowe zlepki. Nawet nie ma porządnego podsumowania zeszłego sezonu. Oczekiwałbym zaangażowania większej liczby byłych zawodników, a szczytem marzeń byłaby seria w stylu netflixowej o Formule 1, która przybliżyła niuanse rywalizacji postronnym. Strona internetowa niestety ciągle jest nieczytelna i powolna, a w kalendarzu tkwią konkurencje równoległe.

Co z narciarstwem w Polsce?

Tonio: Z całą pewnością będzie zaciskanie pasa. Wojna w Ukrainie, inflacja, wysokie ceny energii. Ten sezon z pewnością będzie trudny, nie tylko w Polsce. Wciąż jeszcze nie znamy cenników skipassów w ośrodkach narciarskich na Podhalu, a zeszłoroczne podwyżki były zaledwie preludium do tego, co będziemy obserwować w tym sezonie. Polskie narciarstwo, które w dużej mierze polegało na sztucznym naśnieżaniu, w tym roku może nieźle dostać po tyłku. Żyjemy niestety w ciekawych czasach. Pozostaje mieć nadzieję, że będzie obficie padało, ale – z całym szacunkiem – za naszą granicą toczy się regularna wojna, a my się zastanawiamy, czy będziemy mogli sobie pośmigać na nartach.

Czego życzysz sobie w nadchodzącym sezonie?

Tonio: Samych zwycięstw underdogów, jeszcze więcej narciarskiej egzotyki, wymieszanej stawki, ogromnych emocji oraz doskonałych i sprawiedliwych warunków dla zawodników. Życzę wszystkim czytelnikom samych udanych szusów, jak najmniej górnej, jak najwięcej dolnej, słoneczka i zimnego aperolka gdzieś we Włoszech.
Macio: Takich historii, jakie napisali Strolz czy Ryding. Wyrównanej stawki, gdzie każdy może wygrać, a ustalanie bukmacherskich kursów jest sportem wysokiego ryzyka. Przełamania duopolu Shiffrin – Vlhová. Pudła Maryny i maksymalnego czadu na zawodach w Spindlu!

STALKANT FM to Macio i Tonio. Narciarze przeciętni, ale dziennikarze wybitni. Potencjał memiczny, który wykreował się podczas akademickich zawodów, postanowiliśmy przełożyć na dziennikarstwo. Na początku STALKANT FM miał być stroną z narciarskimi memami po czesko-słowacku. Z czasem, jak się rozkręciliśmy, zaczęliśmy przepytywać tuzy polskiego narciarstwa, łaknąc historii, jak to drzewiej bywało. STALKANT FM przede wszystkim jednak to nie tylko memeski i podcasty, ale luźne podejście do napiętego jak plandeka na żuku polskiego narciarstwa, okraszone naszym serdecznie szyderczym komentarzem.

Maciej Żabski – najlepszy narciarz, jakiego zrodziła bytomska ziemia. Ogromny pokład encyklopedycznej wiedzy na temat narciarstwa i jego historii, który wielkością może liczyć się jedynie z pokładami złóż śląskiego węgla. Wieloletni lider Politechniki Śląskiej Gliwice, który przywiązaniem do barw przywodzi na myśl Paolo Maldiniego. W pierwszych przejazdach zawsze czeka na Breitfussa Kammerlandera. Prywatnie kodzi, jeździ na szosie, gada głupoty i doskonale gotuje.

Antoni Zalewski – syn Mokotowa z krwi i kości. Człowiek instytucja, narciarz, tancerz czy też znakomity grafik. Z łatwością przebija Stanisława Tyma w roli kaowca. Najlepszy w Polsce w jakiejś dyscyplinie rolkarskiej, która nikogo na świecie nie interesuje. Specjalizuje się w rujnowaniu atmosfery skupienia i koncentracji na startach zawodów. Znawca niderlandzkiej muzyki tanecznej z lat 90. Naczelny malkontent, pierwszorzędny żartowniś.

Znaczniki

Podobało się? Doceń proszę atrakcyjne treści i kliknij:

Dodaj komentarz

Zobacz także

Inne artykuły

amp

AMP 2024: Gwiezdny pył z mistrzostw

Maja Chyla (UJ Kraków) oraz Bartłomiej Sanetra (AWF Katowice) obronili tytuły Akademickich Mistrzów Polski w gigancie, a do tego dołożyli zwycięstwa w slalomie, zgarniając komplet złotych medali. Po dwóch dniach eliminacji w wiosennej

amp

AMP 2024: Żniwa

Natalia Złoto (PK Kraków) na wschodzie i Zofia Zdort (ŚUM Katowice) na zachodzie zwyciężyły w eliminacjach kobiet do jutrzejszego finału slalomu w ramach Akademickich Mistrzostw Polski. W stawce panów dominowali Juliusz Mitan

azs winter cup

AZS WC: Duża kasa rozdana na Harendzie

Maja Chyla (UJ Kraków) i Wojciech Dulczewski (AGH Kraków) wzbogacili się o 10 tys. złotych, wygrywając slalom równoległy wieńczący sezon AZS Winter Cup. W rywalizacji drużynowej zwyciężyła reprezentacja Uniwersytetu

azs winter cup

Gadające Głowy – finał AZS Winter Cup Zakopane

Aż się łezka w oku kręci, bo to ostatnie Gadające Głowy w tym sezonie. To też ostatni występ w zawodach Akademickiego Pucharu Polski kilku zawodników i po raz ostatni przepytujemy ich na okoliczność. Jest wielka

Newsletter

Dołącz do nas – warto

Jeśli chcesz dostawać informacje o nowościach na stronie, nowych odcinkach podcastu, transmisjach live na facebooku, organizowanych przez nas szkoleniach i ważnych wydarzeniach oraz mieć dostęp do niektórych cennych materiałów na stronie (np. wersji online Magazynu NTN Snow & More) wcześniej niż inni, zapisz się na newsletter. Nie ujawnimy nikomu tego adresu e-mail, nie przesyłamy spamu, a wypisać możesz się w każdej chwili.