Oj, ciężko się teraz przebić z tematem, bo na stronie króluje Michał „Chomik” Szypliński, który sprawozdaje z AMP-ów. Zachęcam jednak do kliknięcia, bo wyleję trochę żółci z woreczka i wcale nie będę się ekscytował radosnymi i poprzebieranymi, czy tam wąsatymi studentkami. No, może trochę, ale tymi niewąsatymi. Jak wiadomo bowiem, kobiety w wieku rębnym klasyfikuje się w trzech kategoriach: dętki, dekadentki i studentki. Teorię narciarską można tutaj sobie dopisać samemu.

Przez kilka lat wraz z Chomikiem współpracowaliśmy przy AMP-ach. Michał jeszcze się ostał i odwala kawał niesamowitej roboty, udowadniając tym samym, że byłem tam piątym kołem u wozu, bo sam teraz pisze, a nade wszystkim, pod szyldem skifoto.pl, fotografuje. Universal Soldier i Super Rodent w jednym. Po prostu Chomik. Pamiętam, że kiedyś nosiliśmy się z pomysłem wydawania AMP-owej gazetki. Treści z ntn.pl chcieliśmy przelewać na papier, na szybko łamać, drukować i kolportować pod Harendą. Sprawa rozbiła się o kasę, jak to zwykle bywa i o brak możliwości zatrudnienia kolejnych kół do wozu. Banał teraz nastąpi, ale zadeklaruję go tutaj: AMP-y na zawsze zostaną w moim sercu. Bardziej żałuje się rzeczy niedokonanych, niż spraw popełnionych. Szkoda, że nigdy nie ścigałem się w akademickim czempionacie. Naukowcem też nie zostanę, więc ta furtka też zapewne nie zadziała. Jeśli dziś uczę swoje dzieci miłości do narciarstwa, to jedna z wizji, jakie mi przyświecają, to że kiedyś będą startować w AMP-ach. Cieszę się, że byłem częścią tego zjawiska i nieustannie gratuluję ekipie AZS Warszawa, za stworzenie niesamowitej jakości organizacyjnej i sportowej w polskim narciarstwie.

*******************

Dziś muszę jednak sobie ulżyć. Mimo wszystko. Chciałem od samego początku, już na wstępie, ale wiecie, AMP-y… Spędziłem tydzień w/na Bukowinie Tatrzańskiej. Napomknąłem już o tym przed tygodniem, że ferie, że pierwszy obóz narciarski moich synów, że duże emocje i entuzjazm. Ten ostatni jednak został szybko stłamszony. Sam obóz bez najmniejszych zarzutów, brawa dla Akademii Kusznierewicza za podjęcie wyzwania w postaci narciarskich obozów rodzinnych. Dzieci uczyły się na Rusiń-Skim. Pewnie wszyscy to wiedzą, ale może nie wszyscy. Do dyspozycji ośla łączka przy dywaniku, krótki orczyk, dłuższy orczyk i dwie kanapy. Jedna (krótsza) działająca permanentnie na pół gwizdka, druga – nowocześniejsza i szybsza nieco.

Opis infrastruktury z oficjalnej strony:

1. Trasa nr 1 „sportowa”, poziom trudności „B” o długości około 900 m.

2. Trasa nr 2, biegnąca wzdłuż linii orczyka, poziom trudności „A”. Długość 400 m.

3. Trasa nr 3, biegnąca wzdłuż kolei krzesełkowej K1. Idealna dla poczatkujących. Długość 850 m.

4. Trasa nr 4, dla bardzo początkujących narciarzy oraz dzieci. Linia biegnie wzdłuż orczyka. Długość 200 m.

5. Trasa nr 5, poziom trudności „A”, średnica nachylenia stoku 18 stopni. Wysokość początkowa trasy 948 n.p.m końcowa 772 n.p.m. Kolej 6-osobowa firmy Bartholet Maschinenbau AG (model Porsche Design). Długość około 1100 m.

Celem wyjazdu było zaszczepienie bakcyla narciarskiego w Bliszkach (moich synkach – 6 i 4 lata). Udało się. To Gucio i Kajko stanowili priorytet, więc my, z Małżonką Moją Ukochaną Majówką, nie nastawialiśmy się zbytnio na jakąś konkretną jazdę. Ot, raczej pod malców, kilka zjazdów z początkującą przyjaciółką Majówki (brawa dla Niej). Raz wyrwaliśmy się na (a raczej pod) Kasprowy Wierch na skitoury. I tutaj dochodzę, do sedna. Jako że na stoku Rusiń-Ski spędzaliśmy około trzech godzin w sumie, kupowaliśmy karnety dwugodzinne. 50 zł od osoby. A teraz zgadnijcie, ile razy można było zjechać w ciągu owych dwóch godzin? Rekord sześć razy i to w dzień, kiedy wiatr urywał głowę i na stoku było w miarę pusto. W pozostałe dni cztery razy. Zjazd trwa może minutę. Na pewno nie dłużej. Reszta to czas spędzony na wyciągu, a przede wszystkim w kolejce do wyjazdu na górę. Po tym wyjeździe niestety nie dziwią mnie opinie, że nigdy więcej w Polsce. Nie pomstuję na przygotowanie stoku. Wiało ciepłym wiatrem, niewiele więc dało się zrobić. 50 zł za dwie godziny „jazdy”? Czy to drogo? Skoro ludziska płacą, kiszą się w kolejce zamiast wykorzystywać ten czas na uprawianie narciarstwa, to chyba nie. Jednak cena za jakość oględnie mówiąc… nikła.

*******************

Maryna Gąsienica Daniel zapunktowała w Pucharze Świata. W pierwszej kombinacji w Crans-Montanie nasza najlepsza obecnie alpejka zajęła 26. miejsce. Fantastyczna sprawa. Mam nadzieję, że pozwoli to Marynie nabrać bezwzględnej pewności siebie, bo ostatnimi czasy udowadniała, że stać ją na naprawdę szybką jazdę. Brakowało tyle co piczy kłak, trzydziestka uciekała o setne, dziesiąte, była tuż, tuż, na wyciągnięcie ręki. Punkty są i wieczna chwała Marynie za to. Ciekawe co dalej…

*******************

Czy wiadomo już kto został powołany do reprezentacji kraju na mistrzostwa świata juniorów?

Smacznego niedźwiedziego mięsa w górach życzę.
Do zobaczenia w górach i usłyszenia na Legii oraz w Eurosporcie.

  • asdf

    „piczy kłak” – kultura 10/10 :)

    • hehe

      Przecież nasz redaktor to zwykły kibol z Legii ;) nie nalezybs e spodziewać Wndsoru :)))