Lato przemknęło zbyt szybko – jak zwykle. Nie ma jednak tego złego, co nie wyszłoby na dobre, gdyż już w najbliższy weekend w tyrolskim Sölden, na stokach lodowca Rettenbach rusza Alpejski Puchar Świata. W programie dwa inauguracyjne slalomy giganty: pań w sobotę i panów w niedzielę. Dla fanów jazdy na dwóch deskach jest to nieomylny znak, że sezon narciarski stoi za progiem.

Pierwsze zawody w Sölden otacza niesamowita, ale też nerwowa atmosfera. Alpejczycy mają pierwszą możliwość w sezonie na sprawdzenie swoich umiejętności, siły i kondycji nabytych w przerwie letniej. Choć pomiędzy startem w Sölden i następnym w programie slalomem w fińskim Levi miną trzy tygodnie, to w tak krótkim czasie niezbyt wiele da się jeszcze poprawić, potem zaś Alpejski Puchar Świata wejdzie w swój normalny tygodniowy rytm i nie da alpejczykom wytchnienia aż do połowy marca. Dobre miejsce w pierwszych startach w sezonie może dać pewność siebie w następnych. W ubiegłym sezonie w Sölden na pierwszych miejscach podium stanęli Anna Fenninger i Marcel Hirscher i… oboje tryumfowali w klasyfikacjach generalnych na koniec sezonu. Na podium wśród pań znalazła się też Austriaczka Eva-Maria Brem, dla której – jak się później okazało – był to przełomowy start, rozpoczynający najlepszy sezon w karierze. Zawody w Sölden są ważne, ale też nieco inne niż wszystkie pozostałe. Nigdzie indziej zawodnicy nie są tak blisko swoich fanów. Życie w Sölden toczy sie praktycznie wzdłuż jednej głównej ulicy i w dniach bezpośrednio poprzedzających start z łatwością można spotkać spacerujące gwiazdy narciarstwa alpejskiego. Ba… Ponieważ do następnych zawodów pozostaje trochę czasu nierzadko udaje się nawiązać pogawędkę lub poprosić o autograf.

Kto ma największe szanse w tegorocznej inauguracyjnej odsłonie? Na pewno do grona faworytów zaliczyć można ponownie bardzo dobrze przygotowanego Marcela Hirschera, ale zapewne także Ted Ligety mocno przepracował sezon letni. W ubiegłym sezonie na punkty wygrał Austriak, ale Amerykanin nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Dobrze jeżdżą też Niemcy: Felix Neureuther i Fritz Dopfer, a doszlusowali do nich Stefan Luitz i Alexander Schmid. Szczególnie ten ostatni gotowy jest do sprawienia niespodzianki. Po kryzysie poprzedniego sezonu powinni odrodzić się Włosi, a Francuzi wystawią sprawdzoną ekipę pod przewodnictwem gwiazdy pierwszej wielkości w osobie Alexisa Pintrault. Wielu ekspertów właśnie w nim upatruje kolejnego zwycięzcę Wielkiej Kryształowej Kuli. Największe szanse na sukces w gigancie wśród Norwegów ma Henrik Kristoffersen. Młody zawodnik rozwija się bardzo pięknie i ciągle jest głodny sukcesu. Pod dużym znakiem zapytania stoi forma Aksela Lunda Svindala. Chodziły nawet pogłoski, że nie zobaczymy go w Sölden, a giganty nie są domeną Jansruda. Największy problem mają Szwajcarzy. Lider zespołu Carlo Janka cierpi na uraz pleców i nie będzie startował już w gigantach. Helweci swoje szanse muszą oprzeć na zawodnikach młodych i nie bardzo jeszcze znanych.

Wśród pań sytuacja jest jeszcze bardziej niepewna. Anna Fenninger kilka tygodni temu musiała przerwać treningi z powodu bólu w kolanie. Podobno uraz jest wyleczony, ale Austriaczka straciła kilka treningów. Eva-Maria Brem jest też zapewne jedną z kandydatek na podium. Kilka utytułowanych Austraiczek zakończyło karierę, więc nadchodzi czas młodszych, a o ich formie trudno jest powiedzieć cokolwiek. Mocne jak zwykle będą Szwedki Maria Pietilae-Holmner i Frida Hansdotter, ale osobiście wierzę w Sarę Hector, gdyż ma ogromną chęć zwycięstwa. Włoszki z Federicą Brignone na czele oraz Francuzki z Tessą Worley na pewno też nie będą niewidoczne. Ciężar odpowiedzialności za wynik swoich zespołów spocznie na barkach Lary Gut (Szwajcaria), Viktorii Rebensburg (Niemcy) i Michaeli Shiffrin (USA), gdyż żadne inne zawodniczki tych państw nie są chyba jeszcze gotowe na zwycięstwo. Choć w Sölden zobaczymy jednak Lindsey Vonn, to Amerykanka nie jest w formie (póki co), a gigant nigdy nie był jej ulubioną konkurencją.

Na pewno będą to bardzo emocjonujące zawody, byle tylko pogoda nie spłatała figla. Transmisja, jak zwykle, w stacji Eurosport.

O Autorze

Tomek Kurdziel

Redaktor naczelny, założyciel i pomysłodawca Magazynu NTN. W dzieciństwie otarł się o WKN, przez wiele lat był członkiem AKN. Po roku 1981 przez 18 lat przebywał w Norwegii i Szwajcarii. Założył i przez wiele lat prezesował UIK Alpin na Uniwersytecie w Oslo. W latach 1985-1989 startował w zawodach FIS. Na początku lat 90. startował w zawodach snowboardowych (konkurencje alpejskie). Od 1997 roku pasjonat i promotor carvingu w Europie. Członek komitetu organizacyjnego FIS Carving Cup. W chwilach wolnych komentator Eurosportu. Obecnie entuzjasta freeride'u, motocyklowego enduro i windsurfingu.

Podobne posty

  • woleGut

    a Finninger ponoc kontuzjowana? na cały sezon….kolanko kaputt a Tomuś …..cisza

  • woleGut

    Pierwsze diagnozy wskazywały na to, że Fenninger poważnie uszkodziła lewe kolano. Mówiło się o tym, że jest ono całkowicie „zrujnowane”. Wszystko przemawia za tym, że poważnie uszkodzone zostały więzadła krzyżowe.

    Po badaniach okazało się, że doszło do bardzo poważnych uszkodzeń. Nie dość, że Fenninger ma zerwane więzadła krzyżowe, to do tego oderwała się rzepka. Uszkodzone zostały też więzadła poboczne. Urazy są także w prawym kolanie. Już wiadomo, że w najbliższym sezonie tej zawodniczki zabraknie na narciarskim stoku. Jeszcze dziś ma ona przejść operację w Hochrum.

    Mistrzyni olimpijska z Soczi i trzykrotna mistrzyni świata już pod koniec września skarżyła się na problemy z kolanem. Musiała nawet wówczas przerwać treningi. Wróciła do nich dopiero w ubiegłym tygodniu.