tre cime

Skończyły się mistrzostwa świata. Miały być imprezą Tiny Maze, ale – jak to w sporcie często się zdarza – stały się pokazem siły, charakteru i umiejętności innego narciarza: Teda Ligety. Trzy złote medale w konkurencjach indywidualnych robią wrażenie, szczególnie w dzisiejszych czasach wąskich specjalizacji. Ted zmiażdżył wszystkich pozostając – jak sądzę – nadal fajnym i przystępnym facetem, z którym uda się jeszcze nie raz pogadać (w Magazynie NTN Snow & More mieliśmy już z nim dwa bardzo obszerne wywiady). Oprócz Teda i Tiny ogromne wrażenie w slalomie zrobił Marcel Hirscher i… Adam Žampa (uzyskał najlepszy czas drugiego przejazdu) oraz Mikaela Shiffrin, złota w slalomie siedemnastolatka „bez nerwów”. A nasi?

Od kilku dni słyszę w radiu i czytam w prasie, że ostatnie mistrzostwa były sukcesem polskiego narciarstwa. Zasadnym wydaje się jednak pytanie – czy rzeczywiście?

Zacznijmy od początku. Nasze panie nie wystartowały w supergigancie, gdyż organizatorzy zamknęli bramkę startową ze względów bezpieczeństwa po wypuszczeniu na trasę 2/3 pań. Słusznie, gdyż na trasie było ciemno, miękko i dziurawo. Niesłuszną była jednak decyzja rozpoczęcia konkurencji ok. 14.30 i ktoś w FIS-ie (Skaardal) powinien za to ponieść konsekwencje. Jednak stało się. W SG panów Maciek Bydliński zajął 40., a Michał Kłusak 49. miejsce. Za nimi, za wyjątkiem jednego Czecha, Słowaka i Chorwata uplasowali się jedynie przedstawiciele nacji w narciarstwie „egzotycznych”. Trudno.

W superkombinacji Karolina Chrapek zajęła 27. miejsce na 32 sklasyfikowane (przegrała z Macareną Simari-Birkner z Argentyny), a Agnieszka Gąsienica Daniel była jedyną, która nie ukończyła zjazdu. Wynik: DNF.

Wśród panów Maciek Bydliński zajął miejsce 16. Trzeba przyznać, że bardzo dobrze pojechał zjazd i to po trudnej, zalodzonej trasie. W slalomie jednak pojechał „na wynik”, to znaczy dotarcie do mety, tracąc ponad pięć sekund. do najlepszego. W klasyfikacji, za nim jedynie Bośniacy, Holendrzy Andorczycy, Białorusini i ci, co wypadli z trasy. Każdy, kto zna specyfikę tej łączonej konkurencji, wie że startuje w niej garstka najlepszych i bardzo wielu aspirujących zawodników. Liczy się tylko medal, więc najlepsi sporo ryzykują i często wypadają z trasy. Mnie niepokoi jednak, że Dominik Paris – zjazdowy „słoń” zjechał slalom szybciej od Maćka.
Szesnaste miejsce to wynik, który jest osobistym sukcesem zawodnika i daje Maćkowi przynajmniej dwa lata spokoju, bo jest co pokazać w ministerstwie, ale czy można nazwać je sukcesem polskiego narciarstwa? Do czołówki nie zbliżyliśmy się nawet o milimetr.
W gigancie nasze panie (Agnieszka i Maryna) zajęły odpowiednio 29. i 34. miejsca, a Karolina nie ukończyła. W mistrzostwach obowiązują tak zwane kwoty narodowe, czyli każdy kraj może wystawić najwyżej cztery reprezentantki (plus obrończynię tytułu). Biorąc to pod uwagę (w PŚ jeździ więcej dobrych zawodniczek) oraz zerkając na FIS-punkty dość dobrze oddające poziom – rewelacji nie ma (delikatnie rzecz ujmując).

Maciek Bydliński giganta nie pojechał, gdyż postanowił zaoszczędzić siły na slalom. Po co jednak jechał z pozytywnym skutkiem eliminacje do tej konkurencji? W ten sposób „zajął miejsce” komuś, kto chętnie wystartowałby w finałach, a być może przyjechał z bardzo daleka.

W slalomie Bydliński kwalifikacji nie przebył. Wypadł w drugim przejeździe. Po pierwszym zajmował siódme miejsce tracąc do prowadzącego 2,01 sekundy i przegrywając np. z Christianem Javierem Simari Birkner – 33. letnim Argentyńczykiem. Czemu akurat porównuję naszych zawodników do członków narciarskiej rodziny z Argentyny? Otóż oni jeżdżą po świecie i zawodach za własne pieniądze i samodzielnie również trenują oraz organizują sprzęt. Są bardzo zaangażowanymi w narciarstwo amatorami, którzy mają środki i kochają sport, ale jednak są amatorami.

Wracając do Schladming. Michał Jasiczek (z 12. FIS-punktami był zakwalifikowany) w konkurencji głównej, po przejechaniu połowy trasy zatrzymał się. Nie wiem co się stało i nie mogę w tej sprawie zabrać głosu. Szkoda, że nie skończył. Mateusz Garniewicz nie przebrnął prze eliminacje wypadając w pierwszym przejeździe – też szkoda, gdyż wykazał bardzo dużo determinacji, aby w ogóle znaleźć się na starcie.

Panie w slalomie też bez rewelacji: Agnieszka 36., a Ola Kluś 39.

Tyle fakty. Czy w ich świetle można mówić o sukcesie polskiego narciarstwa? Moim zdaniem nie za bardzo.

Pozostaje tylko pytanie: co zrobić, żeby w kraju, gdzie cztery miliony ludzi regularnie jeździ na deskach, a co piąta osoba deklaruje umiejętność jazdy, wychować jednego alpejczyka lub alpejkę częściej niż raz na trzydzieści kilka lat?

O Autorze

Tomasz Kurdziel

Redaktor naczelny, założyciel i pomysłodawca Magazynu NTN. W dzieciństwie otarł się o WKN, przez wiele lat był członkiem AKN. Po roku 1981 przez 18 lat przebywał w Norwegii i Szwajcarii. Założył i przez wiele lat prezesował UIK Alpin na Uniwersytecie w Oslo. W latach 1985-1989 startował w zawodach FIS. Na początku lat 90. startował w zawodach snowboardowych (konkurencje alpejskie). Od 1997 roku pasjonat i promotor carvingu w Europie. Członek komitetu organizacyjnego FIS Carving Cup. W chwilach wolnych komentator Eurosportu. Obecnie entuzjasta freeride'u, motocyklowego enduro i windsurfingu.

Podobne posty