Wstęp mogę sobie pewnie darować. Wszyscy starzy czytelnicy wiedzą, że po testach wybieram te narty, na których jeździło mi się najlepiej, a nowi i tak szybko zorientują się, w czym rzecz.

W tym sezonie mamy jednak pewną nowość. Dwie z prezentowanych par nie były przeze mnie testowane. Jedna z nich to damskie narty Elana, które bezsprzecznie robiły najlepsze wrażenie w damskiej grupie. Drugie to freeride’ówki Völkla, które uznałem za najładniejsze na testach. W tym roku „odpuściłem” sobie grupę Freeride, gdyż w panujących warunkach i przy moim zaawansowanym wieku zajechałbym się poza trasami w dwa dni. Jednakże rekomendacja kolegów, których opinie bardzo cenię, oraz wygląd tych niezwykłych desek spowodowały, że i tak je sobie zamówiłem. Kolejną nowością jest fakt, że większość z prezentowanych konstrukcji będziemy posiadać do wypożyczenia w naszym Super Serwisie NTN przy ulicy Potockiej 1 w Warszawie. Zapraszamy na jazdy próbne i porównanie własnych odczuć z moimi opiniami.

Atomic Redster Doubledeck 3.0 XT 175 cm

Atomic Redster Doubledeck 3.0 XT
Atomic całkowicie odmienił konstrukcję swoich nart sportowych, wprowadzając technologię D2 (Doubledeck – dwupłatowiec) drugiej generacji. Rezultatem jest znaczne pomniejszenie „górnego płata” i solidniej wyglądający (zupełnie jak w konstrukcji „sandwich”) „płat dolny”. W efekcie otrzymano nie tylko znacznie ładniejszy wygląd zewnętrzny nart, ale również poprawę właściwości jezdnych. Nowe deski Atomica są bardziej dynamiczne i lepiej trzymają od swoich poprzedników.
Najciekawszą konstrukcją w sportowej linii Atomica jest – moim zdaniem – model XT. Te narty wywodzą się z zawodniczych konstrukcji stosowanych w slalomach równoległych. Ich długość i promień są większe niż w nartach slalomowych, ale znacznie mniejsze od tych stosowanych w gigantkach. Dzięki takiej geometrii model XT to bardzo wszechstronne deski dla wszystkich ekspertów narciarskich, którzy poszukują fajnych i szybkich nart do jazdy po trasach. Na XT można jeździć skrętami ciętymi o każdym promieniu – nawet tymi bardzo ciasnymi. Nie tracą na stabilności w długich łukach i przy sporych prędkościach. W zupełności wystarczą na branżowe giganty. Szczególnie dobrze trzymają na lodzie i są harmonijne w wirażach. Dzięki niewielkiej szerokości pod butem Atomiki XT są nieprawdopodobnie szybkie ze skrętu w skręt – a to lubię szczególnie. Dodatkowo w konstrukcji XT zastosowano też nowe płyty Atomica o nazwie Ramp Tech (o tym w niusach), które pomagają szybciej „złapać” narty po dynamicznym wyjściu z wirażu.
Reasumując: fantastyczne deski dla wszystkich osób o sportowym zacięciu, które nie jeżdżą zbyt często na tyczkach i z sobie tylko znanych powodów chcą posiadać jedną parę nart do jazdy po trasach. Znakomicie sprawdzą się też jako tak zwane narty instruktorskie, gdyż można na nich demonstrować pełne spektrum wiraży. Dobrze dobrana jest też długość 175 cm. Narty te zdecydowanie chcę mieć dla siebie.

Rossignol Hero Elite ST Ti

Rossignol Hero Elite ST TI
Po przejęciu przez norweską grupę kapitałową wróżyłem „nowe życie” firmie Rossignol. Tak też się stało, a Norwegowie zaczęli zmiany od grupy desek sportowych. Nowe slalomki Rossignola są zaprojektowane od podstaw i – nie ma co ukrywać – ustawiają poprzeczkę bardzo wysoko. Dynamika tych nart może być porównana jedynie do modeli serwisowych. Wśród sklepowych nie mają sobie równych. Dynamika to jednak nie wszystko. Ten model jest też bardzo harmonijny, doskonale inicjuje wiraże i później prowadzi je na krawędziach. Trzymanie na twardym też jest niesamowite. Jadąc, ma się wrażenie, że wcale nie trzeba używać dużo siły, żeby deski doskonale „wgryzały” się w śnieg. Te cechy powodują, że Rossignole Hero ST nadają się doskonale do pierwszych prób w slalomach i to nawet na bardziej stromych górkach. W typowo rekreacyjnym użyciu można się na nich rozkoszować jazdą z bardzo głębokimi wychyleniami w wirażach o średnich promieniach. Nie tracą wtedy nic ze swojej stabilności i to nawet przy większych prędkościach. Krótkie wiraże o ciętym śladzie to na nich sama przyjemność. Zadziwiające jest to, że Hero ST mają ponacinany wzdłuż tytanalowy płaszcz, a to przecież zmniejsza sztywność poprzeczną, o której wysoką wartość tak dbały dotychczas wszystkie firmy. Takie bardziej miękkie dzioby (poprzecznie) dają znacznie lepsze czucie desek w skręcie, a to może być kluczem do sukcesu. Tak czy inaczej Rossi Hero ST to szalenie łatwe i jednocześnie obdarzone bardzo sportowym charakterem narty, które spodobają się bardzo szerokiej rzeszy narciarzy. Od ekspertów po średniozaawansowanych. No i jeszcze dodatkowo są śliczne.

Head Worldcup Rebels i.Speed

Head Worldcup Rebels i.Speed
Jeśli nie do końca wiesz, co mamy na myśli, pisząc o nartach, że są harmonijne, to powinieneś przejechać się na tej parze Headów. One tę cechę definiują w sposób doskonały. Sklepowe gigantki o wielkim potencjale. Można na nich jeździć branżowe giganty, można też jeździć przez cały dzień długimi skrętami po przygotowanych trasach. Pomimo słusznej gigantowej długości całkiem nieźle radzą sobie w wirażach o średnich promieniach, pod warunkiem że pilot wie jak i umie daleko odsyłać je w skrętach. Tolerują też bez problemów bardzo duże prędkości, wtedy czuć, że zawierają sporo metalu i są wzorowo wytłumione. Zaledwie 66 mm pod butem (jedyna zaleta majstrowania G. Hujary przy sprzęcie) sprawia, że przejście ze skrętu w skręt jest dziecinnie łatwe i bardzo szybkie. Doskonale też trzymają na twardym śniegu, a nawet lodzie. Są tak bezproblemowe, że wybierając je dla siebie, zastanawiałem się nawet nad następną długością, czyli 185 cm. W końcu jednak pragmatyzm zwyciężył i pozostałem przy 180 cm w celu uzyskania większej wszechstronności. Narty dla wielu narciarzy ekspertów, którzy lubią jeździć szybko, głównie śmigają w Alpach i okazjonalnie ocierają się o tyczki. Nie będziecie zawiedzeni.

Elan GSX Master 182 cm

Elan GSX Master
Prawdziwe gigantki „dla ludu” – czy to w ogóle możliwe? Przepisy dotyczące geometrii przeforsowane przez mojego ulubieńca G. Hujarę poczyniły wiele złego. Na męskich sportowych gigantkach nawet ekspert nie ma przyjemności z jazdy. Te absurdalne regulacje wniosły jednak sporo dobrego do nart sportowych dostępnych na rynku, a to głównie dlatego, że konstruktorzy tworzący dla mas przestali imitować geometrię nart zawodniczych. Producenci zauważyli bowiem, że można by pokusić się o stworzenie nart budowanych w technologii desek zawodniczych, ale o geometrii przeznaczonej dla narciarzy-amatorów. I bardzo proszę, na rynku zaczęły pojawiać się deski o wspólnej, zwyczajowej nazwie Master. Taką nowalijkę zaprezentował też Elan. Konstrukcję nart wyczynowych „ubrano” w geometrię sklepowych desek GSX Fusion. Efekty są znakomite. Te narty są naprawdę bardzo dynamiczne i doskonale trzymają. Fantastycznie inicjują (jak na gigantki) i prowadzą wiraże cięte przy dużej prędkości. Jednocześnie są też wystarczająco przyjazne, żeby większość amatorów dała sobie z nimi radę. Dla mnie to idealna „broń” na amatorskie, często zbyt powolne i ciasne giganty. W zasadzie mus dla każdego eksperta o ambicjach sportowych (jazda na tyczkach). Wspaniałe deski!

Elan Amphibio 88 XTi

Elan Amphibio 88 XTI
Jeszcze kilka sezonów temu deski o szerokości 88 mm pod butem traktowano jak freeride’ówki. Dziś taka szerokość w nartach o przeznaczeniu głównie na trasy już nikogo nie dziwi. Jeśli jednak dodatkowo narty wyprodukowano w technologii Amphibio łączącej w sobie zalety konstrukcji z rockerem i bez (informowaliśmy już o tym 100 razy, więc daruję sobie opis działania), to mamy do czynienia z bardzo uniwersalnymi deskami, które z powodzeniem służyć mogą jako „jedyna para” dla wszystkich narciarzy, którzy nie mają ambicji sportowych. Tym, co najbardziej zaskoczyło mnie podczas jazdy na tych deskach po stokach Kaunertal, była zdolność do wykonywania bardzo pięknych ciętych łuków o średnich i dużych promieniach przy sporej prędkości. Narty trzymają tak solidnie i są na tyle stabilne, że nogi w skrętach odsyłać można naprawdę bardzo daleko. Znakomicie też radzą sobie w klasycznym śmigu, prowadzone płasko po śniegu. Ze względu na szerokość pod butem nie należą oczywiście do najszybszych z krawędzi na krawędź, ale dzięki całkiem dobrej dynamice daje się na nich jeździć bardzo sprawnie i szybko po przygotowanych trasach. Swoje największe atuty 88 XTi pokazują w śniegu miękkim, rozjechanym i wiosennym, jadąc w takich warunkach jak przysłowiowy czołg i w dodatku bardzo komfortowo. Poza trasami radzą sobie – to chyba najlepsze określenie. Do jazdy w samym puchu są po prostu nieco za sztywne, ale nie do tego zostały stworzone. Tak czy inaczej chyba najbardziej uniwersalne deski, na jakich udało mi się jeździć. Testowa para stoi już gotowa w naszym serwisie i czeka na śnieg.

Blizzard R-Power FS IQ

Blizzard R-Power FS IQ
Długie i wąskie. Tak prezentowała się testowa para Blizzardów z grupy VIP. Wszyscy spodziewali się więc desek o gigantowym charakterze. Ku większemu lub mniejszemu zdziwieniu R-Power to – pomimo długości – dość wszechstronne narty, świetnie nadające się dla wszystkich, którzy jeżdżą szybko po dużych przestrzeniach doskonale przygotowanych tras. Moim zdaniem R-Powery to prawdziwe narty eksperckie, szczególnie dobrze prezentujące się w długich, dynamicznych łukach. Są też niesamowicie komfortowe, a to znaczy, że znakomicie połykają nierówności terenu oraz wybaczają drobne błędy w sztuce, nie od razu karząc pilota utratą równowagi. Trzymanie krawędzi też jest ponadprzeciętnie dobre i narty sprawiają bardzo pewne wrażenie w łukach i co za tym idzie – motywują do dalszego odsyłania nóg w skrętach oraz szybszej jazdy. Przy mniejszych promieniach potrzeba użyć trochę siły, aby je ugiąć, ale wcale nie trzeba jej tak wiele. Fenomenalne w krótkich klasycznych wirażach na płaskich nartach, czyli w tradycyjnym śmigu. Elementy tłumiące wibracje działają tak dobrze, że często mamy wrażenie jazdy po całkowicie gładkiej powierzchni, choć w istocie wcale tak nie jest. Nie ma co dużo gadać – narty wybitne. A tak na marginesie, to nieźle nam się cały Blizzard odmienił przez ostatnie cztery lata!

Salomon X-Kart MAX

Salomon X-Kart Max
Czy tęsknię za prawdziwymi funcarverami? No pewnie! To były wspaniałe deski do całodziennej jazdy po przygotowanych stokach. Wbrew utartym opiniom funcarvery wcale nie były ekstremalnie krótkie. Moje ulubione Heady XTi mierzyły całe 170 cm. Na owe czasy były zbyt radykalne dla większości użytkowników, dziś zapewne nikogo by nie zaszokowały. Narty, którym najbliżej do wspominanych z łezką w oku funcarverów, to właśnie X-Karty. Można na nich jeździć tak głębokimi wirażami, że człowiek momentami czuje się jak Ted Ligety, prawie zahaczając pośladkami o stok. Pomimo że nie są to deski sportowe, trzymanie na twardym stoku jest absolutnie bez zarzutu. Jednocześnie mały tip-rocker ułatwia sterowanie (narty mogłyby być spokojnie dłuższe niż testowane 164 cm). Te deski dedykuję wszystkim, którzy jeszcze nie uwierzyli, że jazda śladem ciętym jest fajniejsza od tej z ześlizgami. Wiem, co mówię, gdyż zostały przetestowane na moich dwóch nieco starszych kolegach i obaj nie mogli uwierzyć, że są w stanie jeździć tak skutecznie na krawędziach i przy użyciu tak niewielkiej siły. Deseczki do cudownej zabawy przez cały dzień w obrębie przygotowanych tras. Narty „must have” dla każdej osoby, która chce porządnie nauczyć się jazdy na krawędziach.

Dynastar CR 78 PRO

Dynastar CR 78 Pro
Chyba się starzeję, gdyż coraz częściej podobają mi się deski z grupy, która jeszcze w ubiegłym stuleciu nazywana była High Performance. Nie wiem, dlaczego specom od marketingu przeszkadzała ta nazwa i zastąpili ją szeregiem innych, choć – moim zdaniem – właśnie ona najlepiej oddaje istotę takich nart. Pomyślcie, nazwa sugeruje deski najwyższej jakości. Nie sportowe: slalomowe, gigantowe, ale właśnie uniwersalne i komfortowe jednocześnie, tak pewne i precyzyjne, że nadają się dla narciarzy najwyższych lotów. Takich, którzy jeździć naprawdę potrafią, ale nie chce im się już ciągnąć w góry więcej niż jednej pary, a od tej, którą zabrali, oczekują bardzo wiele. I takie właśnie są Dynastary CR 78. Po pierwsze: fenomenalnie trzymają na twardym śniegu i lodzie, zupełnie jak deski sportowe. Po drugie: żadna prędkość nie jest im straszna i można naprawdę solidnie je przycisnąć w długich łukach. Po trzecie: jazda na krawędziach z bardzo dalekim odsyłaniem nóg skrętami o średnich promieniach to dla nich pestka. Po czwarte: daje się na nich zjechać ciętymi łukami o małym promieniu (wymagają siły – przyznaję). Po piąte: są szalenie komfortowe i potrafią też łagodnie zjechać w sposób szurany. I po szóste: podobają mi się z wyglądu. Wystarczy?

Stöckli Laser AX

Stöckli Laser AX
Lansując model AR w ubiegłym sezonie, firma Stöckli chyba nie spodziewała się aż takiego sukcesu. Były to narty, o których mówiło się w trakcie sezonu najczęściej. Nie najlepszy był jednak kreowany przez marketingowców firmy profil zastosowania tych desek jako allmountain. AR-y jeździły wszędzie świetnie w obrębie przygotowanych tras, ale poza nimi wypadały dość blado. Szwajcarzy nie są jednak w ciemię bici i w nadchodzącym sezonie zobaczymy zamiast AR-ów nieco odświeżony i minimalnie sztywniejszy model Laser AX. Bingo! Tym razem Laser AX lansowany jest jako wszechstronne narty o sportowym charakterze. I tak właśnie jest w istocie. Jeśli ktoś chce mieć tylko jedną parę nart do jazdy w każdych warunkach i naprawdę każdym rodzajem skrętu – to właśnie ją znalazł. Jeśli ktoś jest instruktorem i musi pokazywać ewolucje przy niewielkich prędkościach, ale też okazjonalnie szurnąć się na gigancie, demonstrując długie łuki – to te narty są dla niego. Jeśli ktoś jeździ od świtu do ciemnej nocy w warunkach od lodowych po rozmiękłą ciapaję i muldy – proszę bardzo, oto deski, które sprostają tym zadaniom. Naprawdę narty wybitne w każdym calu, a do tego w nowej szacie graficznej wyglądają na bardziej sportowe. Brawo!

Völkl Two (koledzy freeriderzy)

Völkl Two
Te deski wpadły mi już w oko podczas targów ISPO w Monachium. Niestety podczas testów w Kaunertal byłem tak zajęty testowaniem innych modeli (przejechałem 50 par w tydzień) i sprawami organizacyjnymi, że nie dałem rady ich spróbować. Inna sprawa, że deski od świtu do nocy były w użyciu, gdyż już po pierwszym dniu testów zyskały miano faworytów w grupie. Według słów moich zacnych kolegów testerów narty te doskonale sprawdzą się w roli jedynych freeride’ówek na dalsze wyjazdy, gdyż są: wystarczająco stabilne do szybkiej jazdy i zwrotne do jazdy w lesie i ciasnych kuluarach. Na trasach też dają radę. Zamontowałem sobie do nich tak zwane kłapaki, czyli Markery Baron z podnoszona piętą, żeby dostać się trochę dalej, jeśli tereny blisko wyciągów zostaną rozjechane. Narty stoją już przygotowane, wygrzane w komorze termicznej i nawet posmarowane tak zwana bazą. Na razie delektuję się ich szatą graficzną i czule z nimi rozmawiam, obiecując dalekie wyprawy.

Elan Speed Magic (dziewczyny)

Elan Speed Magic
Damskie narty… Ileż to niepochlebnych opinii słyszeliśmy o tych konstrukcjach. Większości narciarzy kojarzą się bowiem z lekkimi, wypchanymi sianem modelami o konstrukcji CAP, na których baaardzo początkująca kobieta w średnim wieku będzie w stanie dotrzeć, jadąc po niebieskiej trasie, do najbliższej na stoku knajpy z Veneziano i leżakami. Pozostałe panie i tak wybiorą modele unisex. Czyż nie? Czasy się jednak zmieniają i damskie modele bywają już całkiem dobre. Najlepszym przykładem są Elany Black Magic. W oczy od razu rzuca się konstrukcja sandwich, sugerująca, że nie ma tutaj mowy o oszczędzaniu materiałów. Deski zbudowano w technologii Amphibio Power Spine, co też świadczy o sportowym charakterze. Ich geometria jest żywcem przeniesiona z modeli slalomowych. Jedyną różnicą jest zastosowanie cieńszych tytanalowych płaszczy i tym samym uelastycznienie konstrukcji. Wszystkie nasze panie były tymi nartami totalnie zauroczone, chwaląc ich skrętność, poręczność, trzymanie na twardym i ogólną radość z jazdy. Czy trzeba lepszej rekomendacji?

O Autorze

Tomek Kurdziel

Redaktor naczelny, założyciel i pomysłodawca Magazynu NTN. W dzieciństwie otarł się o WKN, przez wiele lat był członkiem AKN. Po roku 1981 przez 18 lat przebywał w Norwegii i Szwajcarii. Założył i przez wiele lat prezesował UIK Alpin na Uniwersytecie w Oslo. W latach 1985-1989 startował w zawodach FIS. Na początku lat 90. startował w zawodach snowboardowych (konkurencje alpejskie). Od 1997 roku pasjonat i promotor carvingu w Europie. Członek komitetu organizacyjnego FIS Carving Cup. W chwilach wolnych komentator Eurosportu. Obecnie entuzjasta freeride'u, motocyklowego enduro i windsurfingu.

Podobne Posty