Taki mi się żart przypomniał. Wpada zajączek do nory i krzyczy od progu: koniec świata, koniec ze mną, się powieszę, nie zdzierżę, gore mi, gore, wstyd na cały las!!! Zającowa pyta: Co się synku stało, dlaczego rozpaczasz? Zajączek: Hańba! Hańba! Zającowa: Co się w końcu stało?! Zajączek: Niedźwiedź ojcem podtarł tyłek!

Polski Związek Narciarski przeczytał wpis fejsbukowy Maćka Bydlińskiego i zadrżał w posadach. Zadrżyjmy i my:

Po raz kolejny świat pokazuje mi, że brakuje bardzo niewiele. Doświadcza mnie, że samemu nie dam rady wejść na najwyższy poziom. Dlatego też postanawiam zakończyć definitywnie karierę po tym sezonie jeśli nie dostanę pomocy od Polski Związek Narciarski!!!
P.S Jest to żenujące, że jako jedyny zawodnik najlepszej 30-stki MŚ nie mam żadnego wsparcia od Polski Związek Narciarski
Można powiedzieć, że uprawiam narciarstwo z doskoku, zarabiając na życie jako trener, a w zjeździe przegrywam 2.5 sekundy, a to jest naprawdę niewiele… WSTYD i HAŃBA za obecne działania PZN na rzecz narciarstwa alpejskiego w Polsce!!!

Kto z Was zadrżał i drży wciąż?

Mocne słowa. Maciek, z tego co pamiętam, deklarował już wcześniej koniec kariery, ale okazało się, że mimo wszystko znalazł środki na trening i starty na Nowej Zelandii, w Norwegii, Puchary Świata w Santa Caterinie i Wengen, w końcu treningowe starty w Czechach i mistrzostwa świata w St. Moritz. Zatem ścigał się! Dopiął swego, wykonał rzut na taśmę. Zajął trzydzieste miejsce w kombinacji oraz finiszował w czwartej dziesiątce w SG i DH (dokładnie 37.). I pomyśleć, że wyniki te przyszły PZN całkowicie za darmo, a mogą je potraktować jako sukces, bo Maćkowi dotąd nigdy nie udało się tak dobrze wypaść na światowym czempionacie. Spryciarze. Rozkminili własny system i choć Maciek udowodnił, że stać go pokazanie się z nie najgorszej strony, nikt po czasie nie będzie pytał, czy Polacy startowali w oficjalnych strojach czy prywatnych. Czyli PZN górą. Ciekawe jak długo. Niestety całe nasze środowisko, nolens volens, jest od centrali uzależnione. Mimo że nie każdy korzysta z bezpośredniej pomocy, ale pośrednio wyjścia. To PZN pośredniczy między nami, zawodnikami, klubami a FIS i tego nie przeskoczymy.

Ze słów Maćka bije gorycz, zawód, może i ból. To doświadczony zawodnik, od lat reprezentujący Polskę na światowych arenach. Kiedy był w pełni lub częściowo finansowany przez PZN, utyskiwali inni, że Bydliński to sobie świat zwiedza i trenuje na antypodach, a inni muszą za swoje po europejskich lodowcach latem się tułać, a on i tak będzie czterdziesty. Nigdy nie było wystarczająco dobrze i pewnie nigdy nie będzie.

Lecz Maciek nie docenił jednego aspektu. Wspaniałej nowiny w niemy sposób głoszonej przez związek: my na Maćka spuszczamy zasłonę milczenia. Nie ma kasy, wykorzystamy za to jego starty do autopromocji (tu mam na myśli łaskawe doniesienia na stronie i twitterze PZN). I teraz pada pytanie do Maćka: czy PZN ci przeszkadza? Bo jeśli nie, to naprawdę dużo, o ile nie wszystko. Jest taka moralna doktryna lekarska: po pierwsze nie szkodzić. Jeśli doktor nie przeszkadza, znaczy prawie leczy.

*************

I tak odkładałem użycie przycisku „publikuj”, aż tu nagle kolejny wpis na profilu FB Maćka. A tam stoi tekst napisany już po opadnięciu emocji (pisownia oryginalna).

Pretensje mogę mieć tylko do siebie, za ostatni międzyczas, gdzie istotny skręt wykonałem na górnej narcie, a pózniej nie trafiłem z linia na przed ostatnim skoku następnie wracając sie do prawidłowej lini. Od góry było naprawdę dobrze, jechało się fantastycznie! Zreszta widać to po stratach, nigdy nie byłem tak szybki.
Móc reprezentować nasz kraj na takich zawodach był dla mnie ogromnym zaszczytem! Chciałem tą możliwość wykorzystać jak najlepiej, na maxa, bez kompleksów mimo, że przygotowany byłem najgorzej ze wszystkich MŚ w jakich do tej pory uczestniczyłem!!!
Jednak czysta głowa, luźna noga szła w parze z podjęciem ryzyka z mojej strony. Stojąc na starcie każdych zawodów czułem ciarki i uczucie nienormalnego głodu startowego, niesamowitą moc wewnętrzna.
To wszystko jest tak naprawdę moim sukcesem!
A to, że byłem 30 finalnie też jest ok, mogło być lepiej, dużo lepiej… ale nie jest źle (patrząc na prawie zerowe przygotowania do sezonu).

Można drwić, hejtować wg pewnej filozofii pewnie też. Dyskutować się powinno. Mimo wszystko trzeba oddać Bydlińskiemu, Kłusakowi, że mają chłopaki ikrę. Stanąć tam na górze, spojrzeć na ten „free fall” to już się same jajka do brzucha chowają. A przejechać tę trasę, na takim poziomie! Kosmos! Szacunek! Chłopaki jeżdżą niesamowicie. A że przegrali? Kurde, przegrali wszyscy oprócz jednego, bo tylko jeden (zdarza się, że ewentualnie dwóch, ex aequo) może wygrać – mistrz świata. Reszta przegrywa.

Smacznego niedźwiedziego mięsa w górach życzę.
Do zobaczenia w górach i usłyszenia na Legii oraz w Eurosporcie.

O Autorze

Dziennikarz prasowy, radiowy, internetowy; komentator sportowy, spiker Legii Warszawa, a do tego narciarz-amator; żeglarz, ex-pięcioboista i wioślarz. Dziennikarstwo sportowe traktuje jako przedłużenie kariery zawodniczej. Organizator rajdów przygodowych. Lubi sobie pojeździć na rowerze i ogólnie się trochę zmęczyć. Autor prowadzi swój prywatny blog pod adresem zonaurbana.pl.

Podobne posty

  • Marcel

    Brawo Maciek !!!!