Saalbach: do wyboru, do koloru

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter

Każdy sport ma swoje magiczne miejsca. Dla mnie to stadiony, akweny, hale, trasy, podjazdy, zjazdy… na których odbywały się największe imprezy. Utrzymują wibracje i nawet jeśli już opustoszały, ta atmosfera gdzieś zawieszona cały czas pulsuje. Kiedy jechaliśmy do Saalbach, tak właśnie się czułem. Jakbym wchodził na jakiś istotny dla sportu obiekt. To tutaj w 1991 roku odbyły się mistrzostwa świata w narciarstwie alpejskim. Marc Girardelli zdobył wtedy złoto w slalomie. Stephan Eberharter zdeklasował Kjetila Andre Aamodta i resztę w supergigancie… Duże emocje.
Zupełnie jakbym je pamiętał ;).


Niewiele było takich momentów, by wyjąć ze spokojem aparat/telefon.

Wjechaliśmy pod stację Schattberg X-Press o dziewiątej. Spotkanie z przewodnikiem wyznaczono na 10.00, więc była godzina do zagospodarowania. Szybka decyzja i wjazd na Schattberg Ost i zjazd. Najpierw czerwoną, końcówka świetną czarną trasą. Na górze dmuchało, że łeb urywało. Zawiewało i przewiewało. Tak miał też wyglądać cały dzień, że w końcu włączyła się opcja: śnieżyca i skończyło się podziwianie widoków. Wcześniej jeszcze taksówkarz uraczył mnie komplementem twierdząc, że w tym sezonie nie wiózł jeszcze tak długich nart. Połechtał, połechtał mą próżność.

Naszym przewodnikiem był Serb. Przedstawił się jako Kosta. Z Belgradu. Okazało się, że nazywa się Nemania Kostadinović, a Kosta to dla ułatwienia, by łatwiej było zapamiętać. Oboje z Mają mieliśmy kryzys. Nogi zmęczone. Mi wcale nie chciały pracować. Takie sztywne jak kołki. Wybraliśmy krótszy wariant objazdu Saalbach, tzw. Hinterglemm Runde. Zaczęliśmy od wjazdu raz jeszcze na Schattberg Ost, ale zjechaliśmy w drugą stronę niż wcześniej, czerwoną piątką do gondoli na Schattberg West. Stąd dłuuuuugi zjazd czerwoną szóstką właśnie do Hinterglemm – następnej miejscowości w dolinie. Do kolejnej kolejki trzeba przejść (przejechać na nartach) kilkaset metrów i wtedy można odetchnąć, bo to długi wjazd na Zwoelferkogel, zjechaliśmy do poczwórnego krzesła Zehner. Obok kursuje orczyk na Seekar, a tam ponoć dobrze można pokombinować pozatrasowo. Trzeba jedynie chwilę podejść. Następny zjazd wiódł wzdłuż kolejki na Zwoelferkogel. Trasa podzielona jest na z grubsza równoległe trzy: czarną (trasa Pucharu Świata), czerwoną (trasa z mistrzostw świata) i niebieską. Jedzie się więc według uznania. Raz jeszcze dojechaliśmy na ten szczyt i tam się rozdzieliliśmy. Majówka zjechała w dół gondolką, by dać nogom odetchnąć. A my z Kostą szurnęliśmy czarną “14”. Zjechaliśmy z niej po dwakroć w celu uczynienia skrótu, oficjalnie. A nieoficjalnie, aby się zmierzyć trochę z offpistem. Kosta twardy, cisnął na gigantkach. Trasa naprawdę wymagająca. Stroma. Bardzo dużo na niej osób, które ni w ząb umiejętnościami tam nie pasowały. Zresztą przy nas odleciał śmigłowiec z ofiarą jakiegoś wypadku. Krew na śniegu, takie tam…

Na posiłek zatrzymaliśmy się w przybytku Waleggalm, który ponoć słynie z hucznych imprez i to nie tylko apres ski, ale również “w trakcie ski”. Jak wygląda taka impreza, mogłem się przekonać w bogato wydanym magazynie, który służy jako menu, program imprez, nośnik reklam…


Impreza w Waleggalm.


Odstawić się nie da, bo się przewróci, a jak się przewróci, to trzeba postawić.

Stąd już powrót do Saalbach. Po drodze na przykład mijaliśmy knajpę urządzoną w stylu western. Właściciele hodują konie, do których można zajrzeć poprzez przeszkloną podłogę w knajpie. Ot, ciekawostka, a i jedzenie ponoć zacne.

Saalbach robi wspaniałe wrażenie. Jeśli ktoś lubi ogromne kurorty, z niezliczoną liczbą tras i ilością kilometrów do przejechania, to dobry wybór. Tutejsze szczyty, na które prowadzą gondole, sięgają niespełna 2000 m. Sezon zaczyna się się z początkiem grudnia, a kończy się w kwietniu. Trasy do wyboru, do koloru. Szerokie, świetnie przygotowane. Trudno nie być pod wrażeniem. Latem Saalbach to mekka freeriderów na dwóch kółkach. To tu znajduje się najdłuższa trasa freeride’owa. Również trasami narciarskimi Saalbach jest połączone z Leogangiem. Takim szczególnym miejscem dla kolarzy ekstremalnych…


Salbach. Ulica butikowa.

Znaczniki:
Podziel się:

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli chcesz dostawać informacje o nowościach na stronie, nowych odcinkach podcastu, transmisjach live na facebooku, organizowanych przez nas szkoleniach i ważnych wydarzeniach oraz mieć dostęp do niektórych cennych materiałów na stronie (np. wersji online Magazynu NTN Snow & More) wcześniej niż inni, zapisz się na newsletter. Nie ujawnimy nikomu tego adresu e-mail, nie przesyłamy spamu, a wypisać możesz się w każdej chwili.

Magazyn NTN
za darmo

Tylko subskrybenci naszego newslettera (bez spamu, wyłącznie informacje o dużych nowościach na stronie, transmisjach live, naszych szkoleniach i ważnych wydarzeniach) dostają dostęp do nowych wydań Magazynu NTN Snow & More w wersji online kilka dni po ukazaniu się numeru na rynku. Zupełnie za darmo. Pozostali mogą oglądać tylko wydania archiwalne. Zapisz się – to się opłaca!