Alpejski Puchar Świata postawił swoją słynną stopę na zupełnie nowej ziemi. No może tak zupełnie nowa to owa ziemia nie była, gdyż wcześniej w Korei rozgrywano zawody APŚ w konkurencjach technicznych, ale w każdym razie dla alpejskich konkurencji szybkościowych był to debiut. Już po czwartkowych treningach było jasne, że zdania na temat zjazdowej trasy w Jeongseon są wśród zawodników mocno podzielone. Kjetil Jansrud i Beat Feuz twierdzili, że trasa – choć nieco zbyt krótka – jest bardzo piękna, ma wiele przełamań terenu i wymaga jazdy z wielkim wyczuciem. Inni, jak Hannes Reichelt zarzucali, że nie jest to w pełni wartościowa trasa zjazdowa, gdyż brakuje w niej bardzo stromej części technicznej i płaskiej części ślizgowej. Wszyscy podkreślali jednak wielkie zaangażowanie organizatorów i perfekcyjne warunki na stoku. Wszyscy też trochę podśmiewali się z koreańskich dziennikarzy sportowych nie mających wielkiego doświadczenia w relacjonowaniu zawodów APŚ.

Nazywają mnie tu Ski-graczem

– śmiał się Jansrud po konferencji prasowej –

muszę uważać co mówię, i starać się przekazywać informacje szalenie prostym językiem, gdyż jak tylko zbytnio wchodzę w niuanse, to robią wielkie oczy i nic już nie rozumieją. Są za to szalenie sympatyczni i podekscytowani naszym pobytem tutaj.

Ostatecznie, przy całkiem sporej widowni na miejscu i jeszcze większej przed telewizorami zjazd na swoją korzyść rozstrzygnął Kjetil Jansrud wyprzedzając Dominika Parisa o 0,20 i Stevena Nymana o 0,41 sekundy. Na miejscu piątym (zaraz za Peterem Fillem) ciągle zdziwiony swoją formą Beat Feuz, który przegrał miejsce na podium zaledwie o 0,08 sekundy.

Ci, którzy są przede mną świetnie jeździli od początku sezonu. Nie mogę być zły, że z nimi przegrałem, choć strata wielka nie była. Ja sam ciągle jestem miło zdziwiony moimi wynikami.

– powiedział Feuz do szwajcarskiej telewizji.

W niedzielę w Jeongseon rozegrano supergigant. Pomimo bardzo szybkiego i płytkiego ustawienia trasy faworyzującej raczej zjazdowców na uwagę zasługuje siódme (!) miejsce Marcela Hirschera i to zaledwie ze startą 1,32 s do zwycięzcy

udało mi się pojechać szybko i odważnie, pomimo iż trasa faworyzowała zjazdowców. W kluczowych momentach uważałem i nie popełniłem błędu, Jestem zadowolony.

– powiedział kroczący po piątą z rzędu wielką kryształową kulę Marcel.

Na debiutującej trasie po raz pierwszy w supergigancie zwyciężył Carlo Janka i było to zarazem pierwsze męskie szwajcarskie zwycięstwo w tym sezonie.

Musiałem dożyć prawie trzydziestki i przejechać pół świata do Korei, żeby zaliczyć pierwszy wielki sukces w supergigancie

– śmiał się zawodnik, który pokonał następnego na mecie Christofa Innerhofera aż o 0,82 s. Trzeci na mecie Austriak Vincent Kriechmayr stracił już ponad sekundę do świetnie dysponowanego Szwajcara.
Po sukcesach konkurencji szybkościowych w Jeongseon głos zabrał też będący na miejscu prezes FIS Gian Franco Kaspar, który zdradził, iż marzy mu się coroczna edycja kilku zjazdów w Azji. Hmmm, czy to aby na pewno jest prawdą? Nie tak dawno ten sam pan przekonywał, że rozgrywanie zjazdów i supergigantów podczas igrzysk w Korei i następnych w Chinach nie ma sensu, gdyż nikt ich w Azji nie ogląda. Bardzo poproszę pana Kaspara o zaprzestanie traktowania ludzi związanych z narciarstwem od wielu lat, jak debili, którzy nie pamiętają, co mówiło się przed kilkoma miesiącami.

W czasie, kiedy w Korei panowie walczyli na trasach (od godziny 04.00 naszego czasu) większość zawodniczek w Garmisch-Partenkirchen zapewne jeszcze smacznie spała. W końcu jednak przyszła także pora na ich starty.

Moim zdaniem kolejne zwycięstwo Lindsey Vonn w zjeździe przesłonięte zostało wynikiem debiutującej w APŚ młodej Czeszki Ester Ledeckiej, o której niezwykłej karierze pisaliśmy w Magazynie NTN Snow & More. Ledecka jest bowiem mistrzynią świata w snowboardzie. Jeszcze 23.01.2016 wygrała zawody Snowboardowego Pucharu Świata w równoległym gigancie. W sobotę po raz pierwszy stanęła na starcie pucharowego zjazdu na niełatwej trasie w Ga-Pa i jadąc z numerem 42. zajęła miejsce 24. W niedzielę w supergigancie nie było gorzej – miejsce 25. i kolejne punkty. Ester w swoich dwóch startach APŚ pokonała wiele bardzo doświadczonych zawodniczek, a jej straty mieściły się w przyzwoitych granicach. Znaczy można? Można- jak się bardzo mocno chce.

Wracamy do wyników. W zjeździe Vonn po raz 76. najszybsza na trasie i to z olbrzymią przewagą. „Best of the rest” – Fabienne Suter, miejsce trzecie dla Viktorii Rebensburg. Na uwagę zasługuje też siódme miejsce węgierki Edit Miklos, której trudno odmówić konsekwencji, woli walki oraz wielkiego samozaparcia. Oczywiście obrońcy talentu naszych pań zaraz wynajdą, że Edit mieszka i trenuje w Austrii i w ogóle ma lepiej, bo przecież nasi zawsze mają pod górkę. Ja natomiast uważam, że może warto by było trochę mocniej się przyłożyć.

W supergigancie, super niespodzianka. Lara Gut skończyła na miejscu pierwszym przed Viktorią Rebensburg. Vonn „dopiero” trzecia. Do rekordu 86. zwycięstw APŚ ustanowionego przez Ingemara Stenmarka brakuje jej nadal 10. zwycięstw. Zapowiadająca walkę także w supergigancie Corinne Suter upadła w górnej części trasy i uszkodziła ponownie swoje operowane już lewe kolano. Jak poważnie – na razie nie wiadomo.

W ostatni weekend z APŚ na ten sezon pożegnali się jeszcze Travis Ganong i Maxance Muzaton.
The Show must go on…

O Autorze

Tomek Kurdziel

Redaktor naczelny, założyciel i pomysłodawca Magazynu NTN. W dzieciństwie otarł się o WKN, przez wiele lat był członkiem AKN. Po roku 1981 przez 18 lat przebywał w Norwegii i Szwajcarii. Założył i przez wiele lat prezesował UIK Alpin na Uniwersytecie w Oslo. W latach 1985-1989 startował w zawodach FIS. Na początku lat 90. startował w zawodach snowboardowych (konkurencje alpejskie). Od 1997 roku pasjonat i promotor carvingu w Europie. Członek komitetu organizacyjnego FIS Carving Cup. W chwilach wolnych komentator Eurosportu. Obecnie entuzjasta freeride'u, motocyklowego enduro i windsurfingu.

Podobne posty