Wchodząc w kolejny sezon – jak zwykle – prezentuję Wam moją całkowicie subiektywną dziesiątkę par desek (oraz mały bonus), które podczas Niezależnego Testu Narciarskiego oraz innych okazji do sprawdzania zrobiły na mnie największe wrażenie.
Istotne jest podkreślenie słowa „subiektywną”. Każdy z nas ma swoje preferencje co do stoku, warunków, sposobu jazdy, czyli promienia wykonywanych najczęściej skrętów oraz procentowego stosunku czystej jazdy na krawędziach do jazdy „szuranej”. Muszę przyznać, że w miarę upływu lat sposób, w jaki jeżdżę, podlega ewolucji. Kiedyś uwielbiałem skręty na krawędziach o krótkich i średnich promieniach. Stąd naturalnym wyborem były funcarvery i nowoczesne deski slalomowe. Obecnie jeżdżę raczej skrętami średnimi i długimi, wychodząc z założenia, że na danym odcinku, wykonując mniej skrętów, szybciej dojadę do ulubionego podwójnego espresso. Sądzę, że nadal jeżdżę nowocześnie i całkiem dynamicznie. Nie spadła też moja średnia prędkość przejazdów – no, może jedynie przy gorszej widoczności, kiedy to stałem się po prostu bardziej ostrożny. Lubię jeździć poza trasami, ale tylko wtedy, kiedy warunki i widoczność są dobre. Podczas samego Niezależnego Testu Narciarskiego (oraz cały tydzień później) miałem, zupełnie niespodziewanie, „czas konia”. Jeździłem tak dobrze, skutecznie i dynamicznie, jak przynajmniej 15 lat temu. Mam nadzieję, że nie był to tak zwany „łabędzi śpiew” i jeszcze przez kilka następnych sezonów będę mógł Was raczyć opiniami o Moich Ulubionych.
Miejsce 1.
Blizzard Firebird HRC 175 cm
To nie przypadek, że deski te – po raz drugi na przestrzeni trzech sezonów – znalazły się na liście Moich Ulubionych. Tym razem na miejscu pierwszym. Dwa sezony temu minimalnie przegrały z modelem Multigara od firmy Nordica. Wtedy jednak testowałem egzemplarz wyposażony w ciężki i sztywny, wymagający wielkiej siły zestaw wyścigowych płyt i wiązań. Rok temu Firebird HRC przyjechał na nasze testy z zamontowaną płytą FDT (jeszcze z tworzywa), która moim zdaniem minimalnie obniżyła skuteczność tych desek na lodzie. Tym razem, podczas naszych ostatnich testów, wszystko się zgadzało. Od sezonu 2025/2026 na sportowych nartach Blizzarda montowane są nowe, wykonane z aluminium płyty FDT Race Plate Pro B. Co więcej, ich połączenie z wiązaniami nie ma luzów, a to wspaniale podnosi precyzję prowadzenia. Taka kombinacja jest moim zdaniem optymalna: można jeździć bardzo precyzyjnie i nie trzeba się zbytnio siłować. Blizzard Firebird HRC to narty, które najchętniej i najskuteczniej sprawują się w łukach o średnich promieniach prowadzonych na krawędziach. Chętnie, ale – broń Boże – nerwowo inicjują łuki i bardzo stabilnie je prowadzą. Nigdy, nawet w warunkach bardzo twardej trasy, nie wibrują i dzięki temu fantastycznie trzymają. Rozkład flexu jest absolutnie optymalny. Z jednej strony narty te bardzo harmonijnie, wręcz jedwabiście i nawet komfortowo prowadzą skręty, a z drugiej posiadają fajną dynamikę. Dobrze dociśnięte fantastycznie oddają energię na końcu każdego skrętu, przerzucając w następny. Dzięki temu oraz stosunkowo wąskiej talii, również przejście z krawędzi na krawędź odbywa się błyskawicznie. Ich stabilność jest na tyle duża, że znakomicie znoszą jazdę łukami o dużych promieniach i sporej prędkości. Mocno dociskane poprzez przody radzą sobie w skrętach ciętych o stosunkowo małych promieniach (biorąc pod uwagę długość tych nart), niemniej wymaga to sporego zaangażowania. W skrętach z ześlizgami są przewidywalne, łatwe i zarazem dynamiczne. Czegóż chcieć więcej? Ano może tego, że podczas jazdy dają niesamowitą radość, nieschodzącego z ust „banana” – i właśnie dlatego znalazły się na szczycie mojej listy. Bardzo udany model dla dobrych i bardzo dobrych technicznie narciarzy do jazdy przez cały dzień po dobrze przygotowanych, najlepiej twardych stokach.
Miejsce 2.
Salomon S/Race GS PRO 182 cm
Ten model nart firmy Salomon jest już na rynku od dłuższego czasu i mam nadzieję, że jeszcze kilka sezonów pozostanie w kolekcji. Nigdy nie miałem szczęścia do tych nart… W latach poprzednich przedstawiciele firmy Salomon wystawiali S/Race GS PRO do boju w grupie gigant w długości 175 cm. To duży błąd, gdyż akurat te brylują wśród sportowych hybryd, stanowiąc tam wzorzec niczym żywcem wzięty ze Sèvres pod Paryżem. Do rzeczy: te, które mnie urzekły, mają 182 cm długości, bardzo wąską talię (65 mm), jedynie 17 metrów promienia skrętu oraz sportową konstrukcję „sandwich” z dwiema warstwami aluminium po obu stronach pełnego, jesionowego rdzenia. Teoretycznie takie rozwiązanie nie powinno dobrze działać. Szerokie na 116 mm dzioby, a co za tym idzie mały promień przy długości 182 cm, sugerują, że narty będą nas bardzo szybko (zbyt szybko) „zabierać” w skręty, a harmonijna jazda ze zmianami rytmu będzie trudna do osiągnięcia. Nic bardziej mylnego! S/Race GS PRO 182 cm to sportowe maszyny przeznaczone do wykonywania łuków na krawędziach o dużych i średnich promieniach, w których są szalenie harmonijne. Bez względu na długość promienia łuków i szybkość, jazda na nich jest niesamowicie pewna. Fenomenalnie trzymają, dając genialne oparcie umożliwiające dalekie (i bezpieczne) odsyłanie nóg w skrętach. Nie wibrują, nie klepią, nie telepią. Bardzo szybko i dynamicznie przechodzą z łuku w łuk. O tak! Przyjemny kop na końcu każdego skrętu sprawia, że czujesz się trochę jak czołowy gigancista. Zmiany rytmu w zakresie skrętów o długich i średnich promieniach są bardzo łatwe. Fenomenalnie trzymają, a to sprawia, że chcesz przekraczać swoje granice i uczyć się czegoś nowego. Nie czuć na nich prędkości, więc czasami łapiesz się na jeździe o wiele szybszej niż na innych nartach z tej grupy. Czy mają więc jakieś wady? A i owszem! W końcu są to gigantki o długości 182 centymetrów i tym samym ich poręczność, szczególnie w odsypach, muldach, wąskich przejazdach, jest ograniczona. Są też dość sztywne, a to także nie pomaga w zwinności. Dodatkowo trzeba na nich jeździć bardzo aktywnie. Dla mnie jest to zaletą, ale dla ludzi poszukujących jednej, komfortowej pary – na pewno nie. Niemniej są to wspaniałe gigantki dla ekspertów, którzy lubią i potrafią „grzać” na pełnej prędkości skrętami ciętymi o długich i średnich promieniach po dobrze przygotowanych lub nawet zlodzonych trasach. Idealne do amatorskich treningów lub zawodów pomiędzy gigantowymi bramkami.
Miejsce 3.
Atomic Redster X9 RS Revoshock S 174 cm
Na miejscu trzecim prawdziwa nowość. Jak zapewne wiecie, firma Atomic obchodzi w tym sezonie 70-lecie swojego istnienia. Z tego powodu linia Redster została całkowicie odnowiona, zyskując dużą przychylność naszych testerów. Jak dobrze wiecie, nigdy nie byłem wielkim fanem poprzedniego wcielenia modelu Redster X9. O nie, nie zrozumcie mnie źle. Nigdy nie były złe, ale ja twierdziłem, że ich tylne części były zbyt sztywne. Dawałem temu wyraz zarówno w testach, jak i filmach na naszym kanale YouTube. Teraz sytuacja wygląda zgoła inaczej. Redstery X9 otrzymały minimalnie zmienioną geometrię, nową budowę oraz nowe płyty pod wiązaniami zarówno w wersji „S”, jak i „RS”. Podczas testów kolekcji Atomica we Flachau, po zaledwie dwóch krótkich przejazdach, bardziej podobała mi się wersja „S”, gdyż jest mniej wymagająca. Na Niezależnym Teście Narciarskim całkowicie zmieniłem zdanie. Wersja Atomiców Redster X9 RS wyposażona jest w sportowe wiązania i płyty najnowszej generacji. Te płyty o nazwie Icon to istne cudo techniki. Dzięki nim wszystkie sportowe modele Atomiców (i Salomonów) w nie wyposażone szybciej i bardziej precyzyjnie inicjują skręty. Dzieje się tak, gdyż przednie części płyt są wyższe niż tylne. Nawet minimalny nacisk na przody zakrawędziowanych nart ma efekt w postaci szybszej inicjacji. Jednak uwaga! Taką precyzję docenią jedynie narciarze o bardzo dobrej technice. Pozostałym, którzy ewentualnie kupią sobie takie deski „na wyrost”, ta sama precyzja i mniejsza zdolność do wybaczania błędów w sztuce będzie raczej przeszkadzać. Najnowsza wersja Redsterów X9 RS to – moim zdaniem – deski o wiele bardziej harmonijne niż ich poprzednie wcielenia. Przy okazji nie straciły nic ze swojej dynamiki, pewności w łukach i szybkości przejść z krawędzi na krawędź (są bardzo wąskie). Redster X9 RS to idealne deski dla wszystkich entuzjastów semi-sportowej jazdy po bardzo dobrze przygotowanych stokach. O ile warunki nie będą się psuć, można na nich bawić się przez cały urlop każdego dnia. Najlepiej odnajdują się w łukach o średnich promieniach, ale dzięki stabilności można na nich jeździć bardzo szybko także dłuższymi. Jak to już w przypadku sportowych hybryd bywa, potrafią jeździć skrętami o mniejszych promieniach, ale wymaga to użycia trochę większej siły. Niemniej akurat Atomiki można przekonać do krótszych skrętów trochę łatwiej niż podobne narty innych firm. Wyposażono je w nową technologię „Carbon Boost”, czyli wykonane z włókien węglowych i epoksydu wstawki, które znajdują się częściowo pod wiązaniami, a także za tylnymi bezpiecznikami. Najbardziej zadziwiające jest jednak to, że te węglowe wstawki nie powodują zbytniego usztywnienia tylnych części desek. Wręcz przeciwnie – tyły nowych Atomiców X9 RS są bardziej elastyczne i jednocześnie oddają więcej energii w ostatniej fazie skrętów. Doprawdy bardzo udana (kolejna) odsłona tych kultowych już nart.
Miejsce 4.
Blossom Skis Numero uno XC 170 cm
Jak ja tęsknię za funcarverami… Tymi prawdziwymi, to znaczy o długości około 170 cm i wspaniałej dynamice oraz mocnym taliowaniu. Na szczęście od czasu do czasu na rynku pojawiają się modele, które swoimi właściwościami przypominają tę legendarną grupę nart, która zapewne na zawsze odmieniła oblicze narciarstwa alpejskiego. Do nich należą przedstawione tutaj Blossomy Nº 1 XC. Deski te produkowane są przy użyciu tej samej formy (posiadają identyczną geometrię) co Dynamiki VR i VR Evolution, zbudowane są jednak trochę inaczej (inny jest rdzeń i grubość warstw aluminium). W swej charakterystyce leżą gdzieś pomiędzy wyżej wymienionymi modelami, czyli są nieco mniej wymagające od bardzo sportowych Dynamiców VR Evolution, oferując więcej dynamiki niż model VR. Ta charakterystyka Blossomów jest bardzo przyjemna. Moim zdaniem pierwszą zauważalną cechą tych nart jest ich bardzo wielka harmonia w przebiegu łuków ciętych, a to daje niesamowitą wręcz pewność i chęć do szukania limitów w dalekim odsyłaniu nóg w skrętach. Pomaga w tym także bardzo dobre trzymanie na twardym podłożu. Dynamika na końcu każdego ze skrętów jest bardzo dobra, zdecydowana, ale nie przesadzona. Tym samym deski posyłają Cię w następny łuk z wyczuwalnym, ale nie dominującym „kopem”. To miłe uczucie. Najchętniej jeżdżą łukami ciętymi o średnich i raczej krótkich promieniach. Wcale też nie potrzebują bardzo dużej prędkości do osiągnięcia satysfakcji w carvingowych skrętach, niemniej bardzo dobrze zachowują się, kiedy się je solidnie rozpędzi. Blossom Nº 1 XC to świetny model dla wszystkich tych, którzy cenią sobie cyzelowanie łuków na krawędziach przy średnich i większych prędkościach, a poprzez docisk bez problemu można regulować ich promień. Najlepiej sprawują się na twardych, dobrze przygotowanych trasach. Narty dla wszystkich, którzy marzą o tym, aby zostać ekspertami narciarstwa i jeździć w sposób nowoczesny. Bardzo udana konstrukcja, w każdym skręcie powodująca stały uśmiech na twarzy.
Miejsce 5.
Völkl Peregrine 72 Master 173 cm
Peregrine to imię sokoła wędrownego, ptaka, który w locie nurkowym osiąga prędkość powyżej 300 km/h. To fajne! Tak samo fajne są deski umieszczone przeze mnie na miejscu piątym. Pomimo dopisku „Master”, sugerującego sportowe przeznaczenie, są to po prostu fantastyczne deski allround i jedynie ich sportowa płyta pod wiązaniami sugeruje, że stworzone zostały do czegoś więcej niż spokojnej jazdy. Dzięki bardzo dobrej konstrukcji sandwich z dwiema warstwami aluminium po obu stronach drewnianego rdzenia, narty te doskonale trzymają na twardym, w czym oczywiście pomaga także wspomniana sportowa płyta i wiązania. Peregrine 72 Master to deski bardzo uniwersalne. Można na nich skutecznie jeździć skrętami ciętymi o różnych promieniach łuków. Można także, na przykład na bardzo stromych trasach, pewnie poruszać się śladem ślizgowym. Ze względu na bardzo niskie, ale całkiem długie rockery w części dziobowej i w okolicach piętek, wykonywanie nawet bardzo ciasnych skrętów śladem ślizgowym nie stanowi najmniejszego problemu. Te same rockery opóźniają jednak minimalnie inicjację łuków ciętych, co jest oczywiste. Nie przeszkadza to jednak jeździć na nich bardzo harmonijnymi łukami carvingowymi o średnich i nawet dłuższych promieniach. Moim zdaniem model ten to jedne z najlepszych nart dla wszystkich tych, którzy chcą mieć jedne jedyne deski skuteczne na dobrze przygotowanych trasach do jazdy przez cały dzień skrętami o różnych promieniach – także w trochę gorszych warunkach. Polecałbym je również instruktorom, gdyż są niezwykle wszechstronne. Fajne, udane deski o bardzo dobrej konstrukcji.
Miejsce 6.
Forszty Stela Sport Ti 175 cm
Made in Poland. Dla mnie to ważne, szczególnie że historycznie rzecz ujmując mieliśmy w Polsce kilka bardzo udanych konstrukcji nart. Ot, choćby fantastyczne Lotusy, które były towarem eksportowym w latach siedemdziesiątych. Trochę później pojawiły się Polsporty Alu 3150 – deski z komórki sportowej fabryki w Szaflarach, które wydawały mi się lepsze od użytkowanych równolegle sportowych nart szacownej zagranicznej firmy. Były też Jantary, na których niestety nigdy nie miałem okazji jeździć. Forszty to deski pochodzące z manufaktury założonej przez Olka Partykę w Wiśle. Twórca, czyli inżynier i artysta w jednym, dokłada wszelkich starań, aby jego konstrukcje wyróżniały się na tle innych zarówno niepowtarzalnym wzornictwem, jak i osiągami na śniegu. Prezentowany model należy do tak lubianej przeze mnie grupy nart hybrydowych, lub – jak kto woli – crossturnowych (trudne słowo), czyli tych łączących w sobie zalety slalomek i gigantek. Jak większość nart z tej grupy, także i Stela Sport Ti najchętniej jeżdżą łukami ciętymi o średnich promieniach. Nie straszne im jednak większe prędkości i łuki dłuższe, gdyż są bardzo dobrze wytłumione (warstwy aluminium użyte do ich produkcji są całkiem grube). Deski posiadają ścianki boczne wykonane z drewna, a nie z fenolu czy też ABS-u. To nadaje nartom bardzo – można powiedzieć – jedwabisty charakter. W końcowym efekcie mamy więc bardzo sportowe, dynamiczne, szybko reagujące i jednocześnie harmonijne oraz przyjazne deski. Zaiste niezwykła kombinacja. Są smukłe, więc szybko przechodzą z krawędzi na krawędź i dają się bardzo dobrze kontrolować. Super trzymają na twardym. Dodatkowo są bardzo pięknie wykonane i chciałbym je mieć.
Miejsce 7.
Head Worldcup Rebels e-Race Pro 170 cm
Podobnie jak wiele innych modeli w tym zestawieniu, także te są już z nami na rynku od kilku sezonów. To dobrze, gdyż udanych konstrukcji zmieniać nie należy. Na wszystkie nasze testy narty Head e-Race Pro dostarczane były w długości 175 cm, co dla mnie – co tu dużo ukrywać – starszego pana – stanowiło pewne wyzwanie. Choć narty podobały mi się bardzo, to jednak uważałem, że wymagają ode mnie zbyt dużo wysiłku do jazdy przez cały dzień. W ostatnim sezonie kilkukrotnie miałem okazję pojeździć przez cały dzień na tych samych nartach, ale w długości 170 cm. Za każdym razem warunki były świetne, a stok mocno zmrożony i dobrze ubity. Powiem Wam, że zakochałem się w tym modelu… Pomimo długości mniejszej o 5 cm – i co za tym idzie minimalnej utraty stabilności przy większych prędkościach – narty działały fantastycznie. Przede wszystkim zachwyca ich trzymanie na twardym i tym samym pewność oparcia na zmrożonym stoku podczas wykonywania łuków ciętych. Nogi można odesłać bardzo daleko i całkiem łatwo osiągnąć zejście na biodro, a to cieszy każdego narciarza. Pięć centymetrów mniej oznacza także większą poręczność pomiędzy garbami, odsypami czy w wąskich miejscach na trasach. Wtedy wymagana jest technika „szurana”, a i w niej – dzięki umiarkowanemu taliowaniu – e-Race Pro radzą sobie znakomicie. Gdybym miał wybrać deski do jazdy w muldach, byłyby jednym z najlepszych wyborów. Solidna sportowa płyta i wiązania poprawiają – i tak już bardzo dobre – trzymanie na twardym, a nawet lodzie. Niewiele znam nart sklepowych o tak doskonałym i pewnym trzymaniu w twardych warunkach. Trochę się powtarzam, ale trzymanie naprawdę robi wrażenie. Skoro są takie super, to czemu znalazły się na siódmym miejscu? Sprawa jest prosta: ta konstrukcja Heada jest już z nami na rynku od trzech sezonów, więc trudno mówić o jakiejkolwiek nowości, a narty podobały mi się (nawet bardzo) także w długości 175 cm. Zamierzam jeździć na nich jeszcze przez kilka sezonów.
Miejsce 8.
Dynamic VR 176 cm
W roku ubiegłym na pierwszym miejscu listy moich ulubionych znalazły się wyjątkowe narty: Dynamiki VR Evolution. Jak jeździły, możecie przeczytać w pierwszym numerze z roku 2024, ale zapewniam, że są wspaniałe. Przedstawiane tutaj deski dzielą z modelem VR Evolution geometrię, ale są inaczej – czyli nieco łagodniej – zbudowane. Lżejszy jest drewniany rdzeń, cieńsze są warstwy aluminium, które go okalają. W ten sposób z fenomenalnych desek semi-sportowych stworzono doskonałe narty allround, z których zadowoleni będą nie tylko eksperci, ale także narciarze o nieco gorszej technice, a także mniejszej sile. Dynamiki VR wspaniale jeżdżą na krawędziach. Dzięki elastyczności można w całkiem łatwy sposób regulować promień skrętów – od długich aż po takie o średnich promieniach. Oczywiście, ze względu na swoją długość, w skrętach krótkich trzeba uciekać się do ześlizgów. Nie ma z tym jednak najmniejszego problemu, gdyż Dynamiki VR w technice „szuranej” radzą sobie więcej niż dobrze. W porównaniu do VR Evolution trochę gorzej trzymają na oblodzonych trasach, co jest oczywiste. Są jednak o wiele bardziej przyjazne, łatwiejsze i znacznie lepiej wybaczają ewentualne błędy w sztuce. Ich największą zaletą jest ogromna harmonia prowadzenia w skrętach i niezła – jak na tę grupę nart – dynamika. Doprawdy deski godne polecenia wszystkim tym, którzy nie dorośli jeszcze technicznie do sportowych hybryd lub są po prostu zbyt słabi fizycznie, aby w pełni wykorzystać potencjał takich desek. Dynamiki VR w przyjemny sposób przeniosą Was do świata narciarstwa bardziej zaawansowanego i jestem pewien, że dzięki nim odkryjecie w sobie chęć do dalszego rozwoju. Starą prawdą jest bowiem fakt, że narciarstwo sprawia nam więcej przyjemności, im lepiej potrafimy jeździć.
Miejsce 9.
Nordica Steadfast 85 DC FDT 179 cm
Boże, jak ja lubię takie deski. Z jednej strony szerokie i dzięki temu bardzo dobrze znoszące trudy słabo przygotowanych, miękkich lub zasypanych świeżym śniegiem stoków. Z drugiej strony – o bardzo dobrej, dość mocno taliowanej geometrii i budowie jak (prawie) deski sportowe. Na tych nartach można naprawdę szybko, quasi-gigantowymi skrętami, pędzić po trasach – bez względu na stan ich przygotowania (tras, nie desek). To fajne uczucie. Trzeba jednak pamiętać, że 85 mm na odcinku pod butem wymaga więcej siły i techniki do postawienia tych desek na krawędziach i prowadzenia ich łukami ciętymi o średnich i dłuższych promieniach. Pomimo szerokości Steadfast 85 DC są całkiem precyzyjne, a dzięki niezłej dynamice nawet dość szybko (jak na tę szerokość, oczywiście) przechodzą z łuku w łuk. Dzięki zaledwie 16 metrom promienia skrętu (przy 179 cm długości) są całkiem uniwersalne. Można na nich jeździć skrętami długimi oraz takimi o średnich promieniach. Krótkie łuki na krawędziach – z przyczyn oczywistych – są raczej mało możliwe. Steadfast 85 DC to deski, które równie dobrze jak łukami ciętymi jeżdżą także z ześlizgami i świetnie sprawdzają się w śmigach na stromych trasach, także bez względu na stan ich przygotowania. Podsumowując: bardzo fajne deski, które narciarze bez ambicji sportowych mogą używać jako jedyne. Dla tych, którzy po dobrze przygotowanych trasach lubią jeździć na wąskich nartach sportowych, będą z powodzeniem służyć jako druga lub trzecia para na złe lub miękkie warunki. Polubiłem je do tego stopnia, że po testach pożyczyłem je od importera Nordiki w Polsce na cały nadchodzący sezon. Mają zastąpić moje ukochane Salomony Lordy, których nie można już maszynowo przygotować.
Miejsce 10.
Fischer RC4 Noize LT PRO 178 cm
Noize to określenie nowej linii oraz nowej technologii wytwarzania desek najwyższej jakości w firmie Fischer. Wygląda na to, że inżynierom Fischera udało się stworzyć coś bardzo dobrego, gdyż wiele par nart z różnych grup oznaczonych tym nowym symbolem zyskało sobie przychylność testerów. Z nowej linii mnie najbardziej spodobały się sklepowe gigantki o długości 178 cm i szerokości na odcinku pod butem wynoszącej zaledwie 66 mm. Jak na sklepowe gigantki przystało, ich promień wynosi 18 metrów. Noize LT to jednak deski stosunkowo sztywne i tym samym wymagające całkiem dobrej techniki jazdy. Odpowiednio dociśnięte w skrętach potrafią wygenerować mnóstwo energii, która przenosi narciarza energicznie w następne łuki Wąska geometria wraz z tą dynamiką powoduje, że przejścia z krawędzi na krawędź są dosłownie błyskawiczne. Oczywiście Noize LT najchętniej jeżdżą łukami o dłuższych promieniach, ale bez trudu, przy odpowiedniej technice jazdy, można je przekonać do skrętów średnich. Sztywność tych desek pomaga w bardzo dobrym trzymaniu na twardych, czy nawet zlodzonych stokach. Daje to także ogromną pewność zarówno w łukach ciętych, jak i w śmigach na stromych trasach. Fajne narty dla wszystkich tych, którzy lubią jeździć w sportowym stylu długimi łukami po dobrze przygotowanych stokach. Będą pasować także tym, którzy stawiają swoje pierwsze kroki w jeździe pomiędzy bramkami giganta lub nawet użyją ich do startu w zawodach niższej rangi (np. branżowych). Doprawdy udana konstrukcja.
Bonus
Elan Wingman 86 Black Edition 174 cm
O tych nartach nie mówiłem w materiale filmowym kręconym na gorąco na stoku. A przecież do samego końca zastanawiałem się, czy do finałowej dziesiątki powinny wejść te deski, czy też opisywany wcześniej nowy model (rewelacyjny) Fischera. Postawiłem na Austriaków, ale… Im więcej czasu upłynęło od testów i im bliżej nowego sezonu jesteśmy, tym częściej myślę o tych właśnie Elanach. Model Wingman 86 CTi trafił już raz wcześniej do Moich Ulubionych. Nazwałem je wtedy off-pistowymi slalomkami. Tak, te narty potrafią naprawdę skręcać krótko, ale umieją też znacznie więcej. W wersji Black Edition są jeszcze lepsze, gdyż użycie włókien węglowych zdecydowanie podnosi ich – i tak już niezłą – dynamikę. Lepiej też trzymają w warunkach twardego, zmrożonego stoku. Elan Wingman 86 Black Edition to narty, na których z łatwością można jeździć po trasach skrętami ciętymi o prawie każdym promieniu (preferują średnie); fantastycznie poruszać się kontrolowanymi śmigami po bardzo stromej i nawet częściowo zlodzonej trasie; skutecznie brnąć przez popołudniową breję i odsypy, a także radzić sobie w jeździe po garbach (inaczej mówiąc: w muldach). Moim zdaniem to jedne z najbardziej uniwersalnych desek, jakie obecnie są na rynku. Do tego fenomenalnie wyglądają i – kiedy bierzesz je w ręce – nie masz wątpliwości co do (najwyższej) jakości produktu. Ot, taki mały bonusik. Pomyślcie także czasem o tych wyjątkowych deskach.





