Maja Woźniczka (UW Warszawa) zwyciężyła w slalomie i była druga w gigancie, czym zapewniła sobie triumf w klasyfikacji generalnej w obu konkurencjach. Złoty medal w gigancie wywalczyła Maja Chyla (UJ Kraków), a rywalizację mężczyzn zdominował Juliusz Kierkowski (AWF Katowice).
W piątek 20 lutego uczestnicy AZS Winter Cup musieli zmierzyć się z najtrudniejszą górą w całym sezonie. Zmrożona, lodowa i piekielnie stroma Palenica budziła strach, weryfikowała umiejętności i nie wybaczała błędów.
Mamy warunki lepsze niż w Cortinie na igrzyskach
– mówił z radością szef ekipy odpowiedzialnej za ustawienie tras, Mariusz Staszel. I nie mylił się, bowiem po przejeździe stu zawodników ledwo widać było ślady na „białym betonie”. Do tego mróz, słońce i jeszcze uśpiony, ciemny las, pięknie kontrastujący ze śniegiem na Palenicy.
Nie wszyscy jednak cieszyli się z przyjazdu do Szczawnicy. Fanem tego miejsca nie jest na pewno lider klasyfikacji generalnej w gigancie Michał Żyto (PW Warszawa), który wielokrotnie podkreślał:
nienawidzę tej góry.
I rzeczywiście nie szło mu tu tak dobrze jak przez resztę sezonu. Ale o tym za chwilę… Zacznijmy od rywalizacji pań w gigancie. Na starcie zabrakło Magdaleny Bańdo (UŚ Katowice) – jedynej zawodniczki, która mogła rzucić jeszcze rękawicę liderce klasyfikacji generalnej. W obliczu jej absencji Maja Woźniczka nie musiała przesadnie ryzykować i cieszyła się z drugiego miejsca jak ze zwycięstwa. Wszystko dlatego, że srebrny medal zagwarantował dominatorce tegorocznej edycji Akademickiego Pucharu Polski Kryształową Kulę. Pierwszy złoty medal w tym sezonie (i pierwszy od grudnia 2024 w tej konkurencji) zdobyła Maja Chyla. Było to zdarzenie tak wyczekiwane i tak potrzebne zawodniczce z Krakowa, a przecież kiedyś oglądaliśmy to co dwa tygodnie. Na trzecie miejsce zjechała Patrycja Florek (AWF Katowice) i ten wynik spowodował również ogromną radość. Patrycji nie udało się jeszcze zdobyć medalu w gigancie w ramach AZS Winter Cup, a czwartych miejsc uzbierała chyba tyle co Wendy Holdener drugich w Pucharze Świata. Wszystkie zawodniczki na podium były wręcz przeszczęśliwe.



U panów okazało się, że im trudniejsza trasa, tym trudniej będzie zbliżyć się do Juliusza Kierkowskiego, który (na szczęście nie dosłownie) na stoku lodowej Palenicy „zjadł zęby” i czuł się tu jak ryba w wodzie. Jeździł najodważniej, najbardziej agresywnie i przy tym popełniał najmniej błędów. Zwyciężył bardzo pewnie, pokonując drugiego na mecie Mateusza Buckiego (AKF Kraków) aż o 1,39 sek. Na trzecie miejsce zapracował wspominany już wcześniej lider klasyfikacji gigantowej Michał Żyto. Pewnie miał apetyt na więcej, ale w kontekście walki o klasyfikację generalną na pewno może cieszyć się z wygranej z Jakubem Kolegowiczem (UEK Kraków), któremu do podium zabrakło zaledwie 0,07 sek.
Gdy opadły emocje związane z rywalizacją gigantową, zawodnicy zostali zaproszeni na oglądanie slalomu. Pierwsze ustawienie było dość mało rozstawione na boki i wielu uczestników stwierdzało po dotarciu na metę, że było łatwiej niż zakładali podczas inspekcji.
W stawce kobiet znowu karty rozdawały te same zawodniczki co w gigancie, mocno odjeżdżając pozostałym. Panie przetasowały się jednak na podium. Bez kalkulacji pojechała Maja Woźniczka, której do zdobycia drugiej Kryształowej Kuli wystarczało 13. miejsce (była świetnie przygotowana z matematycznych szans). Postanowiła celebrować triumf w klasyfikacji generalnej zwycięstwem i zrobiła to, pokonując Patrycję Florek o równą sekundę. „Pata” ponownie się cieszyła, bo zameldowała się na drugim miejscu.
Teraz to miałabym medal nawet gdyby była Magda!
– skwitowała swój sukces. Skład podium uzupełniła Maja Chyla, ze stratą 1,25 sek. O skali trudności trasy niech świadczy fakt, że 25. zawodniczka w stawce przebywała na trasie slalomu o ponad minutę dłużej niż zwyciężczyni.
Panowie już po pierwszym przejeździe wiedzieli, że jeśli Juliusz Kierkowski nie wyleci z trasy, będą mogli się bić tylko o drugie miejsce. „Kiero” jednak był nie do pobicia na Palenicy i pewnie zwyciężył, zgarniając drugi złoty medal. Do srebrnego krążka za gigant brąz dorzucił Mateusz Bucki. Ale największą niespodziankę dnia sprawił Maksym Zajączkowski. Zawodnik warszawskiej SGH wyskoczył niczym królik z kapelusza i w niesamowicie efektowny sposób znalazł się na drugim miejscu podium.
Nie pojechałem dobrze dwóch przejazdów chyba od czasów ligi MOZN
– mówił po ceremonii medalowej, pod koniec dnia. No proszę, a dokonał tego na tak wymagającej trasie.




W rywalizacji drużynowej panie zrobiły sobie małe mistrzostwa Warszawy. Najlepsze bowiem były ponownie zawodniczki Uniwersytetu Warszawskiego. Za nimi uplasowały się reprezentacje Politechniki Warszawskiej i Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Mocna ta stolica! U panów kolejne zwycięstwo (chociaż tym razem minimalne) Akademii Górniczo-Hutniczej z Krakowa nad Politechniką Warszawską. A na trzecim miejscu: nieliczni, ale jakościowo świetni zawodnicy krakowskiej Akademii Kultury Fizycznej.
Za tydzień wielki finał na Harendzie i decydujące starcie o Kryształowe Kule. W części żeńskiej bez dramaturgii, ale u panów będzie się działo! No i pamiętajmy, że walka o Toyotę na trzy miesiące rozegra się tylko tego dnia i żadne punkty nie będą mieć znaczenia. Więc zapowiada się emocjonujący dzień, chociaż zima zaczyna się wycofywać i ma być naprawdę ciepło! Tak też się trzymajcie.
Wyniki kobiet i mężczyzn dostępne są na stronie www.wintercup.pl.






