Z Kronplatz wróciliśmy z Chomikiem w środę wieczorem. To już prawie tydzień, ale żywych wrażeń ciągle mnóstwo. Podróż do Południowego Tyrolu, podobnie jak wcześniej do St. Anton w Tyrolu, odbyłem po części samolotem. Wyborne połączenie Warszawa-Monachium. W stolicy Bawarii wsiedliśmy w wypożyczony samochód (formalności trwały minut siedem) i ruszyliśmy w podróż do celu z bardzo przyjemnym pit-stopem w słonecznym Innsbrucku. Godzina dwadzieścia i parkowaliśmy pod hotelem Lanerhof w San Lorenzo. Po przyjeździe zakręciliśmy się w San Vigilio, aby zorientować się w topografii – gdzie biuro prasowe, gdzie trasa, jak się tam przemieszczać na skróty itd. Następnie obraliśmy kurs urząd miejski w Brunku, gdzie odbyło się losowanie numerów. Jak dla mnie z tym strzelaniem z laserowego karabinka biathlonowego to był trochę przerost formy nad treścią, no ale ok. Ich prawo. Wrażenie ogólne dobre, może się czepiam. O samych zawodach się tu zbytnio nie rozpisuję. Jeśli ktoś zainteresowany, proszę poczytać nasze relacje z placu boju. Cieszę się, że Puchar Świata zawita na Kronplatz za dwa lata. Miejsce idealne. Wygrywa usytuowaniem trasy (!!!) i tłumem oklaskującym zmagania mimo wtorkowego przedpołudnia. Kiedy dojeżdżając do San Vigilio zignorujecie strażaka zachęcającego do zaparkowania kilka kilometrów przed granicami miasteczka, wiedzcie, że raczej się z nimi spotkacie i to prędzej niż później. Zaparkowanie w mieście bowiem graniczy z cudem. Szkoda czasu. Lepiej stanąć po dobroci i dojechać do centrum darmowym autobusem, który jeździ tam i z powrotem. Po zawodach praca do wieczora, pyszna kolacja w hotelowej restauracji, sauna (w apartamencie!) i lulu, bo rano na narty.

*************

Zebraliśmy się z Chomikiem skoro świt. Śniadanie o 7.30, szybkie dopakowanie i jazda pod stację główną Kronplatz. Tam spotkaliśmy się z Oskarem Schwazerem – szefem marketingu Południowego Tyrolu, który poświęcił nam ten dzień z życia. Wspólnej jazdy na nartach z Oskarem doświadczyłem nie po raz pierwszy. Pisałem zresztą już o tej przyjemności. Oskar ścigał się na poważnym poziomie, więc jeździ niesamowicie. Wybór nart na gigantki sklepowe Blizzard WRC okazał się strzałem w dziesiątkę. Trasy na Kronplatzu przygotowane idealnie, a ponieważ wcześnie zaczęliśmy dzień zażyliśmy narciarstwa na świeżutkich, w niektórych miejscach jeszcze sztruksowych trasach. Kiedy powoli zaczęło się zaludniać poczuliśmy co to znaczy ekstrawagancja na stoku. Można tutaj bowiem wynająć sobie gondolę, zasiąść w niej w sześć osób (zamiast dziesięciu) w wygodnych fotelach i uraczyć się schłodzonym prosecco. Miło aż nadto! Wykonaliśmy w ten sposób trzy kursy w górę, jeden w dół rozmawiając o żeglarstwie, jako że Oskar szykuje profesjonalny projekt udziału w regatach o mistrzostwo Południowego Tyrolu.
Hernegg. Tę nazwę należy zapamiętać. To czarna trasa, która wiedzie aż do dolnej stacji w Brunicko. To czarna trasa, która w stu procentach wpisuje się w definicję czarnej trasy. Stroma piekielnie. Do tego idealnie przygotowana, prawie pusta. Można się rozpędzić z fantazją. Polecam każdemu. Na samej górze Kronplatzu jak dla mnie za szeroko. Powoduje to taki trochę syndrom jak w Białce (z zachowaniem wszelkich proporcji). Otóż stosunkowo łagodne nachylenie umożliwia jazdę pod każdym możliwym kątem. To nie na moje skołatane nerwy. Trafiliśmy na okres poza szczytem świąteczno-feryjnym, więc było w miarę pusto. Jednak i początkujący i dzieci i nadużywający prędkości w jednym miejscu to trochę za dużo jak dla mnie. Głowa za to może odpocząć podczas dziewięciokilometrowego zjazdu trasą, która wiedzie aż do… stacji kolejowej. Tamże znajduje się przechowalnia sprzętu, wypożyczalnia… Wsiadasz w pociąg i dojeżdżasz bezpośrednio na stok. Z peronu kolejowego do gondoli jest równo sześć metrów. Ogólne wrażenie z Kronplatz/Plan de Corones mam takie, że jest to ośrodek absolutnie doinwestowany, gdzie naprawdę niewiele pozostawia się przypadkowi. Stałem się posiadaczem dostępu do kilku liczb, które wiele mówią o świadomości właścicieli ośrodka. To dane dotyczące dośnieżania stoku.

(Pobór wody) 5 litrów na sekundę x współczynnik 3,6 = 18 metrów sześciennych wody na sekundę x500 armatek = 18 tysięcy metrów sześciennych na godzinę x 2,5€ (koszt pracy na metr sześcienny) = 45 tysięcy Euro. Tyle kosztuje godzina pracy systemu naśnieżania na Kronplatzu.

Działa na wyobraźnię?
Moją tak i to bardzo.

Mój kolega żeglarz Arek Wierzbicki (pozdrawiam z tego miejsca!), jeździ tam rodzinnie już sześć lat z rzędu. Ten sam hotel, ten sam pokój, te same rytuały. Mimo że uprawia (jak sam to określa) narciarstwo gastronomiczne (zna wszystkie restauracje na stokach i wszyscy kelnerzy znają Arka), objechał pół świata, to właśnie Kronplatz uznał za swoje docelowe miejsce do uprawiania wypoczynkowej turystyki narciarskiej i planów zmieniać nie zamierza. To dla mnie stanowi pewną rekomendację.

*************

Uniwersjada trwa. Wczoraj miałem honor komentować pierwszy dzień studenckich igrzysk w Ałmaty. Celowo nie odmieniam tej nazwy, gdyż wyczytałem, że polski konsulat w Kazachstanie nie odmienia tego słowa. Tego się zatem trzymam. Trasa na Szymbulaku ciekawa, twarda jak fiks. Szkoda, że 2/3 rodziny Kłusaków wypadła z trasy supergiganta. Żałuję przejazdu Andrzeja Dziedzica, bo cisnął naprawdę przednio (na pomiarze miał czas identyczny z obrońcą tytułu, ówczesnym liderem i późniejszym zwycięzcą), a wyjechał, jak wnoszę, po błędzie topograficznym. Szósty wynik „Naszego Orła Pawła Babickiego” cieszy. Gratuluję i sobie wiele obiecuję po tym zawodniku, szczególnie mając w pamięci jego spektakularny występ w zjeździe na Saslongu. Nie pęka na robocie.

*************

Zastanawia mnie kwestia uzyskania paszportów na Uniwersjadę. Wiem nawet jak to wygląda. Podpytałem. Organizatorem „wycieczki” jest AZS. Kadrę nominuje jednak PZN. Warto wspomnieć, że PZN nie ma kompletnie nic wspólnego ze świetnie zorganizowanym akademickim ściganiem w Polsce. AZS Winter Cup to impreza, której nie powstydzono by się w żadnym alpejskim kraju (abstrahuję w tym miejscu całkowicie od nagrody rzeczowej – samochodu, który trafia co roku w ręce najlepszej/najlepszego w cyklu). Szacunek dla AZS Warszawa za inicjatywę, która trwa już kilka ładnych lat (jakiś czas temu byłem na obchodach dziesięciolecia) i konsekwencję. Co ciekawe, długo nieoczywistym był fakt korelacji pucharu Polski studentów z Akademickimi Mistrzostwami Polski. Po czasie dopiero udało się wypracować system pozwalający na rozstawienie uczestników Winter Cupu na AMPa-ach. Nie lada zacięcia i to bez gwarancji powodzenia wymaga przekopanie się przez wyniki i znalezienie uczestników uniwersjad, którzy ścigali się w AMP-ach. Czeski film ogólnie, ale czego się spodziewać?

Smacznego niedźwiedziego mięsa w górach życzę.
Do zobaczenia w górach i usłyszenia na Legii oraz w Eurosporcie.

O Autorze

Dziennikarz prasowy, radiowy, internetowy; komentator sportowy, spiker Legii Warszawa, a do tego narciarz-amator; żeglarz, ex-pięcioboista i wioślarz. Dziennikarstwo sportowe traktuje jako przedłużenie kariery zawodniczej. Organizator rajdów przygodowych. Lubi sobie pojeździć na rowerze i ogólnie się trochę zmęczyć. Autor prowadzi swój prywatny blog pod adresem zonaurbana.pl.

Podobne posty