Bez względu na to, że Marcel wygrał gigant na Gran Risa (relacja Michała i Darka), ten weekend należy do Norwegów, Norweżek i Lary Gut.

Szwajcarski kanton Tessin od czasu do czasu wydaje wielkie alpejki. Pierwszą z nich była Doris de Agostini następną Michaela Figini, a teraz Lara Gut. Ta drobna, bardzo atrakcyjna kobieta pochodząca z okolic stacji narciarskiej Airolo leżącej na południowej rampie przełęczy Gotthard, przeżyła najlepszy weekend swojego życia we francuskim Val d’Isere i Courchevel. Najpierw w piątek w superkombinacji po wspaniałej jeździe slalomu (jak na swoje możliwości) wyprzedziła Lindsey Vonn o zaledwie 0,01 sekundy oraz Michaelę Kirchgasser o 0,91 sekundy. Następnie w sobotę wygrała zjazd nie dając szans konkurencji, aby w niedzielę, już w Courchevel wywalczyć drugie miejsce w bardzo technicznym gigancie. Brawo!

Lara wiele razy podkreślała, ze slalom, którego jeździć nie potrafi, jest jej ulubioną konkurencją, gdyż doskonale pasuje do jej wojowniczego charakteru. Tym razem stwierdziła przed kamerami szwajcarskiej telewizji, że w slalomie przestała walczyć o życie, a zaczęła zjeżdżać. To spora różnica o wartości 100 punktów do klasyfikacji generalnej.

Sobotni zjazd Lara pojechała w tak kompaktowej pozycji, ze zdawała sie muskać śnieg. Pojechała nie tylko nisko, ale również bezbłędnie wyprzedzając rodaczkę Fabienne Sutter oraz utalentowaną kanadyjkę rosyjskiego pochodzenia Larisę Yurkiw. Dawno nie było takiego szczęścia w szwajcarskim obozie. Lindsey po poważnym błędzie w połowie trasy (przytrzymało jej nartę i o mało nie upadła) nie liczyła się w rozgrywce ostatecznej.

Niedzielny gigant był moim zdaniem fantastyczny. Ustawiono go tak, jak za dawnych lat, czyli ze skrętu w skręt i bez sekcji jazdy na wprost z kijami pod pachami. To było trochę zbyt wiele skręcania dla Amerykanki i w ostatecznym rozrachunku miejsce dopiero trzynaste. Zwyciężyła wreszcie rozkręcająca się z zawodów na zawody Eva-Maria Brem, dla której ten gigant (szczególnie pierwszy przejazd) był jakby stworzony. Na miejscu drugim dwie panie z tym samym czasem: Lara Gut I Nina Loeseth z Norwegii. Fede Brignone wypadła w drugim przejeździe i po raz pierwszy w tym sezonie nie stanęła na podium giganta.

Nagle Lara Gut zaczęła sie bardzo liczyć jako pretendentka do korony na koniec sezonu. Ja mogę tylko dodać, iż jej tego życzę, gdyż ciągle bardzo młoda alpejka ma za sobą kilka poważnych kontuzji. Najokrutniejsza z nich, czyli wywichnięcie stawu biodrowego zatrzymała ją na dwa sezony w narciarskim rozwoju i na dodatek była szczególnie bolesna. Ja trzymam kciuki za Larę, a wy?

W tym samym czasie, kiedy Lara odbierała lury za superkombinację, w dalekiej Val Gardenie trwała dekoracja zwycięzców supergiganta. Na podium – po raz pierwszy w historii APŚ – stało trzech Norwegów: Aksel Svindal, Kjetil Jansrud i Aleksander Aamodt Kilde. To doprawdy niespodzianka, choć Aksel i Kjetil należeli do faworytów, to na Aleksandra raczej stawiało niewielu.

Do mety na miejscu 57. (przedostatnim) dotarł również nasz reprezentant Michał Kłusak, ale z czasem gorszym od Svindala zaledwie o 4,92 sekundy. Dwa lata temu na tej samej trasie tych sekund było prawie dwanaście. Jest więc pewien progres, choć miejsce tego nie pokazuje. Biorąc pod uwagę, że Michał od dawna jeździ „za swoje”, to niech mu będzie na zdrowie.

Sobotni zjazd znowu należał do Svindala i Jansruda, choć Guillermo Fayed zrobił im niemiły żarcik wciskając sie miedzy nich w końcowej klasyfikacji. Na trasie doszło do groźnie wyglądającego upadku Matthiasa Mayera z Austrii. Na szczęście zawodnikowi nic poważnego sie nie stało, ale został odtransportowany śmigłowcem do szpitala w celu wykonania badań. Przed poważnymi konsekwencjami upadku, Matthiasa uratowała poducha powietrzna Dainese. Na powtórkach w zwolnionym tempie widać było wyraźnie, jak sie napompowała jeszcze w locie zanim narciarz uderzył o twardy jak beton śnieg. Po drugim zwycięstwie w ciągu dwóch dni pytano Aksela, czy jest w życiowej formie. Svindal odpowiedział zgodnie z prawdą i bez fałszywej skromności: „w zjeździe na pewno tak”. W tym sezonie pojedynek gigantów w osobach Marcela Hirschera i Aksela Lunda Svindala zapowiada się nader interesująco.

O Autorze

Tomek Kurdziel

Redaktor naczelny, założyciel i pomysłodawca Magazynu NTN. W dzieciństwie otarł się o WKN, przez wiele lat był członkiem AKN. Po roku 1981 przez 18 lat przebywał w Norwegii i Szwajcarii. Założył i przez wiele lat prezesował UIK Alpin na Uniwersytecie w Oslo. W latach 1985-1989 startował w zawodach FIS. Na początku lat 90. startował w zawodach snowboardowych (konkurencje alpejskie). Od 1997 roku pasjonat i promotor carvingu w Europie. Członek komitetu organizacyjnego FIS Carving Cup. W chwilach wolnych komentator Eurosportu. Obecnie entuzjasta freeride'u, motocyklowego enduro i windsurfingu.

Podobne Posty

  • SR

    Z Mayerem chyba jednak tak kolorowo nie jest… Ligety na FB wini właśnie kamizelkę za tak rozległe urazy… pytanie czy nie chodzi tu o… antyreklame włoskiego patentu.