9 stycznia w Zawoi rozpocznie się, wyczekiwany przez wszystkich studentów, Akademicki Puchar Polski. Cykl startuje z niewielkim falstartem, bowiem fatalne warunki przed świętami nie pozwoliły na rozegranie pierwszych eliminacji na zakopiańskiej Harendzie. Organizatorzy do ostatniej chwili mieli nadzieję na zwrot w prognozie pogody, ale dodatnie temperatury skutecznie uniemożliwiły inaugurację przed świętami Bożego Narodzenia.

Tym razem nie powinno być już problemów, zarządzający stokiem Mosorny Groń wykorzystali ujemne temperatury przed Sylwestrem i naśnieżyli trasę na całej długości. Aura również okazała się łaskawa na początku nowego roku – intensywne opady śniegu dały gwarancję, że będzie się po czym ścigać. Ci, którzy wciąż nie zbudowali formy, nie mają co liczyć na odwołanie eliminacji w Zawoi. Na pewno jednak większość jest dobrze przygotowana do sezonu. Spodziewamy się zatem rywalizacji na wysokim poziomie. Przypominam, że gigant na Mosornym Groniu należy do najdłuższych w sezonie, więc będzie co oglądać!

Niepokoi trochę mała liczba zgłoszeń – stan na godzinę 16 w poniedziałek to zaledwie 47 zawodniczek i zawodników. W pierwszych eliminacjach, które się nie odbyły, chęć startu wyraziło ponad 100 alpejek i alpejczyków. Jeśli ktoś ma w planie pojawić się w bramce startowej 9 stycznia, to najlepszym rozwiązaniem będzie wypełnienie formularza na stronie organizatora.

Synoptycy na piątek przewidują opady śniegu i 0°C, więc zawodnicy powinni przyszykować się na słabą widoczność. Za to można spodziewać się twardej trasy, bowiem przez kilka najbliższych dni śnieżyce nie są spodziewane, a mróz ma być tęgi (nawet do -18°C w nocy z wtorku na środę).

Rozmawiałem przed chwilą z Robertem Krebokiem, czyli osobą dowodzącą całym cyklem i powiedział, że organizatorzy są równie wygłodniali ścigania jak zawodnicy. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik, a dla każdego zawodnika przyszykowany jest wyjątkowy gadżet-niespodzianka, więc tym bardziej warto wybrać się w najbliższy piątek do Zawoi.

Czego możemy się spodziewać od strony sportowej? „Stara gwardia” pozostaje w grze – wszyscy rozdający karty w poprzednim sezonie powinni pojawić się na starcie również w 2015 roku. Do tego dojdzie kilku głodnych ścigania, młodych wilków. Do walki wraca, ostatnio nieobecny, były reprezentant Polski – Filip Rzepecki. Czy to właśnie on przełamie hegemonię Jakuba Ilewicza? Może wstępną odpowiedź poznamy już za kilka dni. Świeżo upieczony student Uniwersytetu Warszawskiego (transferowe szaleństwo trwa, ale to temat do osobnej dyskusji) o swoim come-backu mówi tak:

Nie nastawiam się na udział we wszystkich eliminacjach. Nie trenowałem w tym sezonie, więc moja dyspozycja jest wielką niewiadomą. Podejdę do tego „na świeżości”. Zastosuję chyba metodę jednego z ważnych działaczy PZN, który namawiał nas na taki system: „po co masz jechać wcześniej i trenować – ty śpisz, a forma rośnie.” – może zadziała. 24 stycznia mam egzaminy w Bratysławie (Filip tam studiuje – przyp. red.) i od ich wyniku zależy mój dalszy udział w AZS Winter Cup.

Najlepsza w zeszłym sezonie wśród pań Ania Berezik też przespała okres przygotowawczy i już nie jest tak pewna swoich możliwości. W zeszłym roku przed każdą konkurencją zapowiadała w Gadających Głowach „to ja wygram – zobaczysz”. Tym razem wypowiada się znacznie ostrożniej. Może szansy upatruje w niekonwencjonalnych metodach, bowiem od lata nie spożywa mięsa i podobno ma znacznie więcej siły.

Nie trenowałam przed sezonem i sama jestem ciekawa jak zaprezentuję się w Zawoi, szczególnie, że gigant na Mosornym Groniu jest znacznie bardziej wymagający od pozostałych w cyklu AZS Winter Cup. Konkurencja też nam chyba wzrośnie, bo słyszałam, że Agnieszka Gąsienica Gładczan planuje dołączyć do stawki. A wtedy faworytka do zwycięstwa będzie tylko jedna.

Z ciekawostek – Ania, podobnie jak jej imienniczka Fenninger z Austrii, kocha dzikie koty. Stąd też w zeszłym roku mogliśmy ją oglądać w gumie z motywem śnieżnego leoparda. Na ten sezon szykuje podobno nowy wzór, oczywiście z kocim akcentem.

Większym optymizmem tryskał zdobywca samochodu z zeszłego sezonu – Kuba Ilewicz:

Już nie mogę się doczekać. W tym sezonie otworzyłem swoją szkołę narciarską, ale nie myślcie, że tylko stoję na stoku. Sam też się trochę ruszam, a jak wiecie Michał Kałwa po zakończeniu kariery jeszcze przez długi czas był w niezłym „gazie” i lał młodszych. Zamierzam zrobić to samo, chociaż wiem, że będzie bardzo ciężko, bo rośnie konkurencja. Widziałem Tomka Pająka – myślę, że będzie w czołówce. Pojawić się ma też Piotrek Oramus – kolejny utalentowany zawodnik. Ale lubię mieć nóż na gardle – wtedy jeżdżę najlepiej. Pamiętajcie – tanio skóry nie sprzedam! Miejcie się na baczności.

Pierwsze zawody to obok finału i Akademickich Mistrzostw Polski zawsze największe wydarzenie. Odkrycie kart po wielomiesięcznych przetasowaniach nastąpi już w piątek. Rozpoczynamy z fasonem – od porządnego giganta w Zawoi. Podobnie jak w latach ubiegłych będę miał przyjemność relacjonować dla Was wszystko to, co najważniejsze w AZS Winter Cup. A to, że będzie się działo, jest bardziej niż pewne! Do zobaczenia.