tre cime

Ruszyła jak w „Casino Royale”! Rzecz jasna ruletka alpejskiego Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim. Mamy pierwsze rozstrzygnięcia w slalomie gigancie kobiet. Lodowiec Rettenbach przywitał zawodniczki rozpromienionym słońcem, jak zwykle świetnie przygotowaną trasą, ale i szalejącym wiatrem. To właśnie wiatr zmusił organizatorów do obniżenia startu o kilkadziesiąt metrów. Nie wpłynęło to jednak w żadnym stopniu na same zawody i widowisko, które przypominało film „Spectre”, kręcony właśnie w austriackim kurorcie. Było tam wszystko co trzeba – emocje, nagłe zwroty akcji i niespodziewane zakończenie. Takiej inauguracji, to i „007” by się nie powstydził.

Zaczęło się od mocnego uderzenia. Wiktoria Rebensburg pojawiła się jako pierwsza na trasie zawodów PŚ w sezonie 2017/2018. Odpowiedzialna rola, z którą Niemka poradziła sobie bez zarzutu. Udźwignęła brzemię tej „pierwszej”, co jak się później okazało dało jej trzeci „plac” pierwszego przejazdu. Z dwójką zaatakowała ta z „innego świata” – Mikaela Shiffrin. Najlepsza alpejka poprzedniego sezonu, po fantastycznie przejechanym ostatnim płaskim odcinku trasy, zdołała wyprzedzić Rebensburg o 0,21 s.

Po przejeździe amerykanki, nastąpił nagły zwrot akcji. Jedna z głównych faworytek Marta Bassino, która przed rokiem zdobyła swoje pierwsze podium PŚ właśnie w Sölden, tym razem nie mogła być zadowolona. Jeden newralgiczny moment w dolnej części trasy i młoda Włoszka odpada z rywalizacji.

Na ratunek Italii ruszyła dużo bardziej doświadczona włoszka Manuela Moelgg. Raczej mało kto się spodziewał, że to ona ma być wybawicielką włoskiej kadry. Przecież w „odwodzie” pozostawała jeszcze Sofia Goggia. A jednak, życiowy przejazd i sensacyjne prowadzenie o 0,12 s. Manuela stanęła przed szansą na pierwsze zwycięstwo w PŚ (do tej pory 11 razy na podium).

Wspomniana Goggia, która była jednym z większych objawień ubiegłego sezonu, niestety podzieliła los Bassino. Przed samym wjazdem na wypłaszczenie, nie zdołała dogonić swoich „desek” . Do tego momentu jechała, w tempie ekspresowym i mogła nawet wyprzedzić swoją rodaczkę. Dwie czołowe zawodniczki wypadają z trasy, którą ustawiał włoski trener Luca Giovani… Ależ intryga.

Swoją rolę w tym spektakularnym filmie musiała odegrać jeszcze przecież mistrzyni świata i najlepsza gigancistka ubiegłego sezonu – Tessa Worley. Francuzka pojechała poprawnie, ale nie zrobiła wielkiej „różnicy”. Dała się wyprzedzić Tinie Weirather i Sarze Hector, usypiając nieco swoje rywalki. Rola drugoplanowa?

Fatalnie zaprezentowała się, broniąca pierwszego miejsca z ubiegłego sezonu, Lara Gut. Nie mogła złapać rytmu na stromym odcinku trasy, stawiając dwukrotnie narty w poprzek stoku. Po tych błędach jakby odpuściła, poddała się, i wypadła z trasy. Odniosłem wrażenie, że zrobiła to świadomie. Mała niespodzianka to 8. lokata Kristin Lysdahl, która startowała z numerem 24. 21-letnia Norweżka, pojechała niezwykle skutecznie najłatwiejszą część trasy, korzystając jednocześnie z wiatru, który potrafił powiać trochę w plecy.

Pierwszego przejazdu nie ukończyło aż 13 zawodniczek w tym 4 z pierwszej 15!!! Trzeba przyznać, arcyciekawie się to wszystko zaczęło.

Akt po przerwie to kontynuacja elektryzującego scenariusza. Worley wychodzi z drugiego planu i rzuca się do odrabiania strat, robiąc drugi czas drugiego przejazdu. Lepsza była tylko Austriaczka Bernadette Schild, która dzięki temu zanotowała pokaźny awans z 23. na 12. miejsce. Tessa Worley skończyła finalnie na drugim stopniu podium, dając jasny sygnał, że będzie bronić w tym sezonie miana najlepszej gigancistki świata. Małą sensacją, był spadek z drugiego na piąte miejsce, wielkiej faworytki Mikaeli Shiffrin. Błąd (a raczej „wielbłąd”) przy końcówce ściany, okazał się niewybaczalny i tym razem „Miśka” nie stanęła na podium w Sölden.

Scenariusz zakładał, że największą bohaterką miała zostać Wiktoria Rebensburg. To tutaj przed siedmioma laty odniosła swoje pierwsze zwycięstwo w Pucharze Świata. Sport lubi takie historie i Rebensburg opowiedziała nam ją do końca powtarzając zwycięstwo sprzed lat. Obroniła wynik w końcowej części trasy, pokazując jak potrafi „szukać prędkości” na płaskich odcinkach.

Prowadząca Moelgg, mimo solidnego przejazdu, nie utrzymała podkręconego tempa Niemki i Francuzki. Nie umniejszyło to jednak radości Manueli z trzeciego miejsca, a liczba 7 – jak w przypadku Rebensburg – jest symboliczna. 7 lat wstecz w dolinie Ötztal Manuela uplasowała się również na 3. pozycji.

Pod nieobecność Anny Veith i Evy-Marii Brem, honor austriackiego narciarstwa obroniła obiecująca Stephanie Brunner. Bardzo szybki drugi przejazd i 4. miejsce nie mogło jednak w pełni usatysfakcjonować gospodarzy. Austriacy muszą przecież wygrywać, szczególnie na własnym terenie.

puchar świata solden

Niestety w drugim przejeźdze zabraklo Maryny Gąsienicy Daniel, naszej jedynaczki w alpejskim Pucharze Świata. 37. miejsce to na pewno nie jest szczyt możliwości alpejki z Zakopanego. Sama Maryna podkreśla, że jest w niezłej formie, a za nią dobre przygotowania do sezonu. Widać, że jest zmotywowana i wie czego chce. Niewątpliwie pierwszej 30.

OBEJRZYJ WYWIAD Z MARYNĄ GĄSIENICĄ DANIEL PO PIERWSZYM PRZEJEŹDZIE GIGANTA W SÖLDEN

Do „top 30” nie zdołała również wejść Lindsey Vonn. Ale amerykańska gwiazda nie nastawiała się raczej na jakiś specjalny wynik. Przed zawodam wypowiadała się o znikomej ilości treningu GS.

Premiera filmu pt. „Otwarcie Pucharu Świata w Sölden”, wypadła naprawdę okazale. Szkoda tylko, że jej druga część, która miała mieć swoją premierę dzisiaj, okazała się totalną klapą. Panowie aktorzy, nie wyszli na scenę z powodu „Extreme weather conditions”, jak określono w oficjalnych komunikatach. Wiatr, śnieg, mgła – sceneria jak w horrorze czy jakimś mrocznym dramacie, a nie dobrym kinie akcji. Zazwyczaj kontynuacja, nie jest już tak dobra, jak pierwszy tytuł i w tym przypadku sprawdziło się to w stu procentach.

Mimo wszystko pierwsza cześć była na tyle konkretna, że nie ma co się mazgaić i narzekać. W końcu w Sölden, nie rządzi już James Bond, a dwie agentki 007, przy wsparciu francuskiego wywiadu.