tre cime

Dziś w programie był gigant pań i to – pomimo protestów – na Face de Belevarde. Rano, razem z Marcinem Szafrańskim mieliśmy okazję zrobić course inspection. Trasa w górnej części była trochę zbyt miękka i agresywna, a w środkowej i dolnej bardzo zalodzona. Ze względu na bardzo stromy teren, bramki – szczególnie w górnej części – były ustawione bardzo gęsto, ok. 17 m jedna od drugiej, czyli hakenkreuz z Kluszkowców. W związku z tym spodziewaliśmy się (słusznie zresztą) dużych i głębokich muld.
Panie do walki ruszyły o godz. 10.00 i akurat wtedy niewielki do tej pory opad śniegu zwiększył 100-krotnie swoją intensywność. W pierwszym przejeździe idealnie pojechała Kathrin Zettel i wyprzedziła Tanję Poutiainen o 0,40 s. Trzecia na mecie zameldowała się dość niespodziewanie Victoria Rebensburg z Niemiec, a czwarta jej rodaczka Kathrin Holzl. Anja Paerson, Maria Pietilae-Holmner, Denise Karbon, Maria Riesch, Tina Maze, wszystkie te panie traciły już sporo do prowadzącej. Wszystkie nasze trzy reprezentantki poza pierwsza trzydziestką.
Przejazd drugi to fenomenalny popis Tiny Maze, która nie mając nic do stracenia zaatakowała z 15. miejsca, osiągnęła najlepszy czas drugiego przejazdu i to z ogromna przewagą. Dopiero czwarta po pierwszym, filigranowa Kathrin Holzl wyprzedziła Słowenkę o 0,09 s. Kolejne trzy panie już temu zadaniu nie sprostały. Ostatecznie Tanja Poutiainen był a trzecia, a Kathrin Zettel dopiero szósta. Na ich usprawiedliwienie trzeba dodać, że na koniec zawodów trasa zryta była bardzo mocno i pękła też w kilku miejscach.

Na konferencji było tym razem dużo śmiechu. Panie miały do powiedzenia:
Kathrin:

Jestem w szoku. Wiem, że potrafię jeździć na nartach, ale mimo to tytuł mistrzowski jest dla mnie zaskoczeniem. Po pierwszym przejeździe byłam czwarta, ale za wszelką cenę chciałam zdobyć medal. W przeszłości często zbyt wiele chciałam na zawodach wielkiej rangi. Dziś udało mi się pojechać luźno i agresywnie. Pomyślałam przed startem, że to tylko zawody w zjeżdżaniu z góry i udało się! Mam złoto, choć jeszcze to do mnie nie dociera! Pochodzę z Bawarii, więc jazda na nartach jest dla mnie naturalna. Zaczęłam w wieku 4 lat, ale moi rodzice uważali, że nie jestem zbyt utalentowana. Może właśnie dzięki temu trenowałam więcej niż wiele innych dziewcząt. Zawsze chciałam być zawodniczką i udało się całkiem nieźle. Maria Riesch i ja bardzo się przyjaźnimy i na wyjazdach zwykle dzielimy pokój, stąd jej wybuch radości po moim przejeździe. Mam nadzieję, ze ona też zdobędzie swój medal w slalomie, a ja będę mogła cieszyć się razem z nią. Tutaj podium wygląda prawie tak samo jak w Maribor. To nie przypadek. Tam też trasa – choć o zupełnie innej konfiguracji – była ekstremalnie zalodzona.

Tina:
Po pierwszym przejeździe płakałam ze złości. Zapomniałam startowych gogli i musiałam jechać w tych, w których się rozgrzewałam. Były zaparowane i po drodze na dół zamarzły… Prawie nic nie widziałam. Miedzy przejazdami byłam bardzo zła, myślałam – znowu ten pech. W drugim pojechałam tak wściekła, że chciałam gryźć stok. Wyszło całkiem nieźle. Może to jest metoda i powinnam mieć ze sobą kogoś, kto będzie mnie rozwścieczał przed startami?
To pierwszy medal dla mnie i drugi dla Słowenii. Poprzedni zdobył Mitja Kunc – mój sąsiad. Przyjechał do Val d’Isere cały nasz funclub. Mamy w Słowenii bardzo wielu utalentowanych narciarzy i mam nadzieję, że wkrótce zdobywać będziemy mnóstwo tytułów. Od maja trenuję poza kadrą z dwoma trenerami, którym jestem bardzo wdzięczna za pomoc i zaangażowanie. wiem ,że jestem bardzo trudną osobą, czasem sama nie mogę wytrzymać ze sobą. Oni wykazują dużo cierpliwości. Zmieniłam też sprzęt na Stoeckli i wszystko znowu gra. Face de Belevarde to bardzo techniczny i trudny stok, ale takie lubię. Czuję się bardzo mocna. Nie wiem, czy pojadę slalom. Umówiłam się z trenerami, że wystartuję w SL jak wygram gigant. Teraz mam srebro i muszę się zastanowić.

Tanja:
Nie będę ukrywać, że przyjechałam tu po złoto. Nie wyszło w gigancie, ale jeszcze jest slalom. Mam już medal, więc ciśnienie będzie mniejsze. W najgorszym razie spróbuje ponownie Vancouver. W pierwszym przejeździe trasa była ok, ale widoczność fatalna. W drugim było odwrotnie. Trasa pękła w kilku miejscach. Musiałyśmy też jechać w poprzek muld z pierwszego przejazdu. Jestem bardzo zadowolona z mojej kariery. Ciężko pracuję, ale prowadzę życie jakie lubię. Mam instynkt zwycięzcy i to działa. Do Vancouver pojadę po złoto, ale co będzie to będzie nie zawsze się wygrywa.
Tyle panie.

Bode Miller powiedział, że po tym sezonie prawdopodobnie się wycofa. Ponieważ powtarza to od kilku lat, mam nadzieję, że nie jest to prawdą.

Ivica nie wystartuje w Val. Priorytetem jest Puchar Świata. Chłopak ma zbyt wiele do stracenia.

Maciek Bydliński zajął 12. miejsce w wyścigu eliminacyjnym do giganta, ale został zdyskwalifikowany za zbyt wysokie o 3 mm podeszwy butów.

Wielu zawodników tzw. egzotycznych nacji jeździło eliminacje do giganta z czarnymi opaskami na lewym ramieniu na znak żałoby po zabijanej przez FIS idei rywalizacji. Hujara zarządził eliminacje do giganta z dala od głównej areny mistrzostw, bez kamer i widzów. Narciarze z Iranu, Argentyny, Senegalu, Chile, Polski i wielu innych nie-alpejskich państw poczuli się taka decyzją bardzo urażeni. I słusznie. Dla zawodników tych państw udział w mistrzostwach to największe osiągniecie karierze i nie chcą być odsuwani w cień. Pan Hujara ma na ten temat własne (aroganckie) zdanie.

Resi Stiegler is Back! Amerykanka przybyła do Val d’Isere, aby wziąć udział w slalomie. Cykl przygotowawczy objął dwa slalomy pucharu Europy. Trochę mało.

O Autorze

Dziennikarz prasowy, radiowy, internetowy; komentator sportowy, spiker Legii Warszawa, a do tego narciarz-amator; żeglarz, ex-pięcioboista i wioślarz. Dziennikarstwo sportowe traktuje jako przedłużenie kariery zawodniczej. Organizator rajdów przygodowych. Lubi sobie pojeździć na rowerze i ogólnie się trochę zmęczyć. Autor prowadzi swój prywatny blog pod adresem zonaurbana.pl.

Podobne posty