tre cime

Minęło ponad 10 lat od ostatnich zawodów APŚ na japońskiej ziemi i wreszcie lokalni fani narciarstwa doczekali się. W ostatni weekend w malowniczej miejscowości Yuzawa rozegrano gigant i slalom panów. Oczywiście cała czołówka karnie stawiła się na starcie. I choć niektórzy narzekali na niedogodności dalekiej podróży, to chyba jednak było warto się natrudzić.

Jeszcze w piątek Alexis Pinturault na swoim fb prezentował jazdę w metrowym japońskim puchu, ale organizatorzy stanęli na wysokości zadania i sobotnia trasa giganta przygotowana została jak należy (tak się przynajmniej wydawało). Pierwszy przejazd należał do Fritza Dopfera, który dosłownie spłynął ze stoku, tak płynna i lekka była jego jazda. Na miejscu drugim zameldował się entuzjasta jazdy w puchu Alexis Pinturault, a trzecim Marcel Hirscher. W trakcie przejazdu okazało się też, że przygotowanie trasy do zawodów po metrowym opadzie to nie „kaszka z mlekiem”. W miarę upływu czasu, przy bramkach tworzyła się coraz głębsza mulda. Taka sama sytuacja wydarzyła się oczywiście również w przejeździe drugim i narciarze, którzy zajmowali wysokie pozycje po pierwszym stanęli przed bardzo trudnym zadaniem. Szczególnie, że ci będący niżej w klasyfikacji zwęszyli swoje szanse. Najpierw na prowadzenie wyszedł Massimilliano Blardone, a chwilę później Mathieu Faivre. Ostatecznie zwyciężył Alexis Pinturault, który najlepiej poradził sobie z trudnymi warunkami.

Na stoku leżała mieszanka śniegu naturalnego i sztucznego. Raz było bardzo twardo, a w innych miejscach zupełnie miękko. Oprócz siły i techniki trzeba było jeszcze umieć pomyśleć. Niektóre bramki trzeba było po prostu przejechać, aby zaatakować tam gdzie się dało.

– powiedział na mecie zadowolony z siebie Francuz. Jego kolega z drużyny Mathieu Faivre po raz pierwszy stanął na podium APŚ, a przeszczęśliwy Massimilliano Blardone znalazł się na najniższym jego stopniu po bardzo długiej przerwie.

To podium dedykuję moim dzieciom, którym często brakuje taty w domu. Obiecuję, że to już ostatni sezon.

– powiedział 37. latek. Będzie nam go brakowało. Ostatecznie Fritz Dopfer, po zbyt spokojnej jeździe znalazł się na miejscu siódmym. Hirscher był szósty, a Kristoffersen czwarty.

W niedzielę, w podobnych warunkach rozegrano slalom. I ponownie po pierwszym przejeździe prowadził Fritz Dopfer i ponownie tego prowadzenia nie wykorzystał. Mam nadzieję, że pięknie jeżdżący Niemiec nie zostanie nowym „mistrzem pierwszego przejazdu”. Wygrał wreszcie zasłużenie kolega Fritza z niemieckiej i nordickowej drużyny Felix Neureuther przed Andre Myhrerem (SWE) i Marco Schwarzem (AUT). Kristoffersen dopiero na miejscu siódmym, a Marcela na mecie nie było wcale. Już w pierwszym przejeździe wziął zaledwie czwartą tyczkę między narty i wypadł z gry.

Tak bywa, szczególnie w slalomie. Cieszę się, że wracamy do Europy. Będę mógł gotować, to co lubię i będę spał kilka nocy we własnym łóżku.

– powiedział Austriak, który nie jest fanem orientalnej kuchni.

W Crans Montana (gdzie miały ścigać się panie) okazało się, że wcale nie trzeba jechać do Japonii, żeby zobaczyć dużo śniegu. W nocy z piątku na sobotę spadło go aż 70 cm i trzeba było przełożyć start zjazdu na niedzielę. W niedzielę – z kolei – wiało, jak w przysłowiowym kieleckim i znowu start się nie udał. Moim zdaniem szkoda, gdyż zapowiadały się nie lada emocje. Do kombinacji zgłosiła się nawet Viktoria Rebensburg, która po odnalezieniu formy i ustawienia sprzętu dołączyła do Vonn i Gut, jako ewentualna pretendentka do korony na koniec sezonu. Odwołany zjazd zostanie gdzieś rozegrany w późniejszym terminie, kombinacja zaś przepadła na dobre.

W poniedziałek udało się wreszcie rozegrać slalom (to ten zaległy z Mariboru). I wiecie co? Wygrała go w fenomenalnym stylu wracająca po kontuzji Mikaela Shiffrin. I jak tu nie być jej fanem, szczególnie że warunki śniegowe były podobne do tych z Japonii, a na dodatek nic nie było widać (muldy przy tyczkach też nie). Druga na mecie zameldowała się Nastasia Noens, która chyba wreszcie zaczęła przyzwoicie i równo jeździć, a trzecia Marie-Michele Gagnon. Na mecie Mikaela Shiffrin czuła się jak ryba w wodzie, choć jeszcze w niedzielę wcale nie była pewna swojej formy. Powiedziała, że bardzo solidnie przykładała się do rehabilitacji i wcale nie miała czasu na imprezowanie, które bardzo lubi.

W drugim przejeździe wiele zawodniczek narzekało na słabe światło i brak kontrastu. Mnie to jakoś za bardzo nie przeszkadzało. Jechało mi się dobrze i co najważniejsze bardzo pewnie, choć z boku może wyglądało to na małe rodeo.

– rzekła szczęśliwa i zrelaksowana Shiffrin. Jedno jest pewne Mikaela „is back and kicking”, a szanse na małą kulkę za slalom ciągle ma bardzo wielkie.

W dalekiej Norwegii odbywają się igrzyska olimpijskie młodzieży (YOG). Póki co, rozegrano supergigant i kombinację. Nasi reprezentanci nawet się pokazali, choć to nie ich konkurencje. Na razie tylko obserwujemy i zdamy relację po wszystkich startach. Ot tak, żeby nie zapeszać, ale naprawdę trzymamy za nich kciuki.

O Autorze

Tomasz Kurdziel

Redaktor naczelny, założyciel i pomysłodawca Magazynu NTN. W dzieciństwie otarł się o WKN, przez wiele lat był członkiem AKN. Po roku 1981 przez 18 lat przebywał w Norwegii i Szwajcarii. Założył i przez wiele lat prezesował UIK Alpin na Uniwersytecie w Oslo. W latach 1985-1989 startował w zawodach FIS. Na początku lat 90. startował w zawodach snowboardowych (konkurencje alpejskie). Od 1997 roku pasjonat i promotor carvingu w Europie. Członek komitetu organizacyjnego FIS Carving Cup. W chwilach wolnych komentator Eurosportu. Obecnie entuzjasta freeride’u, motocyklowego enduro i windsurfingu.

Podobne posty