gruzja

Tomasz Kurdziel

Następny do raju…

Tytuł książki Marka Hłaski przyszedł mi na myśl, kiedy na drodze z Cross Pass, gdzie znowu byliśmy, spotkaliśmy wielkie ciężarówki mozolnie pnące się serpentynami. Cholernie to niebezpieczna praca – szczególnie

Tomasz Kurdziel

Porcja gruzińskich zdjęć

Tomek Kurdziel relacjonuje z Gruzji freeride’owy wypad grupy przyjaciół. Poszczególne relacje coraz bardziej zachęcają do wyjazdu na off-piste w Kaukaz… W oczekiwaniu na kolejne teksty prezentujemy kolejną dawkę zdjęć przysłaną przez redaktora

Tomasz Kurdziel

Zjazdy Czarownika Waka-Waka

Cokolwiek bym nie napisał i tak nie odda to nawet w najmniejszym stopniu naszych dzisiejszych doznań w górach Kaukazu. Wielki Czarownik Waka-Waka zafundował nam dwa gigantyczne zjazdy. Z samej góry wyciągu numer 4 (3300 m

Tomasz Kurdziel

Ratrak Gieroj!

To był prawdziwy „big day”. Dziś był dzień, kiedy po raz pierwszy wspomnienia z Alaski nieco przybladły. Zaczęło się słabo od rozgrzewkowego zjazdu w cholernej szreni, a potem… Potem mieliśmy umówione

Tomasz Kurdziel

Hau, hau, hau…

Siedzę sobie spokojnie pod stołem i odszczekuję każdą złą rzecz jaką powiedziałem lub napisałem dotąd na temat Gudauri. Dzisiejszy dzień zrekompensował wszystko: popychanie samochodu pod górę na odcinku trzech kilometrów,

Tomasz Kurdziel

Armagedon

Śnieg, zawierucha, mróz i mgła. Chłopaki idą na narty – jak dobrze, że to nie ja! Ta parafraza znanego żarciku oddaje dzisiejszą sytuację. Moim zdaniem nie dało się wyjść. Opad śniegu i całkowity

Tomasz Kurdziel

Ciągle pada…

Tym razem przypomniały mi się Czerwone Gitary (taki zespół był). W ciągu dwóch dób spadło około 80 cm śniegu i nie przestaje. Dziś uprawialiśmy narciarstwo przytrasowe w głębokim śniegu, gdyż z powodu braku

Dariusz Urbanowicz

Gruzińskie Aspen

Wczoraj, za jedyne 170 lari mogliśmy sobie wepchnąć naszą taksówkę pod górę do ośrodka. Nasz dzielny kierowca nie zabrał łańcuchów… Teraz już drugi dzień jesteśmy w Gudauri. Dziś po raz pierwszy jeździliśmy

Tomasz Kurdziel

Tbilisi też piękne miasto…

Tytuł tego wpisu to puenta jednego z dowcipów o radiu Erewań. Starsi może pamiętają, młodsi niech spytają starszych. W każdym razie wylądowaliśmy w Gruzji. Tbilisi o 6.00 rano podziwiane z okien naładowanego nartami i „szpejem”