Bruno Kernen (niegdyś słynny szwajcarski zjazdowiec) jeździ w Val d’Isere z kamerą na kasku, aby przybliżyć widzom trudy tras w konkurencjach szybkościowych. Dziś na mecie miał mieszane uczucia. Trasa super giganta panów to jakby dwa osobne wyścigi – powiedział. Góra przypomina kręty zjazd wąskimi kuluarami. Dół dla odmiany to rozciągnięty, bardzo techniczny gigant. Na tej trasie wygra nie tylko najlepszy technicznie, ale także najlepszy taktyk. Dodatkowo dolna część supergiganta ustawiona była na ekstremalnie zalodzonym, bardzo stromym stoku.

W tych warunkach, od samego początku „trup słał się gęsto”. Problemy mieli wszyscy, a Ted Ligety zaliczył spektakularny upadek. Doskonale w dolnej części trasy pojechał Raich, ale błąd na górze był zbyt poważny aby myśleć o zwycięstwie. Innerhofer (nr 11) był w zasadzie pierwszym zawodnikiem, który zjechał bez błędów i oczywiście objął prowadzenie. Chwile później przepadł Bode Miller, ale ładnie pozbierał się po ślizgu na biodrze. Z numerem 16 jechał Didier Cuche, który należał do grona największych faworytów. Pojechał genialnie. W górnej części trasy jak rasowy zjazdowiec, w dolnej jak super gigancista. Respekt! Był szybszy o Innerhofera o 1,07 s. Od tego momentu było jasne ze Cuche na podium stanie. Jednak dopiero kiedy na mecie zameldował się spóźniony o 1,02 s Aksel Lund Svindal jasnym stało się, że złoto wreszcie powędruje w ręce sympatycznego Szwajcara. Niespodziankę sprawił jeszcze Peter Fill, który ze strata 0,99 s ostatecznie zajął drugie miejsce. Austriacy bez medalu w niegdyś ich „narodowej” konkurencji.

Na konferencji prasowej panowie powiedzieli:
Aksel:
dobrze pojechałem górę, jednak na lodowej ścianie na dole trasy popełniłem zbyt wiele błędów. To cud, że wystarczyło na medal. Didier był moim faworytem, gdyż on fantastycznie potrafi jeździć po czystym lodzie. W sumie trasa budziła skrajne emocje, Marco Buechel mówił, że to tragedia, a Cuche, że jest fantastyczna. Moje zdanie jest gdzieś pomiędzy. Na tych mistrzostwach chciałbym wygrać jeszcze choć jeden medal.
Peter: jestem nieprawdopodobnie szczęśliwy. W górnej części jechałem dobrze i nabrałem pewności siebie. Dół był trochę gorszy w moim wykonaniu ale wystarczająco szybki aby utrzymać drugą pozycję. Wytrzymałem tempo i zmęczenie. Dobry wynik mojego przyjaciela Christopha Innerhofera był dla mnie wielką motywacją. Jestem naprawdę bardzo szczęśliwy. Didier był poza zasięgiem.

Didier zanim przemówił posprzątał ze stołu butelki z Poweraidem i postawił z Ovomaltiną. Miał przy tym bardzo filuterny uśmiech:
Marzenie się spełniło. Jestem mistrzem. Po tylu latach ciężkiego treningu. Brak mi słów. Kiedy startował Bode (nr 12) zauważyłem na niebie chmurę, która zbliżała się do słońca. Zacząłem błagać „Boże nie teraz, już nie, dość pecha”. Chmura ominęła słońce i wszyscy mieliśmy równe szanse. Po raz drugi w karierze, czułem że ja, sprzęt i stok stanowimy jedno. Miałem też mnóstwo radości z tego zjazdu. Dziękuję moim serwisantom za dokonanie trafnych wyborów. Dziś wszystko grało jak z nut! Pytacie jak to jest, kiedy ktoś wygra? Różnica jest w pytaniach dziennikarzy. Dziś jesteście dla mnie mili, ale kiedy jestem gorszy wyśmiewacie się bez litości. Dziś na ściance byłem cały czas lekko spóźniony i myślałem „Oh shit”. W końcu na trzy bramki przed metą musiałem przyhamować. To bardzo cienka linia pomiędzy zwycięstwem i wypadkiem. Dedykuję to zwycięstwo Danielowi Albrechtowi, który jest w szpitalu. Na tym stoku na pewno byłby świetny. Pytacie czemu z wiekiem jestem coraz lepszy – well, po prostu jestem jak dobre wino. Bardzo wiele lat trenowałem bardzo ciężko. Dziś wiem po co.

Didier pozostawił po sobie wspaniałe wrażenie fantastycznego zawodnika i dojrzałego, wesołego faceta. Od dziś jestem jego fanem.
Dziś jeszcze trenowały panie na trasie zjazdu. Najszybsza była Lara Gut, a Lindsey bardzo daleko (DSQ). Na nieszczęście na trasie upadła i uszkodziła kolano Jessica Lindell-Vikarby i już w tym sezonie nie wystartuje.

O Autorze

Tomasz Kurdziel

Redaktor naczelny, założyciel i pomysłodawca Magazynu NTN. W dzieciństwie otarł się o WKN, przez wiele lat był członkiem AKN. Po roku 1981 przez 18 lat przebywał w Norwegii i Szwajcarii. Założył i przez wiele lat prezesował UIK Alpin na Uniwersytecie w Oslo. W latach 1985-1989 startował w zawodach FIS. Na początku lat 90. startował w zawodach snowboardowych (konkurencje alpejskie). Od 1997 roku pasjonat i promotor carvingu w Europie. Członek komitetu organizacyjnego FIS Carving Cup. W chwilach wolnych komentator Eurosportu. Obecnie entuzjasta freeride'u, motocyklowego enduro i windsurfingu.

Podobne posty