tre cime

Po fantastycznych i ciekawych mistrzostwach świata w St. Moritz emocje związane z alpejskim Pucharem Świata trochę przybladły. Sezon trwa jednak nadal i w ciągu ostatnich dwóch weekendów zawody odbywały się zgodnie z programem. Wiele też stało się jasne.

Niesamowity Marcel Hirscher po raz szósty z rzędu zapewnił sobie zwycięstwo w klasyfikacji generalnej pucharu. Ten rekord utrzyma się zapewne długo, o ile Hirscher go w przyszłym sezonie nie poprawi. A może tak się zdarzyć. Marcel dokonał tej niezwykłej sztuki wygrywając bardzo trudny gigant w Kranskiej Gorze i to w warunkach (w drugim przejeździe) daleko odbiegających od normalnych. Austriak zapewnił też sobie małe kulki za gigant i slalom. Po prostu mistrz i tyle. Jeszcze w Crans Montana małą kulkę za kombinację zapewniała sobie Ilka Stuhec i to w bardzo trudnych warunkach mieszaniny sztucznego i naturalnego śniegu. Tamże w Crans, pierwsze zwycięstwo w kombinacji wywalczyła Mikaela Shiffrin, a nasza reprezentantka Maryna Gasienica-Daniel zdobyła dwa punkty alpejskiego Pucharu Świata zajmując 29. miejsce (na 31 pań, które ukończyły – gwoli sprawiedliwości).

Z kolei w Kvitfjell pierwsze zwycięstwo w karierze w konkurencji supergigant zanotował Peter Fill. Jednocześnie organizatorzy dostali (podobno ostateczną) żółtą kartkę od Markusa Waldnera – dyrektora alpejskiego Pucharu Świata. Zdarzyło się to po niemal kolizji Carlo Janki z jednym z organizatorów, który bez powodu znalazł się nagle na trasie treningu zjazdu. Podobno cała organizacja stała ponownie na nie najwyższym poziomie.

Mamy wiele ośrodków narciarskich, które tylko czekają, żeby dostać szansę na przeprowadzenie zawodów APŚ i nie możemy tolerować organizacji gorszej niż na zawodach FIS niższej rangi

– powiedział bardzo wzburzony Waldner. I – niestety – miał rację.

W Korei na treningach dominowała Lindsey Vonn, ale w ostrym ściganiu dwa razy musiała uznać wyższość Sofii Goggii, która na koniec sezonu rozkręciła się na dobre. Myślę, że nie raz jeszcze o niej usłyszymy. Ma dziewczyna charakter do ścigania.

Choć Shiffrin do Korei nie poleciała to nie wydaje się prawdopodobne, aby ktoś mógł jej jeszcze zagrozić w zdobyciu wielkiej Kryształowej Kuli. Teoretycznie szanse takie mają jeszcze Stuhec, Goggia i Worley, ale paniom do rozegrania pozostały jeszcze dwa slalomy i dwa giganty oraz po jednym zjeździe i supergigancie. Trudno więc będzie wyszarpać zwycięstwo Amerykance. Czekamy na ostateczne rozstrzygnięcia za oceanem.

O Autorze

Tomasz Kurdziel

Redaktor naczelny, założyciel i pomysłodawca Magazynu NTN. W dzieciństwie otarł się o WKN, przez wiele lat był członkiem AKN. Po roku 1981 przez 18 lat przebywał w Norwegii i Szwajcarii. Założył i przez wiele lat prezesował UIK Alpin na Uniwersytecie w Oslo. W latach 1985-1989 startował w zawodach FIS. Na początku lat 90. startował w zawodach snowboardowych (konkurencje alpejskie). Od 1997 roku pasjonat i promotor carvingu w Europie. Członek komitetu organizacyjnego FIS Carving Cup. W chwilach wolnych komentator Eurosportu. Obecnie entuzjasta freeride’u, motocyklowego enduro i windsurfingu.

Podobne posty