tre cime

Trochę czasu minęło od wydarzeń ostatniego weekendu oraz kolejnych zawodów we wtorek. Było kilka powodów, dla których kolejna relacja z Pucharu Świata ukazuje się tak późno. Po pierwsze: targi ISPO w Monachium zajęły naszą uwagę na dwa dni. Po drugie: trzeba było zebrać myśli.

To, co wydarzyło się Kitzbühel – moim zdaniem – nie napawa optymizmem. W ciągu zaledwie kilku dni aż sześciu naprawdę dobrych zawodników znalazło się w szpitalu z większymi lub mniejszymi obrażeniami. Trzech czołowych zawodników, a dwóch walczących o tytuł w tym konkretnym zjeździe wyleciało z trasy w tym samym miejscu i z tego samego powodu. To na pewno nie przypadek. Jak po zawodach powiedział trzeci na mecie Carlo Janka:

Kitz w tym roku osiągnął limit.

Zacznijmy jednak od początku: Już podczas treningów, w czwartek dwoje austriackich zawodników zakończyło przygodę z narciarstwem w tym sezonie. Na Streifie rozbił się i „urawał” kolano Florian Scheiber, a w Cortina d’Ampezzo podobny los spotkał Nicole Schmidhofer. Wcześniej we wtorek na Streifie skończył sezon Max Franz. Rozegrana w piątek kombinacja panów zakończyła się zwycięstwem Alexisa Pinturault przed Victorem Muffat-Jeandet i Thomasem Mermillod Blondin. To trzecie z rzędu zwycięstwo Francuza w kombinacji w Kitz – czyli zaliczył hattrick. Na bez porównania trudniejszym slalomie niż w Wengen działy się rzeczy różne i tylko trzydziestu zawodników zostało ostatecznie sklasyfikowanych. Aksel Lund Svindal wziął tyczkę między narty i w konsekwencji lekko naderwał sobie włókna mięśniowe w udzie. Tyczkę między nartami miał też Marcel Hirscher i został zdyskwalifikowany. Zawody, choć ciężkie, odbyły się jednak przy dobrej pogodzie i bez większych problemów. W sobotę zrobiło się jednak gorzej. Rano padał śnieg. Kiedy przestało podać, zaczęło mocno wiać, a potem ponownie się zachmurzyło. Start zjazdu opóźniono o godzinę, ale w końcu Markus Walner i Hannes Trinkl zadecydowali się rozpocząć konkurencję. Widoczność (płaskie światło) pogarszała się jednak coraz bardziej. Mała, niewidoczna na ekranach telewizorów kompresja tuż za skokiem z Hausbergkante najpierw pożarła Georga Streitbergera. Ściśnięty przez nią zawodnik stracił równowagę i zanim zdążył ją odzyskać, następna nierówność wystrzeliła go w powietrze. Okalające trasę siatki zatrzymały Austriaka. W kilka minut później podobny los spotkał w tym samym miejscu Hannesa Reichelta i jeszcze chwilę później Aksela Lunda Svindala. Wszyscy trzej skończyli w szpitalu. Streitberger i Svindal z zerwanymi więzadłami w kolanie, Reichelt z lekkim wstrząśnieniem mózgu. Wyścig został przerwany po przejeździe zawodnika z numerem 30, a wyniki zaliczone – zgodnie z regulaminem. Pytanie brzmi: czemu zawody przerwano tak późno? Czyż wypadek Streitbergera nie był dla jury wystarczającym ostrzeżeniem? Czy presja pięćdziesięciotysięcznej widowni naprawdę warta jest zdrowia zawodników?

Dużo pytań, mało odpowiedzi. Prezes ÖSV Peter Schröcksnadel głośno stwierdził, że zawody przerwano za późno, ale przecież gdyby decyzja zapadła wcześniej byłby zapewne pierwszym do krytykowania jury za brak odwagi. Kto, jak kto ale Schröcksnadel zna się na biznesie znakomicie. Najbardziej przykre jest to, że z walki o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej wyeliminowany został będący w życiowej formie Svindal i choć Norweg zapewnia, że na trasy powróci, to w końcu ma już 32 lata i nie wiadomo, jak się wszystko ułoży. Dramatyczny koniec kariery też jest możliwy.

To jednak nie koniec wydarzeń. W niedzielnym slalomie też nie obyło się bez ciężkich kontuzji. Slalomowy stok w Kitz jest bardzo trudny i sam w sobie wystarczająco spektakularny. Ma dwa duże przełamania terenu, ale przecież można tak ustawić trasę, żeby zawodnicy nie „fruwali” z tychże krawędzi. Ustawiacz pierwszego przejazdu wziął sobie chyba za cel wytyczenie czegoś gorszego od pamiętnego drugiego przejazdu z Soczi. Udało mu się znakomicie, tyle tylko, że Guiliano Razzoli już zapewne rehabilituje kolano po operacji odtworzenia więzadła.

W cieniu kraks zjazd wygrał bardzo zasłużenie i zupełnie nieprzypadkowo Peter Fill, który na początku sezonu założył zwycięstwo w Wengen lub Kitzbühel. Na miejscu drugim wracający do formy Beat Feuz, a na trzecim Carlo Janka. W slalomie po niesamowitym drugim przejeździe zwyciężył Henrik Kristoffersen wyprzedzając o 0,03 sek Marcela Hirschera i o 0,45 sek Fritza Dopfera.

Panie w Cortina d’Ampezzo rozegrały zjazd i supergigant. W pierwszej konkurencji zwyciężyła Lindsey Vonn przed Larissą Yurkiw i Larą Gut, a w drugiej… Lindsey Vonn przed Tiną Weirather i Viktorią Rebensburg. Wygląda na to, że Lindsey Vonn staje się pomału Sereną Wiliams kobiecych konkurencji szybkościowych i nie ma nią mocnych, jeśli nie popełni wyraźnego błędu.

Wtorkowy slalom w Schladming padł łupem – jakżeby inaczej – Henrika Kristoffersena, który wyprzedził Marcela Hirschera i Aleksandra Choroszyłowa. Godnym odnotowania jest fakt, że Hirscher po absolutnie fenomenalnym drugim przejeździe wskoczył na drugie miejsce podium atakując z 22.

No i jeszcze wiadomość z ostatniej chwili. Ted Ligety także „urwał” sobie kolano podczas treningu giganta. w tym sezonie kontuzje to naprawdę istna plaga i FIS musi zastanowić się, co zrobić dalej. Moim zdaniem zwolnić, ale to temat na większy materiał.

O Autorze

Tomasz Kurdziel

Redaktor naczelny, założyciel i pomysłodawca Magazynu NTN. W dzieciństwie otarł się o WKN, przez wiele lat był członkiem AKN. Po roku 1981 przez 18 lat przebywał w Norwegii i Szwajcarii. Założył i przez wiele lat prezesował UIK Alpin na Uniwersytecie w Oslo. W latach 1985-1989 startował w zawodach FIS. Na początku lat 90. startował w zawodach snowboardowych (konkurencje alpejskie). Od 1997 roku pasjonat i promotor carvingu w Europie. Członek komitetu organizacyjnego FIS Carving Cup. W chwilach wolnych komentator Eurosportu. Obecnie entuzjasta freeride’u, motocyklowego enduro i windsurfingu.

Podobne posty

  • Antoni

    Mam pytanie do pana redaktora.
    Dlaczego nie wspomniał pan o dwóch zawodnikach z polski którzy startowali na jednej z trudniejszych tras w PŚ???? Najpierw ich pan krytykuje a jak juz coś zrobią to ani słowa o nich. Ja jako Miłośnik pańskiego magazynu szczerze jestem zawiedziony brakiem informacji na temat wyników naszych reprezentantów, niezależnie od tego jakie te wyniki by niebyły. A z drugiej strony to nie pamietam abyśmy mieli w ostatnich czasach dwóch zawodników w 30 PŚ.
    Pozdrawiam Antoni

  • Czeslaw

    Tez zwrocilem uwage na to samo… brawa szczegolne dla Macka Bydlinskiego bo znowu zapunktowal w PS. Co prawda super gigant mu nie wyszedl, ale slalom solidnie zjechany i wskoczylo kilka punktow. Martwi mnie to, ze magazyn ntn pisze o rywalizacji polakow w wintercupach – zawodach podworkowych, a o rywalizacji na najtrudniejszej gorce PS ani slowa…