Poleć ten film znajomym

Share on facebook
Share on twitter
Share on whatsapp

Motocyklem po drogach i bezdrożach

Pomimo, iż prowadzenie motocykla od dawna nie powoduje już u mnie uczucia wiatru we włosach (obowiązek jeżdżenia w kasku, cóżby innego?) nadal jest zajęciem bardzo ekscytującym. Nie chodzi tu jedynie o technikę jazdy, która sama w sobie jest ciekawa i wymagająca, ale także o sposób na zwiedzanie i poznawanie świata.

Kiedy byłem zupełnie małym dzieckiem mój tata posiadał wielki (jak na ówczesne czasy) motocykl. Był nim Harley Davidson WLA produkcji wojennej. Do dziś pamiętam jego basowe dudnienie i ciepło bijące od silnika, kiedy tata czasem sadzał mnie na siodełku. W zestawie był też wózek boczny zwany koszem. Za pomocą tego pojazdu, w czasach „przedsamochodowych” odbyliśmy całą czteroosobową rodziną wiele większych i mniejszych podróży po Polsce z wyjazdami nad morze włącznie. Dziś wydaje się to nierealne…

To chyba właśnie tata i Harley spowodowali, że nigdy nie przeszedłem obojętnie obok fajnego motocykla. Tak naprawdę jednak – pomimo posiadania kilku maszyn wcześniej i zjechania nimi szwajcarskich Alp wzdłuż i wszerz motocyklowa pasja wzięła górę nad innymi (wyłączając narciarstwo) dopiero jakieś 20 lat temu. Wtedy to odkryłem podróżowanie na motocyklu na większych niż jedno i dwudniowych trasach. Podróżowanie niekoniecznie po asfaltowych drogach. Szybko okazało się, że im dalej od głównych arterii komunikacyjnych, tym piękniej, ciekawiej, a ludzie jakoś milsi. Naturalnym wyborem stał się wiec motocykl zdolny zarówno do skutecznego pokonywania dróg asfaltowych pełnych zakrętów oraz wzniesień, jak i szutrów, polnych dróg, ścieżek… Takie „moto” musi być stabilne i dobrze znosić jazdę z ładunkiem (czasem pokaźnym), a jednocześnie nie może ważyć zbyt dużo (opcja „bawarskiej krowy z cyckami” nie wchodzi w grę). Obecnie na rynku tak zwana średnia klasa „adventure” doskonale spełnia te założenia.

Motocykl to jednak nie wszystko. Jazdę „wszędzie” ułatwia oczywiście dobra technika. Zgodnie z zasadą: „jeden sezon w terenie daje tyle doświadczenia, co 10 na szosie” przez ostatnie 20 lat „upalałem” też w ramach doskonalenia siebie motocykl typu „hard enduro”. Wystartowałem nawet w kilku rajdach terenowych w Polsce oraz na marokańskich pustyniach. Jednak to podróżowanie motocyklem jest nadal moją największą letnią pasją.

Zapytacie zapewne, czemu wybieram niewygodę, kurz, pot i niemały wysiłek zamiast w wakacje polecieć na „all inclusive” do Tunezji? Odpowiedź jest prosta: świat widziany z siodełka motocykla jest piękniejszy. Widzimy dalej i szerzej, gdyż nie ogranicza nas puszka samochodu. Ten świat ma też swoje zapachy: czasami przyjemne, czasami mniej. Żółte pola rzepaku pachną tak intensywnie, że może zakręcić się w głowie. Sosnowy bór w letni dzień wydziela intensywną woń żywicy. Dla odmiany, ostra woń chlewni potrafi zaanonsować wioskę zanim ją zobaczymy. Noc bez namiotu na pustyni, kiedy droga mleczna wije się mniej więcej 50 cm przed oczami (tak się przynajmniej wydaje) dostarcza wrażeń, które pamięta się całe życie. Kolejna sprawa przemawiająca za podróżowaniem motocyklem to łatwość nawiązywania kontaktów z ludźmi. Wystarczy się zatrzymać, podnieść szczękę kasku i już możemy komunikować się z autochtonami. No i jeszcze ta nieprzewidywalność trudności w trasie. Tak do końca nigdy nie wiadomo, gdzie wypadnie nam nocować, jednak ognisko z przyjaciółmi-towarzyszami podróży potrafi doskonale zrekompensować i tę niedogodność.

Jest jeszcze jeden aspekt, czyli planowanie. W moim przypadku każda większa podróż zaczyna się kilka miesięcy wcześniej zawsze od rozwieszenia jak największej mapy na ścianie. Kolejno, w miarę czytania literatury, pojawiają się na niej kolorowe szpilki, czyli punkty, które koniecznie trzeba odwiedzić. Punkty łączone są nitkami, które tworzą pierwszy zarys trasy. Dopiero wtedy siadam do komputera i za pomocą programu BaseCamp, zdjęć satelitarnych i mapy Google’a wytyczam ostateczną trasę. Teren i tak w części zweryfikuje te założenia, ale przygotowywanie podróży jest prawie tak samo ekscytujące, jak ona sama.

Przez ostatnie 20 lat przejechałem motocyklem kawał świata i – uwierzcie na słowo – nie zamieniłbym tego sposobu podróżowania na żaden inny. Poznałem fantastycznych ludzi, których inaczej nie miałbym szansy spotkać. Nigdzie też nie czułem się zagrożony (poza ulicami Warszawy). Nie ma wielkiego znaczenia dokąd pojedziemy. W tym sezonie miałem po raz trzeci zwiedzać kolejne części Maroka. Ze względu na obostrzenia, wyszło zupełnie inaczej. Zamiast w góry Atlas pojechaliśmy na Podlasie, Polesie, Suwalszczyznę, do Brodnickiego Parku Krajobrazowego i do Jury. Łącznie 3200 kilometrów podczas kilku osobnych wycieczek. I wiecie co? Też było super, a nawet lepiej niż się spodziewałem.

Cóż mogę jeszcze dodać? Podróże motocyklowe, jak każde inne, kształcą. Tylko, że trochę lepiej. Może warto spróbować?

Znaczniki

Podobało się? Doceń proszę atrakcyjne treści i kliknij:

Share on facebook
Share on twitter
Share on whatsapp

Dodaj komentarz

Zobacz także

Inne artykuły

motocykl adventure

Motocyklem po drogach i bezdrożach

Pomimo, iż prowadzenie motocykla od dawna nie powoduje już u mnie uczucia wiatru we włosach (obowiązek jeżdżenia w kasku, cóżby innego?) nadal jest zajęciem bardzo ekscytującym. Nie chodzi tu jedynie o technikę

azs winter cup

Gadające Głowy – finał AZS Winter Cup 2020/2021

Kiedyś przez awarię dysku ostatnie „Gadające Głowy” z finału AZS Winter Cup pojawiły się dopiero w kwietniu. Przez przypadek okazało się, że to wcale niegłupie rozwiązanie, bo można z łezką w oku cofnąć

pinturault

No to po zawodach

Musiałem jeden dzień ochłonąć po emocjach ostatnich czterech konkurencji technicznych alpejskiego Pucharu Świata 2020/2021. Oczywiście po bajecznym pod względem widoczności i pogody piątku sytuacja w sobotę trochę się pogorszyła. Nie na tyle

slalom równoległy

Cień pana Hujary

W piątek przy przepięknej pogodzie w ramach finałów alpejskiego Pucharu Świata w szwajcarskim Lenzerheide rozegrano zawody drużynowe w gigancie równoległym. Do walki stanęło ileś tam zespołów narodowych składających się głównie

pinturault

Robi się naprawdę ciekawie

Do końca dziwnego, naznaczonego obostrzeniami, trudnościami w podróżowaniu i organizacją zawodów bez udziału publiczności sezonu alpejskiego 2020/2021 pozostał już tylko ostatni tydzień zmagań. Od poniedziałku w Lenzerheide, miejscowości, gdzie odbędą się finały sezonu

Newsletter

Dołącz do nas – warto

Jeśli chcesz dostawać informacje o nowościach na stronie, nowych odcinkach podcastu, transmisjach live na facebooku, organizowanych przez nas szkoleniach i ważnych wydarzeniach oraz mieć dostęp do niektórych cennych materiałów na stronie (np. wersji online Magazynu NTN Snow & More) wcześniej niż inni, zapisz się na newsletter. Nie ujawnimy nikomu tego adresu e-mail, nie przesyłamy spamu, a wypisać możesz się w każdej chwili.