Po dziewięciu latach AZS Winter Cup wrócił na Kasprowy Wierch. W ostatnich eliminacjach Akademickiego Pucharu Polski w gigancie zwyciężyli Iwona Kohut (AWF Katowice) i Jakub Zastawny (Politechnika Warszawska), a w slalomie najlepsi byli Dorota Kaczmarek (ALK Warszawa) i Przemysław Gałuszka (AWF Katowice).

ZOBACZ GALERIĘ ZDJĘĆ Z 4. ELIMINACJI AZS WINTER CUP 2016/2017 NA KASPROWYM WIERCHU

„Święta góra” ostatni raz była areną akademickich zmagań nieco ponad dziewięć lat temu. 21 grudnia 2007 roku odbyły się tu eliminacje inaugurujące sezon. Właśnie wtedy uruchomiono nową kolej linową na Kasprowy Wierch i to studenci mogli być jednymi z pierwszych, którzy z niej skorzystali. Raz jeszcze – w sezonie 2010/2011 – podjęto próbę rozegrania finału na stoku Hali Gąsienicowej, ale ze względu na silny wiatr, zawody przeniesiono w trybie awaryjnym na Harendę.

Tym razem nic nie mogło zmącić planu zorganizowania ostatnich eliminacji AZS Winter Cup na Kasprowym Wierchu. Zawodników przywitała piękna pogoda oraz wspaniałe widoki na potężne tatrzańskie szczyty. Niestety, ze względu na niewystarczającą pokrywę śnieżną (chociaż słyszałem też tłumaczenie, że przewód do pomiaru czasu zamontowany jest na stałe do tego miejsca), start giganta znajdował się dokładnie w punkcie, gdzie kończy się najciekawszy fragment trasy. Stroma część stoku nie została wykorzystana i w rezultacie, po przejechaniu dwóch pierwszych bramek, wielu zawodników pokonywało gigant z kijami pod pachami. Jedyną trudnością okazał się trzeci skręt przed metą, gdzie na uciekającym pod prawą nogą terenie, trzeba było wykonać ciasny skręt, by zmieścić się w kolejną bramkę. W rezultacie, na teoretycznie najbardziej wymagającej górze, zawodnicy mierzyli się z najłatwiejszym gigantem w sezonie.

To taki Złoty Groń, tylko trochę dłuższy.

– mówił przed startem Maciej Żabski (PŚl Gliwice), który… zdołał dojechać zaledwie do piątej bramki. Inni radzili sobie jednak znacznie lepiej. Na start zdecydowały się zaledwie 23 kobiety i 36 mężczyzn – to pokłosie ferii warszawskich, w czasie których wielu studentów pracuje w roli instruktorów. Brak kilku faworytów był okazją do osiągnięcia najlepszych wyników w sezonie dla zawodników plasujących się na ogół w dolnych rejonach tabeli.

Rozpoczęły tradycyjnie panie. Największe szanse na medale miały Iwona Kohut, Karolina Klimek (ALK Warszawa) i Aleksandra Malinowska (Uniwersytet Jagielloński). Pokonanie niewymagającego giganta nie sprawiło faworytkom problemów, więc obyło się bez niespodzianek. Po raz pierwszy w sezonie po złoto w tej konkurencji sięgnęła Iwona Kohut. Karolina Klimek potrzebowała 0,99 sek. więcej, by pokonać trasę i sięgnęła po srebro. Brąz dla Oli Malinowskiej, która miała chyba jeszcze posmarowane narty na kazaski śnieg i straciła do zwyciężczyni 1,33 sek. Czwarta na mecie Magdalena Niewiadoma (UEK Kraków) dojechała ze stratą ponad trzech sekund, więc czołówka „odskoczyła” pozostałym zawodniczkom.

U panów różnice były znacznie mniejsze – w sekundzie zmieściło się sześciu alpejczyków. Faworytem był na pewno Antoni Szczepanik (SGH Warszawa), który został pokonany w gigancie dopiero podczas trzecich eliminacji w Kluszkowcach. To nie był jednak szczęśliwy dzień dla reprezentanta Szkoły Głównej Handlowej.

Nie przejechałem idealnie, a powinienem. Na takiej prostej trasie, takie detale mają ogromne znaczenie.

– powiedział Antoni po obejrzeniu wyników. Okazję na pierwsze gigantowe zwycięstwo w sezonie wykorzystał Jakub Zastawny. Jak sam przyznał, niemal całą długość trasy pokonał w pozycji „na jajo”. To musiały być naprawdę bezbłędne przejazdy, bo Kuba należy raczej do lżejszych zawodników. A przecież na płaskich odcinkach teoretycznie lepiej powinni sobie radzić bardziej atletycznie zbudowani rywale. Drugie miejsce ze stratą 0,09 sek. zajął Paweł Jaksina (AGH Kraków). Był to trzeci z rzędu srebrny medal zdobyty w gigancie. „Wiecznie drugi” – ten wynik skomentował tata Pawła, porównując syna do Adama Miauczyńskiego z filmu „Nic śmiesznego”. Małą niespodziankę sprawił Michał Makowski (Uniwersytet Wrocławski), który solidną jazdą (+0,27 sek.) zapracował na pierwsze podium w tym sezonie.

Piękny poranek na Kasprowym Wierchu.

Jakub Zastawny jedzie po złoty medal w gigancie.

Zawodniczki wymieniają się wrażeniami na mecie giganta.

Krzysztof Nagórzański był jednym z wielu, którzy mieli problemy na jednej z końcowych bramek.

Radość Iwony Kohut na mecie giganta, po zdobyciu pierwszego w tym sezonie złotego medalu w tej konkurencji.

Karolina Kempa gratuluje Jakubowi Zastawnemu zwycięstwa w gigancie.

Rywalizację w slalomie poprzedziła wyjątkowo długa inspekcja trasy. W trakcie oglądania okazało się, że ustawiacz „przedobrzył” i niezbędna była zmiana ustawienia tyczek. Udało się w końcu zbudować trasę możliwą do przejechania i z piętnastominutowym opóźnieniem Iwona Kohut rozpoczęła rywalizację w drugiej konkurencji. Slalom, mimo dość łagodnie nachylonego stoku, nie należał do najłatwiejszych. Wszystko przez małe odległości między bramkami.

Nie zazdroszczę tym, którzy nie potrafią mocno dociskać i szybko wychodzić ze skrętu. To będzie dla nich męka.

– powiedziała po pokonaniu pierwszego przejazdu Karolina Klimek. W podobnym tonie wypowiadała się Agata Popieluch (Politechnika Wrocławska):

Widziałam podczas oglądania, że będzie ciasno, ale nie sądziłam, że aż tak!

Drugie ustawienie pozwalało na bardziej płynną, szybszą i brawurową jazdę. Okazało się jednak zgubne dla trzech pretendentek do medali – Oli Malinowskiej, Iwony Kohut i Magdy Niewiadomej, które właśnie po przerwie wypadły z trasy. Z płynnym pokonaniem obu przejazdów najmniejszych problemów nie miała Dorota Sierpińska, która aż o 1,29 sek. pokonała drugą na mecie Karolinę Klimek. Taktycznie do sprawy podeszła Agata Popieluch, która mimo straty 5,94 sek. do liderki, wywalczyła brązowy medal. U panów różnice nie były aż tak duże, ale strata 12,30 sek. do zwycięzcy piętnastego w tabeli wyników Jana Wawaka (Uniwersytet Śląski) pokazuje, jak wielu świetnych zawodników zabrakło na starcie podczas ostatnich eliminacji AZS Winter Cup. Za porażkę w gigancie próbował się zrewanżować Antoni Szczepanik. Prowadzenie po pierwszym przejeździe dawało duże szanse powodzenia tej misji. Jednak brawurowa, szalona jazda Przemka Gałuszki w drugim starciu pozwoliła cieszyć się Antkowi tylko ze srebra (+0,62 sek.). Na trzecie miejsce ze stratą 1,38 sek. „wjechał” Piotr Oramus (UEK Kraków). Taki obrót sytuacji sprawił, że na podium slalomowym u panów nie powtórzył się nikt, kto zdobył medal w gigancie.

W klasyfikacji drużynowej, po wpadce przed trzema tygodniami, ponownie zwyciężyły dziewczęta z ALK Warszawa. Drugie miejsce zajęły reprezentantki AWF Katowice. Puchar za trzecią lokatę otrzymały zawodniczki Politechniki Gdańskiej, które pokazały, że można powalczyć w drużynówce nawet bez zajmowania czołowych miejsc. Wśród panów poza zasięgiem okazali się reprezentanci AGH Kraków. Za nimi uplasowali się alpejczycy z SGH Warszawa oraz Politechniki Śląskiej z Gliwic.

Grupowe oczekiwanie na inspekcję trasy pierwszego przejazdu slalomu.

Ludwik Sierpiński tuż przed startem pierwszego przejazdu slalomu.

Początki końca nieudanego przejazdu slalomu w wykonaniu Iwony Kohut.

Andrzej Burzyński pociesza zawodniczki po wypadnięciu z trasy.

Dorota Sierpińska nie dała żadnych szans rywalkom na zbliżenie się do jej rezultatu.

Witold Łaszek w oczekuje w bramce startowej na sygnał do startu.

Długo wyczekiwane zawody na Kasprowym Wierchu przeszły do historii. Otwartym pytaniem pozostaje, czy warto się porywać na organizowanie AZS Winter Cup właśnie tam. Dla wielbicieli „świętej góry” to kultowe miejsce. Łączą z nią wspaniałe historie i wspomnienia. Dla reszty to po prostu stok jak każdy inny, tylko z ładniejszymi widokami. Ale z trudnym dojazdem, brakiem systemu sztucznego naśnieżania, ograniczeniami prawnymi wpływającymi na słabą oprawę i brak nagłośnienia. W mojej ocenie były to najmniej emocjonujące zawody w tym sezonie. Przede wszystkim przez płaską, nudną trasę. Od lat jestem orędownikiem zwiększenia liczby stoków, na których zdobywa się punkty w Akademickim Pucharze Polski. Nigdy jednak nie lubiłem ścigać się na Kasprowym Wierchu. Owszem, chętnie poszedłbym tam na wiosenną wycieczkę na ski-turach, ale wolałbym żeby eksploracja ośrodków używanych do rozgrywania AZS Winter Cup odbywała się w innych kierunkach. Wszystko na to wskazuje, bowiem Dariusz Piekut z AZS Warszawa stwierdził na koniec dnia:

Chyba na jakiś czas wyleczyliśmy się z Kasprowego.

Jakie jest Wasze zdanie w tej kwestii? Dajcie proszę znać w komentarzach pod tym artykułem.

ZOBACZ GALERIĘ ZDJĘĆ Z 4. ELIMINACJI AZS WINTER CUP 2016/2017 NA KASPROWYM WIERCHU

I jeszcze ciekawostka na koniec. Na starcie zawodów pojawił się tylko jeden zawodnik, który ścigał się w tym miejscu 21 grudnia 2007 roku. Ludwik Sierpiński (ALK Warszawa) dziewięć lat temu dwukrotnie stanął na podium, zdobywając srebro w gigancie i brąz w slalomie. Reprezentant Akademii Leona Koźmińskiego wciąż jest w świetnej formie, bo we wczorajszych zmaganiach zajął bardzo przyzwoite 7. miejsce w slalomie.

Przed nami już tylko wielki finał. W najbliższą niedzielę rozstrzygną się losy klasyfikacji generalnej i poznamy najlepszych akademickich zawodników sezonu 2016/2017. Zapraszamy na Harendę!

WYNIKI KOBIET – 4. ELIMINACJE AZS WINTER CUP 2016/2017 – KASPROWY WIERCH
WYNIKI MĘŻCZYZN – 4. ELIMINACJE AZS WINTER CUP 2016/2017 – KASPROWY WIERCH

  • Paw

    Jest tyle ciekawszych miejsc do organizacji takich zawodów: Szczawnica (trasa FIS), Jaworzyna Krynicka (Trasa V), Szczyrk (FIS), Czarna Góra – Sienna (Trasa A).

    Nie rozumiem dalej wałkowania zawodów np. w Kluszkowcach po 2-3 razy w jednym cyklu…