Kilka tygodni przed naszymi testami w Kaunertalu zadzwoniła Karolina Weszka z pytaniem, czy bylibyśmy zainteresowani przeprowadzeniem rozmowy z dzielnym człowiekiem – niepełnosprawnym narciarzem. Zawsze cenimy ludzi z pasją, więc odpowiedź była natychmiastowa i pozytywna. Trzeba było tylko zorganizować termin. Kolejna życzliwa osoba – Katarzyna Gaczorek z Tirol Werbung pomogła „ogarnąć” sprawy tak, że Sławek Jędrzejko mógł być gościem naszej najważniejszej, corocznej imprezy. Wspaniale zbudowany, wiecznie uśmiechnięty, z góralskim ostrym nosem i parodniowym zarostem – młody narciarz, przed którymi świat stoi otworem. Tyle tylko, że Sławek porusza się na wózku, a po śniegu na monoski…

NTN Snow & More: Cześć. Wreszcie jest chwila, żeby trochę pogadać o życiu i nartach.
Sławek Jędrzejko: Tak, fajnie, że mogliśmy się spotkać.

Kiedy Karolina zadzwoniła z propozycją wywiadu, bardzo na okrągło przekazywała nam wiadomość, że jesteś narciarzem niepełnosprawnym. Czy jest to dla ciebie trudne, że ktoś tak cię właśnie nazywa?
Nie, absolutnie nie. Taka jest prawda. Jestem niepełnosprawny, kaleki itp. itd. Wszystkie te określenia są poprawne i w żaden sposób mnie nie dotykają ani nie dyskryminują.

Jednak gdy się patrzy, jak radzisz sobie na nartach oraz z organizacją związanego z tym bałaganu, to odnosi się wrażenie, że jesteś osobą niezwykle sprawną.
To tylko tak z pozoru wygląda. W bardzo wielu zajęciach potrzebuję pomocy.

sławek jędrzejko

Na nartach jeździłeś też przed wypadkiem. Byłeś bardzo wciągnięty w ten sport. Wypadkowi uległeś na torze skicrossowym. Miałeś jakieś plany związane z karierą sportowca?
Na deskach jeździłem od pierwszego momentu, jaki pamiętam, a sportowo w klubie od szóstego roku życia, ale bez spektakularnych sukcesów. Pomimo to narciarstwo było dla mnie wszystkim. To, że do wypadku doszło na trasie skicrossu, było dziełem przypadku. Nie trenowałem. Po prostu razem z kolegami postanowiliśmy skrócić sobie drogę od wyciągu do wyciągu, przejeżdżając przez tor. Jak doszło do kraksy – nie wiem. Nic nie pamiętam od momentu na kilka minut przed upadkiem aż do sytuacji w szpitalu po dwóch dniach. Pomiędzy tymi dwoma momentami są tylko błyski pamięci. Nie było też bezpośrednich świadków zdarzenia. Koledzy zobaczyli mnie, kiedy już leżałem na śniegu. O powodzie i przebiegu wypadku możemy jedynie spekulować.

Kiedy zdecydowałeś się, że chcesz jednak powrócić na deski?
(śmiech) Związana jest z tym dość ciekawa sytuacja, kiedy lekarz w szpitalu nie bardzo wiedział, jak przekazać mi wiadomość, że już nie będę chodzić. Zapytałem go, czy będę mógł jeździć na nartach. Najpierw trochę spanikowany popatrzył na mojego tatę, ale szybko odpowiedział, że tak, owszem, będę mógł, ale nie w sposób, w jaki jeździłem do tej pory. To było świetne. Za jednym zamachem uświadomił mi sytuację i dał nadzieję powrotu do sportu.

Jak szybko zdecydowałeś się na jazdę na monoski?
W zasadzie od razu. W marcu doszło do wypadku. W listopadzie się jako tako usamodzielniłem, a w styczniu po raz pierwszy spróbowałem monoski. Znowu byłem na nartach. Od tamtej pory przejeździłem już trzy sezony. Robię postępy, jestem coraz lepszy, ale do klasy mistrzowskiej jeszcze bardzo dużo mi brakuje. Trzeba dużo jeździć.

Jakie były te pierwsze wrażenia z powrotu na śnieg?
(śmiech) Szczerze mówiąc, to straszne. W ogóle nad tym nie panowałem. Ile ja się wtedy nakląłem. Wiele razy się przewróciłem, ale… Na dojeździe do wyciągu, na płaskim kawałku trasy, udało mi się wyciąć może dwa cięte łuki, czysto na krawędziach i w tym momencie wiedziałem, że to jest też narciarstwo.

Dużo trenujesz, jesteś w świetnej formie. Czy masz marzenia związane z udziałem w igrzyskach paraolimpijskich?
Tak, ale to jest temat na przyszłość. Może za 4 lata dam radę. Powtarzam ponownie, trzeba dużo jeździć, a na to potrzebne są środki. Moim pierwszym celem jest dostanie się do kadry. Potem powinno być już trochę łatwiej. Nie uprawiam jednak tylko narciarstwa. Dzielę czas również na treningi z ciężarami. Kiedy się już trochę usprawniłem, postanowiłem zadbać o mięśnie górnej części ciała i poszedłem na siłownię. Przed wypadkiem pracowałem jako rehabilitant i mam trochę pojęcia o treningach. Zacząłem ćwiczyć, a przyglądał się temu pan Staszek. Po treningu, w którym mi trochę pomagał, zapytał, czy nie chciałbym spróbować podnoszenia ciężarów. Pan Staszek prowadzi bowiem grupę niepełnosprawnych ciężarowców. Pomyślałem „czemu nie?”. Przecież trening siłowy przyda się także do nart i tak oto dzielę swój czas pomiędzy dwie dyscypliny, co trochę komplikuje kalendarz.

Coś jeszcze oprócz tych zajęć?
W miarę możliwości korzystam z zaproszeń różnych fundacji prowadzących programy dla osób niepełnosprawnych. Dzięki temu miałem okazję popływać kilka razy na wake’u w Goczałkowicach. To świetne uzupełnienie treningów narciarskich, gdyż pracują te same grupy mięśni brzucha, które są potrzebne do kierowania monoski. Oczywiście ze względów czysto materialnych regularne pływanie na wake’u nie wchodzi w grę, gdyż priorytetem są narty, ale kilka razy w roku udaje mi się wyskoczyć. Kolejny temat to sporty motorowe. Byłem zaproszony na tor i mogłem trochę popróbować, polatać bokiem itp. Fajna zabawa. Może w przyszłości będziemy to rozwijać.

sławek jędrzejko

Wróćmy na śnieg. Dla ciebie narty to nie tylko ich serwis. Musisz jeszcze zestroić sprzęt z siedziskiem. Jakiego sprzętu używasz i jak go tuningujesz?
Wszystko, o czym rozmawiamy, dotyka kwestii pieniędzy. Oczywiście najprościej byłoby kupić wyczynowe monoski w firmie specjalizującej się w budowie takich urządzeń z Francji lub Austrii. Jest to jednak koszt około 7 tys. euro. To sporo. Drogi jest amortyzator, droga jest obudowa z włókien węglowych. Radzimy sobie, jak możemy. Kupiliśmy trochę tańszy i niewiele gorszy amortyzator, a resztę konstrukcji wykonaliśmy w Polsce. To nie jest sprzęt, na którym można wygrać igrzyska, ale jak dotąd działa. W miarę upływu czasu i nabywanych umiejętności będziemy się „zbroić” dalej.

Jakich nart używasz?
Najbardziej sztywnych modeli zawodniczych. Przecież jedna narta musi znieść obciążenia człowieka i siedziska. Oprócz tego są przepisy. Nie ma sensu trenować na innym sprzęcie niż takim, na którym potem mam zamiar startować.

Jak wygląda technika jazdy na monoski?
Dużo zależy od skośnych mięśni brzucha. Trzeba postawić nartę na krawędzi i balansować ciałem oraz za pomocą małych kulonart – czyli kul z nartkami na końcu. Niektórzy ludzie niepełnosprawni, na przykład po amputacji kończyn, mają całkowicie sprawne mięśnie brzucha i jest im trochę łatwiej. Generalnie im wyżej doszło do przerwania rdzenia, tym gorzej dla balansu. Ja jestem gdzieś pośrodku. Skręt rozpoczynamy głową. Możemy jeździć zarówno śladem ciętym, jak i ślizgowym, przy czym o wiele łatwiej jest jeździć szybko. Do tego jednak trzeba odwagi, gdyż upadki są nieprzyjemne. Na trasach, po których jeżdżą inni narciarze, muszę lepiej przewidywać. Reakcje na monoski są znacznie wolniejsze.

Czy fakt, że wcześniej jeździłeś na nartach „na nogach”, był pomocny przy nauce monoski?
Na pewno fakt, że wiem, jak działają narty. Myślę jednak, że każda osoba o takiej niepełnosprawności jak ja mogłaby się nauczyć jeździć. Może trochę wolniej, ale na pewno tak.

Jakie są dla ciebie najbardziej wzruszające momenty z dotychczasowej kariery?
Koncert i zbiórka, jakie urządzili moi koledzy rehabilitanci w Szczyrku. Ich celem była pomoc w zakupie mojego pierwszego monoski, żebym mógł szybko wrócić na śnieg. Druga sytuacja to telefon od ojca mojej ośmioletniej uczennicy, czy będę mógł się nią zająć w kolejnym sezonie. Kiedy wyjaśniłem, że moja sytuacja się zmieniła i na nartach uczyć już nie będę, pan ten – właściciel agencji reklamowej w Częstochowie – zaproponował mi zrealizowanie filmu o mnie. Tak powstał klip „Niemożliwe…”.

Masz wokół siebie wielu życzliwych ludzi…
Tak, ten wypadek uświadomił mi, że jest wielu naprawdę bardzo życzliwych ludzi na świecie. W Kaunertalu też jestem na zaproszenie ośrodka. Wszyscy wokół są bardzo pomocni, a samo miejsce jest świetne. Kiedy patrzę wokół, to wyobrażam sobie, jakie są tu możliwości na przykład do freeride’u. O tak, Kaunertal ma potencjał dla wszystkich, a dla niepełnosprawnych jest bardzo przyjazny.

Jakie masz cele i marzenia na przyszłość?
Będę usilnie pracował, żeby dostać się do kadry narciarzy niepełnosprawnych. Moim skrytym, największym marzeniem jest udział w igrzyskach zimowych i letnich. Po cichutku myślę o medalach. Całe życie byłem związany ze sportem i chcę, żeby tak pozostało. W moim przypadku niektóre drzwi się zamknęły, a inne otworzyły. Ważne jest, żeby myśleć i działać pozytywnie…

Dziękujemy za rozmowę. Wracaj na stok trenować. Trzymamy za Ciebie kciuki.

Wszystkie osoby, które chciałyby wesprzeć Sławka w realizacji tego ambitnego planu, prosimy o kontakt z redakcją.

sławek jędrzejko