tre cime

W naszej serii prezentującej najlepsze i najtrudniejsze trasy zjazdowe na świecie, kolejną stacją jest szwajcarska miejscowość Wengen. Malownicze miasteczko leżące w Berner Oberland usytuowane jest u stóp ogromnego i przepięknego masywu trzech potężnych gór: Mönch, Eiger i Jungfraujoch. Widoki zapierają dech w piersiach. Z umieszczonej na szczycie Piz Gloria (2970 m n.p.m.) obrotowej restauracji – miejscu akcji jednego z odcinków przygód 007 Jamesa Bonda – masyw Jungfrau, z pionową, ogromną ścianą Eigeru wydaje się być na wyciągnięcie ręki. Wśród okolicznych szczytów jest jeszcze jeden – Lauberhorn. To właśnie na jego stokach, od 85 lat, rozgrywany jest najdłuższy zjazd alpejskiego Pucharu Świata: 4455 m od startu do mety.

Wengen, Mürren, Lauterbrunnen – miasteczka położone w dolinie, od dawien dawna były traktowane jako kolebka sportów zimowych na terenie kantonu Bern. To właśnie tutaj prowadził działalność angielski gentleman Sir Arnold Lunn, człowiek powszechnie uznawany za ojca slalomu. W roku 1924 Lunn założył klub narciarski w Mürren, którego celem było między innymi „przestawienie” lokalnych instruktorów z techniki telemark na alpejską. Tak, tak, drodzy państwo, Anglicy uczyli Szwajcarów jeździć na nartach i to wcale nie tak dawno temu. Zresztą we Francji było podobnie. Pierwsze zawody też zorganizowali Anglicy.

W 1927 roku, na trasie podobnej do dzisiejszej, gazeta „Sunday Times” przeprowadziła „No Fall Cup”, czyli zjazd bez upadku. Spośród 47 uczestników, tylko 13 dotarło do mety bez problemów. Aż wreszcie 1 lutego 1930 roku ruszył pierwszy Lauberhorn Abfahrt. Zwycięzcą niebagatelnej nagrody (500 Franków) został Ernst Gertsch, który tak zakochał się w trasie, że przez następnych czterdzieści lat (do 1970 roku) był szefem organizacji kolejnych zawodów.

Jak każdy z „klasycznych” zjazdów, również trasa po stokach Lauberhornu ma swoje kluczowe i specjalne miejsca. Oto one:

Wjazd na górę

Dość nietypowy początek, bo już sam wjazd, a dokładniej 40-minutowa podróż wagonem kolei zębatej Jungfraubahn, to dla wielu zawodników traumatyczne przeżycie. Tradycją jest, że startujący w zjeździe na Lauberhorn nie mają żadnych specjalnych przywilejów. Narciarze podróżują w zamkniętych wagonach pasażerskich, sprzęt natomiast na specjalnych lorach. Nie ma nic gorszego niż bezsilna złość ogarniająca zawodników, którzy widzą jak podróżujący wraz z nimi turyści rzucają swój sprzęt na ich idealnie przygotowane deski. Przez całe 40 minut najlepsi zjazdowcy na świecie narażeni są na ciekawość współpasażerów lub muszą udawać, że śpią – o ile mają miejsce siedzące.

Start

Leżący na wysokości 2315 m n.p.m. start zjazdu niepodobny jest do żadnego innego. Panorama jest tak fascynująca, że mniej doświadczeni zawodnicy mają kłopoty z koncentracją. Pionowe, surowe ściany masywu Jungfrau budzą respekt i zdają się ostrzegać przed trudami trasy. Niesamowite miejsce!

Russisprung

Pierwsza poważna przeszkoda na trasie w dolinę. Ten sztucznie usypany próg powstał niedawno, kiedy to, najlepszy niegdyś szwajcarski zawodnik Bernard Russi, wykonywał spektakularne skoki na potrzeby reportażu, który ukazał się w magazynie „Sport Aktiv”. Idea sztucznej rampy nieco ożywiającej mało ciekawy początek trasy, tak spodobała się organizatorom, że postanowili na stałe włączyć ją do programu. Techniczny problem skoku to mało miejsca do lądowania. Próg trzeba „zdusić” idealnie, żeby nie polecieć zbyt daleko i nie wylądować na płaskim odcinku.

Traversenschuss

Niby nic takiego. Odcinek trasy z dwoma następującymi po sobie nierównościami (tzw. falą) i nieregularnym, płytkim wirażem w lewo. Jednak nachylenie jest na tyle duże, że w ciągu 5 sekund od wjazdu na trawers prędkość wzrasta ze 100 do 130 km/h. Przy tej prędkości trzeba nogami „wybrać” nierówności terenu i płynnie pokonać zakręt.

Hundschopf

Najbardziej znany bardzo wąski odcinek trasy zjazdu. Tu zawodnicy muszą wybrać pomiędzy optymalną linią leżącą blisko siatek zabezpieczających po prawej stronie i bezpieczniejszą, pod skałami po stronie lewej. Dodać należy, że odległość pomiędzy tymi dwiema przeszkodami to tylko 5 m, a tuż przed skokiem są dwa ciasne zakręty, na których łatwo zgubić linię. Krawędź jest totalnie niewidoczna i trzeba ją po prostu wyczuć na treningu. Choć sam lot nie jest długi, to zawodnicy mają wrażenie, że jeśli coś pójdzie nie tak, mogą przebić siatkę i spaść w otchłań za nią. Niewątpliwie skok w tym miejscu stanowi największe obciążenie psychiczne dla zjazdowców w całym Pucharze. Nie dziwcie się, że niektórzy wyglądają tam dość nieporadnie.

Minschkante

Genialna kombinacja: skoku, prawego wirażu i optymalnego wyboru linii. Joos Minsch nie jest jedynym, który wyleciał tu z trasy, ale w 1965 roku zrobił to na tyle spektakularnie, że miejsce nosi do dziś jego imię. W zależności od prędkości, warunków śniegowych i kondycji można wybrać zarówno szeroką jak i ciasną linię wirażu.

Alpenweg/Brüggli-S

Chyba najbardziej szalone miejsce na stokach Alpejskiego Pucharu Świata. Zawodnicy z prędkością ponad 100 km/h wpadają w wąską, liczącą zaledwie 3 metry, alpejską drogę (to nie jest nartostrada), a następnie na mostek! Kombinacja prawego i lewego wirażu na mostku wyhamowuje narciarzy do około 70 km/h. Przez następne 20 sekund muszą się znów rozpędzać. Tym, którzy przestraszyli się bliskości siatki i na dłużej postawili narty w poprzek, wydaje się że stoją w miejscu.

Wasserstation

To nie żart, ale po skoku w nicość (Hundschopf) i mostku (Brüggli-S) zawodnicy muszą przejechać przez tunel pod torami kolei Jungfraubahn! Przy prędkości ok. 100 km/h licząca 9 metrów szerokości, niska i dość ciemna „dziura” wdaje się za mała. Popatrzcie jak zawodnicy instynktownie kulą się nad nartami.

Langentrejen

Najmniej widowiskowy odcinek trasy. Nie pokazują go nawet w telewizji, ale to właśnie tutaj decydują się losy zwycięstwa lub porażki, a zawodnicy nawet tego nie czują. Płaski odcinek z bardzo szerokimi zakrętami – miejsce jakby stworzone dla Bode Millera. Ważne jest, żeby trzymać idealną, aerodynamiczną pozycję i prowadzić płasko narty. Dobre smary mają tutaj kluczowe znaczenie. U zawodników pojawiają się pierwsze objawy zmęczenia.

Hanneggschuss

Ta część trasy jest długa i stroma. Na dodatek leży prawie zawsze w cieniu, więc zalega na niej lód. Zawodnicy rozpędzają się w tym miejscu do nieznanych podczas innych zjazdów prędkości. Michael Walchhoffer dzierży rekord. Miał na liczniku 154 km/h. Narty dotykają podłoża co jakieś 10 metrów, a na końcu na zjazdowców czeka kompresja i długi łuk w lewo…

Seilersboden

Krótki odcinek względnego spokoju po szaleństwie na Hanneggschuss. Prędkość i linia muszą zostać utrzymane na płaskim fragmencie i łagodnym, lewym łuku, gdyż za chwilę czeka…

Silberhornsprung

Najbardziej widowiskowy skok (w prawym łuku) na trasie Lauberhorn. Został stworzony sztucznie dopiero w 2003 roku na prośbę realizatorów transmisji telewizyjnych. Za plecami szybujących w powietrzu zawodników widać białą, regularną sylwetkę pięknej góry – Silberhorn. Niech się schowa Zermatt ze swoim Matterhornem!

Österreicherloch

W dosłownym tłumaczeniu znaczy to: dziura (w sensie pułapka) na Austriaków. Nic dziwnego. W roku 1954 trzej faworyci zawodów: Toni Sailer, Anderl Molterer i Walter Schuster zostali w tym miejscu wyrzuceni z trasy przez trzy następujące po sobie garby. Łącznie w pechowym dla Austriaków roku 1954 w pułapce ugrzęzło ich aż siedmiu. W ostatnich latach garby zostały zniwelowane ze względów bezpieczeństwa i nie ma już pułapki, więc Austriacy zwyciężają bez przeszkód. Nazwa pozostała.

Ziel-S

Kombinacja dwóch ciasnych wiraży. Nie byłoby z nimi większego problemu, gdyby nie fakt, że zawodnicy mają już prawie 2 minuty „w nogach” i słyszą spikera oraz kibiców na mecie. Co roku na Ziel-S rozgrywają się sportowe dramaty, a wyniki zostają jeszcze raz zweryfikowane przez trudy trasy. Dodatkowo, kiedy śniegu jest niedużo, zawodnicy muszą jechać po nierównym i zalodzonym podłożu. Okropne miejsce.

Zielschuss

Ostatni skok i ostatnie 100 metrów przed metą. To właśnie tutaj miała miejsce największa tragedia w historii zawodów pod Lauberhornem. W 1991 roku młody, 21. letni zawodnik austriacki Gernot Reinstadler zmęczony dwuminutową jazdą skoczył trochę nierówno i zaczepił dziobem prawej narty o siatkę. Został dosłownie rozerwany przez ogromne siły i pomimo natychmiastowej pomocy (lekarz był przy nim po 30 sekundach, a helikopter po 2 minutach), sześciogodzinnej operacji, podczas której zużyto 35 litrów krwi, nie udało się utrzymać go przy życiu. Od tamtego czasu na wielu wirażach siatki zostały zastąpione płachtami z PCV.

Meta

Na wysokości 1290 m n.p.m., po pokonaniu 4455 metrów trasy i 925 metrów różnicy poziomów, wszyscy czują się zwycięzcami. Naprawdę! Od 1930 roku w rejonie linii mety sponsorzy serwują zawodnikom i publiczności gorącą, pyszną Ovomaltinę.

W samej tylko Szwajcarii, zjazd pod Lauberhornem ściąga przed ekrany telewizorów ponad milion widzów. A ile osób słyszało o nim u nas?

O Autorze

Tomasz Kurdziel

Redaktor naczelny, założyciel i pomysłodawca Magazynu NTN. W dzieciństwie otarł się o WKN, przez wiele lat był członkiem AKN. Po roku 1981 przez 18 lat przebywał w Norwegii i Szwajcarii. Założył i przez wiele lat prezesował UIK Alpin na Uniwersytecie w Oslo. W latach 1985-1989 startował w zawodach FIS. Na początku lat 90. startował w zawodach snowboardowych (konkurencje alpejskie). Od 1997 roku pasjonat i promotor carvingu w Europie. Członek komitetu organizacyjnego FIS Carving Cup. W chwilach wolnych komentator Eurosportu. Obecnie entuzjasta freeride’u, motocyklowego enduro i windsurfingu.

Podobne posty

  • Michał Kurdziel

    Bardzo fajna inicjatywa z opisem tras zjazdowych przed zawodami. Dodaje smaczku, przypomina o terminarzu, a do tego radość z oczekiwania na jedne z najlepszych zawodów w sezonie jest podwójna!
    Piszę to, aby zachęcić do kolejnych takich opisów bo podobają się!