Przed własną publicznością Squadra Azzura spisała się rewelacyjnie na ultratrudnym stoku Etra w San Vigilio w Południowym Tyrolu. Wygrała urocza ulubienica redaktora naczelnego Tomka Kurdziela, Federica Brignone. Na drugim miejscu uplasowała się Tessa Worley z Francji, a na trzecim Włoszka Marta Bassino. Maryna Gąsienica Daniel zajęła 32. miejsce (między Anną Veith a Tiną Weirather!). Zabrakło jej 0,1 sekundy do awansu do drugiego przejazdu.

Więcej o starcie Maryny oraz wywiad z nią samą prezentowaliśmy po pierwszym przejeździe (na skróty TUTAJ).

To był dzień włoski w Południowym Tyrolu. Trybuny pod Etrą zapełniły się grubo przed rozpoczęciem zawodów. W nieoficjalnym i mocno subiektywnym rankingu, w którym braliby udział kibice z Val Gardeny, Alta Badii i Plan de Corones – wygrywają ci dopingujący kobiety podczas Pucharu Świata w Kronplatz. Świetnie reagowali na rywalizację. Momentami było naprawdę głośno. Atmosferę podgrzewała świetnie dopasowana muzyka. Idealnie wpisał się w całość stok, którego ekspozycja pozwalała oglądać drugą część trasy. Wszystkie zawodniczki chwaliły zarówno usytuowanie, jak i poziom trudności. Wykres i profil Etry prezentowaliśmy WCZORAJ.

Michaela Shiffrin

Zawodniczki prezentowały różne techniki jazdy między najbardziej podkręconymi bramkami. Mikaela Shiffrin pokonywała naprawdę spore fragmenty ślizgowo.

Walka w czołówce okazała się niezwykle zacięta. Długo prowadziła Sara Hector ze Szwecji, która do drugiego przejazdu weszła z 26. pozycji, a ostatecznie zajęła szóstą! Dopiero dziewiąta po pierwszym biegu Mikaela Shiffrin zdołała wcisnąć się przed Szwedkę o 0,02 sekundy.

Drugi przejazd był zdecydowanie lepszy niż pierwszy. Nie do końca kontrolowałam sytuację. To było bardzo, bardzo dziwne, bo dotąd nigdy nie czułam braku pewności na krawędziach. Zastosowaliśmy te same ustawienia i tuning nart co na treningach w tych warunkach. Powinno być idealnie, a nie było.

– tłumaczyła rozgoryczona Shiffrin. Nie do końca radziła sobie z sytuacją bycia poza podium Lara Gut. Akurat w jej przypadku publika reagowała w sposób najbardziej stonowany. Wyprzedziła Amerykankę i to znacznie o 0,32 s., ale na podium się nie utrzymała. Wyprzedzały ją bowiem kolejne trzy zawodniczki. Najpierw Bassino, potem na prowadzenie wyszła Worley, a na koniec Brignone. Co ciekawe, każda z nich jechała w pewnym momencie wolniej od poprzedniczki i wyniki podświetlały się na czerwono. W końcówce jednak potrafiły przyśpieszyć i odzyskać prowadzenie.

Po zawodach odbyła się konferencja prasowa, z udziałem trzech najszybszych dziś gigancistek.

Federica Brignone: Dziś spełniło się moje marzenie, wygrać na własnej ziemi, tutaj we Włoszech. Plan de Corones świetnie podział na cały nasz skład. Moje koleżanki pojechały naprawdę dobrze. Chciałam tutaj wygrać i się udało. To wspaniały dzień. Pięknie jest startować we Włoszech, choć ma to dwa oblicza. Z jednej strony czuć ogromne wsparcie, z drugiej kibice są bardzo blisko nas, na każdym kroku chcą autografy, robią sobie z nami zdjęcia. Ciężko o koncentrację. Musiałam jakoś poszukać wyciszenia, ale na szczęście się udało. Nie znałam tego stoku wcześniej. Nigdy się tu nie ścigałam. Jest inny niż ten, na którym trenowałam w Courmayeur. Tam trasa jest inaczej nachylona. Jeździłam tam od dziecka i wpłynęło to na mają technikę. Do dziś lepiej skręcam na prawą nogę, a tutaj o wiele bardziej obciążana była prawa. Moja ulubiona trasa do Are w Szwecji. Ciekawy był powrót do giganta, bo ostatnio trenowałam i startowałam głównie w konkurencjach szybkościowych. Zdecydowałam się tu startować, by poszukać rytmu. W Garmisch pojechałam bardzo dobrze, z ogromnym czuciem. Dziś natomiast jechałam w bardzo dobrym rytmie. Jeśli chodzi o trasę Etra, to prawdziwy gigant, gdzie trzeba atakować. Ważną rolę odgrywało oświetlenie. Najpierw jechało się w rażącym słońcu, a potem wpadałyśmy w cień. Przed tym wyścigiem nie miałam jeszcze kwalifikacji i dopiero dzisiejszy wyścig przesądził o tym, że wywalczyłam miejsce w reprezentacji Włoch na mistrzostwa świata. Wiele się zmieniło od srebra w Ga-Pa. Byłam kontuzjowana i trudno mi było wejść we właściwy cykl. Szukałam przyjemności z jazdy, a teraz jest inaczej, bo jestem w pełni sprawna. Dziś w przerwie między przejazdami rozmawiałem z bratem. Jego kontuzje wykluczyły z wyczynowego uprawiania sportu. Motywował mnie i powiedział, że jestem w fantastycznym momencie kariery i miejscu.

Tessa Worley wybroniła drugie miejsce zajmowane po pierwszym przejeździe i utrzymała prowadzenie w klasyfikacji gigantowej.

Tessa Worley: Nie wiem czy ostatni start w Garmisch mi pomógł, ale moja pewna siebie rośnie. Ostatni supergigant podniósł ją jeszcze bardziej. Jestem w rytmie wyścigów. Kalendarz mamy napięty do granic. Nie mamy na nic czasu oprócz myślenia o kolejnych wyścigach. Stok był świetny, warunki perfekt, trasa bardzo techniczna. To prawdziwy stok gigantowy, techniczny, trudny, podobały mi się te najbardziej strome odcinki. W drugim przejeździe było bardzo ciemno na ostatnim odcinku. To ciężka bitwa, ale byłam dobrze przygotowana. Cieszę się z drugiego miejsca. To był dobry wyścig. Trenowałam dwa dni z Włoszkami i Michaelą Shiffrin.

Marta Bassino w najbardziej ekspresyjny sposób cieszyła się na mecie.

Marta Bassino: Osiągnęłam świetny wynik. Pierwszy raz tutaj jeździłam. To dla mnie ważny wynik, bo czekają nas mistrzostwa świata. Trudna wymagająca trasa i ciasna rywalizacja spodowodowała, że trzeba było atakować od samego początku do końca. Świetna rywalizacja. To kolejny start istotny dla mojej pewności siebie, szykujemy się do mistrzostw świata i każdy dobry wynik pozwala nabrać pewności siebie przed St. Moritz.

O Autorze

Dziennikarz prasowy, radiowy, internetowy; komentator sportowy, spiker Legii Warszawa, a do tego narciarz-amator; żeglarz, ex-pięcioboista i wioślarz. Dziennikarstwo sportowe traktuje jako przedłużenie kariery zawodniczej. Organizator rajdów przygodowych. Lubi sobie pojeździć na rowerze i ogólnie się trochę zmęczyć. Autor prowadzi swój prywatny blog pod adresem zonaurbana.pl.

Podobne Posty