H+H
magazyn ntn

Poleć ten film znajomym

Na lodzie kończą się żarty. Test 3×3 – narty 2025/2026

W tym sezonie test NTN 3×3 obchodzi mały jubileusz. Już po raz piąty wybraliśmy się jesienią na lodowiec, by sprawdzić i opisać nowe modele nart ośmiu producentów. Na październikowe narciarstwo wybraliśmy tym razem Hintertux – tyrolski lodowiec położony najbliżej Polski. Nie zawiedliśmy się, chociaż warunki należały raczej do tych bardziej lodowych.

W tym roku zima znów postanowiła nas zaskoczyć. Mimo obfitych opadów na początku października warunki na trasach lodowca Hintertux przypominały szklaną taflę. Na szczęście, pod koniec naszego pobytu trochę „puściło”, więc mieliśmy okazję wypróbować narty, oceniając ich zachowanie nie tylko na lodzie. Tym razem mieliśmy naprawdę bardzo różnorodne i ciekawe modele, a wśród nich kilka eksperymentów.

Testowaliśmy w dobrze znanym i sprawdzonym składzie. Sportowym okiem nartom przyglądała się Kasia „Ostra” Ostrowska – mistrzyni Polski Masters i jedna z naszych najbardziej wartościowych testerek. Męską część ekipy tworzyliśmy w duecie z Tomkiem Kurdzielem. I choć pracujemy w redakcji razem już prawie dwadzieścia lat, często mamy rozbieżne spojrzenie na walory testowanych nart, o czym przekonacie się, wnikliwie czytając opinie.

Kilka słów do naszych nowych czytelników. Podczas NTN 3×3 troje testerów przez trzy dni jeździ na ośmiu modelach przysłanych przez producentów: nowościach, ciekawostkach i konstrukcjach, którymi dystrybutorzy chcą się pochwalić. Nie porównujemy ich ze sobą – każdą parę opisujemy osobno, wskazując, kto powinien się nią zainteresować i do jakiego stylu jazdy pasuje.

Poniżej znajdziecie nasze szczere, szczegółowe opinie o ośmiu parach nart, które trafiły do sklepów w obecnym sezonie. Mamy tu pełen przekrój różnych konstrukcji, które warto poznać bliżej. Mamy nadzieję, że tegoroczny NTN 3×3 znów stanie się dla was solidnym drogowskazem przed pierwszymi zimowymi wyjazdami.

Atomic Redster G9 RS Revoshock S

długość: 176 cm | taliowanie: 110,5-67-96,5 mm | promień skrętu: 17 m

Atomic Redster G9 RS Revoshock S

Tomasz Kurdziel
A jak Atomic! W tych testach mamy narty Atomic Redster G9 RS, czyli deski ze sportową płytą i ze sportowymi wiązaniami. Narty są w długości 176 cm. W odróżnieniu od nart o długości 181 cm, które ocenialiśmy na Niezależnym Teście Narciarskim, te oczywiście są trochę łatwiejsze. Podobnie jednak jak narty w tej właściwej dla mnie gigantowej, większej długości, wytwarzają ogromny ciąg. Od razu szybko się rozpędzają. Określiłbym je jednym słowem i to słowo brzmi: solidne. Na tych deskach ma się właśnie bardzo solidne stanie i to pomimo bardzo twardych warunków. Dają dużą pewność na krawędziach, gdyż doskonale trzymają. Natomiast trzeba już na tych nartach trochę umieć jeździć. Wymagają tego, żeby w skrętach docisnąć je, żeby skumulować energię, żeby je dogiąć. Dopiero wtedy można dokręcić skręty i tym samym nie rozpędzać się za bardzo, aż do utraty kontroli. Narty te są wąskie na całej długości, a więc bardzo szybkie, z krawędzi na krawędź. Jednocześnie doskonała sportowa konstrukcja oparta na drewnianym rdzeniu z dwiema warstwami aluminium powoduje, że narty te są super dynamiczne. Polecam je wszystkim tym, którzy zaczynają przygodę z nartami gigantowymi (mówimy o długości 176 cm) oraz lżejszym zawodnikom, którzy już jeżdżą na nartach tego typu. Świetne byłyby też dla bardzo dobrze jeżdżących pań.

Katarzyna Ostrowska
Narty Atomic Redster G9 RS Revoshock S o długości 176 cm to gigantki w pięknym, czerwonym, szybkim kolorze. Ich długość jest nieco mniejsza niż nart testowanych przeze mnie w kwietniu podczas wiosennych testów. Już na tamtych nartach jeździło mi się bardzo dobrze, choć warunki do testowania były wówczas przyjemniejsze. Obecnie testujemy narty w trudnych warunkach. Stoki są bardzo twarde, miejscami zamiast śniegu pojawia się lód. Mimo tych trudnych warunków na nartach Atomic czułam się niesamowicie pewnie. Narty prowadziły się bardzo przyjemnie i stabilnie w skrętach. Należy pamiętać, że nie są to narty, które jadą same – wymagają zaangażowania. Im więcej dynamiki i siły włożymy, tym mocniej możemy zacieśnić skręt i jechać średnimi łukami. Są to narty gigantowe, więc nie są przeznaczone do wykonywania krótkich skrętów. Są jednak bardzo responsywne i chętnie podążają za intencjami narciarza – jadą dokładnie tak, jak nimi sterujemy. Atomic Redster G9 RS Revoshock S to doskonała propozycja dla kobiet, a także dla lżejszych i drobniejszych mężczyzn jako narty gigantowe do amatorskich zawodów czy zawodów Masters. Wierzę, że wiele osób znajdzie w nich przyjemność z jazdy. Są to bardzo udane narty, idealne na dobrze przygotowane stoki. Super!

Michał Szypliński
Na testach nart Atomic w Saalbach Hinterglemm już jeździłem na nowym modelu gigantowym i swoje pozytywne zdanie w pełni podtrzymuję. Tym razem mieliśmy do dyspozycji narty o kilka centymetrów krótsze, za to w wersji RS ze sportowymi płytami i wiązaniami. Muszę przyznać, że właśnie płyty i wiązania Icon bardzo mi się podobają – nic tu nie klekocze, nic się nie rusza, co w jeździe przekłada się na dużą pewność i jeszcze bardziej racingowy charakter. Ten model jest dla mnie wyznacznikiem sklepowych nart gigantowych. Sprawdzi się idealnie zarówno u osób, które dopiero chcą rozpocząć swoją przygodę z gigantem, jak i u narciarzy, którzy w przeszłości się ścigali, a dziś już nie trenują, lecz od czasu do czasu stają na starcie zawodów. Jestem przekonany, że na tego typu nartach przejechałbym giganta znacznie szybciej niż na modelu masters. To, co najbardziej mi się w nich podoba, to bardzo dobra inicjacja skrętu, precyzyjne prowadzenie i świetne trzymanie na twardym – to zresztą u Atomica standard: narty wyjęte prosto z folii trzymają doskonale. Do tego dochodzi wyraźna dynamika i szybkie przejście z krawędzi na krawędź – wszystko to, czego od nart gigantowych oczekujemy.

Blizzard Thunderbird R15 LTD

długość: 175 cm | taliowanie: 121-70-102 mm | promień skrętu: 15,5 m

Blizzard Thunderbird R15 LTD

Tomasz Kurdziel
B jak Blizzard! Model, który testowaliśmy na testach 3×3, to Blizzard Thunderbird R15 w wersji LTD, czyli o trochę grubszych warstwach aluminium. I muszę przyznać, że te narty bardzo mi się spodobały. Określiłbym je jednym przymiotnikiem: wszechstronne. Można na nich jeździć różnymi promieniami skrętu i są bardzo przyjazne. Dla wszystkich tych osób, które chcą mieć tylko jedną parę nart do jazdy po przygotowanych stokach, myślę, że jest to bardzo dobry wybór. Deski te super inicjują skręty, można na nich dobrze się oprzeć i pojechać ładnym skrętem ciętym. W tym sezonie przeszły istotną zmianę, a mianowicie otrzymały nową płytę i wiązania FDT. Przede wszystkim płyta FDT Race Plate Pro B jest o wiele lepsza niż ta poprzednia plastikowa. Pomiędzy nią a wiązaniami nie ma żadnych luzów, a więc to wszystko razem daje bardzo solidną podstawę do wykonywania łuków, zarówno ciętych o średnich i długich promieniach, jak i w jeździe skrętami ślizgowymi, w śmigach na stromym i twardym stoku. Ja byłem zadowolony z trzymania tych nart na twardym podłożu. Byłem jednak pierwszą osobą, która je testowała. Wiadomo, że w tak twardych i wymagających warunkach, jakie spotkaliśmy podczas testów 3×3, każda następna osoba testująca ma już troszkę bardziej zużyte krawędzie. Moje zdanie na temat tych desek: wszechstronne, udane narty dla bardzo wielu narciarzy, którzy chcą posiadać tylko jedną parę.

Katarzyna Ostrowska
Blizzard Thunderbird R15 LTD to narty typu allround, które stanowią bardzo przyjemną propozycję dla narciarzy średnio zaawansowanych. Uważam, że umożliwiają one szybki rozwój narciarskich umiejętności. Dzięki nim można niezwłocznie zauważyć poprawę w jeździe. Po postawieniu na krawędzi narty te bardzo przyjemnie wycinają łuki. Jeśli mocniej na nie naciśniemy, możemy zacieśnić skręty, uzyskując średni, a nawet nieco krótszy promień jazdy. Jeśli natomiast preferujemy dłuższe łuki, możemy spokojniej inicjować skręty i jechać takimi o większym promieniu. Narty te dawały mi niesamowitą radość na trasach niebieskich, również tych o nieco większym nachyleniu. Jednak na trasach bardziej stromych, szczególnie w lodowych warunkach, nie czułam na nich takiej pewności. Zdecydowanie przyjemniej jeździło mi się na dobrze przygotowanych stokach, ale nie tych o bardzo twardym, betonowym podłożu. Myślę, że są to świetne narty dla osoby, która chce rano wyjść na stok i jeździć aż do późnego popołudnia. W większości zimowych warunków narty Blizzard Thunderbird R15 LTD sprawdzą się naprawdę bardzo dobrze.

Michał Szypliński
Blizzard Thunderbird R15 LTD to narty przeznaczone na dobrze przygotowane trasy dla narciarzy średnio zaawansowanych – i dokładnie takie są. Wyratrakowany stok to ich naturalne środowisko. Są świetne na krawędziach zarówno przy jeździe „grawitacyjnej”, kiedy nie mamy ochoty mocno pracować, jak i wtedy, gdy zaczynamy wkładać w jazdę więcej energii. Pozwalają rozwijać się osobom, które stawiają pierwsze kroki na nartach, a gdy tylko zaczną poprawiać technikę i zechcą pójść w stronę jazdy bardziej sportowej, z wdzięcznością zaczną oddawać energię. I to największa zaleta testowanych Blizzardów – można je kupić i przez wiele lat cieszyć się posiadanym sprzętem wraz z rozwijaniem umiejętności. To udany model allround, któremu muszę dać mały minus za zachowanie w lodowych, bardzo twardych warunkach – kilka razy niespodziewanie uślizgnęły mi się na oblodzonych fragmentach. Trzeba jednak pamiętać, że nie są przeznaczone na bardzo wymagające, „betonowe” trasy, a w każdych innych warunkach sprawdzą się doskonale.

Dynamic VR Slalom

długość: 171 cm | taliowanie: 123-67-104 mm | promień skrętu: 14 m

Dynamic VR Slalom

Tomasz Kurdziel
D jak Dynamic! Oczywiście na tych nartach napisane są dwie słynne literki Dynamica, czyli VR. To takie tradycyjne określenie wszystkich sportowych modeli tej marki. Jest jeszcze dodatkowo napis „Slalom”. Czyli mamy model VR Slalom o długości 171 cm i promieniu skrętu 14 metrów. Niech Was jednak nie zwiedzie ta nazwa. Te narty posiadają zupełnie inny rozkład flexu niż typowe deski slalomowe i są też znacznie bardziej elastyczne. Dynamic VR Slalom to sportowe hybrydy (cross turny) o mniejszym taliowaniu, ale należą na pewno do tej samej linii nart sportowych, co VR Evolution i VR Carving (VR Slalom mają najmniejszy promień skrętu, VR Carving największy, a VR Evolution leżą gdzieś pośrodku). Moim zdaniem te narty są absolutnie wybitne i fascynujące. Właśnie tak bym je określił: po prostu fascynujące. W tych wymagających, bardzo twardych warunkach jeździło mi się na nich po prostu fenomenalnie. Postawione na krawędziach błyskawicznie inicjują przepiękne łuki cięte. Mają też super dynamikę. Istotną cechą tych desek jest możliwość (bardzo skuteczna) regulowania promienia skrętu poprzez nacisk na dzioby. Kiedy tylko mocniej dociśniemy przody, zabierają nas naprawdę do bardzo krótkich łuków, jeżeli troszeczkę odpuścimy, te skręty stają się średnie i dłuższe. Są to narty, na których w twardych warunkach można się bawić po prostu fenomenalnie przez cały dzień. Nie oszukujmy się jednak, to deski dla osób bardzo dobrze jeżdżących technicznie, które potrafią jeździć skrętami ciętymi i potrzebują tak dobrych desek do fajnej zabawy na stoku. Trzymają fenomenalnie, są szybkie z krawędzi na krawędź i bardzo dynamiczne w końcówkach łuków. Żeby nie wyglądało na reklamę, muszę znaleźć coś negatywnego. A tą jedyną negatywną rzeczą, jaką zauważyłem w tych nartach, jest fakt, że jeżeli minimalnie zostaniemy z tyłu, to troszeczkę zaczynają się im robić niespokojne dzioby. Jest to spowodowane bardzo dużą elastycznością konstrukcji, ale właśnie dzięki temu można idealnie regulować promienie skrętu. Nie od dziś wiadomo jednak, że tak bardzo elastyczne narty mogą czasami lekko klepać dziobami. Tak czy inaczej, moim zdaniem absolutnie fantastyczny model, na którym bardzo dobrzy i dobrzy narciarze będą mieli mnóstwo zabawy na stokach.

Katarzyna Ostrowska
Narty Dynamic VR Slalom, wbrew pozorom sugerowanym przez nazwę, nie są klasycznymi nartami slalomowymi. Jest to model hybrydowy, zaprojektowany z myślą o jeździe skrętami o średnich promieniach. W warunkach panujących podczas naszych testów, tu na lodowcu Hintertux, sprawdziły się rewelacyjnie. Narty te cechują się doskonałym trzymaniem w twardych warunkach, nawet na lodzie. Uważam, że są to narty dedykowane narciarzom zaawansowanym, którzy będą w stanie w pełni wykorzystać ich potencjał i energię, jaką oddają. Kiedy mocno na nie naciśniemy, dostajemy tak zwanego „kopa”, który umożliwia bardzo szybkie przejście do kolejnego skrętu. Narty te są stworzone do ciętych skrętów o średnim promieniu, wymagają mocnego położenia na krawędziach – właśnie w taki sposób lubię jeździć. Jedynym aspektem, który mi się nie podoba, jest ich kolorystyka. Z modeli Dynamic zdecydowanie preferuję wersje żółte i czarne, a te szare nie do końca pasują do mojego stroju.

Michał Szypliński
Narty Dynamic oznaczone symbolem VR Slalom nie są wprawdzie umieszczone w katalogu wśród modeli z absolutnie najwyższej, najbardziej sportowej linii, ale zbudowano je dokładnie tak samo jak te topowe deski – więc niech Was nie zwiedzie ich pozycjonowanie. Jedyne, co odróżnia je od najbardziej sportowych modeli, to sztywność. Mają bardzo przyjemny rozkład flexu: jadąc w skręcie na krawędziach, wręcz czujemy, jak nacisk na narty przekłada się na ich wyginanie. To, że są elastyczne, nie oznacza wcale gorszego trzymania na twardym – pod tym względem spisują się doskonale. Konstruktorom udało się więc zbudować narty łączące dwie fantastyczne cechy: wysoką elastyczność i świetne trzymanie na lodzie. To propozycja dla osób, które lubią narty hybrydowe, ale preferują krótsze skręty. VR Slalom wyraźnie czerpią więcej z nart slalomowych, a nie gigantowych, więc jeśli lubicie krótkie łuki, będą idealne. Bardzo przypominają mi zresztą Stöckli WRT z naszego pierwszego testu hybryd – one także preferowały krótsze skręty. Świetna propozycja zamiast klasycznych slalomek dla kogoś, kto planuje kupić narty slalomowe, ale niekoniecznie chce jeździć slalom jako konkurencję sportową.

Fischer RC4 Noize ST Pro

długość: 165 cm | taliowanie: 118-66-104 mm | promień skrętu: 13 m

Fischer RC4 Noize ST Pro

Tomasz Kurdziel
F jak Fischer! W tym wypadku mamy do czynienia z klasycznymi sklepowymi slalomkami, które od tego sezonu noszą nową nazwę: RC4 Noize ST. Dlaczego Noize? No bo wykonane są w zupełnie nowatorskiej technologii Noize. Jeśli jeszcze ktoś nie wie, jak ta technologia wygląda, zapraszam do pierwszego numeru NTN Snow & More, do newsów, gdyż tam jest opisana. To ciekawa konstrukcja, a zmiana w stosunku do modeli z lat poprzednich jest bardzo duża. Wszystkie narty zbudowane w technologii Noize cechuje to, że są raczej deskami sztywnymi. Są to więc takie narty, jeżdżąc na których trzeba się naprawdę przyłożyć. Tym samym przymiotnik służący do opisania Fischerów RC4 Noize ST to słowo: wymagające. Potrzebują naprawdę sporego zaangażowania. W zamian jednak oferują: bardzo dobre trzymanie na twardym stoku i solidne oparcie. I rzeczywiście jest tak, że możemy im absolutnie i w pełni zaufać na twardym, lodowym stoku. Jeżdżenie od bandy do bandy wzdłuż ich naturalnego promienia skrętu jest na nich dosyć trudne. Te narty chcą być po prostu cały czas popychane i uginane w skrętach. Wtedy oddają włożoną w nie energię w sposób bardzo zdecydowany. Wtedy się na nich człowiek dobrze czuje. Oczywiście na dłuższą metę takie narty na cały dzień są dosyć męczące, gdyż są to narty o małym promieniu skrętu i dosyć krótkie. Natomiast w tych lodowych warunkach sprawdziły się naprawdę dobrze ze względu na ich dużą pewność. Deski dla wszystkich entuzjastów nart o krótkim promieniu, na których jeżdżą slalomowymi skrętami. Są to także narty, na których moim zdaniem śmiało można próbować swoich pierwszych kroków w slalomach na krótkich czy na długich tyczkach. Na pewno będą super trzymały i na pewno będziecie mieli na nich super zabawę.

Katarzyna Ostrowska
Narty Fischer RC4 Noize ST Pro to męskie slalomki sklepowe. Miałam okazję testować je już w kwietniu podczas naszych wiosennych testów, podczas których, przyznam, nie do końca przypadły mi do gustu. Natomiast podczas obecnego wyjazdu bardzo się z nimi zaprzyjaźniłam. Już od pierwszego zjazdu jazda na nich sprawiała mi dużą przyjemność, a narty bardzo dobrze trzymały na twardym śniegu. Niemniej jednak są to slalomki, które wymagają włożenia sporo siły. W panujących tu lodowych warunkach, po wykonaniu kilkunastu skrętów, byłam już wyraźnie zmęczona i zasapana – a to dlatego, że starałam się jechać jak najciaśniejszym slalomowym skrętem. Nie miałam żadnych obaw o ich trzymanie, bardzo solidnie zachowywały się w skrętach i ze skrętu w skręt oddawały sporo energii. Podczas tego wyjazdu jazda na nartach Fischer RC4 Noize ST Pro była niezwykle przyjemna. Myślę, że spokojnie mogę polecić je każdemu mężczyźnie, który chce rozpocząć swoją przygodę ze slalomem, z krótszymi skrętami czy jazdą na tyczkach. Z pewnością się na nich nie zawiedziecie.

Michał Szypliński
Narty slalomowe Fischera, oznaczone symbolem RC4 Noize ST, to propozycja skierowana do ambitnych narciarzy, którzy lubią mocno pracować. Jeśli zaczniecie na nich jeździć bezwładnie, bez wkładania w skręt odpowiedniej siły, zaczną wycinać łuki o większym promieniu i nie będą się tak ładnie układać ani wyginać w wirażach. Natomiast jeśli chcecie się na nartach dobrze, solidnie zmęczyć i pojeździć krótkimi skrętami, to jest model dla Was. Przy użyciu sporej siły ze strony narciarza RC4 Noize ST bardzo szybko przechodzą ze skrętu w skręt, świetnie trzymają na twardym i elegancko pracują, zacieśniając łuki dokładnie do takiego promienia, jaki potrzebny jest między tyczkami slalomowymi. To dobry wybór dla wszystkich, którzy chcą spróbować swoich sił w tej konkurencji. Poleciłbym je jako pierwsze slalomki, ale pod warunkiem, że dysponujecie już naprawdę dobrą techniką. Sam swoje pierwsze deski do krótkich skrętów miałem właśnie od Fischera i z dużym sentymentem zawsze wracam do slalomowych modeli tej marki.

Head Kore 88 Ti

długość: 177 cm | taliowanie: 128-88-112 mm | promień skrętu: 16 m

Head Kore 88 Ti

Tomasz Kurdziel
H jak Head! Tym razem przedstawiamy model Head Kore 88 Ti. Wydawałoby się, że w warunkach, które spotkaliśmy na lodowcu Hintertux na jesieni, takie narty nie mają prawa bytu. Zupełnie się z tym nie zgadzam. Są to deski, na których miałem ogromną przyjemność z jazdy, nawet w tych bardzo trudnych warunkach. Oczywiście chętniej wybierałem jazdę gdzieś tam przy krawędzi, żeby było trochę bardziej miękko, gdzie było trochę odsypanego śniegu. Są to narty, które od tego sezonu mają dołożoną jedną warstwę tytanalu i bardzo dobrze trzymają na twardym stoku. Szczególnie jak na deski o takiej niemałej szerokości. Określiłbym je jednym słowem, jednym przymiotnikiem: zwinne. Miałem na nich ogromną radość z jazdy, gdyż są bardzo żwawe i skrętne. Jak to kiedyś powiedziała jedna z naszych testerek: „takie narty skaczą jak zajączki”. Są naprawdę dynamiczne, jak na swoją szerokość, bardzo szybko przechodzą ze skrętu w skręt, są także super skrętne, kiedy jeździmy ślizgowo na płaskich nartach. Jednocześnie na łatwiejszych, lepiej przygotowanych, nie tak lodowych trasach można było na nich wycinać fenomenalne średnie, a nawet długie łuki na krawędziach. A więc jest to model szalenie wszechstronny dla ludzi, którzy chcą mieć jedną parę nart i naprawdę bawić się od rana do wieczora przez cały sezon na każdym stoku. I właśnie takim narciarzom te narty bym polecił.

Katarzyna Ostrowska
Narty Head Kore 88 Ti to model allmountain. Mogłoby się wydawać, że po takie narty sięga się dopiero w późniejszej części dnia, gdy śnieg staje się bardziej miękki, a trasy są rozjeżdżone i sprzyjają jeździe skrętami ślizgowymi. Jednakże, ku mojemu zaskoczeniu, na tych nartach jeździło mi się równie fenomenalnie w bardzo twardych warunkach z samego rana. Na twardym śniegu trzymają niczym sportowe narty Heada – prowadzą się niezwykle stabilnie i w ogóle się nie uślizgują. Podczas jazdy na twardym stoku nie odczuwamy ich niskiej wagi, więc ich lekkość nie wpływa negatywnie na nasze doznania. Są po prostu rewelacyjne! Bawiłam się na nich wyśmienicie, a uśmiech na mojej twarzy pojawił się w momencie wykonania pierwszego skrętu. Są to narty, na których jeździ się bez żadnego wysiłku. Można na nich zacieśniać skręty, jak również wykonywać dłuższe łuki. Narty Head Kore 88 Ti pozytywnie mnie zaskoczyły, ponieważ nie spodziewałam się, że w tak trudnych, miejscami lodowych warunkach będę się na nich czuć pewnie i tak dobrze bawić. To naprawdę narty wszechstronne. Komu mogę je polecić? Każdemu!

Michał Szypliński
Polski importer firmy Head miał pewne obawy, czy dobrze robi, wysyłając narty Kore 88 Ti w tak wymagające, jesienne warunki, z jakimi mieliśmy się tutaj zmagać. Całe szczęście, że nie zrezygnował z pomysłu zaprezentowania właśnie tego modelu, bo obawy okazały się całkowicie bezzasadne. Zawsze zachodzę w głowę, jak konstruktorzy są w stanie zrobić narty, które są jednocześnie stosunkowo szerokie i elastyczne, a potrafią jechać po przygotowanym stoku tak dobrze jak właśnie Kore 88 Ti. Zabawa na nich jest naprawdę przednia. Sprawdzają się w każdym rodzaju skrętu. Na początku może się wydawać, że najlepiej będą czuły się w dłuższych łukach i tylko do takich są przeznaczone, ale gdy przyspieszymy, nagle okazuje się, że bardzo szybko przechodzą z krawędzi na krawędź i w ogóle nie czuć ich szerokości pod butem. To super model, dający wielką radość z jazdy praktycznie na każdej trasie. Naprawdę zachęcam: jeśli w ogóle rozważacie narty allmountain, spróbujcie modeli z linii Kore. Może się przed Wami otworzyć zupełnie inny świat, jeśli dotychczas jeździliście tylko na deskach bardzo wąskich pod butem.

Nordica Multipista DC FDT

długość: 180 cm | taliowanie: 120-74-98 mm | promień skrętu: 16 m

Nordica Multipista DC FDT

Tomasz Kurdziel
N jak Nordica! Prezentowany model, który testowaliśmy w Hintertux, to Dobermann Multipista DC. To najdłuższe narty w naszym teście 3×3, gdyż mają aż 180 cm. Na Niezależnym Teście Narciarskim na wiosnę mieliśmy ten sam model w długości 175 cm i wtedy wzbudził on różne, mieszane uczucia. Ja osobiście uważałem, że tamte narty były zbyt krótkie. Jednak na tych tutaj miałem super zabawę. Uważam, że są to narty przyjazne i to jest właśnie ten przymiotnik najlepiej je określający, który mi się podoba. Może nawet dodałbym, że bardzo przyjazne. Multipisty to deski, które super sprawują się w różnych warunkach śniegowych, dawały mi również bardzo dużo pewności na tych bardzo twardych, lodowych odcinkach tras. Niewątpliwie są to deski, na których naprawdę możemy się pewnie oprzeć, gdyż bardzo dobrze trzymają. Konstrukcyjnie są podobne do słynnej Multigary, ale posiadają dość wydatny rocker z przodu i zaokrąglone piętki z tyłu. Tak więc, odpowiadając wszystkim tym, którzy rozważają takie narty, zwracam uwagę: nie bójcie się długości. Te w długości 180 cm działały naprawdę lepiej niż w długości 175 cm. Fajnie zbierają się do skrętów. Można na nich pojechać łukami ciętymi o średnich i długich promieniach. Szybko przechodzą ze skrętu w skręt, ale nie są bardzo agresywne na końcu każdego łuku ze względu na zaokrąglone piętki. Są także bajeczne w śmigach, na bardzo stromych odcinkach stoków i również w tym obszarze dają nam bardzo dużą pewność. Dobermann Multipista DC to narty, na których możemy się bawić rzeczywiście od rana do wieczora, każdego dnia, przez cały wyjazd i na pewno nie będziemy zawiedzeni. Nie mają jakiejś super dynamiki, ale wystarczająco dobrą do tego, żeby poczuć, jak sprawnie przenoszą nas z łuku w łuk i szybko przechodzą z krawędzi na krawędź. Bardzo fajne narty, ale podobnie jak Blizzardy nie dla osób o dużych ambicjach sportowych.

Katarzyna Ostrowska
Narty Nordica Multipista DC FDT o długości 180 cm to najdłuższe narty, jakie mieliśmy okazję testować tej jesieni. Dzięki dużemu rockerowi z przodu podczas jazdy w ogóle nie czuć ich długości. Na płaskich i mniej twardych odcinkach tras jeździło mi się na nich bardzo dobrze. Są to narty, na których najprzyjemniej wykonuje się spokojne, długie łuki. Dobrze prowadzą się skrętem ślizgowym. Powiedziałabym, że nie do końca wpasowują się one w mój styl jazdy, ponieważ ja preferuję jazdę bardziej agresywną i dynamiczną, więc oczekuję od nart większej zwinności. Uważam, że jest to dobra propozycja dla osób o spokojniejszym stylu jazdy, jak również dla cięższych narciarzy. Na twardszych odcinkach zauważyłam, że narty wydają charakterystyczne dźwięki, tak jakby uderzały dziobami o śnieg. Wiem jednak, że niektórym te dźwięki kompletnie nie przeszkadzają, a nawet ich nie słyszą – to trochę jak z nartami Kästle, gdzie ja słyszę wydawane przez nie odgłosy, a inni nie.

Michał Szypliński
W przypadku nart Nordica Dobermann Multipista DC na pewno nie zabraknie porównań i pytań o to, jak mają się one do bliźniaczo brzmiącego modelu Multigara. Multigarę pozycjonowałbym zdecydowanie dla narciarzy bardziej ambitnych, jeżdżących bardziej sportowo. Natomiast Multipista będzie modelem znacznie bardziej uniwersalnym, po który możemy sięgnąć dużo wcześniej niż po Multigarę. Multipisty pozwalają się rozwijać – można na nich jeździć zarówno bez wkładania dużej siły, jak i zacząć mocniej „pracować” w skrętach. Wtedy może nie wystrzelą nas jak z dynamitu, ale całkiem ładnie oddadzą energię. To narty szalenie uniwersalne, które sprawdzą się zarówno w jeździe ciętej jak i w jeździe ślizgowej, w dobrych i gorszych warunkach. Dość spory rocker jak na narty stricte trasowe zdecydowanie zachęca do wyboru pokaźnych długości. Jeśli zastanawiacie się pomiędzy dwiema długościami, stanowczo polecam pójść w rozmiar większy – wiem, że niektórzy narciarze boją się tego jak ognia, ale tu naprawdę krawędź kontaktowa jest krótsza i tej długości nie czuć podczas jazdy.

Rossignol Arcade 94 Konect

długość: 178 cm | taliowanie: 138-94-127 mm | promień skrętu: 16 m

Rossignol Arcade 94 Konect

Tomasz Kurdziel
R jak Rossignol. Te narty określiłbym przymiotnikiem: zaskakujące. Dla mnie było to największe zaskoczenie naszych testów 3×3. Kiedy przyjechaliśmy do Hintertux i wyjechaliśmy na pierwszej parze nart na stoki zrobić rozeznanie, to biorąc pod uwagę szerokość nart Rossignol Arcade 94, pomyślałem sobie: „oj, oj, oj”. Miałem przeczucie graniczące z pewnością, że deski o szerokości 94 mm na odcinku pod butem nie mają prawa sprawdzić się w tych warunkach. Jest mi doprawdy wstyd, że tak bardzo się pomyliłem, no ale przyznajcie sami: kto by się spodziewał? Te narty są fantastyczne i naprawdę jeździło się na nich bardzo dobrze. Deski te mają wiązania przesunięte trochę do przodu (w porównaniu do innych nart tej samej długości) i jednocześnie są dość mocno taliowane. Przy długości 178 cm mają zaledwie 16 m promienia skrętu, no i dodatkowo tę sporą szerokość… Pomimo to, dzięki sporemu taliowaniu i pozycji wiązań, bardzo szybko wchodzą na krawędzie i na tychże bardzo płynnie prowadzą łuki. Kiedy jest już bardzo, ale to bardzo lodowo, to trzeba jednak trochę powalczyć, co zupełnie nie dziwi. Na bardzo twardym stoku wymagają też sporej siły, żeby je na krawędziach utrzymać. Niemniej najbardziej zaskakujące było to, że one w tych lodowych warunkach naprawdę dobrze trzymały na krawędziach. Nie było strachu, nie było walki o życie. Oczywiście cały czas, zupełnie automatycznie, na nartach o tej szerokości poszukujemy, gdzie by tu było trochę więcej miękkiego śniegu. Bardzo dobrze radziły sobie w odsypach, na miękkich garbach usypanych na trasie. Właśnie w takich warunkach te narty po prostu błyszczą. Są to deski, na których można od rana do nocy jeździć bardzo fajnie, również na twardych trasach, ale najlepiej sprawują się w trudnych warunkach, gdzie możemy na nich po prostu pruć przez odsypy, zaspy, muldy i nierówności na krawędziach. Na Niezależnym Teście Narciarskim testowaliśmy wersję o szerokości 88 mm pod butem. Muszę powiedzieć, że w zasadzie nie czuć żadnej różnicy w poręczności i skrętności. Jeżeli miałbym wybrać między tymi dwiema parami, zdecydowanie wziąłbym 94 mm, dlatego że zyskując szerokość, dostaniemy więcej wyporu w naprawdę świeżym śniegu, a na trasie nie czuć w ogóle różnicy. A więc są to narty, które naprawdę można polecić komuś, kto chce mieć tylko jedną parę nart, a złe warunki na trasach nigdy go nie odstraszają.

Katarzyna Ostrowska
Narty Rossignol Arcade 94 Konect w pięknym musztardowym kolorze z fioletową wstawką na ślizgach bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Nie spodziewałam się, że najszersze narty w naszych testach 3×3 tak świetnie sprawdzą się w twardych, miejscami wręcz lodowych warunkach na lodowcu Hintertux. Warto wspomnieć, że jesienią ubiegłego roku testowaliśmy narty Rossignol Arcade o szerokości 88 mm pod butem, które nie zrobiły na mnie większego wrażenia. Tymczasem wersja 94 mm pod butem niezwykle pozytywnie mnie zaskoczyła. Jazda carvingowa po przygotowanych, bardzo twardych trasach to na tych nartach czysta przyjemność. Oczywiście starałam się również znaleźć miejsca bardziej rozjeżdżone, z miękkim śniegiem i tam te narty także spisały się rewelacyjnie. Nie było to jednak dużym zaskoczeniem, ponieważ narty o takiej szerokości pod butem są właśnie stworzone do jazdy po bardziej rozjeżdżonych trasach, w trudniejszych warunkach i po miękkim, nieubitym śniegu. Narty Rossignol Arcade 94 Konect poleciłabym każdemu, kto szuka jednej uniwersalnej pary, aby świetnie bawić się na stoku od rana do wieczora. Są to narty bardzo wszechstronne i do tego świetnie prezentują się na stoku.

Michał Szypliński
Rossignol Arcade 94 to model, który jeszcze przed testami wzbudzał moje największe zainteresowanie – zresztą popatrzcie na zdjęcie obok, jakie to piękne „tłuścioszki”. Wydawać by się mogło, że takie narty będą trochę jak fatbike: świetnie wyglądają, ale sprawdzają się tylko w bardzo ograniczonym terenie. Tymczasem spotkała mnie ogromna, pozytywna niespodzianka. Radość z jazdy na Arcade 94 jest niesamowita praktycznie w każdych warunkach. Byłem zaskoczony, jak świetnie jeździ się na nich po twardych stokach – oczywiście nie mówię tu o żywym lodzie, bo gdzieś muszą mieć swoje granice i tam nie będą aż tak skuteczne. We wszystkich innych warunkach zachowują się obłędnie. Długie, trochę szybsze skręty, przejazdy przez odsypy, zeskakiwanie z progów to ich żywioł. Dzięki sposobowi mocowania wiązań trochę bardziej z przodu, narty lądują fantastycznie i jadą dalej jak przecinak. Poza wspomnianą wrażliwością na skrajnie lodowe fragmenty, co jest zresztą naturalne, wszystko pozostałe jest „czystym miodem”. Dla tych, którzy oglądają nasze testy 3×3 od samego początku, mam tekst insajderski, który jest u nas najwyższą formą pochwały: „te narty wchodzą w śnieg jak rozgrzany nóż w kostkę masła”.

Salomon S/Race SL Pro

długość: 170 cm | taliowanie: 121-68-104 mm | promień skrętu: 14 m

Salomon S/Race SL Pro

Tomasz Kurdziel
S jak Salomon! Marka Salomon przysłała nam do sprawdzenia Salomony S-Race SL Pro. To są narty, których zabrakło nam w naszym Niezależnym Teście Narciarskim, ponieważ tam omyłkowo przysłane zostały narty fisowe. Te, które otrzymaliśmy na testy 3×3, były w długości 170 cm… Model ten jest mi dobrze znany i to są bardzo skuteczne slalomki, które dają dużą pewność i dobre oparcie na twardych nawierzchniach. Zawsze jednak testowałem je w długości 165 cm… Może dobrze się stało, gdyż ten test pozwolił mi zweryfikować kilka tez, które postawiłem w filmie sprzed kilku sezonów i w którym ostrzegałem przed używaniem zbyt długich nart slalomowych. Te wspaniałe slalomki o długości 170 cm wymagały ode mnie bardzo dużego zaangażowania i bardzo dużej siły. Mówiąc szczerze, zbyt wiele, żebym mógł się na nich naprawdę dobrze bawić. Zdecydowanie wolałbym te narty w odpowiedniej dla mnie długości 165 cm, bo wtedy mógłbym na nich znacznie bardziej skutecznie jeździć fajnymi slalomowymi skrętami. Jak już wspominałem, uważam, że zbyt długie slalomki to nie jest dobry pomysł i ten test to potwierdza. Na pewno nie zastąpią one sportowych hybryd, które mają po prostu zupełnie inny rozkład flexu i są dzięki temu bardziej uniwersalne. Zresztą takie cross turny są w palecie Salomona i działają fantastycznie, więc nie trzeba ich dublować. Te, które mieliśmy w teście, poleciłbym jedynie osobom o naprawdę bardzo dużej masie albo o rozmiarze uda przypominającym obwód uda zawodnika alpejskiego Pucharu Świata, gdyż tylko taka osoba byłaby w stanie te narty dogiąć w skrętach i naprawdę fajnie na nich jeździć. Ja przyznać muszę, z dużym żalem oczywiście, ale na tych nartach po prostu się męczyłem. Żałuję, że nie były w długości 165 cm, gdyż wiem, że są to naprawdę fajne deski.

Katarzyna Ostrowska
Salomon S/Race SL Pro to sklepowe narty slalomowe o nietypowej długości, wynoszącej 170 cm. Standardowa długość męskich nart slalomowych to 165 cm. Na tych nartach jeździło mi się przyjemnie, jednak wyłącznie na niebieskich trasach. Tylko tam byłam w stanie przyłożyć do nich wystarczająco dużo siły, aby wykorzystać ich potencjał. Niestety, na trasach czerwonych, szczególnie tych bardziej stromych i twardych, narty zdawały się jechać własnym torem, a ja miałam trudności z ich kontrolą. Prawdopodobnie wynikało to z mojej niemocy do odpowiedniego ich dociśnięcia. Wydaje mi się, że są to narty przeznaczone dla silniejszych narciarzy. Mam porównanie do nart FIS-owych (Salomon S/Race Prime SL), które testowałam podczas wiosennych testów. Choć teoretycznie tamte powinny być trudniejsze, bawiłam się lepiej i, co więcej, wydaje mi się, że mogłam z nich lepiej skorzystać. Były krótsze, co sprawiło, że łatwiej było mi je docisnąć i dogiąć, dzięki czemu oddawały mi więcej energii. Podsumowując, uważam, że narty Salomon S/Race SL Pro to ciekawa propozycja dla narciarzy o większej masie ciała i sile, którzy cenią sobie narty slalomowe, ale obawiają się, że standardowa długość 165 cm okaże się dla nich zbyt krótka do wykorzystania w dowolnej jeździe.

Michał Szypliński
Slalomowy model Salomona S/Race SL Pro, który mieliśmy w teście, to jeden z ciekawych eksperymentów. Długość 170 centymetrów jest nietypowa, jak na slalomki. Nie będę tu oryginalny – moi przedmówcy już o tym wspominali – narty slalomowe zdecydowanie lepiej działają w długości 165 centymetrów, i to nawet dla rosłych mężczyzn. Testowane przez nas Salomony oczywiście mają wszystkie cechy swoich krótszych odpowiedników: doskonale trzymają na twardym, są szybkie z krawędzi na krawędź, mają dużą dynamikę. Żeby jednak tę dynamikę wykrzesać, wymagają niesamowitej siły, której mnie czasami po prostu brakowało. W tej długości nie pojedziecie na nich aż tak ciasną linią jak na 165 cm, więc raczej będą chciały poruszać się łukami o średnim promieniu. No i pojawia się pytanie: jeśli jeździmy skrętami średnimi, to czy naprawdę potrzebujemy slalomek? Dla kogo w takim razie są to narty? Być może dla jakiegoś potężnego zawodnika o wzroście około dwóch metrów – choć pamiętajmy, że nawet Ramon Zenhäusern korzystał z nart o długości 165 centymetrów.

Materiał z magazynu NTN Snow & More nr 2/2025/2026. Opinie i parametry dotyczą modeli testowanych w tym sezonie.

Znaczniki

Podobało się? Doceń proszę atrakcyjne treści i kliknij:

Zobacz także

Inne artykuły

Café 3.440 na lodowcu Pitztal nocą, z Drogą Mleczną nad ośnieżonymi górami

Pięć tyrolskich lodowców – trasy, atrakcje i karnet White5

Długie zjazdy do doliny, strome odcinki, wyprawy z przewodnikiem i atrakcje ukryte pod powierzchnią lodu. Pięć tyrolskich lodowców – Sölden, Kaunertal, Stubai, Pitztal i Hintertux – przedstawia ofertę na sezon 2026/2027. W programie są zawody Pucharu Świata, testy sprzętu i spotkania miłośników freeride’u, a wspólny karnet White5 pozwala rozłożyć 10 dni jazdy na kilka wyjazdów.

Newsletter

Dołącz do nas – warto

Jeśli chcesz dostawać informacje o nowościach na stronie, transmisjach live na facebooku, organizowanych przez nas szkoleniach i ważnych wydarzeniach oraz mieć dostęp do niektórych cennych materiałów na stronie (np. wersji online Magazynu NTN Snow & More) wcześniej niż inni, zapisz się na newsletter. Nie ujawnimy nikomu tego adresu e-mail, nie przesyłamy spamu, a wypisać możesz się w każdej chwili.