tre cime

Podobnie jak w latach poprzednich także podczas ostatnich testów kilka par nart zrobiło na mnie większe wrażenie niż pozostałe. Był to sezon szczególny, gdyż chyba nigdy w ciągu jednej zimy nie miałem okazji jeździć na takiej liczbie desek. Przede wszystkim za sprawą naszych własnych, rekordowych pod względem liczby nart testów w Kaunertalu, ale także z powodu wzięcia udziału w branżowej szwajcarskiej imprezie zamkniętej dla helweckich sklepów. Przejechanych par nie liczyłem bardzo dokładnie, ale z pobieżnych rachunków wyszło mi coś nieco ponad 100. Całkiem nieźle. Z tej setki wybrałem dla Was moją osobistą pierwszą dziesiątkę desek. Jak co roku podkreślam, że są to odczucia subiektywne, niepoparte żadną statystyczną obróbką danych, a kolejność prezentowanych modeli nie jest przypadkowa.

1. RTC Skicross 175 cm

narty 2018
Zacznę z grubej rury: moim zdaniem to najlepsze deski, na jakich w życiu jeździłem. Geneza ich powstania jest bardzo ciekawa. Kiedy w Europie – z różnych przyczyn – zaprzestano organizacji carvingowych zawodów na bojkach, właściciel firmy RTC, Dominic Blatter, znalazł się w pewnym kłopocie. Jego RTC Carve o długości 168 cm (i 156 cm dla pań) był najczęściej używanym modelem właśnie w tej serii zawodów. Wejście na rynek zawodniczych nart do Pucharu Świata i Europy nie wchodziło w grę, gdyż maleńkiej firmy RTC po prostu nie stać na kupienie dobrych jeźdźców. Dominic postanowił postawić na ciągle niszowy skicross. I tak właśnie powstał opisywany model o długości 185 cm spełniający wymogi FIS. Narty były tak dobre i jednocześnie łatwe do jazdy, że podczas testów wiele osób pytało, czy nie ma nieco krótszych wersji nadających się do amatorskiej jazdy przez cały dzień. Blatter zaprojektował więc model RTC Skicross o długościach 165 i 175 cm. „Cywilna” wersja Skicrossów to narty w każdym calu doskonałe: na lodzie trzymają jak żyletki, dając niespotykaną pewność nawet w najtrudniejszych pucharowych warunkach. Osobiście sprawdzone na treningowym stoku szwajcarskiej kadry Heimberg w Lenzerheide podczas ostatnich mistrzostw świata. Jednocześnie inicjacja skrętów, choć wymaga pewnej aktywności, jest dziecinnie prosta. Jeszcze lepsze od inicjacji jest wykańczanie wiraży. Pomimo sporej sztywności, deski na końcu każdego łuku pozwalają na łatwe jego wykończenie i szybkie przejście w następny skręt. RTC Skicross to narty szalenie stabilne, choć ze swoimi 175 cm do bardzo długich nie należą. Jednak Blatter znany jest ze swojej filozofii tworzenia nart dość krótkich, a pomimo to kierunkowo pewnych. Nawet bardzo duże prędkości nie są im straszne, gdyż nie wibrują i nie myszkują, ale stabilnie zachowują zadany tor jazdy. No i jeszcze dynamika! Ta jest doprawdy bajeczna jak na deski do długich wiraży. Narty katapultują ze skrętu w skręt, przy czym energia oddawana jest niesamowicie harmonijnie, tak że trudno stracić kontrolę przy jednoczesnym zachowaniu wspaniałych przyspieszeń. Ich zakres działania nie ogranicza się jedynie do powierzchni przygotowanych na zawody. Skicrossy równie skutecznie radzą sobie w nieco rozmiękłym śniegu, przechodząc przez nierówności i „kalafiory” jak czołg. Dzieje się tak zapewne za sprawą masy nart, która mała nie jest. Nic dziwnego – do budowy RTC Skicross użyto aż 12 warstw różnych materiałów (w tym rewolucyjnego, perforowanego elastomeru), a rdzeń jest oczywiście drewniany. Pomimo tej masy narty doskonale nadają się nawet do wiraży o średnich promieniach, o długich nie wspominając. Czy mają jakieś wady? Owszem. Ich wadą jest niewątpliwie cena. Koszt zestawu – narty, płyty, wiązania w naszej konfiguracji testowej to około 8 tys. zł. Całkiem sporo. Drugim problemem jest ich dostępność. Narty RTC można uzyskać jedynie w niewielu wybranych sklepach w Szwajcarii. O ile mi wiadomo, w Polsce występuje jedynie rynek wtórny, a na nim model Skicross 175 cm jeszcze się nie pojawił. Tak czy inaczej RTC Skicross 175 to deski, które polecam z całego serca. Ja już swoją parkę mam i szybko się z nią nie rozstanę.

2. Kästle MX 84 176 cm

narty 2018
Kolejna dość egzotyczna firma w moim zestawieniu, choć starsi czytelnicy doskonale pamiętają narty marki Kästle. Chociażby za sprawą sukcesów Pirmina Zurbriggena lub Kjetila André Aamodta. Od około 12 lat za sprawą kilku entuzjastów i mocnego wsparcia finansowego Kästle walczy o powrót na rynek. Do tej pory ze zmiennym szczęściem, ale to się – jestem pewny – niedługo zmieni. Wszystko za sprawą pozyskania do firmy słynnego budowniczego nart, Rainera Nachbaura. Człowiek ten do tej pory zatrudniony był w komórce sportowej firmy Blizzard i tworzył deski dla Marcela Hirschera (tak, tak, pierwsze punkty APŚ Marcel zdobywał na Blizzardach) oraz Mario Matta. Kolekcja Kästle 2017/2018 jest pierwszą w całości sygnowaną przez doświadczonego Austriaka, a zmiany są potężne. Prezentowany model MX 84 to narty dość niezwykłe. Budową nie różnią się specjalnie od topowych sportowych modeli firmy. Odmienna jest jednak ich geometria, gdyż MX 84 mają aż 84 mm szerokości na odcinku pod butem, a spore taliowanie sprawia, że przy długości 176 cm deski mają zaledwie ok. 16 m promienia skrętu. Nie mają za to nawet śladu rockera, gdyż wspominany już Rainer na hasło rocker nieco tylko wydyma usta. Wszystko to sprawia, że Kästle MX 84 to deski szalenie skuteczne, które bardzo bezpośrednio i precyzyjnie inicjują wiraże oraz są niezwykle stabilne w szybkiej jeździe. Oczywiście nie można się po nich spodziewać zdolności do wykonywania krótkich, ciętych łuków na krawędziach ani slalomowej szybkości ze skrętu w skręt. Za to do błyskawicznego pokonywania rozległych alpejskich tras w wielkich ośrodkach i to w różnych warunkach śniegowych trudno o lepsze narty. Pomimo sporej szerokości na odcinku pod butem w konkurencji „trzymanie na twardym” bez trudu pokonują węższe deski i to nierzadko z grup sportowych. Godna zaznaczenia jest także harmonia jazdy na krawędziach w długich łukach. Reasumując: fantastyczne deski dla wszystkich, którzy nie chcą, nie mogą, nie lubią posiadać więcej niż jednej pary nart, a potrafią dobrze jeździć. Szalenie udana konstrukcja.

3. Stöckli Laser GS 180 cm

narty 2018
Niezbyt często się zdarza, żeby firma, która odniosła bardzo wielki sukces sprzedaży jakiegoś modelu, decydowała się na radykalną zmianę jego geometrii. Zwykle poprawki są jedynie kosmetyczne. Tym razem stało się inaczej, gdyż firma Stöckli zdecydowała się pójść drogą wyznaczoną przez Nordicę, Blizzarda oraz Heada i wprowadzić niskie, szerokie oraz agresywne dzioby, co oczywiście wymusiło przeprojektowanie całej konstrukcji. Zwykle mówi się, że „lepsze jest największym wrogiem dobrego”, jednak w przypadku Stöckli Laser GS nie jest to prawdą. I choć bardzo lubiłem poprzedni model, z zadowoleniem stwierdzam, że nowy jest jeszcze lepszy i skuteczniejszy. Różnicę wyczuwa się od pierwszego skrętu. Niższe dzioby, których punkt kontaktu ze śniegiem wypada w ich najszerszym miejscu, po postawieniu na krawędziach zdecydowanie bardziej agresywnie „zabierają” deski w łuk. To fajne wrażenie, ale taka konstrukcja wymaga więcej uwagi, doświadczenia i umiejętności. Niemniej deski reagują błyskawicznie, a to akurat bardzo lubię. Przebieg środkowej części każdego łuku na krawędziach jest bombowo pewny. Narty harmonijnie i płynnie wycinają wiraż, kumulując energię. Tę z kolei dość energicznie oddają na końcu każdego skrętu. Trzymanie na twardym jest bardzo pewne – porównywalne z nartami sportowymi, a prowadzenie desek w lodowych warunkach bardzo przewidywalne. Z całym spokojem można (a nawet trzeba) daleko odsyłać nogi w skrętach. Nowe Stöckli Laser GS wyśmienicie radzą sobie z dużymi prędkościami i – moim zdaniem – bez problemów nadają się do amatorskich gigantów, również za sprawą całkiem sporej dynamiki (jak na narty sklepowe). Przejścia z krawędzi na krawędź są szybkie i płynne. Całość robi bardzo pozytywne, sportowe wrażenie. Nowy model jest jednak gorszy w jednym punkcie od swojego poprzednika. Są to mianowicie skręty z ześlizgami. Bardziej agresywne dzioby i ich większa, wyczuwalna sztywność poprzeczna powodują, że klasyczne śmigi, w których tak lubują się internetowi entuzjaści nart bardzo długich, będą mniej płynne, ale kogo to tak naprawdę obchodzi?

4. Elan SLX 165 cm

narty 2018
Słoweński Elan to firma, która od zawsze znajduje się w awangardzie innowacyjności. Tym razem inżynierowie Elana opracowali nowatorską konstrukcję, podnoszącą dynamikę nart. To cudo nazywa się Arrow Technology i jest rodzajem wykonanej z włókna węglowego płyty, wstępnie wygiętej w łuk. Dzięki niej narty mają mieć nadzwyczajną dynamikę i tak też jest w istocie rzeczy. Na rynku nart sklepowych trudno jest znaleźć slalomki, które byłyby bardziej reaktywne niż nowe Elany. Raczej bliżej im do nart komórkowych i to nie tylko w tej dziedzinie. Również trzymanie na twardym śniegu i lodzie jest ponadprzeciętnie dobre jak na tę grupę nart. Prowadzone bez wysiłku zachowały też jedną z naczelnych cech nart Elana, czyli po prostu są szalenie łatwe w obsłudze i nawet średnio zaawansowani narciarze sobie z nimi poradzą. Swą prawdziwą slalomową naturę narty pokazują jednak dopiero podczas bardzo aktywnej i energicznej jazdy. Prowadzone w ten sposób błyskawicznie inicjują wiraże, szybko przechodzą ze skrętu w skręt i są stabilne. Dzięki wspominanej już bardzo dobrej dynamice bez problemu można na nich jeździć slalomy, gdzie są całkiem skuteczne. Sprawdzone osobiście. Ja nie znalazłem granicy obciążenia tych nart. Znaczy to, że im mocniej je dociskałem, tym energiczniej reagowały, zapewniając mnóstwo frajdy na stoku. Bardzo udana konstrukcja, która jednak nie znalazła wielkiego aplauzu wśród części naszych testerów. Zapewne z powodu właśnie tej dwoistej natury. Nowe Elany SLX to deski, w które trzeba się po prostu trochę „wjeździć”, żeby odkryć wszystkie ich zalety.

5. Fischer RC4 The Curv GT 175 cm

narty 2018
Dlaczego na czas naszych testów polski importer nart Fischera umieścił te deski w kategorii sklepowych gigantek, zapewne na zawsze pozostanie jego słodką tajemnicą. W walce o czołowe pozycje w grupie, szerokie na 80 mm na odcinku pod butem i długie na zaledwie 175 cm narty nie miały żadnych szans z konstrukcjami stricte sportowymi, jak chociażby opisywane w punkcie pierwszym RTC Skicross. Jednak Fischery Curv GT to bardzo dobre, ba, nawet wybitne narty, które mogłyby zająć jedną z czołowych lokat w grupie VIP (tu z kolei importer umieścił narty damskie – zaiste ciekawa logika). Curv GT są na tyle fantastyczne, że jeśli miałbym pojechać na tygodniowy wyjazd w góry, zabierając ze sobą jedynie jedną parę nart, to bardzo poważnie rozważałbym Fischery Curv GT. Podobnie jak w przypadku Kästle MX 84 bazą dla tak doskonałych osiągów jest sportowa budowa z drewnianym rdzeniem, charakterystyczna dla całej linii Curv. Do tego dochodzi wyważona i szalenie harmonijna geometria, dzięki której deski mają zaledwie 16 m promienia skrętu przy 175 cm długości. W efekcie ze względu na szerokie dzioby narty praktycznie bez wysiłku inicjują skręty na krawędziach. Szerokie piętki pomagają w zamykaniu ciaśniejszych wiraży. Szerokość na odcinku pod butem oraz sportowa budowa zapewniają stabilność. Curv GT skutecznie też trzymają na lodzie. Czegóż chcieć więcej? Nowe Fischery zapewniają mnóstwo frajdy przez cały urlop. Chętnie wykonują cięte łuki o różnych promieniach, nie „haczą” w ześlizgach i niestraszna im szybka jazda. Czym więc różnią się od swojej największej konkurencji w postaci Kästle MX 84? Przede wszystkim Fischery mają bardziej łagodny charakter. Oznacza to, że wymagają mniej siły i mniejszych prędkości, żeby mieć z nich dużo radości. Z drugiej strony – dzięki tej większej łatwości obsługi – mają nieco mniej sportowy charakter niż ich konkurentki. Pomimo tego zaliczam je do mojego osobistego grona nart wybitnych.

6. Salomon X-Max X14 Carbon 165 cm

narty 2018
Zawsze byłem fanem wybitnych nart firmy Salomon o nazwie X-Kart. Kilka lat temu zniknęły one z programu i zastąpiono je kolejnym udanym modelem X-Max, który wzbudzał uzasadnione uznanie na naszych poprzednich testach. Tym razem firma Salomon poszła o jeden krok dalej i do testów w grupie VIP wystawiła model specjalny, o dużej zawartości włókien węglowych użytych do budowy nart. Limitet edyszyn, że tak powiem po Polsku. Z oczywistych względów Salomon X-Max X14 Carbon to deski bardzo lekkie, a tego specjalnie nie lubię. Lekkie narty swoją niską masę zawdzięczają zwykle słabości konstrukcji. Nic więc dziwnego, że po wzięciu nart do ręki byłem bardzo sceptyczny. Obraz zmienił się jednak wraz z pierwszymi skrętami, gdyż szybko okazało się, że X-Max X14 Carbon pomimo lekkości i niewielkiej długości są nartami bardzo skutecznymi. Nie to jest jednak ich największą zaletą. X-Max X14 Carbon to deski, które chyba jak żadne inne współczesne narty nadają się do wykonywania ciętych wiraży o średnich i dość małych promieniach. Na dodatek zupełnie bez wysiłku ze strony pilota. Promienie skrętów można też łatwo regulować odpowiednim dociskiem podczas przebiegu łuku. Bajeczna autokinetyka powoduje, że deski inicjują łuki w zasadzie samoistnie, co rzecz jasna odbija się na stabilności przy szybkiej jeździe. X-Maxy stworzono do zakręcania i ktoś, kto życzyłby sobie więcej stabilności, musi poszukać gdzie indziej. X-Max X14 Carbon najlepiej nadają się dla wszystkich narciarzy, którzy gdzie tylko mogą poruszają się skrętami ciętymi. Zachwyceni nimi będą także ci, którzy skrętów carvingowych dopiero się uczą, gdyż deski te bardzo im w tym procesie pomogą. I choć trzymanie na twardym oraz dynamika tych nart nie dorównują wartościom znanym z konstrukcji sportowych, to jednak do całodniowej jazdy urlopowej nadają się znacznie lepiej niż slalomki. Nie bez znaczenia w tym względzie jest także ich elastyczność i szerokość na odcinku pod butem, które umożliwiają bezstresową zabawę nawet w warunkach nieco rozmiękłego śniegu. Po prostu fun maszyny!

7. Nordica GT Speedmachine 80 EVO 174 cm

narty 2018
Kiedy spojrzymy na specyfikację tych nart, to z pewnością szybko zauważymy, że ich wymiary niewiele różnią się od prezentowanych powyżej Fischerów Curv GT. Dzięki zupełnie odmiennej budowie oba modele mają zdecydowanie różne charaktery. O ile Curv GT to sportowe narty, które utyły o tyle GT 80 należą do grupy nowoczesnych nart allround. Pomimo że deski zbudowano na podstawie solidnego, pełnowartościowego, drewnianego rdzenia, porównywalnego do tego stosowanego w sportowych modelach Nordiki, nie mają one zupełnie sportowego ducha. Dzieje się tak za sprawą użytych warstw aluminium. Zamiast pełnych, dość grubych blach otaczających rdzeń i sięgających aż do krawędzi, zastosowano Energy 2 Titanium Torsion Bridge, czyli powycinane dość fantazyjne paski tytanalu. To właśnie dzięki nim narty są bardziej elastyczne w osi podłużnej i poprzecznej oraz minimalnie lżejsze. Mają też mało agresywne, zaokrąglone piętki oraz umiarkowany rocker z przodu. GT Speedmachine 80 EVO, pomimo szerokości, to narty jednoznacznie przeznaczone na trasy. Trudno więc mówić, że mamy do czynienia z konstrukcją allmouintain. Na trasach sprawują się jednak znakomicie i przede wszystkim harmonijnie. Bez względu na stan stoku: od twardego śniegu, aż po rozmiękłą popołudniową ciapę użytkownik tych desek będzie oczarowany ich zdolnością do wykonywania pięknych, czystych łuków na krawędziach. Oczywiście ulubiony repertuar GT Speedmachine 80 EVO to skręty o średnich promieniach, ale przy użyciu odrobiny siły można też zacieśnić je do całkiem małych wartości. Oczywiście szybkość przejścia z krawędzi na krawędź oraz dynamika slalomowe nie są. Trzeba jednak pamiętać, że GT Speedmachine 80 EVO to uniwersalne, komfortowe cruisery przeznaczone do przyjemnego spędzenia tygodnia w górach w różnych warunkach śniegowych, ale w obrębie tras. Na GT Speedmachine 80 EVO można się nawet całkiem rozpędzić bez obawy utraty kontroli nad zachowaniem się nart. Drewniany rdzeń i użyte elastomery dobrze tłumią ewentualne wibracje. Trzymanie na twardym jest przyzwoite jak na deski o tej szerokości. Mam nieodparte wrażenie, że użytkownicy, którzy nie mają ambicji sportowych ani nie wybierają się poza trasy, będą z takich komfortowych nart o wiele bardziej zadowoleni niż chociażby ze sklepowych gigantek czy slalomek. A wszystko za sprawą bajecznej harmonii, komfortu i wszechstronności GT Speedmachine 80 EVO.

8. Blossom White Out 176 cm

narty 2018
Mocno taliowane, długie na 176 cm i o wyścigowej budowie. Fantastyczne narty, ale co robią w grupie allmountain? Moim zdaniem te bardzo udane deski przede wszystkim nadają się do szybkiej eksploracji tras narciarskich wielkich ośrodków. Zupełnie jak sklepowe gigantki, tylko że o wiele bardziej komfortowe. Dla odmiany zdolność White Out do radzenia sobie poza przygotowanymi trasami i w świeżym śniegu jest znikoma. To nie ma jednak większego znaczenia, gdyż wspominana już zaawansowana budowa sprawia, że deski są wyjątkowo energiczne i dynamiczne. Energię skumulowaną w harmonijnych łukach na krawędziach oddają z nawiązką na końcu każdego wirażu. Dzięki budowie fantastycznie też trzymają na twardym, moim zdaniem zupełnie jak deski sportowe. Jednak ze względu na większą szerokość na odcinku pod butem oraz dzięki większej elastyczności podłużnej są od modeli slalomowych i gigantowych o wiele bardziej komfortowe i wszechstronne. Ulubionym polem działania White Out są skręty na krawędziach o średnich i długich promieniach, czyli takie, jakimi najczęściej poruszają się zaawansowani narciarze amatorzy. Powtarzam to ponownie: kolejne fantastyczne narty na cały urlop narciarski spędzany w obrębie przygotowanych tras. Odpowiednio i mocno dociskane pojadą nawet dość krótkimi ciętymi wirażami. Bez najmniejszego problemu radzą sobie w skrętach z ześlizgami w każdych warunkach śniegowych. Podsumowując: White Out to szalenie komfortowe i wszechstronne narty o lekkich ambicjach sportowych dla wszystkich, którzy potrafią jeździć szybko na krawędziach. Fantastyczne, w każdych warunkach śniegowych w obrębie tras.

9. Dynastar Legend X 84 177 cm

narty 2018
Idę lekko pod prąd, gdyż model ten wzbudził mieszane uczucia wśród naszych testerów. Żeby jednak zrozumieć przyczyny, spróbuję zdefiniować moje pojęcie nart allmountain. Otóż od zawsze uważam, że dobre deski allmountain muszą być również skuteczne w terenie, w świeżym śniegu, w stromych kuluarach pokrytych wiosennym firnem itp. itd., żeby się już dłużej nie rozwodzić. I takie właśnie są Legend X 84. Bardzo elastyczne i wiotkie w osi poprzecznej nie dają mocnego oparcia na wylodzonych odcinkach tras, ale – ponownie moim zdaniem – oparcie to jest wystarczające do skutecznego i bezpiecznego przemierzania sporych odległości alpejskich stoków. Legend X 84 ładnie jadą na krawędziach w łukach o dużych promieniach. Pomimo sporego rockera nie wibrują i nie telepią nawet przy sporych prędkościach. Skręty krótkie muszą być na nich wykonywane z ześlizgami, ale nie trzeba do nich wielkiej siły. Na pewno nie są to narty sportowe, dynamiczne i reaktywne, ale za to bardzo komfortowe i przewidywalne. Warunki, w których Legend X 84 czują się jak ryba w wodzie, to rozmiękły śnieg na trasach, kalafiory, odsypy, śnieżna „kasza”. Dodatkowo, a może przede wszystkim, fantastycznie jeżdżą w wiosennym mokrym śniegu (sprawdzone!) oraz zapewne w świeżym (tego akurat nie udało się zweryfikować), gdyż mają bardzo dobry wypór i są elastyczne. Swoich wielbicieli znajdą wśród narciarzy o sporym doświadczeniu, którzy nie mają ambicji sportowych, ale za to chętnie jeżdżą poza trasami nie tylko w warunkach świeżego puchu, ale także wiosennego firnu. Deski te to, moim zdaniem, fantastyczna „druga para” do nart stricte freeride lub sportowych na tak zwane warunki przejściowe. Podoba mi się również powrót po latach do tradycyjnej nazwy nart firmy Dynastar, czyli Legend.

10. Head Monster 83 177 cm

narty 2018
Starsi czytelnicy zapewne pamiętają, kiedy w czasach mniej więcej mojej pierwszej młodości jeździło się wiosną w góry na narty, żeby pojeździć w firnach – do ostatniej łaty śniegu w Kotle Goryczkowym. Co bardziej zaciekli chodzili jeszcze na piechotę gdzieś pod Mięguszowiecki Szczyt i wywijali zakręty aż do połowy lipca. W krajach alpejskich rozwinęła się nawet specjalna grupa nart do jeżdżenia na wiosnę, czyli Firngleitery zwane też czasami w skrócie Figl. Ten firn to taka poważna sprawa, że jeśli w jakimś żlebie znajdziemy się zbyt wcześnie, to napotkamy lód. Jeśli przybędziemy zbyt późno, przyjdzie nam zjeżdżać w rozmiękłej do dna ciapie i ryzykować spotkanie z lawiną gruntową. W optymalnych warunkach trzech do czterech centymetrów rozpuszczonego śniegu na twardym podłożu jazda jest bajeczna. Znawcy tematu twierdzą, że nie ma śniegu lepszego do pokonywania najbardziej stromych ścian i kuluarów. Do tego potrzebny jest jednak optymalny sprzęt: skrętne deski o dobrym trzymaniu na twardym podłożu i jednocześnie wystarczająco wyporne w przypadku trafienia na śnieżną ciapę. I takie właśnie są Heady Monster 83. Szalenie harmonijne do wykonywania długich i średnich wiraży na krawędziach, superskrętne prowadzone w klasycznym śmigu, pewne na krawędziach. Monstery są też wystarczająco dynamiczne do semi-sportowej jazdy w warunkach innych niż firn. Typ nart, które – moim zdaniem – każdy narciarz powinien mieć w swojej kolekcji. Jeden z lepszych wyborów dla wszystkich, którzy wożą ze sobą tylko jedną parę.

I to już wszystko na nadchodzący sezon z mojej strony. Dodam jeszcze, że bardzo blisko czołowej dziesiątki były jeszcze: Kästle RX 12 SL, Stöckli Laser SL, Fischer Pro MTN 80 Ti, Atomic Redster G9 Servotec i Scott Black Majic. Naprawdę mocnych nart jest na rynku coraz więcej, a to bardzo cieszy. Dobrego sezonu życzę!

O Autorze

Tomasz Kurdziel

Redaktor naczelny, założyciel i pomysłodawca Magazynu NTN. W dzieciństwie otarł się o WKN, przez wiele lat był członkiem AKN. Po roku 1981 przez 18 lat przebywał w Norwegii i Szwajcarii. Założył i przez wiele lat prezesował UIK Alpin na Uniwersytecie w Oslo. W latach 1985-1989 startował w zawodach FIS. Na początku lat 90. startował w zawodach snowboardowych (konkurencje alpejskie). Od 1997 roku pasjonat i promotor carvingu w Europie. Członek komitetu organizacyjnego FIS Carving Cup. W chwilach wolnych komentator Eurosportu. Obecnie entuzjasta freeride’u, motocyklowego enduro i windsurfingu.

Podobne posty