szkolenie narciarskie

W najbliższy weekend na warszawskiej Agrykoli szykuje się nie lada sportowe widowisko. W sobotę 8 września najlepsi zawodnicy z całego świata zmagać się będą, na najdłuższej trasie całego cyklu, o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Przedsmakiem sobotnich rozstrzygnięć będą piątkowe zmagania w ramach III Otwartych Mistrzostw Polski.

Tegoroczny sezon powoli dobiega końca, a wraz z nim kończy się rywalizacja w ramach Pucharu Świata w slalomie. W tym roku do Warszawy przyjechać ma ponad 180 zawodników z 12 krajów, co jest rekordową liczbą na zawodach rozgrywanych w tej części Europy. Na trasie o długości prawie 400 metrów dowiemy się, kto z Warszawy wyjedzie z Kryształową Kulą. Zwłaszcza wśród panów ostateczna klasyfikacja będzie mocno uzależniona od wyniku sobotnich zawodów. Nikt nie ma pewnego zwycięstwa, co sprawia że spodziewać się możemy niesamowitych emocji.

Wśród pań, jak co roku, rywalizację zdominowały zawodniczki z Niemiec. Walka o złoto w generalce rozstrzygnie się pomiędzy dwiema klubowymi koleżankami – Mariną Seitz oraz Ann Krystin Wanzke. Seitz, z dorobkiem 400 punktów oraz z 68 punktami przewagi nad Wanzke, jest już praktycznie pewna zwycięstwa, ale na drodze ma jeszcze do pokonania najdłuższą trasę w całym cyklu Pucharu Świata. Ewentualne potknięcie może dać złoto klubowej koleżance, ale znając doświadczenie i opanowanie niemieckiej zawodniczki oraz jej stuprocentową skuteczność, to właśnie Marina powinna w sobotni wieczór odbierać czek za zwycięstwo w sezonie 2018.

Walka o dwa ostatnie miejsca podium będzie wyglądać zdecydowanie ciekawiej. Cały czas matematyczne szanse na drugie miejsce ma Claudia Wittman, która mimo gorszego sezonu rzetelnie gromadziła punkty, pozwalające jej na pozostanie w stawce. W podobnej sytuacji znajduje się Mona Sing, tracąc do Wittman 10 punktów. Potknięcia Sing podczas zawodów w Turnovie oraz Tortoreto co prawda pozbawiły ją szansy do walki o złoto, jednak jej świetna dyspozycja podczas Mistrzostw Europy w Villablino zdecydowanie ustawia ją wśród kandydatek do zwycięstwa w finale Pucharu Świata.

Tegoroczna rywalizacja panów upłynęła nam pod znakiem pokoleniowej i narodowej przemiany w środowisku inline alpine. Przede wszystkim zabrakło braci Losio z Włoch – Massimiliano i Cristiana, którzy ze względu na swoje przygody z włoską federacją zrezygnowali z udziału w tegorocznej edycji Pucharu Świata. Nieobecność, skądinąd bardzo dobrych zawodników, wykorzystali zawodnicy dotychczas pozostający w cieniu swoich bardziej doświadczonych kolegów. Wiele nowych twarzy pokazało się bardzo dobrze od strony sportowej – na uwagę zasługują przede wszystkim dokonania teamu hiszpańskiego, którego zawodnicy coraz śmielej przebijają się w światowej czołówce, zwiastując duże zmiany w dotychczasowym rozkładzie sił.

Liderem klasyfikacji, podobnie jak w roku ubiegłym, jest Sven Ortel z dorobkiem 380 punktów. Tuż za jego plecami czyha Marco Walz, tracąc do Ortela zaledwie 40 punktów. Ostatnie zawody w hiszpańskim Villablino pokazały, że w doskonałej formie znajduje się Jorg Bertsch, który z pewnością będzie starał się o jak najlepsze miejsce na podium generalki. W ślad za Bertschem kroczy Łotysz – Miks Zvejnieks, który przez potknięcie w Turnovie wypadł ze stawki. Jednak za Miksem przemawia przede wszystkim znajomość terenu i startowania „na swojej ziemi”, której nabył podczas czerwcowego szkolenia z polskim teamem.

A co z mistrzostwami Polski? Tytułu Mistrzyni Polski bronić będzie w tym roku Anna Nowak, która tegorocznego sezonu z pewnością nie będzie mogła zaliczyć do udanych ze względu na trapiącą ją kontuzje. Walkę z pewnością podejmie aktualnie jedna z lepiej zapowiadających się obecnie zawodniczek – Iga Wilczyńska. Żadna z nich co prawda nie zawojowała w tym roku międzynarodowej areny, natomiast biorąc pod uwagę krajową rywalizację, może być ciekawie. Sporą niespodzianką będzie na pewno zapowiadany debiut jednej z najlepszych polskich narciarek – Zuzanny Czapskiej, dwukrotnej brązowej medalistki Mistrzostw Polski.

Teraz coś ode mnie – w rywalizacji mężczyzn będę bronił tytułu mistrza Polski, z szansą na zdobycie go po raz trzeci z rzędu. Z pewnością nie będzie łatwo. Międzynarodowy, najlepszy poziom, prezentuje bez wątpienia Michał Styrylski – kolega z kadry, któremu w tym starciu, mimo wszystko, z całą pewnością będę trzymał kciuki. Michał w ostatnich zawodach pokazywał świetne umiejętności, zabrakło jedynie (być może) chłodniejszej głowy – to póki co jedyna rzecz, która dzieli go od najlepszych zawodników. Sam tanio skóry nie zamierzam sprzedawać. Mimo mniej aktywnego sezonu spowodowanego kontuzjami, czuje, że na Agrykoli będę w stanie zawalczyć o dobry wynik. Treningi z Miksem Zvejnieksem na początku sezonu zrewolucjonizowały spojrzenie na inline alpine i sposób jazdy. Jestem pewien że to zaprocentuje – już nie mogę się doczekać piątkowego startu.

Czego możemy się spodziewać w piątek i sobotę? Z pozoru łatwa Agrykola dała się mocno we znaki podczas zeszłorocznych zawodów. Przede wszystkim zweryfikowała kondycję zawodników, którzy z trudnością łapali oddech, nieprzyzwyczajeni do walki z tak dużą liczbą tyczek. Trudność Agrykoli, obok największej długości trasy, polega przede wszystkim na charakterystycznym profilu jezdni. Obie jej strony (północna i południowa) opadają symetrycznie, tworząc na środku trasy łuk, którego pokonanie potrafi pokrzyżować plany nawet najlepszym zawodnikom. Znajomość trasy będzie na pewno sporym atutem dla polskich zawodników. Dobrą wiadomością jest również to, że prognozy nie zapowiadają opadów deszczu, zatem czynnik losowy w postaci mokrej nawierzchni nie będzie przeszkadzał w sprawnym przeprowadzeniu rywalizacji oraz wpłynie na pozytywny odbiór wydarzenia przez kibiców. Zapowiada się naprawdę ciekawe widowisko.

Start w piątek o godzinie 10:00. Live timing na stronie www.inlinealpine.pl.