tre cime

Ledwo złapaliśmy oddech po zmaganiach na Stożku, a już w kalendarzu pojawiła się data 22 stycznia, czyli AZS Wintercup w Kluszkowcach. Karuzela kręci się dalej. Tym razem liczba zgłoszeń nie przekroczyła setki (56 mężczyzn i 32 kobiety), dzięki czemu zawody mogły bez przeszkód odbyć się zgodnie z planem. W przeciwieństwie do bardzo licznie obsadzonych eliminacji w Wiśle, nie było konieczności rezygnowania z drugich przejazdów, aby zmieścić się w czasie. Na liście startowej zabrakło drugi raz z rzędu zeszłorocznego zwycięzcy AZS Wintercup Wojtka Szczepanika, który skoncentrował się na zawodach FIS w St. Lambrecht. W tej sytuacji głównymi kandydatami do walki o podium wydawali się Mateusz Habrat, Maciek Kominko, Łukasz Kotuchna oraz lider tegorocznej edycji AZS Wintercup – Adam Wójtowicz. Po absencji w zeszłym tygodniu powróciła Karolina Klimek, a to oznaczało, że aby marzyć o zwycięstwie, pozostałe zawodniczki musiałyby się wspiąć na wyżyny swoich umiejętności.

Kluszkowce wszyscy studenci zapamiętają chyba jako biegun zimna. Wartym przypomnienia jest to, że rok temu, kiedy rozpoczynaliśmy rywalizację w sezonie 2008/2009, były tu rano aż 22 stopnie poniżej zera. Tym razem aż tak srogi mróz nie zaatakował, ale zimny front znad Rosji spowodował, że termometry wskazywały -12 stopni. Takie warunki, w połączeniu z wysoką wilgotnością powietrza, nie sprzyjają oczekiwaniu na start w samych „gumach”. Pozytywnie należy ocenić przygotowanie trasy, która dzięki solidnym mrozom była naprawdę bardzo twarda. Dzięki temu wylosowany numer praktycznie nie miał wpływu na osiągnięty rezultat. Lodowe warunki sprawiły, że ekipa techniczna nie modyfikowała trasy i oba przejazdy odbywały się na tym samym ustawieniu. Jeśli ktoś solidnie nie przygotował krawędzi nart, to miał spory problem.

W klasyfikacji kobiet nie było żadnych niespodzianek. Karolina Klimek zdominowała rywalizację zarówno w gigancie, jak i w slalomie, wygrywając wyraźnie wszystkie cztery przejazdy. Co ciekawe Karolinę w gigancie pokonało tylko czterech panów. Zawodniczka w rozmowie ze mną dodała, że jest średnio zadowolona ze swojej jazdy, czym jeszcze bardziej pogrążyła znakomitą większość uczestników. Na podium w gigancie obok Kali stanęły Urszula Horeczy i Zuzanna Małysa. Z wymagającym, dość ciasno ustawionym slalomem dobrze poradziła sobie Zuza (była druga), a na trzeci stopień wskoczyła Aleksandra Kania. Było naprawdę ciężko, niektóre panie ślizgały się między tyczkami, niczym na lodowisku.


Karolina Klimek – najlepsza we wszystkich przejazdach giganta i slalomu

Rywalizacja mężczyzn rozpoczęła się od mocnego uderzenia. Adam Wójtowicz zwyciężając w pierwszym przejeździe giganta zasygnalizował, że będzie walczył o zwycięstwa nawet, jeśli przyjdzie mu się ścigać z dobrze dysponowanymi zawodnikami znanymi z zawodów FIS race. Nieco podrażniona ambicja Mateusza Habrata sprawiła, że poprawił znacznie rezultat w drugim przejeździe, ale wystarczyło to tylko na zmniejszenie straty do 0,17 s. Wójt tryumfował. Trzeci po pierwszym przejeździe Maciek Kominko i czwarty Łukasz Kotuchna niestety za bardzo chcieli dogonić kolegę z Politechniki Śląskiej i nie ukończyli swoich przejazdów. Na trzecim stopniu podium stanął Maciek Głowacki. Był bardzo szczęśliwy, ponieważ stanąć na „pudle” przy obecnej stawce w AZS Wintercup to prawdziwa sztuka!


Adam Wójtowicz – I miejsce w gigancie


Mateusz Habrat – II miejsce w gigancie


Maciek Kominko na trasie pierwszego przejazdu giganta

Slalom to popis umiejętności Maćka Kominko. Patentu na Komina nie mógł znaleźć żaden z rywali. Zawodnik krakowskiego AWF zwyciężył z ogromną przewagą nad drugim Adamem Wójtowiczem (+3,39 s.) i trzecim Karolem Miśkowcem (+4,66 s.). Z drugim przejazdem nie poradzili sobie, prowadzący po pierwszym, Mateusz Habrat oraz trzeci w klasyfikacji Łukasz Kotuchna.


Maciek Kominko – zwycięzca w slalomie


Tak kończą się marzenia Mateusza Habrata o złocie w slalomie

Na koniec kilka słów o ekipie technicznej z Kluszkowców. Przygotowanie śniegowe wzorowe (ale każde inne przy obecnych warunkach pogodowych uznać by można za totalną porażkę). Duży plus za tablicę wyświetlającą nie tylko czas, ale również aktualnie zajmowaną pozycję oraz stratę do lidera (czemu to urządzenie zniknęło po gigancie?). Nieźle przebiegało puszczanie zawodników na trasę (chociaż zdarzały się dłuższe przestoje), dzięki czemu sprawnie przeprowadzono cztery przejazdy. Krecha natomiast należy się za ustawienie slalomu „jak na treningu” – bramki mieliśmy tylko na łokciach i wertikalach (sic!), pozostałe skręty wyznaczały tylko pojedyncze tyczki. Rozumiem, że prawidłowe pokonanie trasy było sprawą czysto honorową. Małą niedogodnością była awaria systemu nagłośnienia. Żenująco wyglądała natomiast ceremonia wręczania nagród. Zwycięzców oklaskiwała garstka „niedobitków”. Większość zawodników rozjechała się do domów tuż po zakończeniu rywalizacji w slalomie – szkoda. Ostatni minus dla operatorów komórkowych za beznadziejne pokrycie zasięgiem w pomieszczeniach (bar, serwis) – stacja narciarska w Kluszkowcach jest w dzisiejszych czasach ewenementem pod tym względem. Podziękowania dla panów z serwisu, którzy za 5 zł naprawili mi uszkodzonego ski-stopa.

Kolejne zawody z cyklu Akademickiego Pucharu Polski AZS Wintercup odbędą się 5 lutego na stoku Harenda w Zakopanem – zobaczymy, czy układ sił pozostanie bez zmian.

Pamiętajcie, że multiblog skifighters.pl jest dumnym partnerem medialnym tegorocznej edycji AZS Wintercup.

Kompletne wyniki z trzeciej eliminacji AZS Wintercup w Kluszkowcach w plikach PDF: kobiety, mężczyźni.