Jeszcze na dobre nie odetchnęliśmy po zawodach w Kitz i Schladming, a już nadszedł weekend i kolejne zawody APŚ tym razem w słoweńskim Mariborze (panie) i słynnym Garmisch-Partenkirchen (panowie). W programie odpowiednio gigant i slalom dla dziewcząt oraz zjazd i gigant dla panów. W cięgle zmniejszającej się w tym sezonie stawce zawodników, niełatwo jest już wskazać murowanych faworytów. W międzyczasie, na skutek wypadku podczas treningu z APŚ, na ten sezon pożegnał się Ted Ligety. Z drugiej strony władze FIS zapowiedziały, że od tej pory, najgłębsze wklęśnięcia każdej kompresji będą malowane na śniegu kolorem innym niż niebieski. Dobre i to, choć znacząco bezpieczeństwa to nie poprawi.

Ostatnio przeglądałem też statystyki FIS dotyczące wypadków podczas zawodów i proszę, dowiedziałem się, że liczba urazów na długich i mało taliowanych nartach gigantowych wzrasta z roku na rok od czasu wprowadzenia tych desek do zawodów. Dzieje się więc to, co dokładnie przewidział Ted Ligety pisząc wówczas (kiedy wyszła nowa specyfikacja), że prawdziwa tragedia wydarzy się dopiero, kiedy zawodnicy przyzwyczają się do nowego sprzętu i będą wyciskać z niego 100% możliwości. Szkoda tylko, że sam padł ofiarą majstrowania przy sprzęcie. Powtarzam jeszcze raz: problemem nie są narty same w sobie, a prędkości na nich uzyskiwane. Ustawiacze wytyczają trasy gigantów, które są coraz „płytsze” i tym samym szybsze. W zjazdach panie zaczęły dość regularnie osiągać 120 km/h, podczas kiedy jeszcze dekadę temu rzadko przekraczały stówkę. A przecież rację miał (kilka lat temu) Marc Girardelli twierdząc, że przeciętny pożeracz chipsów przed telewizorem nie zauważy nawet różnicy, kiedy zawodnicy zwolnią o powiedzmy 20 km/h w każdej z konkurencji. Dla samych zainteresowanych upadających na trasach te 20 km/h może mieć kluczowe znaczenie. Cóż, wydaje się, że co trzeba zrobić wiedzą czynni zawodnicy, byli zawodnicy, ale nie wiedzą decydenci. Ciekaw jestem, jakie decyzje pod koniec sezonu podejmie Markus Wallner odpowiedzialny za APŚ panów, gdyż tak dalej być na prawdę nie może.

Wracając do Ga-Pa. Rozgrywany tam zjazd zawiera odcinek, który jest najbardziej stromy w całym APŚ. Tym razem jednak zawodnicy nie mieli z trasą większych problemów (zdrowotnych) i to pomimo, iż rozegrano na niej tylko jeden trening. Aż trzynastu nie skończyło jednak konkurencji. Wśród nich Hannes Reichelt, który błyskawicznie wrócił na trasy po kraksie w Kitz, ale jest jeszcze chyba lekko „wstrząśnięty” wydarzeniami ostatniego tygodnia. Kiedy wszystko już wskazywało, że jadący z numerem trzecim Słoweniec Bostajam Kline sprawi totalną niespodziankę i wygra sobotnie zawody, kolejnego asa z rękawa wyciągnęli Norwegowie i ostatecznie zwyciężył Aleksander Aamodt Kilde przed Kline i Beatem Feuzem ze Szwajcarii. Wszyscy trzej wyglądali na zaskoczonych. Najbardziej chyba Feuz, który w wywiadzie dla szwajcarskiej telewizji powiedział:

Sam nie rozumiem, co się dzieje. Od zjazdu w Wengen jeździ mi się lekko i bardzo przyjemnie, a przecież moja forma fizyczna pozostawia wiele do życzenia.

Wygląda więc na to, że na nartach nie jeżdżą tylko nogi…

Dramat w królewskiej konkurencji przeżywają Austriacy. Ich mocno przerzedzona kadra nie jest w stanie nawiązać walki o czołowe lokaty i tak w Ga-Pa najszybszy z nich osiągnął dopiero czternasty czas.

Panie w Mariborze zmagały się z płaską trasą giganta oraz wiosennymi temperaturami. W tych warunkach pierwsza po dwóch przejazdach na mecie zameldowała się Viktoria Rebensburg. Wygląda na to, że Niemka problemy z dopasowaniem nowego sprzętu ma już za sobą i znowu jest bardzo szybka. Na miejscu drugim ponownie Słowenka Ana Drev, która chyba uwierzyła, że potrafi zjechać szybko. Na trzecim miejscu podium zobaczyliśmy Tinę Weirather. Tym razem do mety nie dotarły i tym samym nie poprawiły swojej sytuacji w klasyfikacji generalnej obie pretendentki do zwycięstwa na koniec sezonu, czyli Lindsey Vonn i Lara Gut.

Odnotowujemy też przedostanie miejsce pierwszego przejazdu (przed reprezentantką Finlandii) Maryny Gąsienicy-Daniel i jej stratę 7,73 s do najszybszej, czyli wszystko w normie (lekko ironizując).

W niedzielę zapowiadała się gigantyczna uczta na mega stromej trasie w Ga-Pa, ale pogoda spłatała figla i slalom gigant panów został odwołany. Panie w Mariborze rozpoczęły slalom, ale po przejechaniu 23 zawodniczek zawody przerwano. Lodowa skorupa leżąca na miękkim wiosennym „cukrze” pękła i zapadła się w kilku miejscach. Oszczędzono więc dziewczęcych kości i więzadeł. Wygląda na to, że i w FIS-ie ludzie się uczą na błędach. Trochę szkoda tych zawodów, gdyż na czele z jednakowym czasem znajdowały się Strachova i Holdener, czyli moje ulubione zawodniczki, ale zdrowie pań jest najważniejsze. Teraz w Alpach deszcz zamienia się pomału w śnieg i sezon może być jeszcze całkiem fajny.

O Autorze

Tomek Kurdziel

Redaktor naczelny, założyciel i pomysłodawca Magazynu NTN. W dzieciństwie otarł się o WKN, przez wiele lat był członkiem AKN. Po roku 1981 przez 18 lat przebywał w Norwegii i Szwajcarii. Założył i przez wiele lat prezesował UIK Alpin na Uniwersytecie w Oslo. W latach 1985-1989 startował w zawodach FIS. Na początku lat 90. startował w zawodach snowboardowych (konkurencje alpejskie). Od 1997 roku pasjonat i promotor carvingu w Europie. Członek komitetu organizacyjnego FIS Carving Cup. W chwilach wolnych komentator Eurosportu. Obecnie entuzjasta freeride'u, motocyklowego enduro i windsurfingu.

Podobne posty

  • marcel

    Prawda, majstrowanie FIS’u przy sprzęcie odbija się na zdrowiu zawodników. Ciekawe ile jeszcze potrzeba i czy jest szansa aby powrócono do dawnych taliowań rzędu R25 lub może i nawet R21. Płynność jazdy na krawędziach była owiele ciekawsza do oglądania niż ześlizgi boczne i szuranie…

  • Franek

    Lekko ironizując: pochwal sie swoimi osiągnięciami sportowymi!!!!!! Panie redaktorze.

    • Kaziu

      Lekko ironizując, to wszyscy czekamy na jakiś sukces w narciarstwie alpejskim od lat !!! Naprawdę to żenujące że nie mamy kogoś choćby w 30 PS. I tu nie ma się co obrażać i przytyki pisać do redaktora. Zakładam że wszyscy chcemy dobrze a wychodzi na razie „jak zwykle”. Tylko inicjatywy takie jak Tauron Bachleda Ski moga teraz coś zmienić…

      • Franek

        Widzę ze pan ogarnia temat ;) skoro pan myśli ze TBS coś zmienić w polskim narciarstwie!!!!! Hahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahah…hahahahahahahahahaha!!!!!!!

        • Kaziu

          Lepiej coś niż nic. Skąd się maja brać młodzicy? TBS nie wylapuje i pomaga talentom przynajmniej finansując dodatkowe zgrupowania na lodowcach?