Kiedy ktoś pyta mnie o moje ukochane miejsce do uprawiania narciarstwa, odpowiadam – Kasprowy Wierch. Święta Góra, miejsce kultu. To takie moje credo. Od zawsze, odkąd pamiętam. Dziś szczególnie, kiedy moja turystyka narciarska opiera się głównie na weekendach i krótkich trzy-, czterodniowych wypadach. Jednak są takie miejsca, które darzę ogromnym sentymentem. Wśród wielu, wielu, które miałem honor odwiedzić, ciśnie mi się na myśl szczególnie La Grave. Jeździłem tam przez kilka lat i raz już na łamach (a zasadniczo na stronach) NTN pochyliłem się nad tematem TUTAJ, przy okazji rocznicy śmierci Douga Coombsa). Polecam ten wpis, ciekawy.
A teraz do rzeczy.

Nieciekawie bowiem dzieje się u stóp monumentalnego szczytu La Meije, górującego nad dwunastowieczną wioską wpasowaną w przeciwległe zbocze. Otóż niedawno ruszyła akcja crowdfundingowa mająca na celu uchronienie spotu przed komercjalizacją. La Grave jest szczególne. Wszyscy jeżdżą na grubych albo bardzo grubych nartach, do tego znaczna część na stałe w uprzężach alpinistycznych. Tam jest inaczej. Rozróżnia się tam konsumentów od narciarzy. Zresztą kupiłem sobie taką koszulkę z piktogramami: Consumer (postać z krótkimi nartami) i Skier (postać trzyma długie, grube narty). Uwielbiam ją i noszę, choć nie do twarzy mi w żółtym. Do dziś, po dekadzie nie mogę zrozumieć, co mną kierowało przy wyborze tego koloru…

Ogólnie to ośrodek o mocno ograniczonej infrastrukturze. Na górę wwozi charakterystyczny „teleferik” złożony z grupy pięciu małych gondolek podwieszonych jedna za drugą. Kolejka ta jest naprawdę powolna i można znaleźć czas na przepakowanie, smarowanie kremem, aklimatyzację wysokogórską po wieczornym winie. Na lodowcu do dyspozycji są jedynie dwa orczyki. Tak, dwa. To nie pomyłka. Poza tym koniec. Bo albo się gdzieś dojeżdża (powiedzmy) grawitacyjnie, trawersując albo do wymarzonej linii dociera się podchodząc na fokach/nogach itd. Dobrze mieć zaprzyjaźnionego lokalesa albo wynajętego przewodnika. Safety first. Mamy do wyboru wyratrakowaną trasę na lodowcu (ale ile można?), nieskończoną liczbę kuluarów, żlebów, dojazd przez las, stromizny, morenę, ogromne połacie śniegu, lawirowanie między szczelinami. Miejsce absolutnie bajkowe. Z fantastycznym klimatem. Genialnym wiosenno-wielkanocnym festiwalem freeride’owym okalającym wyścig Derby de la Meije oraz letnim Fat Wheels Festival przeznaczonym dla wykwalifikowanych rowerzystów i fotografów specjalizujących się w fotografowaniu cyklistów (kiedyś o tym napiszę!). Do tego świetne, choć nieliczne knajpki. Nade wszystko pozornie niedostępnych, ale w sumie otwartych i przyjacielskich ludzi mogących gadać o górach i nartach w nieskończoność. Inny świat.

Wróćmy jednak do wspomnianego „teleferika”, bo tu właśnie leży pies pogrzebany. Prawo użytkowania obecnego operatora wygasa w następne lato. A co za tym idzie, istnieje realna groźba wejścia nowego inwestora, ogromnej korporacji, która „przerobi” La Grave na „normalny” ośrodek narciarski. Żegnaj oazo spokoju, adieu! Trudno się zatem dziwić, że mieszkańcy wioski (nie wiem jak dziś, ale jeszcze niedawno nikt spoza osób urodzonych w La Grave nie miał prawa kupić nieruchomości w wsi), przewodnicy górscy pracujący na tym spocie, lokalni biznesmeni są zatrwożeni wizją „utraty” niepowtarzalnego klimatu oferowanego przez La Grave. Stąd idea zebrania pieniędzy w wysokości 45 tysięcy euro w terminie do 8 grudnia jako dowód stanowiska, że burmistrz może się spodziewać, że oddolna inicjatywa może być jak najbardziej wiążąca. Odpowiedź społeczna na akcję zbierania funduszy była niesamowita! Do końca zbiórki pozostało jeszcze kilka dni, pieniądze wciąż napływają, a najważniejszy komunikat poszedł w świat:

„Osiągnęliśmy 100%. NIESAMOWITE!”

To słowa niejakiego Joosta Van Zunderta, który uruchomił crowdfunding na rzecz La Grave. Dodaje też:

Pamiętajcie jednak, że tu nie chodzi tylko o pieniądze, ale udowodnienie światu, że wielu osobom naprawdę zależy na tym szczególnym, unikalnym miejscu. Powinniśmy pielęgnować takie miejsce, brać za nie odpowiedzialność. To właśnie staraliśmy się zrobić.

Zebrane pieniądze nie uratują La Grave. Szacuje się, że by utrzymać działanie gondoli potrzebna jest inwestycja rzędu pięciu milionów euro. Burmistrz otrzymał jasny sygnał, jakie są oczekiwania ludzi zakochanych w tym niesamowitym miejscu. Jeśli będzie miał taką wolę i zgodzi się na propozycję społeczności, więcej akcji zbierających fundusze zostanie uruchomionych.

Organizatorzy zbiórek rozpisali niezbędne wydatki. Na owe pięć milionów euro z grubsza składają się następujące wyliczenia:

1,15 mln – napęd/maszyneria.
800 tys. – pylony i liny.
1 mln – budynki.
100 tys. – remont restauracji.
300 tys. – kabiny gondoli.
1 mln – elektryka.
150 tys. – panele słoneczne.
100 tys. – trasy MTB.
110 tys. – oprogramowanie komputerowe (aplikacje itd.)
490 tys. – inne.

Na TT i FB można szukać informacji pod hasztagami: #showyoucare #skiingLaGrave.
Strona, na której można pomóc La Grave.

Smacznego niedźwiedziego mięsa w górach życzę.
Do zobaczenia w górach i usłyszenia na Legii oraz w Eurosporcie
.

O Autorze

Dziennikarz prasowy, radiowy, internetowy; komentator sportowy, spiker Legii Warszawa, a do tego narciarz-amator; żeglarz, ex-pięcioboista i wioślarz. Dziennikarstwo sportowe traktuje jako przedłużenie kariery zawodniczej. Organizator rajdów przygodowych. Lubi sobie pojeździć na rowerze i ogólnie się trochę zmęczyć. Autor prowadzi swój prywatny blog pod adresem zonaurbana.pl.

Podobne Posty