Zdroworozsądkowo podchodząc do kwestii liczby postów na stronie ntn.pl musiałem ustąpić i we wtorek dać już odpocząć Czytelnikom. Nie wiem czy jest w naszym kraju strona, która wrzuca tyle autorskich postów na temat narciarstwa. Myślę, że nie. Dlatego po tak emocjonalnym strzale w postaci naszych (moich i Chomikowych) relacji z Kronplatz, autorytarnie (niedemokratycznie!) postanowiłem mój cowtorkowy wpis (nazywany niesłusznie felietonem) publikuję w czwartek. Mamy bowiem do czynienia z jednoczesną eksplozją i implozją treści, które zgromadziliśmy podczas pobytu w Południowym Tyrolu. Zawody to jedno, ale mnóstwo wrażeń to drugie. Aby jednak nie potęgować u Państwa poczucia ulegania propagandzie, zacznę od podrzucenia pomysłu na wychowanie dzieci.

Moje dzieci trochę wciąż zbyt małe, by kazać im napierać pod górę. Tak, jestem grawitacyjnym zwierzęciem i podchodzenie, podjeżdżanie powoduje u mnie poczucie pewnego przymusu. Dzieci moje (synów obu) wychowuję z kolei, by przymusom wszelkim się opierały. Wiadomo, trening, wiadomo, małe inspiracje, 10 przysiadów itd. Jednak okazuje się, że z podchodzenia pod górę można też uczynić sens. Może jeszcze nie życia, ale przecież w przypadku małolatów wszelkich, naświetlanie na przyszłość jest ściśle pożądane. I tak, koleżanka moja dziennikarka kilka lat temu postanowiła rzucić obowiązki warszawskie i osiąść w Zakopanem. Wkręcona w skitourowanie pozytywnie zaczęła szukać sposobu, by przelać swoje matczyne instynkta na małolatów. Inicjatywa ta zacna pozwoliła na stworzenie grupy młodych skitourowców. Pozwolę sobie zacytować informację, którą Monika Strojny przysłała mi na skrzynkę poczty elektronicznej. Cytuję (wybiórczo, bo jednak to PR, więc za dużo trochę cukru w cukrze zawarto): Latem 2014 roku w Zakopanem powstała idea, by sport jakim jest narciarstwo wysokogórskie, uprawiać razem z dziećmi i młodzieżą. Zawiązała się Grupa Młodzieżowa PZA, w której skład weszły dzieci z całej Polski w wieku od 8 do 19 lat. Dzięki pomocy Polskiego Związku Alpinizmu oraz Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego nad dziećmi opiekę objęli instruktorzy i ratownicy, którzy zimą 2015 roku ruszyli z młodzieżą na pierwsze wycieczki. Zaczynaliśmy od zera (skrócono). Jednak (***ocenzurowano***) trzydzieścioro młodych zaraziło się pasją (skrócono). (Tu ważne:) Pokazaliśmy im najpiękniejsze rejony Tatr, nocowaliśmy w schroniskach, ćwiczyliśmy na stokach, zawiązywały się nowe przyjaźnie. Dzieci uczyły się bezpiecznych zachowań w górach, profilaktyki lawinowej, współpracy w grupie i opieki nad słabszymi. Na weekendowych spotkaniach szkoliliśmy technikę jazdy w terenie, robienia zakosów, wybierania bezpiecznej trasy (skrócono). (To dopiero jazda!:) Zajęć nie przerwaliśmy latem i podczas wakacji, już bez nart, chodziliśmy po Tatrach. Tegoroczny sezon zaczęliśmy już w grudniu od wspólnych wycieczek i obozu w Zakopanem. Mimo trudnych warunków pogodowych (zamiecie śnieżne) do grupy dołączyli nowi narciarze: najmłodsi mają zaledwie 7 lat i podczas wyjść pomagają im rodzice. (skrócono) W grudniu i styczniu udało się kilkukrotnie odwiedzić rejony Hali Gąsienicowej, Kondratowej i Kasprowego Wierchu, a w ostatni weekend cała grupa weszła na fokach i zjechała z Kondrackiej Przełęczy. (Niezmiernie cieszy fakt, że:) na tej jednej wycieczce udało się połączyć młodych ze wszystkich grup wiekowych: zarówno najmłodszego, siedmioletniego Maxa, jak i członka kadry narodowej, 17-letniego Jaśka…

***************

Tekst ten jest tyle pasjonujący co obszerny i charekteryzuje się ciągiem dalszym. Do wyszukania w sieci i na fejsbuniu, jak mniemam. Wystarczy poklikać. Przy okazji można się napatoczyć na nazwisko Marasek. Ale nie chodzi o tego Adama Maraska – słynnego nestora TOPR, ale o Jego syna Jędrka. On to bowiem firmuje inicjatywę, jest fachowcem od spraw wszelkich dotyczących zagadnień górskich, technicznych i bezpieczeństwa. Przedsięwzięcie budzi przy tym nadzieję, że coś z tego wypieku powstanie. Zanęta powstała, czy tam zacier. Głodnemu chleb na myśli. Niech się święci, niech się dzieje. Rozumuję tu w kategoriach tak racjonalnych. Mam nadzieję. Podobnie jak karmię się nadzieją, że z dobrych wyników Maryny Gąsienicy Daniel wyniknie wiekopomny rezultat. Bo musi. Nie wiem czy Ona będzie odpowiednikiem Małysza Adama lub Kowalczykówny Justyny, ale pragnienie w mnie się tli, płonie, gore wręcz. Wyobraziliśmy sobie na tej kanwie dziś wirtualny wyścig między Maryną a Michałem Jasiczkiem, o to, kto pierwszy wjedzie do czołowej trzydziestki Pucharu Świata. Może jakiś zakład? Kto wygra, może wymyślić jakieś jackassowe zadanie dla pokonanego? Co Wy na to? Maryna? Michał?

***************

Jako że trafiliśmy na Kronplatz i ani ja ani Chomik jeszcze tu nie jeździliśmy na nartach, kilka spraw powróci tu za tydzień. Przyznaję jednak, że jest coś ujmującego zarówno w tym miejscu (San Vigilio). My mieszkamy nieopodal w wypasionym hotelu Lanerhof (w wiosce Montana na wjeździe do doliny), w którym ja mam mokrą saunę przy łazience a Chomik super wielką wannę na środku pokoju. O genialnej kuchni, którą poznajemy wieczorami nawet nie wspominam, bo najwyższy poziom kulinarny w Południowym Tyrolu jest po prostu oczywisty. Na narty mogliśmy wybrać się dopiero następnego dnia po zawodach Pucharu Świata. Tym zajmę się już za tydzień.

***************

Próbuję sobie wyobrazić minę Andrzeja Osuchowskiego, kiedy odczytał mejla z zachętą do udziału w pewnym (dość) abstrakcyjnym przedsięwzięciu. Nie znam dokładnie treści, ale podejrzewam, że brzmiało to z grubsza następująco: Cześć, moje nazwisko pewnie wiele Ci powie. Jeżdżę po Europie i szukam fajoskich linii. Widziałem co potrafisz wyczynić na nartach i może byśmy tak poszli piecem pospołu w Tatrach, które przecież znasz jak własną kieszeń… To moje wyobrażenie, bo faktycznie w liście tym stało:
Hello Andrzej
My name is Aurélien Ducroz, i’m a french Freerider from Chamonix.
I’m planning to come over there next week for filming…

Tak. Ducroz, Aurelien Ducroz. On! Narciarz i Żeglarz zarazem! Pojawił się zatem w Zakopanem i sobie z Osuchem pojeździli, co zostało uwiecznione zapisem cyfrowym na kamerach, a następnie opublikowane. Znowuż warto poklikać, bo akcja przednia i na pewno dowartościowująca. Obrazki przekozak, akcja super! Brawo Osuch!

Smacznego niedźwiedziego mięsa w górach życzę.
Do zobaczenia w górach i usłyszenia na Legii oraz w Eurosporcie.

O Autorze

Dziennikarz prasowy, radiowy, internetowy; komentator sportowy, spiker Legii Warszawa, a do tego narciarz-amator; żeglarz, ex-pięcioboista i wioślarz. Dziennikarstwo sportowe traktuje jako przedłużenie kariery zawodniczej. Organizator rajdów przygodowych. Lubi sobie pojeździć na rowerze i ogólnie się trochę zmęczyć. Autor prowadzi swój prywatny blog pod adresem zonaurbana.pl.

Podobne posty

  • Körnplac

    Moze czas postawic na jakosc.