Jak co roku, od kilku już sezonów, przedstawiam moją – całkowicie subiektywną – pierwszą dziesiątkę nadchodzącego sezonu. Czy znaczy to, że deski z ubiegłego roku już się nie nadają? Nic bardziej mylnego! Ciągle będę używał chociażby Hendryxów PH i komórkowych slalomowych Salomonów. Te narty wcale się nie zestarzały i nadal są świetne. Ach… i jeszcze jedno! Jest mi całkowicie obojętne, czy dana para nart wyposażona jest w jakiekolwiek rockery lub nie. Po prostu wymagam, by wykonywały wszystko, czego od nich oczekuję.

Stöckli Laser AR (175 cm)


To jedne z najlepszych nart, na jakich w życiu jeździłem. Bez żartów – to szczera prawda. Są rozwinięciem konstrukcji modelu Rotor 72 TT, którym zachwycałem się dwa sezony temu. W międzyczasie konstruktorzy zrezygnowali z wydatnych twin-tipów, które tak odstraszały użytkowników starszych niż nastoletnich, nieco poszerzyli obrys, dołożyli mały rocker z przodu i TFC (Tail Flex Control) z tyłu. Jeśli dodamy do tego konstrukcję Worldcup z pełnowartościowym, laminowanym, drewnianym rdzeniem, żywcem wziętą z modelu gigantowego, to w rezultacie otrzymujemy jedne z najbardziej uniwersalnych desek. Narty te jeżdżą doskonale skrętami ciętymi o dużym, średnim, jak i niewielkim promieniu, zarówno po lodowym sztruksie o poranku, jak i w popołudniowej ciapie. OK – bardzo krótkie wiraże wymagają nieco siły, ale deski, pomimo sporej szerokości pod butem, są zadziwiająco szybkie z krawędzi na krawędź. Po prostu ze skrętu w skręt przechodzą ze sporą dynamiką. Śmiem twierdzić, że Laser AR to model szczególnie nadający się dla instruktorów, gdyż zademonstrują na nim wszystko, co potrzebne w jeździe na każdym poziomie. Ba! Uważam nawet, że nadają się na branżowe, amatorskie giganty, gdyż trzymanie na twardym, stabilność i przyspieszenie na końcu wirażu (cudowny kop z piętek) są ponadprzeciętne. W miękkich i świeżych śniegach radzą sobie – to dobre określenie. Pomaga im w tym spora szerokość pod butem, przeszkadza dość sztywna konstrukcja Worldcup, ale każdy dobry narciarz sobie z nimi poradzi. Fantastyczne narty, na każdy śnieg i każdy stok. Zarówno do dynamicznej, sportowej jazdy na krawędziach, jak i spokojnego „szurania” z rodziną lub klientami. Wybitne deski, które chcę i będę mieć dla siebie!

Nordica GSR EDT (182 cm)


W ubiegłym sezonie moimi ulubionymi gigantami sklepowymi były Blizzardy WRC. Nordiki GSR EDT mają tę samą geometrię, nic więc dziwnego, że właśnie one zrobiły na mnie doskonałe wrażenie w tym roku. Jest jednak między nimi pewna niewielka, acz wyczuwalna różnica – system EDT. Wyciągnięty trapez z włókna węglowego umieszczony pomiędzy przednim bezpiecznikiem a dziobem każdej z nart dodatkowo zwiększa ich odporność na wichrowanie w skręcie. Dzięki takiemu rozwiązaniu Nordiki są o jeden „tik” szybsze z krawędzi na krawędź i o ułamek sekundy bardziej bezpośrednio inicjują wiraże niż prawie bliźniacze Blizzardy. Oprócz tego, identycznie jak WRC, doskonale trzymają na twardym podłożu, są szalenie harmonijne w wirażach oraz mają doskonały ciąg. Wydaje mi się, że ze wszystkich nart sklepowych w tej kategorii najbliżej im do serwisowych gigantek (tych fajnych, sprzed kilku sezonów). Większość narciarzy z powodzeniem może stosować te deski do startów w amatorskich zawodach. Co więcej, ponadprzeciętna (jak na sklepówki) dynamika pozwoli na skuteczną rywalizację z konkurentami na serwisówkach we wszystkich mocno podkręconych przejazdach. W jeździe dowolnej doskonale sprawdzą się na długich (najlepiej pustych) alpejskich stokach, kiedy da się rozwinąć prędkość maksymalną. Nawet wiraże o średnich promieniach sprawiają na tych nartach sporo radości. Trzeba się tylko nieco mocniej przyłożyć. Krótkie skręty wychodzą im całkiem zgrabnie, o ile założymy pewną fazę ześlizgu. Jedyny minus jest łatwy do przewidzenia: grzęzną w miękkim śniegu. Tak czy inaczej to wystarczająco wszechstronne deski, aby mieć na nich frajdę przez cały narciarski urlop.

Fischer Hybrid 7.5 Ti (175 cm)


W firmie Fischer trochę popracowali i usprawnili system przełączania rockera on/off. Od przyszłego sezonu czerwony, dobrze widoczny sygnalizator będzie wskazywał tryb pracy każdej z nart serii Hybrid. Co więcej, tryb (z rockerem lub bez) można przełączyć, nie zdejmując nart z nóg. Każdemu, kto jeszcze nie wierzy, że rocker działa, proponuję jazdę na tych deskach. W trybie bez rockera mamy do czynienia z bardzo dobrze trzymającymi, całkiem potężnymi nartami, które mają doskonały ciąg w wirażach. Są stabilne, harmonijne i pewne, ale wymagają sporo siły i umiejętności. Najchętniej jeżdżą dłuższymi wirażami na krawędziach i są zdolne do stabilnej jazdy przy dużych prędkościach. Ten obraz całkowicie zmienia się po włączeniu rockera. Narty stają się bardzo skrętne i to zarówno prowadzone na krawędziach, jak i płasko. Nawet w dość ciężkim śniegu dają poczucie lekkości i zwinności. Nadają się nawet dla mniej zaawansowanych. Zdecydowanie lepiej wychodzą im skręty o niewielkich promieniach. Przy większych prędkościach są jednak znacznie mniej stabilne. Umiejętnie używając przełącznika trybów, możemy bardzo poprawić wszechstronność tych desek i użytkować je bezstresowo, w zasadzie na każdym podłożu, na przykład na porannym sztruksie i w popołudniowej ciapie na wiosnę. Jedne z najbardziej uniwersalnych desek, na jakich zdarzyło mi się jeździć. I komu jeszcze potrzebne są Progressory?

Elan SLX (165 cm)


Sportowe narty z rockerem czy bez rockera? Dyskusja trwa w najlepsze, a firma Elan idzie (jak zwykle) swoją drogą i proponuje rockery, ale tylko z jednej strony, czyli opisywany już przez nas w poprzednich numerach system Amphibio. Ciekawostką jest fakt, że ten system najpierw (dwa sezony temu) wprowadzono do desek z linii Allround i Allmountain, a dopiero później do nart sportowych. Inżynierowie Elana, z którymi miałem okazję dłużej porozmawiać podczas prezentacji w Kaprun, twierdzą, że asymetryczna budowa znalazła zastosowanie nawet w megasportowych konstrukcjach gigantek i slalomek z poziomu Pucharu Świata. Jest to drugie znane mi zastosowanie technologii z segmentu amatorskiego do poprawienia osiągów w wielkim sporcie. Pierwszy raz zdarzyło się to przy wprowadzeniu do sportu nart carvingowych. Nowe SLX dzięki swojej nowatorskiej konstrukcji są deskami bardzo przyjaznymi. Wcale nie trzeba się z nimi siłować, a trzymanie i harmonijne prowadzenie wiraży jest wspaniałe. Największą zaletą i znakiem charakterystycznym tych desek jest ich szybkość przejścia z krawędzi na krawędź. Na żadnych innych nartach z tego segmentu nie udało mi się wykonywać serii tak ciasnych i idealnie czystych wiraży ciętych. Pomimo że są to deski sklepowe, z powodzeniem można na nich próbować sił w slalomach. Są do tego wystarczająco dynamiczne i solidne. Doskonale też radzą sobie z szarzyzną porannego sztruksu. Nowe, asymetryczne (z budowy, nie geometrii) Elany SLX znajdą entuzjastów wśród wielbicieli krótkich skrętów ciętych, a dzięki nieskomplikowanej obsłudze spowodują zapewne u części swoich użytkowników chęć spróbowania jazdy sportowej na tyczkach. Fajne deseczki!

K2 Rictor 82 Ti


Chyba przeżywam kryzys wieku co najmniej średniego, gdyż coraz częściej podobają mi się narty z grupy Allmountain. Opisywany model urzekł mnie komfortem – tak, tak, lata lecą! Rictor 82 to deski tak przyjazne, że można na nich jeździć cały dzień, zupełnie bez zmęczenia. W dodatku w bardzo różnych warunkach śniegowych. Pomimo szerokości całkiem dobrze trzymają na bardzo twardym podłożu, a na rozmiękłym śniegu prezentują się doskonale. Niestraszne im zupełnie nierówności terenu i tak zwane kalafiory z miękkiego śniegu. Jadąc na tych nartach, prawie nie zauważamy tych niedogodności. Zdecydowanie lepiej się sprawdzają w jeździe długimi łukami. Są wówczas szalenie komfortowe i bajecznie harmonijne. Nie należy się z nimi siłować – po prostu trzeba je tylko postawić na krawędź, aby rozkoszować się urokami skrętów ciętych. Tak harmonijna jazda powoduje, że nie bardzo czuć przyrost prędkości. W konsekwencji na Rictorach jeździ się szybko, wcale tego nie czując. Tłumienie drgań jest wzorowe. Pomimo rockerów dzioby prowadzą się bardzo spokojnie, a to dodaje precyzji. Brakuje mi w nich jedynie nieco dynamiki. Tak czy inaczej są to wybitne deski dla tych, którzy z różnych względów chcą lub mogą mieć tylko jedną parę nart.

Atomic Nomad Crimson ARC (178 cm)


Wśród nart Allmountain zbyt często mamy do czynienia z nieco poszerzonymi allrounderami, przeznaczonymi dla mniej zaawansowanych narciarzy, a nie z prawdziwymi dechami do jazdy wszędzie i w każdych warunkach. A ja lubię deski, które dobrze odpowiadają założeniom grupy, którą reprezentują. Crimsony są właśnie takie. Spora długość, szerokość pod stopą (86 mm) i fajna geometria powodują, że są to naprawdę bardzo wszechstronne deski do jazdy po trasach i poza nimi. Jednak uwaga! Narty te wymagają zarówno siły, jak i bardzo dobrej techniki, gdyż na pewno nie należą do łatwych, skrętnych i przyjaznych. Jeśli ktoś jest odpowiednio przygotowany (technicznie i fizycznie), otrzyma w zamian szalenie stabilne deski jadące przez wszelkie nierówności jak czołg. Można na nich naprawdę szybko jeździć i to niekoniecznie jedynie po porannym sztruksie. Zdolność Crimsonów do szybkiej jazdy w głębokim puchu lub ciężkim śniegu jest imponująca nawet jak na deski stricte freeride. Bardzo wydatne taliowanie umożliwia cięte wiraże nawet o średnim promieniu, choć okupione jest to wysiłkiem fizycznym. Długie, carvingowe łuki nie stanowią dla nich najmniejszego problemu. Deski te w każdej sytuacji są harmonijne i bardzo przewidywalne – nigdy nie zaskakują. Jedynie w warunkach bardzo dużego zlodzenia trasy – ze względu na szerokość – nie jadą po czystym szarym lodzie jak sportowe slalomki i gigantki, ale nie do tego są przeznaczone. Crimsony to narty dla bardzo dobrych narciarzy, którzy poszukują adrenaliny na przygotowanych stokach i poza nimi. Prawdziwe Allmountain.

SkiLogik Rock Star (188 cm)


Jadąc (lecąc) gdzieś daleko na wyjazd freeride, zawsze staję przed dylematem: jak szerokie deski wybrać? Tak było przed wycieczką do Gruzji czy Indii. Niewiadomą są zawsze warunki: ile będzie świeżego śniegu, jak mocno będzie przewiany? Przecież do samolotu ciężko jest zabrać więcej niż jedną parę nart (nie płacąc przy tym za nadbagaż jak za przysłowiowe zboże). Teraz się to pewnie zmieni, gdyż pojeździłem na SkiLogik Rock Star. To doprawdy niezwykłe deski. Przede wszystkim są bardzo lekkie i już sama ta cecha powoduje, że daje się na nich łatwo skręcać i manewrować w trudnych sytuacjach na stoku (na przykład w wąskich żlebach). Narty mają 117 mm pod butem. Jak na deski tej kategorii nie jest to dużo. Jednak potężna szerokość dziobów i piętek (odpowiednio 144 i 141 mm) daje im niesamowitą wyporność w świeżym śniegu. Czy w głębokim puchu, czy nawet w lekko rozjechanym śniegu – narty surfują mięciutko po samej powierzchni. Wielka różnica szerokości dziobów i piętek w stosunku do odcinka pod butem daje rzecz jasna głębokie taliowanie. Producent twierdzi, że przy długości 188 cm narty mają promień zaledwie 14 m. Dzięki temu jazda po przygotowanych stokach lub twardych przewianych ścianach też jest bardzo przyjemna. Rock Star zakręcają jak normalne deski, choć do postawienia ich na krawędzi trzeba użyć więcej siły. Wydatne, choć niezbyt wysokie rockery dość sztywnych dziobów i piętek nawet nie bardzo kłapią na twardym, tylko znakomicie dodają pewności w trudnych śniegach (szreń, gips). Jedyną zauważalną negatywną cechą tych desek jest minimalna niestabilność (mocno taliowane i lekkie) podczas jazdy na wprost lub bardzo długimi łukami i przy naprawdę wielkiej prędkości. Tak wielkiej, że w zasadzie niedostępnej dla większości narciarzy. Właśnie dlatego i tak je sobie kupię. Hey, hey, I wanna be a rockstar!

Rossignol Super 7 (188 cm)


Niesamowite narty. Są tak łatwe w obsłudze, że nawet zupełnie początkujący freeriderzy (nie mylić z początkującymi narciarzami) nie będą mieli z nimi najmniejszych kłopotów. Łatwo zakręcają nawet przy małej prędkości, doskonale trzymają, bez problemów jadą średnimi i długimi łukami, a do krótkich dają się przekonać. Jednym słowem: przyjazne. Wraz ze wzrostem prędkości każdy oczekiwałby od tak łatwych nart utraty stabilności. Nic bardziej błędnego! Deski nadal są solidne w każdej sytuacji. Szczególnie dobrze wypadają w bezdennym puchu, ale oblodzone trawersy, przewiany gips czy nawet twardy śnieg w żlebach nie są im straszne. Jazda po przygotowanej, w miarę twardej trasie nie stanowi dla nich żadnego problemu, choć oczywiście lepsze są na długich wirażach. Pomimo sporych rozmiarów wydają się bardzo lekkie (podczas jazdy). Być może dzieje się tak za sprawą magicznej technologii (struktura plastra miodu w dziobach i piętkach), a być może są po prostu harmonijnie zbudowane i dobrze wyważone. Znakomite deski dla narciarzy na każdym poziomie freeride’owego zaawansowania. Można je spokojnie polecić jako jedyne freeride’ówki do jazdy w każdych warunkach i wcale nie trzeba się bać ich szerokości pod butem.

Head i.Sl (sklep, 165 cm)


Pamiętacie funcarvery? Heady oznaczone symbolem XTi należały do jednych z najlepszych. Alex Kaufmann, główny projektant Heada, też je lubił i wyraźnie zaszczepił kilka genów tamtych nart do konstrukcji współczesnych sklepowych slalomek. Model i.Sl potrafi jechać średnimi, krótkimi i nawet nieco dłuższymi wirażami czyściuteńko na krawędziach. Kiedy zacząłem wykonywać na nich bardzo głębokie, radykalne skręty cięte (takie z łokciem po śniegu), wydawało mi się, że robią ślady przynajmniej o 5 cm głębsze niż inne deski. Trzymanie, pewność i harmonia w wirażach są absolutnie powalające. Po prostu chce się na nich jeździć radykalnie i ciągle bezskutecznie szukać, gdzie leży granica ich możliwości w jeździe na krawędziach. Dzięki bardzo zaawansowanej konstrukcji z drewnianym rdzeniem i dwiema warstwami tytanalu są – jak na slalomki – szalenie stabilne i bez problemów znoszą szybką jazdę. Cały ich potencjał można wykorzystać maksymalnie jedynie przy zaangażowaniu siły i techniki. Do spokojnego „szurania” przez cały dzień można spokojnie wybrać mniej wymagające deski. Ze względu na bardzo mocne taliowanie, szerokie dzioby i piętki Heady iSl mniej nadają się na slalomowe tyczki. Ich szybkość z krawędzi na krawędź jest po prostu niewystarczająca do wykonywania serii naprawdę ciasnych łuków na krawędziach, ale deski ze sklepowej grupy SL rzadko wykorzystywane są do jazdy na tyczkach. Head i.Sl to narty dla wszystkich entuzjastów bardzo efektywnej i efektownej jazdy carvingowej.

XO one sixty six (166 cm)


Kolejne bardzo ciekawe deski mało znanego producenta. Ojcem XO jest dobrze znany w Polsce były reprezentant Francji i naszego kraju oraz wieloletni doradca w komórce sportowej Dynastara – Stéphane Exartier. Prywatnie zięć Andrzeja Bachledy-Curusia – żywej legendy narciarstwa. Już samo to powoduje, że od desek oczekujemy czegoś niezwykłego. Narty zbudowane są w ciekawej technologii. Nie mają ani jednej warstwy aluminium, a metalowe są w nich jedynie krawędzie. Taka konstrukcja powoduje, że są szalenie lekkie. Głębokie taliowanie, niewielka długość (produkowane w czterech rozmiarach (156, 161, 166 i 171 cm) oraz niewielki rocker w części dziobowej sprawiają, że na XO jeździ się szalenie łatwo. Deski skręcają zupełnie bezwysiłkowo, ale wcale nie są niestabilne. Wyraźnie czuć, że po solidnym przyciśnięciu mają zarówno ciąg, jak i doskonałe trzymanie na twardym. Dynamika tych nart jest na bardzo wysokim poziomie, ale nie sprawi niespodzianki żadnemu dobremu narciarzowi. Jest to zgodne z założeniem Stéphane’a, który chciał stworzyć deski dla bardzo dobrych narciarzy w „pewnym wieku”, którzy nie chcą już jeździć na nartach z komórki sportowej, ale oczekują od sprzętu trochę więcej niż właściwości sklepowych allroundów. Moim zdaniem XO spełniają te założenia. W nadchodzącym sezonie będzie dostępna również ich limitowana seria z autografem Andrzeja Bachledy-Curusia, który na co dzień jeździ właśnie na nich. Fajne i przyjazne narty do jazdy przez cały dzień, a rekomendacja pana Andrzeja – przynajmniej dla mnie – jest zobowiązująca. Już je posiadam.

O Autorze

Tomek Kurdziel

Redaktor naczelny, założyciel i pomysłodawca Magazynu NTN. W dzieciństwie otarł się o WKN, przez wiele lat był członkiem AKN. Po roku 1981 przez 18 lat przebywał w Norwegii i Szwajcarii. Założył i przez wiele lat prezesował UIK Alpin na Uniwersytecie w Oslo. W latach 1985-1989 startował w zawodach FIS. Na początku lat 90. startował w zawodach snowboardowych (konkurencje alpejskie). Od 1997 roku pasjonat i promotor carvingu w Europie. Członek komitetu organizacyjnego FIS Carving Cup. W chwilach wolnych komentator Eurosportu. Obecnie entuzjasta freeride'u, motocyklowego enduro i windsurfingu.

Podobne Posty

  • Grzegorz

    Witam
    Właśnie jestem na etapie poszukiwań nowej narty, która w pewnym stopniu zastąpi mi moje Atomici Metron B5i. Skłaniam się do Atomic Nomad Crimson TI, oraz Atomic Nomad Savage TI. Czy jesteśćie mi w stanie powiedzieć coś o tej drugiej? Generalnie poszukuję narty, która dobrze czuje się po mocno rozjeżdżonych stopkach.

    Grzegorz