Tak, wiemy, że mistrzostwa świata w szwedzkim Åre zaczęły się już w ubiegły wtorek, ale po drodze były jeszcze targi ISPO w Monachium i roboty moc. Staramy się więc nadrobić zaległości.

Åre gości najlepszych alpejczyków na świecie po raz drugi. Poprzednie odbyły się w tym szwedzkim miasteczku położonym nad wielkim jeziorem w 2007 roku. Teraz podobnie, jak wówczas karty w Åre trochę rozdaje pogoda, która akurat w tym miejscu globu potrafi być szalenie zmienna.

Supergigant pań został skrócony z powodu bardzo silnych podmuchów wiatru w górnej części trasy i zawodniczki ruszały z obniżonego startu. Uzyskiwane czasy wynosiły trochę powyżej 1:10. To mało i tym samym różnice na mecie też były minimalne. Ostatecznie, i to pomimo błędu, który mógł zakończyć się nawet kontuzją, zwyciężyła dość niespodziewanie Mikaela Shiffrin. Niespodziewanie, gdyż trasa ustawiona jak „mały zjazd” na pewno faworyzowała specjalistki od konkurencji szybkościowych. Pełno było na niej większych i mniejszych skoków, zmian rytmu i przełamań terenu. Na miejscu drugim i trzecim zobaczyliśmy już zawodniczki specjalizujące się w zjazdach, a mianowicie Sofie Goggię (0,02 sek. straty) i Corinne Suter (0,05 sek. straty). Lindsey Vonn w swoim ostatnim starcie w supergigancie nie ukończyła konkurencji, gdyż wpadła na jedną z płacht wytyczających trasę. Na szczęście skończyło się na kilku siniakach.

Posiniaczony pośladek Laurenne Ross i podbite oko Lindsey Vonn po supergigantowych harcach amerykańskich zawodniczek

Zawodów nie ukończyła też Maryna Gąsienica Daniel, która z powodu kłopotów transportowych nie mogła zapoznać się z trasą oraz warunkami (oglądać przed zawodami zdążyła) i startowała „z marszu”.

Supergigant panów rozegrano na pełnej trasie, ale pogoda znowu trochę namieszała. Zawodnicy z pierwszymi numerami startowymi jechali przy bardzo złej widoczności. Celnie podsumował ten fakt Beat Feuz startujący z jedynką na piersiach. Zapytany o warunki na trasie, Szwajcar odpowiedział:

trasa jest świetna i znakomicie przygotowana – podobno, gdyż ja niewiele widziałem.

À propos przygotowania. Zawody w Åre stoją pod znakiem ekologii i wszystkie stoki za wyjątkiem slalomowego przygotowywane są bez użycia tak zwanych injectorów pompujących wodę w śnieg w celu uzyskania lodowej skorupy. Podobno da się. Zobaczymy, jak trasa zniesie trudy giganta. Ostatecznie supergigant rozstrzygnął dla siebie Dominik Paris wyprzedzając Johana Clarey i Vincenta Kriechmayera o 0,09 seundy. Tak, bez pomyłki. Panowie na miejscu drugim finiszowali ex aequo.

W piątek rozegrano kombinację pań. I znowu pogoda nie sprzyjała. W padającym dość gęsto śniegu i z obniżonego startu zawodniczki rywalizowały najpierw w zjeździe, który wygrała Ramona Siebenhofer przed Ilką Stuheč i Ranghild Mowinckel. Ze względu na krótką trasę jasnym było jednak, że o medale powalczą slalomistki. Szwajcarka Wendy Holdener po bardzo odważnej, miejscami brawurowej jeździe zajęła w zjeździe miejsce piąte, a Petra Vlhová ósme. Wyniki godne odnotowania szczególnie, że trasa do łatwych nie należała. Panie dzieliło trochę mniej niż 0,3 sekundy, co zapowiadało emocje w finałowym przejeździe. Zanim jednak na trasę ruszyła Petra widzów zaszokowała wspaniała jazda młodej Kanadyjki Roni Remme. Jej czas slalomu do końca pozostał niepobity. Petra zaatakowała ze wszystkich sił i oczywiście objęła prowadzenie. Teraz wszytko leżało w rękach (nogach) filigranowej Wendy. W połowie trasy Szwajcarka zanotowała minimalną stratę i wydawało się, że po raz kolejny nie da Słowaczce rady. Wendy znana jest jednak z bardzo mocnego charakteru i na ostatnich kilkunastu bramkach udało jej się przyspieszyć i ponownie wyjść na prowadzenie z przewagą 0,03 sekundy. Radość Szwajcarki na mecie była wielka, zupełnie jak przed laty, kiedy wspaniale cieszyła się z każdego punktu zdobytego w APŚ. Petra Vlhová zajęła miejsce drugie, a Ranghild Mowinckel – po solidnych przejazdach – trzecie.

Maryna Gasienica Daniel jeździła w piątek słabo i to zarówno w zjeździe (trudnym), jak i w slalomie (przegrała w nim między innymi z Ilką Stuheč i Ester Ledecką). Ostatecznie miejsce 21. na 24, które ukończyły. Pozostaje jednak szansa w gigancie, który jest koronną konkurencją Polki. Teraz czekamy na zjazd panów.

O Autorze

Tomasz Kurdziel

Redaktor naczelny, założyciel i pomysłodawca Magazynu NTN. W dzieciństwie otarł się o WKN, przez wiele lat był członkiem AKN. Po roku 1981 przez 18 lat przebywał w Norwegii i Szwajcarii. Założył i przez wiele lat prezesował UIK Alpin na Uniwersytecie w Oslo. W latach 1985-1989 startował w zawodach FIS. Na początku lat 90. startował w zawodach snowboardowych (konkurencje alpejskie). Od 1997 roku pasjonat i promotor carvingu w Europie. Członek komitetu organizacyjnego FIS Carving Cup. W chwilach wolnych komentator Eurosportu. Obecnie entuzjasta freeride'u, motocyklowego enduro i windsurfingu.

Podobne posty