Jak wiadomo, freeride jest najfajniejszy dość daleko od domu. Japonia, Alaska, Gruzja, Indie – wszędzie trzeba polecieć samolotem. Jak również dość powszechnie wiadomo, jeżdżenie zaawansowanego freeride’u wiąże się z możliwością „zjechania” z lawiną. Przeciw zasypaniu całkiem skutecznie działają plecaki lawinowe powszechnie już stosowane przez freeriderów. Większość plecaków lawinowych ma stosowne certyfikaty umożliwiające zabranie ich ze sobą w daleką podróż (w bagażu głównym, czasami rozmontowane).

Szkopuł w tym, że niektórym nadgorliwym pracownikom odpowiedzialnym za bezpieczeństwo lotu zdarza się nie znać lub nie rozumieć obowiązujących przepisów. I tak na przykład redakcyjny plecak BCA leży sobie zapewne do dziś w magazynie w Bombaju (proszę spróbować wytłumaczyć Hindusowi w Bombaju, do czego on może służyć…). Drugą sprawą jest to, że plecaki napędzane sprężonym powietrzem lub sprężonym gazem z butli są jednorazowe. To znaczy, można je oczywiście przywrócić do pełnej sprawności, ale najlepiej w serwisie, a nie na wyjeździe.

Znając te wszystkie mankamenty, inżynierowie firmy Pieps postanowili zaprzestać szkolenia personelu na lotniskach i w zamian zaprojektowali, przetestowali i sprawdzili na własnej skórze plecak lawinowy, którego poducha napełniana jest za pomocą wydajnej sprężarki zasilanej baterią. To cudo techniki nazywa się JetForce i potrafi napompować 200-litrowy „balon” w 3,5 s (nieco szybciej niż plecaki używające sprężonego powietrza). To jednak nie wszystko. Plecak można spakować samemu nawet na stoku, tak że po chwili jest ponownie gotowy do użycia. Producent obiecuje, że z jednej do pełna naładowanej baterii można „odpalić” poduchę przynajmniej cztery razy. Podczas prób na targach ISPO w temperaturze pokojowej udało nam się aktywować plecak 12 razy, zanim ogniwo wyzionęło ducha. W rączce, za którą trzeba pociągnąć w razie lawiny, znajdują się diody wskazujące stan naładowania baterii. Po każdorazowym włączeniu systemu ten wykonuje auto-test i informuje użytkownika o stanie baterii. To ciągle nie wszystko. Może się zdarzyć, że pomimo użycia plecaka ofiara lawiny zostanie przysypana masami śniegu. Po upływie trzech minut nasz balon automatycznie wypuszcza część powietrza, tworząc pod warstwą śniegu przestrzeń do oddychania. Całość wraz z plecakiem waży tylko nieznacznie więcej niż systemy napędzane sprężonym powietrzem lub gazem. Plecak wyposażony w system JetForce można śmiało zabrać ze sobą do samolotu, nawet do kabiny pasażerskiej. Plecaki z JetForce sprzedawane będą przez trzy firmy: Pieps, Black Diamond i POC. Różnić się będą kolorami i pojemnością: od 11 litrów (POC), po 34-litrowy plecak tourowy. Już sobie takie cuda zamówiliśmy.

O Autorze

Tomek Kurdziel

Redaktor naczelny, założyciel i pomysłodawca Magazynu NTN. W dzieciństwie otarł się o WKN, przez wiele lat był członkiem AKN. Po roku 1981 przez 18 lat przebywał w Norwegii i Szwajcarii. Założył i przez wiele lat prezesował UIK Alpin na Uniwersytecie w Oslo. W latach 1985-1989 startował w zawodach FIS. Na początku lat 90. startował w zawodach snowboardowych (konkurencje alpejskie). Od 1997 roku pasjonat i promotor carvingu w Europie. Członek komitetu organizacyjnego FIS Carving Cup. W chwilach wolnych komentator Eurosportu. Obecnie entuzjasta freeride'u, motocyklowego enduro i windsurfingu.

Podobne posty