W tak zwanym międzyczasie na mistrzostwach świata w szwedzkim Åre rozegrano dwie kolejne konkurencje. Były nimi w porządku chronologicznym: superkombinacja panów i team event, czyli zawody zespołowe.

Superkombinację wygrał Alexis Pinturault przed Słoweńcem Štefanem Hadalinem oraz Austriakiem Marco Schwarzem. Jak łatwo zauważyć wszyscy wymienieni panowie to raczej technicy, którzy nie obawiają się jeździć zjazdów (tych do kombinacji należy zaznaczyć). Ponownie ze względu na pogodę (wiatr, czy inne zjawiska atmosferyczne) pierwsza część zawodów, czyli zjazd, została rozegrana na skróconej trasie. Skróconej oczywiście od góry, czyli wycięto najtrudniejszą jej część. Czasy czołówki wynosiły około 1:08. Już samo to stawiało na uprzywilejowanej pozycji techników i to nawet w sytuacji, kiedy przejazd slalomu, w celu kompensacji, też został skrócony. Tu czasy czołówki wynosiły około 39 sekund. Zjazdowcy, którzy jeżdżą slalomy, jak chociażby Dominik Paris, za nic w świecie nie byli w stanie wypracować odpowiednio dużej przewagi, żeby liczyć się w końcowej klasyfikacji. Owszem, Hadalin i Pinturault fantastycznie pojechali swoje slalomy, ale przecież te zawody to kombinacja i powinno być choć odrobinę bardziej sprawiedliwie. Dla przykładu Alexis Pinurault po zjeździe zajmował zaledwie 24. pozycję, a i tak wygrał. Moim zdaniem superkombinacja w obecnym kształcie przestaje mieć jakikolwiek sens. Trzeba ją skasować, albo powrócić do rozgrywania zjazdu na trasie z prawdziwego zdarzenia. Taaak, rozmarzyłem się… Pewnym jest, że działacze FIS-u nie zdecydują się na wypuszczanie slalomistów na zjazdowe trasy w Wengen, Kitz, czy Val Gardenie. To w dzisiejszych czasach i przy dzisiejszych prędkościach jest nie do zrealizowania. Zbyt niebezpieczne.

Kolejna sprawa to przygotowanie tras. W Åre za wyjątkiem trasy slalomowej wszystkie inne przygotowywane są ekologicznie, bez wstrzykiwania wody w śnieg. A do Åre zawitała lekka odwilż, no i klops. Słabo zmrożone trasy nie trzymają, co było widać podczas zjazdu do kombinacji na przykładzie zawodników z dalszymi numerami. Ciekaw jestem, co wydarzy się w gigantach?

Jeszcze przed mistrzostwami sportowy świat obiegła wiadomość o rzekomo niefortunnej wypowiedzi Gian Franco Kaspara (prezydenta FIS) na temat ekologów. Wycięte z kontekstu zdanie, za które Kaspar zebrał bęcki brzmiało:

Wolę dyskutować z dyktatorami, niż z ekologami.

Chodziło właśnie o sposób przygotowywania tras do zawodów. Może teraz wszyscy ci, którzy odżegnywali go od czci i wiary powinni przeprosić? Próżne nadzieje… Broń Boże nie jestem fanem Gian Franco Kaspara i polityki FIS, ale tym razem chyba jednak prezes miał rację. A w Åre ciągle ciepło, a giganty nieuchronnie się zbliżają… Być może w celu odpowiedniego utwardzenia tras trzeba będzie na nie wysypać kilka ton salmiaku więcej? To się dopiero ekolodzy ucieszą!

Jeszcze słów kilka o zawodach drużynowych. Zwyciężyła reprezentacja Szwajcarii, a podwaliny pod sukces położyli przede wszystkim Wendy Holdener i Ramon Zenhäusern. W teamie szwajcarskim panował też wspaniały koleżeński duch. Na miejscu drugim ekipa austriacka, a na trzecim włoska. Zawody fajnie się oglądało, choć moim zdaniem zaledwie 17 skrętów na przejazd to trochę mało, jak na mistrzostwa świata. Do głowy przyszła mi tylko taka wątpliwość: jak u diabła, dość skomplikowane w swym regulaminie zawody mają przed telewizory przyciągnąć ludzi niezwiązanych z narciarstwem? Kilka lat temu spece z francuskiego Eurosportu przekonywali mnie, że przeciętny widz z Europy zachodniej nie rozumie czemu zwykły slalom rozgrywany jest w dwóch przejazdach, a finałowa trzydziestka staruje w odwrotnej kolejności do uzyskanych miejsc. To był argument za tym, że stacja woli pokazywać snookera lub takie tam strzałki do tarczy, gdyż te sporty są bliżej ludu…

Osobiście z niecierpliwością czekam na damski gigant i to z kilku powodów. Czy trasa wytrzyma trudy zawodów? Czy Shiffrin, która odpuściła kombinację da radę wygrać ponownie? Jak spisze się Maryna? Nie muszę chyba dodawać, że odpowiedź na pytanie ostatnie interesuje mnie najbardziej.

O Autorze

Tomasz Kurdziel

Redaktor naczelny, założyciel i pomysłodawca Magazynu NTN. W dzieciństwie otarł się o WKN, przez wiele lat był członkiem AKN. Po roku 1981 przez 18 lat przebywał w Norwegii i Szwajcarii. Założył i przez wiele lat prezesował UIK Alpin na Uniwersytecie w Oslo. W latach 1985-1989 startował w zawodach FIS. Na początku lat 90. startował w zawodach snowboardowych (konkurencje alpejskie). Od 1997 roku pasjonat i promotor carvingu w Europie. Członek komitetu organizacyjnego FIS Carving Cup. W chwilach wolnych komentator Eurosportu. Obecnie entuzjasta freeride'u, motocyklowego enduro i windsurfingu.

Podobne posty