Maciej Bydliński to obecnie najlepszy polski alpejczyk. Po ośmiu „suchych” latach zdobył punkty Alpejskiego Pucharu Świata. Dziś staje przed szansą osiągnięcia życiowego sukcesu w superkombinacji podczas mistrzostw świata w Garmisch-Partenkirchen. Kilka dni temu publikowałem pierwszą część wywiadu, jaki z nim przeprowadziłem. Oto zapis drugiego fragmentu rozmowy:

Michał Szypliński: Jestem bardzo ciekawy twojej opinii na temat trudności zjazdów w Kitzbuehel i Wengen. Miałeś okazję poznać obie trasy. Są one zaliczane do najbardziej wymagających w całym kalendarzu Pucharu Świata. Którą z nich jest trudniejsza dla Ciebie?
Maciek Bydliński: Beaver Creek (śmiech). To dla mnie najbardziej wymagający zjazd. Naprawdę ciężko jest tam wytrzymać kondycyjnie – szczególnie, że w dolnej partii jest sporo skoków i najwięcej się dzieje. Ale nie twierdzę, że Kitzbuehel lub Wengen są łatwe. Każdy zjazd zaliczany do Pucharu Świata, nawet ten w Lake Louise, który wygląda łatwo, jest bardzo ciężki.

Michał Szypliński: To ciekawe, co powiedziałeś – sądziłem, że to właśnie trasy zjazdowe w Wengen lub Kitzbuehel są, oprócz popularności medialnej, najtrudniejsze. Kiedy rozmawialiśmy przed sezonem powiedziałeś mi, że stawiasz przed sobą trzy cele na nadchodzącą zimę. Chciałeś zająć miejsce w pierwszej trzydziestce Pucharu Europy w superkombinacji – to udało się nawet z nawiązką – zapunktowałeś przecież w Pucharze Świata. Drugi cel, również osiągnięty, to poprawa FIS-punktów w slalomie – niedawno w austriackim Gerlitzen uzyskałeś wynik 24,23…
Maciek Bydliński: Oj z tych punktów nie jestem zadowolony! Mogło być lepiej.


Michał Szypliński: Sezon jeszcze się nie skończył – będzie pewnie okazja do poprawy. Wracając do założeń przedsezonowych – szykujesz się na pierwszą trzydziestkę na mistrzostwach świata w Garmisch-Partenkirchen. Jak myślisz – ograniczona liczba zawodników z każdego kraju będzie wystarczającym ułatwieniem? Wydaje mi się, że mniej znani alpejczycy spoza czołówki również będą chcieli wykorzystać szansę i będziesz musiał wspiąć się na wyżyny możliwości, żeby spełnić swoje marzenia.
Maciek Bydliński: Mistrzostwa świata to jest druga impreza po igrzyskach olimpijskich, więc zadanie jest trudne. A czy jest mniej zawodników? No trochę mniej, ale lepsze miejsce można zająć przede wszystkim dlatego, że wszyscy bardziej ryzykują, niż podczas zawodów Pucharu Świata. Każdy chce osiągnąć jak najlepszy wynik, do tego dochodzi presja mediów i kibiców – wszystko to sprzyja popełnianiu błędów. Zobaczymy co zwojuję – będę się starał z całych sił. Trzydziestka jest jak najbardziej realna, po cichu marzę o miejscu w pierwszej dwudziestce. Nie chcę jednak zapeszyć – zobaczycie już niedługo, jak uda mi się zjechać. Patrząc realnie miejsce w trzydziestce w Ga-Pa jest możliwe w superkombinacji, w slalomie różnie może być, ale na treningach osiągam dobre wyniki, więc jestem optymistycznie nastawiony. Nie pokazałem jeszcze w mocnych zawodach FIS na co mnie stać, ale na pewno 24 FIS-punkty to nie jest maksimum moich możliwości w tym sezonie.


Michał Szypliński: Mam nadzieję, że uda Ci się poprawić ten wynik, skoro mówisz, że jest jeszcze rezerwa…
Maciek Bydliński: Myślę, że byłoby to sprawiedliwe, bo wydaje mi się, że jeżdżę lepiej i wyniki na papierze tego nie odzwierciedlają.

Michał Szypliński: Na koniec chciałbym poruszyć kwestię młodzieży. W Polsce brakuje nam zawodnika, który walczyłby z najlepszymi na świecie – takiego Adama Małysza w alpejskim wydaniu. Brak sukcesów w ostatnich latach wpędził tę dyscyplinę w głęboki kryzys, zarówno sportowy, jak i medialny. Jak pewnie zauważyłeś, o dyscyplinie, którą uprawiamy niewiele można przeczytać w popularnych tytułach prasowych. Zainteresowanie polskiej telewizji również jest znikome. Na zawodach FIS spotykasz młodych narciarzy, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z prawdziwą rywalizacją. Powiedz, czy jest ktoś, kto Twoim zdaniem ma szansę nawiązać w najbliższych latach walkę ze światową czołówką? Jakiś talent, który wymaga odpowiedniego poprowadzenia i może „pociągnąć” narciarstwo alpejskie w dobrą stronę?
Maciek Bydliński: Jeśli siostra Agnieszki (Maryna Gąsienica Daniel – przyp. red) będzie dalej pracować, to myślę, że ma szansę osiągnąć naprawdę dużo. Ma talent. Każdy z młodych ma szansę. Tylko trzeba porządnie trenować. Istotna sprawa to trenerzy – oni muszą znać się na narciarstwie, robić progres i iść do przodu razem z zawodnikiem. Oczywiście nic się nie uda bez odpowiedniego budżetu. Pieniądze są potrzebne, bo narciarstwo to drogi sport. A czy wśród chłopców jest jakiś wyjątkowy talent? Ciężko powiedzieć. Od zawodów FIS do Pucharu Świata jest bardzo długa droga.

Michał Szypliński: Zdaję sobie z tego sprawę, ale naprawdę nikt nie ma tego „błysku”, który dawałby nadzieję, że może za kilka lat coś drgnie?
Maciek Bydliński: W tym sezonie bardzo dobrze prezentuje się ten chłopak z Warszawy – Andrzej Dziedzic. Pierwsze starty może zaliczyć do pozytywnych. W debiucie w Norwegii „zjechał” 77,26 FIS-punktów (w slalomie na Łysej Górze osiągnął już wynik 59,25 – przyp. red.)., także iskierka jest – talent na pewno ma. Tylko tak, jak mówię – nie ma co w ogóle porównywać zawodów FIS do Pucharu Świata. To jest „bitka”. Jeśli nie jesteś talentem na miarę Hirschera, to naprawdę ciężka droga przed Tobą. Młodzi zawodnicy nie mogą nawet zdawać sobie sprawy, jak ciężki bój trzeba stoczyć, aby dostać się do grona najlepszych. Dopóki nie wystartuje się w Pucharze Europy, to nie ma się pojęcia o skali zagadnienia. Ale życzę tym młodym, żeby pracowali, bo naprawdę warto – tak jak ja się cieszyłem z tych punktów Pucharu Świata – to jest nie do opisania! Nigdy nic nie sprawiło mi takiej satysfakcji. Wszystkie FIS-punkty przy nich po prostu nikną.


Michał Szypliński: Maćku, bardzo dziękuję za rozmowę. Życzę Ci dobrych warunków do treningu oraz aby udało się zrealizować plan na mistrzostwach świata – żebyśmy mogli cieszyć się z Twojego sukcesu.
Maciek Bydliński: Dzięki! A ja życzę sobie, żeby było więcej takich dziennikarzy, jak Ty. Bo ostatnio, jak oglądałem slalom (w Kitzbuehel – przyp. red.) i słuchałem komentarza w wykonaniu pani Lechowskiej, to się załamałem. Tak czekałem na tę transmisję i normalnie odechciało mi się oglądać, jak zacząłem słuchać tej pani. Dla niej zawodnik z piętnastym numerem to jest porażka, tylko Kostelic jest jej kolegą. Pani ma chyba lekki kompleks – tak mi się wydaje. Może była niespełniona. Dziennikarz, który prowadzi relację z Pucharu Świata mógłby się zainteresować Polakami, którzy startują – wystarczy wejść na moją stronę, można napisać, zapytać się jaki mam plan itp. A klepanie w stylu „nie wiadomo dlaczego nie przyjechał do Kitzbuehel” świadczy o kompletnej ignorancji. Chętnie zamienię z panią Lechowską dwa słowa, jeśli spotkam ją w Garmisch.


Już dziś mój rozmówca startuje w superkombinacji na mistrzostwach świata. Czy uda mu się zająć miejsce w czołowej trzydziestce? Zobaczymy za kilka godzin. Niestety rozmowa z Moniką Lechowską będzie musiała poczekać – TVP, podobnie jak Eurosport, nie wysłała swoich korespondentów do Garmisch-Partenkirchen. Ja będę na miejscu podczas gigantów i slalomów i postaram się przekazać Wam ciekawe informacje z samego serca tej imprezy. Zaglądajcie na naszą stronę!

  • Maciek wystartuje w Ga-Pa w superkombinacji z 24. numerem. Powodzenia!

  • HEAD

    Pani Lechowska nie zna nawet nazwisk z naszej kadry: wg. niej oprócz Maćka jest jeszcze Michał Klusak, a nie Kłusak :)

  • POLSPORT

    A Pani Lechowska i nawet HEAD nie wie, że oprócz Maćka i Michała Kłusaka jest jeszcze Jakub Kłusak. I jeszcze jego kuzyn i kuzynka kuzyna. Chyba, że Vladek do Krynicy pojechał Maćkowi trasę miesiąc wcześniej równać. :)

  • sportowiec

    Czekamy na wywiad z naszymi kadrowiczami po występie w GA-PA!!!!!